Od redakcji 130(181), czyli jest coraz zimniej.

Z okazji Narodowego Święta Niepodległości i swego stulecia Teatr Nowy w Poznaniu wystawił Wesele Stanisława Wyspiańskiego w inscenizacji Mikołaja Grabowskiego. Spektakl, zrecenzowany dla nas przez Adama Domalewskiego, najwyraźniej dezawuuje Wyspiańskiego. Dość, że cały III akt, będący szczytem polskiego dramatopisarstwa, grają aktorzy unieruchomieni na scenie. W przedpremierowym wywiadzie dla portalu kulturapoznan.pl Grabowski ujawnił wymowę swej inscenizacji, jej współczesny podtekst polityczny, utrzymując, że „dzisiejsze czasy, mimo braku niewoli czy rozbiorów, doskonale rezonują” z tymi, w których Wesele powstało.

Plakat do Wesela w reż. Mikołaja Grabowskiego w Teatrze Nowym w Poznaniu

„Dzisiaj przecież – przekonywał – też ciągle słyszymy krzyki o zdradzie, polskości (każdy rozumie przez to zupełnie co innego), przywiązaniu do plemienia, uświęceniu tradycji (tak jakby ona była jedynym warunkiem naszego istnienia). Co ważniejsi wróżą, stawiają tezy, podsuwają pod nos rozwiązania, a na koniec z niemocy krzyczą, wrzeszczą, szturchają się, targają, rozpychają i… nic. Czekają na mesjasza Chochoła…”. Trudno uwierzyć, że uformowany w Krakowie reżyser starego pokolenia, który po raz czwarty wystawia Wesele, a grał Widmo w rekonstrukcji prapremiery i kierował sceną narodową, po prostu nie rozumie dramatu Wyspiańskiego i dlatego go dewastuje. Znamienny jest też ilustrujący wywiad plakat do jego inscenizacji, ze świnią na biało-czerwonych skrzydłach wznoszącą się do nieba. Ma to być zapewne kwintesencja Wesela jako syntezy polskości. A jest kolejnym przejawem panświnizmu.

W obliczu bestialstw dokonywanych na Ukrainie przez żołnierzy Władimira Putina, skazywania milionów ludzi na życie w strachu, na dodatek w ciemności i zimnie, cały świat odruchowo zaczął bojkotować dzieła kultury rosyjskiej i jej współczesnych wykonawców, zwłaszcza jeśli poparli wojnę lub dyktatora, który ją rozpętał. Polskie władze uznały tę reakcję za uzasadnioną i jeszcze jeden element presji wywieranej przez Zachód na Rosjan, aby zaprzestali agresji. Jednak rodzime teatry, które w 2018 roku ostentacyjnie zignorowały stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości, teraz, w odpowiedzi, zaczęły na masową skalę wystawiać rosyjską literaturę. W rezultacie w obecnej edycji mamy dokonaną przez Wojciecha Kielera analizę Wiśniowego sadu Antona Czechowa zainscenizowanego przez Łukasza Kosa w Teatrze im. Horzycy w Toruniu. Z kolei Kamil Bujny omówił montaż dzieł Czechowa zainspirowany reportażem historycznym o kobietach w jego życiu – Antonówki, przygotowany przez Janusza Opryńskiego w Opolu.

Pod wpływem wojny na Ukrainie Maja Kleczewska zrealizowała w Teatrze Śląskim w Katowicach adaptację Łaskawych Jonathana Littella, którą zrelacjonowała dla nas Magdalena Mikrut-Majeranek. Warto przypomnieć, że do polskiego teatru wprowadził Łaskawe Krzysztof Warlikowski w powstałej w warszawskim Nowym w 2009 (A)pollonii. W usta powracającego spod Troi Agamemnona z Orestei Ajschylosa przeobrażonego w polskiego żołnierza włożył on początkowy monolog Maximiliana Aue dowodzącego, że wszyscy ludzie są gotowi popełniać na wojnie najstraszliwsze zbrodnie. W 2016 roku natomiast w lubelskim Teatrze Provisorium własną adaptację powieści Littella, zatytułowaną Punkt zero, wyreżyserował Opryński. Notabene bohater powieści Littella spotyka na Krymie Maszę, siostrę Czechowa, z którą łączyła pisarza bardzo intensywna relacja, choć nie aż tak jak Auego z jego siostrą Uną.

Felieton Okrakiem na barykadzie jest repliką na opublikowany na początku listopada w magazynie „Plus Minus” artykuł Piotra Zaremby zarzucający mi – w związku z recenzją Dekalogu w Narodowym – że eskaluję wojnę kulturową na polskich scenach, propagując „konserwatywny dogmatyzm”.

Zapowiadamy również poświęcone Nocy listopadowej Wyspiańskiego seminarium dramatologiczno-teatrologiczne w warszawskich Łazienkach, które odbędzie się 26 i 27 listopada.

rw.