
Znikły chmury – to dawne ciemności narzędzie
Stało się niepotrzebnym – ciemność była wszędzie.
„Ciemność” G. Byron/A. Mickiewicz
A czy w czasach Ciemności też będą pieśni?
Tak, w czasach Ciemności będą pieśni o czasach Ciemności
6 grudnia 2019 r. wybrałem się na premierę Patuanú – Czas ciemności w Teatrze Remus od 1995 r. prowadzonym przez uczennicę Eugenia Barby, Katarzynę Kazimierczuk, w tym od 2001 r. na warszawskiej Pradze. To były podobne wzruszenia, co na spektaklach Eugenia Barby, Petera Brooka i Thomasa Richardsa, dzięki zgodności ruchu i głosu, gestu i emocji aktorów, czyli doświadczeniu organiczności aktorskiej ekspresji. Teatr może być miejscem zręcznego kuglarstwa i bijemy wtedy brawa z podziwu, ale może być czymś więcej od samej wirtuozerii gry, miejscem przejawu szlachetnych uczuć ocalających nas przed ciemnością egoizmu, zgodnie z zaleceniem Arystotelesa, by tragedie oczyszczały ludzkie serca. Oczywiście, najlepiej jest jak oba cele bywają osiągnięte jednocześnie. Mimo że Czas ciemności powinien zasmucać swym przesłaniem, mnie uradował, bowiem cudownie jest spotkać ludzi, którzy robią teatr z pobudek etycznych. Nie dla kariery, nie dla pieniędzy, ale dla dawania autentycznego świadectwa kondycji ludzkiej, stanu naszego ducha.
Rzecz jest o odwiecznym konflikcie, o ciemności, w której żyjemy i z którą się spoufalamy, i o szukaniu światła użyczającego wolności. Według Indian Guarani, mityczny ptak Patuanú pomaga odzyskać światło w Czasie Ciemności i ta opowieść, przywieziona przez reżyserkę z interioru Brazylii, zaowocowała poprzednim spektaklem dla dzieci Patuanú – legenda. Obecny drugi spektakl dyptyku przeznaczony jest dla dorosłych. Gra w nim kwartet aktorów – kobieta i trzech mężczyzn przeistaczających się w najrozmaitsze postaci, tak, że trudno jest przypisać każdemu z nich tę najważniejszą.
Wstępem jest poczęstunek przy stole, jak u Thomasa Richardsa. Na stole owoce i herbata, pod ścianami ławy. Jak już każdy się umościł i coś przełknął w drzwiach staje mężczyzna wyglądający na nawiedzonego Rewolucjonistę, czy trybuna ludowego (Alessandro Borroni) i mówi: „Zastanawialiśmy się jak Was przywitać”. I z szeroko otwartymi ramionami zaczyna śpiewać piękną brazylijską pieśń. Wkrótce wtórują mu pozostali. Jest to kapitalne otwarcie. W pieśni jest mowa o reagowaniu na zło poezją, mądrością i rebelią: „Jeśli…na nasze podwórko wkroczy/słowo TYRANIA/weźmy instrumenty/i chodźmy na ulicę, krzyczeć/słowo UTOPIA./ Następnie zaprasza się nas do sali, gdzie znów siadamy na ławach pod ścianami i w ciemnościach jesteśmy świadkami rytualnego obchodzenia stołu pokrytego czerwonym obrusem przez czwórkę postaci z zapalonymi kagankami w rękach śpiewających tęskną karaibską pieśń. W końcu postaci stają i stawiają kaganki na stole, a koryfeusz (znakomity głosowo przez cały spektakl Daniel Brzeziński) intonuje kadencję zamykającą. Brzmi ona jak deklaracja podtrzymywania światła w ciemnościach, ale nie wiemy w jakim historycznym kontekście.
Zaczyna się budowa muru, chroniącego przed ciemnością, przy pomocy czterech długich stołów, którymi aktorzy zręcznie manipulują, ustawiając je w najrozmaitszych konfiguracjach. Służą im one za pomosty i ochronę przed niebezpieczeństwem w myśl poświęcenia wolności dla bezpieczeństwa. To jednak budzi reakcję tych, którzy nie chcą żyć w ciemności i następuje zmaganie. Pojawiają się dwa demony, z mitów brazylijskich Indian Guarani, w kolorowych szatach zakrywających całe ciało. Jedna z nich to ów czerwony obrus z doczepionymi skrawkami jakichś napisów. Słyszymy wiersz Byrona/Mickiewicza o ciemności ogarniającej świat. Po deklaracji, że „poetów-fascynatorów wyświęcimy z naszego Miasta”, przypominającej jako żywo zalecenie Platona z Republiki, mamy przemówienie świeżo wybranego prawicowego Prezydenta Brazylii, który przysięga przed Bogiem, że wprowadzi rządy twardego prawa, dające szerszy dostęp do broni, zaostrzające przepisy antyaborcyjne i odmawiające praw mniejszościom seksualnym. Następnie, Poeta, którego gra świetnie ruszający się tancerz butoh Rui Ishihara, cicho recytuje wiersz Czesława Miłosza Przypowieść o maku, o tym, że wszyscy budujemy sobie domy na ziarnkach maku. Albo uleganie tyranii, albo artystyczna utopia, tak przedstawia się wybór przed jakim stoimy.
Rewolucjonista, który zapraszał widzów do sali i grał też kryjącego się za murem przed niebezpieczeństwem człowieka, zostaje najpierw zamknięty w trumnie ze stołów, by potem zmartwychwstać jako Artysta. Przedstawia się: „Jestem Arthur Bispo do Rosário. Przez 50 lat żyłem w zakładzie dla psychicznie chorych.” Chodzi o wybitnego brazylijskiego twórcę assemblage’y – instalacji ze znalezionych przedmiotów, które pokazano po jego śmierci na Biennale w Wenecji w 2013 r. Czarny biedak, który w zakładzie psychiatrycznym zachował godność i tworzył sztukę, przeżył wstrząsy elektryczne i lobotomię, i był w gruncie rzeczy zranionym uzdrowicielem z duchową misją. Jego największym dziełem była Szata Prezentacyjna, którą, jako głęboko wierzący, chciał założyć w Dzień Sądu Ostatecznego. Dlatego też w końcowych scenach, Rewolucjonista wkłada na siebie czerwony obrus-szatę indiańskiego demona. Spektakl kończy się wizją spalającego wszystko apokaliptycznego krwawego słońca, pod którym bohaterowie utopii udają się pociągiem w swą ostatnią podróż.
Aktorzy grają pewnie i spontanicznie, jak na zespół Trzeciego Teatru przystało. Ich ruchy, gesty i głosy są niezwykle plastyczne, co świadczy o dużej wrażliwości i umiejętnościach, a koordynacja i płynność o wysokim poziomie reżyserii. Daniel Brzeziński, Alessandro Borroni i Rui Ishihara, to dojrzali i przykuwający uwagę aktorzy, a młoda Claudia Wawrzyńczyk ma świeżość i werwę. Wiele wypowiadanych przez nich kwestii jest ich autorstwa.
Teatr Remus zawsze poruszał kwestie dyskryminacji, komunikacji międzykulturowej i obrony przed cywilizacją przemocy i chciwości. Poprzedni spektakl Kazimierczuk Obsesja był odważnym i przejmującym studium traumy Marokańczyka, brutalnie pobitego w Polsce na ulicy, znakomicie zagranym przez dziewięcioro aktorów kunsztownie śpiewających wielogłosowe pieśni z Maroka, Ugandy, Korsyki, Brazylii i Bałkanów.
Patuanú – Czas Ciemności jest spektaklem skromniejszym i bardziej kameralnym, lecz o nawet szerszym przesłaniu. Pokazuje, że brak życzliwości wobec osób wrażliwych, szukających prawdy w sztuce, duchowości i w budowaniu braterskich wspólnot, powoduje nie tylko ich społeczne wykluczenie, lecz doprowadzi nas jako patologiczną rodzinę ludzką do degeneracji, jeżeli będziemy ich odtrącać. Warto przypomnieć, że podobną diagnozę postawił był Jerzy Grotowski w swoim ostatnim przedstawieniu Apocalypsis cum figuris.
Mam nadzieję, że nie będzie to ostatni spektakl Remusa z powodu braku środków finansowych. To niebywałe, że teatr utalentowanych i pracowitych artystów, z tak szlachetną misją społeczną, który wyremontował swą nową siedzibę (po spaleniu się poprzedniej w 2013 r.) dzięki pomocy norweskiego mechanizmu finansowego i składce społecznej, nawet wśród członków teatru Odin (Eugenio Barba też się dołożył), i pieniądzom ze sprzedaży mieszkania Katarzyny Kazimierczuk(!), nie dostał na przyszłe lata ani złotówki od władz Warszawy. To czarna niewdzięczność, że teatr, który ożywia zaniedbaną Pragę Północ, grając darmowe spektakle dla dzieci i robiąc teatr uliczny, a także prowadząc najrozmaitsze akcje sąsiedzkie, jest traktowany po macoszemu. Wielki wstyd, Rado Warszawy!
Tu o sztuce Artur Bispo do Rosário: https://universes.art/en/magazine/articles/2013/arthur-bispo-do-rosario
Patuanú – Czas Ciemności: Reżyseria: Katarzyna Kazimierczuk. Scenografia: Katarzyna Piotrowska, Alessandro Borroni. Obsada: Alessandro Borroni, Daniel Brzeziński, Rui Ishihara, Claudia Wawrzyńczyk, prem. 6 XII 2019, Teatr Remus, Warszawa
Ilość odsłon archiwalnych: 92