Marzena Kuraś / CISZA CZYLI GŁOS. O SZTUCE IWONY E. RUSEK „CISZA”

Cisza Iwony Rusek w brawurowy sposób łączy dwa wątki, które dotąd uważane były za pochodzące z dwóch różnych porządków: rozliczenia przeszłości PRL i samostanowienia kobiety.

Czy tytułowa cisza jest jedynie brakiem czegoś, brakiem dźwięków, brakiem bodźców, czy może, jak pisał Cyprian Kamil Norwid, „cisza jest głosów zbieraniem”. Można by zadać jeszcze cały szereg pytań o znaczenie ciszy, różne jej konotacje i konteksty. W słuchowisku Iwony Rusek cisza występuje raczej jako „głosów zbieranie”. Możemy odszukać w nim ciszę absolutną, czyli ciszę śmierci. Jednak nie tej, w której nie mamy udziału, gdyż nas dotyczy, a tej ciszy śmierci, której świadomość posiadamy, ale milczymy, ciszę tę zachowując w głębi serca i ciszy umysłu.

Tytuł słuchowiska sugeruje, że podstawowym zagadnieniem będzie w nim właśnie cisza. Okazuje się jednak, że autorka jako pierwszoplanową warstwę swej opowieści przedstawia historię młodej, dwudziestopięcioletniej dziewczyny, Eli, zmagającej się z własną tożsamością, poszukiwaniem siebie prawdziwej, własnego ja i swojej wartości w świecie jednoznacznych wartości pozbawionym. Pomaga jej w tym historia własnej rodziny, której poznawanie i zgłębianie doprowadzi ją do prawdy o sobie. I poprzez główną bohaterkę ta cisza absolutna będzie mogła wybrzmieć.

Elę poznajemy, gdy w scenie pierwszej rozmawia z ojcem na temat dokumentów dziadka, które sama zamówiła kiedyś w Instytucie Pamięci Narodowej, o czym już zapomniała. Nie przeczytała ich wówczas i teraz wraca do bolesnej historii rodzinnej. Dziadek, Stanisław Małek, rocznik 1920, należał do Krakowskiej Brygady Kawalerii, 8 Pułku Ułanów Księcia Józefa Poniatowskiego. W sierpniu 1939 został przesunięty do Pułku Piechoty w Warszawie i do końca walk brał udział w obronie stolicy. Jako jeniec, miał zostać wywieziony do oflagu, ale udało mu się uciec z transportu. W 1940 wstąpił do Związku Walki Zbrojnej, później przekształconego w Armię Krajową. Po wojnie za przynależność do AK uznany przez władze komunistyczne za bandytę, został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa, był torturowany i więziony przez wiele lat. Teraz jego wnuczka, Ela, chciałaby się dowiedzieć w jakich okolicznościach został w 1947 r. zatrzymany. Dziadek, jeszcze za życia, nie chciał o tym wspominać. Zachowywał zupełne milczenie. W pewnej podsłuchanej rozmowie dziadka z kolegą dziewczyna usłyszała, jak mówił: „Ilu naszych chłopców leży jeszcze pod podłogą w tej… sam nie wiem… Tylko cisza po nich została…”

Jedynym świadkiem tamtych dni i aresztowania dziadka była babcia i to właśnie rozmowa z nią stanowi najobszerniejszą część słuchowiska. W epizodach Eli z babcią autorka często odwołuje się do reminiscencji. Wracają rozmowy dziadków – Heleny i Stanisława, przysięga żołnierzy AK wierności Ojczyźnie, aż do ofiary życia, ale także sceny z przesłuchań, podczas których nie udało się torturującym złamać Stanisława Małka – nie zdradził swych dowódców. Gdy Ela pyta: „dlatego całe życie o tym milczał?”, babcia odpowiada: „ Milczenie bierze się z cierpienia, z krzywdy, z poczucia hańby, bezradności i całkowitego osamotnienia. Ten, który milczy, nosi w sercu ból własny i ból tych, którzy musieli odejść z krzykiem.” Cisza, porównywana często do lustra duszy, jest tu także odzwierciedleniem stanu duchowego Stanisława Małka, wynikającego z tragicznych przeżyć i doświadczeń.

W skali ogólnospołecznej sprawa wydaje się przegrana, „bo czas już minął” – jak mówi babcia. Jednak cisza ta istnieje w czasie i prawda o minionych wydarzeniach może wybrzmieć i zaistnieć poprzez indywidualne losy, jak w tym słuchowisku – jako przeżycia Eli, ponieważ cierpienie jej dziadka ma jeszcze jeden, bardzo istotny, aspekt.

Ela usilnie wypytuje babcię o tamte wydarzenia, mówi: „Chciałabym wreszcie poznać tę historię. W końcu to też moja historia, mój los.” Babcia jednak twierdzi, że to tylko chwilowe zainteresowanie, które zawsze się w niej pojawia, gdy porzuca ją kolejny partner i wprost mówi Eli, że jest „najzupełniej w świecie głupia”, bo nie wie kim jest jako człowiek i jako kobieta. Nie potrafi znaleźć odpowiedniego mężczyzny, wszyscy ją zostawiają, gdyż sama nie wie kim jest. Starając się bowiem odnaleźć w rodzinnym losie – trudnym i ciężkim do zaakceptowania, w życiu właściwie przegranym, bez możliwości wyjawienia prawdy – własne koleje życia, Ela ma wątpliwości co do sensu tego wszystkiego, co przeżyli jej dziadkowie i rodzice. Wtedy Babcia uświadamia jej wagę aspektu, który umykał Eli w spojrzeniu na historię dziadka:

ELA: Zastanawiam się, czy to wszystko ma sens?

BABCIA: Co?

ELA: Życie.

BABCIA: Życie zawsze ma sens.

ELA: Wiedziałam, że to powiesz. Ty zawsze tak mówisz.

BABCIA: Bo to prawda.

ELA: Co jest prawdą?

BABCIA: Miłość.

ELA: A czym jest miłość?

BABCIA: Życiem.

I tu następuje rozszerzenia pojęcia tytułowej ciszy. Cisza bowiem to też brak porozumienia pomiędzy partnerami, pomiędzy kobietą a mężczyzną. Iwona Rusek stawia rewolucyjną, śmiałą tezę: nie jesteś w stanie porozumieć się na równych prawach z drugim człowiekiem, stworzyć z nim harmonijnego związku, dopóki nie wiesz kim jesteś – również pod względem tożsamości historycznej, pokoleniowej, rodzinnej.

Współczesne media dużo czasu poświęcają pomocy kobietom w ich toksycznych związkach. Polecają techniki zwiększające poczucie własnej wartości, zalecają ciekawe diety i ćwiczenia fizyczne, warsztaty, treningi, medytacje, oryginalne hobby – wszystko, by lepiej radziły sobie w życiu. Nikt jednak nie wpadł na pomysł, aby poprawić relację partnerską poprzez uświadomienie sobie kim się jest, poprzez umocnienie – czy wręcz zdobycie – świadomości historycznej, pokoleniowej, rodzinnej. Kobieta znająca przeszłość swojej rodziny, świadoma przodków, którzy byli dzielnymi, wręcz bohaterskimi, ludźmi, zmienia stosunek do samej siebie. Zyskuje wiarę w swą wartość i zmienia perspektywę, ustawia na nowo system wartości – odzyskuje swój głos.

Cisza Iwony Rusek na przekór filozofii płynnej ponowoczesności ukazuje nieopisane dotąd pożytki płynące z poznawania dziejów własnej wielopokoleniowej rodziny oraz narodu będącego wspólnotą żywych i umarłych – trwających dzięki sobie nawzajem, i wzajemnie się wspomagających. Uczy jak czerpać siłę z historii, zarówno z dokonań, jak i z klęsk poprzednich generacji, odnajdywać wartości godne obrony i silną tożsamość, która procentuje nie tylko w życiu społecznym, ale również prywatnym.