
Żywot sceniczny wielkich gwiazd podzielić można na dwie fazy: pierwszą stanowi czas ich występów, drugą – legenda podtrzymywana nagraniami, coverami, programami upamiętniającymi. Z reguły cezurę między tymi okresami stanowi przejście na emeryturę lub śmierć artysty czy artystki. Zdarza się jednak tak, że wielki twórca milknie u szczytu swojej sławy. Wówczas nić jego legendy przędzie się równolegle do dalszych – często ukrytych w cieniu – losów jego życia. Życia, którego jedynie skrawki docierają do odbiorcy, zatem wzbogacane są reminiscencjami, domysłami, plotkami, kształtując drugą legendę, której tok splata się i wzmacnia tę pierwszą. Temu właśnie zjawisku poświęcony jest dramat Pawła Jurka Lady Baba, w którym pobrzmiewa silnie przetworzona opowieść o losach Ewy Demarczyk. Artystka ta, obdarzona charyzmatycznym, pełnym ekspresji głosem, zamilkła w 1999 roku i niedługo później całkowicie wycofała się z życia publicznego. Kolejne dwadzieścia lat jej życia owianych jest tajemnicą, podobnie jak i motywy decyzji o opuszczeniu sceny u szczytu popularności.
Jurek dzieli swój dramat na siedem scen i wprowadza sześć postaci, nie licząc kota. Autor, jak sam zauważa, nie rozpisuje dialogów na poszczególnych bohaterów, „by nie zamykać wyobraźni” odbiorcy. Kwestie są jednak na tyle czytelne, że bez trudu przypisać można je osobom dramatu. Niedookreśloność pełni jednak istotną rolę w konstrukcji sztuki. Struktura świata przedstawionego, choć momentami zdaje się być osadzona w rzeczywistości (pojawiają się konkretne nazwy ulic, data, nazwiska rzeczywistych piosenkarzy z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku), w istocie stanowi jej nieostre odbicie. Autor wprowadza estetykę oniryzmu graniczącą momentami z teatrem absurdu. Akcja rozgrywa się nocą, co prowokuje wizyjność i ustawiczne ścieranie się fikcji z empirią.
Bohaterką dramatu jest Ewa Koman, gwiazda estrady, która w pewnym momencie, porzucając karierę, tak skutecznie zaszyła się w cieniu, że nie jest w pełni jasne dla nikogo, czy artystka nadal żyje, czy już nie. Piosenkarka stała się ofiarą nałogów (alkohol, narkotyki) oraz wpływów niewłaściwych ludzi takich jak fikcyjny Lars Habon. Postać Koman ukazana jest zarówno z perspektywy otaczający ją ludzi: bliskich (trwający wciąż przy niej mąż) i przypadkowych (Nieznajomy) jak i przez pryzmat własnej, skomplikowanej emocjonalności. Pełna jest wewnętrznych sprzeczności. Wciąż kocha muzykę, choć nie chce śpiewać własnych piosenek. Panicznie boi się być nagrywana i fotografowana. Z lęku przed intruzem gotowa jest wyskoczyć oknem. Nadal jednak lubi rozdawać autografy. Z jednej strony łatwo wpada w gniew, stosuje wulgaryzmy, z drugiej pełna jest czułości względem Danusi i opiekuje się kotem. Odpisuje na listy sprzed kilkudziesięciu lat i rozmawia przez telefon z ludźmi, których nigdy nie spotkała, skarżąc się na depresję. Jej postrzeganie świata jest mocno zaburzone, myśli zaś splątane zapewne przez narkotyki, które wciąż zażywa. Nie zauważa, że Danusia nie jest córką piekarki, ale dzieckiem Larsa. Nie rozpoznaje własnego męża udającego matkę dziewczynki. Nie panuje ani nad swoimi emocjami, ani nad otaczającą ją rzeczywistością.
Pozostałe postaci dramatu także mają płynną konstrukcję. Piotr Szubert, fan Ewy Koman, którego troska o artystkę jest katalizatorem scenicznych wydarzeń, przebywa w australijskim Perth. W tekście zredukowany został jedynie do głosu rozbrzmiewającego w słuchawce telefonicznej. (Perth to miasto, w którym koncertowała Demarczyk, co stanowi jedną z poszlak pozwalających na łączenie Koman z Czarnym Aniołem). Piotr stanowi dla artystki kontrapunkt otaczającej ją rzeczywistości. Wydaje się być w jej świadomości jedynym bliskim – choć wciąż nominalnie obcym człowiekiem, któremu zarówno powierza egzystencjalne lęki, jak i zwierza się z trywialnych aspektów codzienności, takich jak przepis na pesto z pokrzyw.
Nieznajomy, którego Piotr prosi o interwencję w domu Ewy, to postać everymana. Wiemy o nim jedynie, że mieszka na Górnośląskiej i że rozstał się z Dorotą. Mimo że pozbawiony jest personaliów, to dzięki niemu poznajemy bezpośrednio artystkę, zderzamy się z jej neurozami. To on finalnie prowokuje ją do wypowiedzenia najbardziej osobistej kwestii. Narasta w nim fascynacja artystką i chęć niesienia jej pomocy. Uosabia w pewnym sensie tę część publiczności, której wydaje się, że zna artystkę i ma prosty przepis na to, jak przywrócić ją życiu publicznemu.
Najbardziej nieoczywistą postacią dramatu jest mąż Ewy. Jego tożsamość została rozbita. Występuje jako matka Danusi, popularna drag queen Evita Koman, która wykonuje piosenki wielkiej divy w stołecznych kabaretach, a także jako wierny towarzysz życia i opiekun artystki, który jednak nie ma ani siły, ani nadziei, by wyzwolić ją z kręgu władających nią demonów. To on po początkowym akcie agresji odkrywa przed nieznajomym mroczne fakty z przeszłości Ewy, jednocześnie akceptując obecne status quo.
Danusia, cierpiąca na zespół Aspergera, żyje w alternatywnej rzeczywistości. Jest dzieckiem, wierzy bezkrytycznie w to, co się jej mówi i oczywiście nie może stanowić dla Ewy punktu oparcia. Sąsiadka zaś jest figurą obojętnego kohabitanta, który zdaje sobie sprawę z nienormatywności tego, co dzieje się za ścianą, postanawia jednak nie ingerować.
Jest też wspominany w tekście Franciszek Kmita vel Lars Habon, człowiek o wielu biografiach: nawrócony narkoman, buddysta kręcący filmy o papieżu, Fatimie i św. Faustynie Kowalskiej. Postać tę można odczytywać pars pro toto jako wizerunek wielu ludzi, którzy doprowadzili Ewę do upadku. Lars może być także dalekim echem postaci rzeczywistego drugiego męża Demarczyk, jej wielkiej destrukcyjnej miłości, o której piszą Angelika Kuźniak i Ewelina Karpacz-Oboładze w książce Czarny anioł. Autorki przytaczają także notatkę Teresy Torańskiej z jej rozmowy z Demarczyk: „Rośliny są bardziej oddane niż ludzie. Ja się na ludziach zawiodłam”.
Niezwykle istotna jest w dramacie struktura przestrzeni. W jej centrum znajduje się mieszkanie Koman. Zawieszone jest ono między dwoma porządkami – mimetycznym i mitycznym. Jurek podaje jego dokładną lokalizację, wiemy, ze mieści się w bloku z czasów Gierka, poznajemy jego banalną topografię. Dom w Warszawie przy Myśliwieckiej 79, w rzeczywistości nie istnieje, a Demarczyk ostatnie lata spędziła w Wieliczce. Kluczem do mieszkania Ewy okazuje się śpiewanie na klatce starych piosenek, otwiera się ono wówczas niczym sezam. Panuje w nim oniryczny półmrok. To klatka przeszłości, która więzi zarówno Ewę, jak i tych, którzy próbują zbliżyć się do jej tajemnicy. To świat zawieszony między życiem a śmiercią, co znakomicie ilustruje wizja Ewy wiszącej na okiennym parapecie.
Przestrzeń zewnętrzna to Warszawa, której mieszkańcy traktują artystkę obojętnie (Sąsiadka) lub godzą się na grę iluzji. Prawdziwa Ewa przestała być potrzebna, skoro nie chce nadal śpiewać. Odbiorcom wystarczą namiastki: jej płyty, występy Evity Koman. Jest też leżące za oceanem Perth, odległe niczym gwiazdy z dalekiej galaktyki. To z daleka widzi się tu ostrzej. Dopiero z tej perspektywy bohaterka dramatu jawi się nie tyle jako artystka, ale jako nieszczęśliwy, uwikłany w siebie człowiek.
Ważnym komponentem sztuki są też motywy muzyczne. Kluczem do rzeczywistości Koman są Żółte kalendarze, piosenka Piotra Szczepanika do tekstu Jerzego Millera. „Wróć do krainy marzeń, gdzie zawsze wiosna trwa” to w kontekście dramatu manifestacja dychotomii między kaleką rzeczywistością a pięknem świata wspomnień, kiedy „miałeś wszystko”, zanim pojawił się diabeł. Podobne przesłanie ma również nucona przez Ewę La Gospode, francuska wersja przeboju Jadą wozy kolorowe wykonywana pierwotnie przez Helenę Majdaniec. Niezwykle przejmujący, w kontekście losów Koman, jest także śpiewany przez nią fragment rosyjskiej piosenki Bubliczki w tłumaczeniu Andrzeja Własta: „Tę prośbę mam jedną, gdy gwizdy w krąg zbledną, wspomóżcie mnie biedną (…)”. To rozpaczliwe wołanie o pomoc artystki, która nie chce dawać światu strzępków swego dawnego talentu i nie odnalazłaby się w świecie reklam i talent show. Ewa Demarczyk, prototyp Koman, nie lubiła nigdy publicznych występów, wyjąwszy momenty, w których mogła śpiewać i władać emocjami publiczności. Cechowała ją absolutna perfekcja. Gdy nie mogła jej zaprezentować – milkła. W śpiewanych przez bohaterkę Lady Baby Bubliczkach, niewypowiedziana wprawdzie w dramacie, ale zasugerowana obawami Piotra, pojawia się wizja końca ciemnej drogi, potencjalnego samobójstwa: „a jak w tej złej dobie, zrobię coś sobie”.
Tajemnica Ewy Koman w utworze Jurka nie zostaje rozwiązana. Dramatopisarz nie precyzuje, czy artystka żyje w mrocznym mieszkaniu, czy pozostała już tylko w świecie snów, wspomnień i domysłów. Trudno też zdecydować, która z tych wizji jest bardziej przygnębiająca. Legendarna postać odarta z legendy, pozbawiona swej magicznej mocy jest jak opustoszała po sezonie karuzela, z której zsiadły madonny, jak cisza wrześniowa w martwym tomaszowskim pokoju. Między wersami dramatu rozbrzmiewa memento: „Czy pamiętasz, jak ze mną tańczyłeś walca, panną, madonną, legendą tych lat?”…