fot. Wiktoria Cieśla
Maria Stuart Juliusza Słowackiego, reżyseria Martyna Łyko, Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie.
W trakcie 61. Rzeszowskich Spotkań Teatralnych po raz drugi przygotowanych w formule Festiwalu Arcydzieł w przestrzeniach dużej sceny, trzykrotnie wybrzmiały frazy Słowackiego. Pokazano wersje dramatów napisanych w dojrzałym okresie twórczości romantyka: parafrazę Księcia Niezłomnego Calderóna de la Barki w reżyserii Małgorzaty Warsickiej (Narodowy Teatr Stary z Krakowa) i Sen srebrny Salomei w inscenizacji Piotra Cieplaka (Teatr im. Modrzejewskiej w Legnicy). Prezentacje konkursowe zamknął premierowy pokaz jednego z najwcześniejszych dramatów romantycznego poety przygotowany przez zespół aktorski Teatru im. Siemaszkowej, wyreżyserowany zaś przez Martynę Łyko.
Nad tekstem Marii Stuart pracował Słowacki dwudziestojednoletni, zafascynowany historyczną postacią królowej Szkotów. Pociągała go wielowymiarowość jej wizerunku. Kobieta władczyni wśród władczych mężczyzn, nader skuteczna w dworskich grach strategicznych. Słowacki chciał w niej ujrzeć osobę rozrywaną namiętnościami, z uwikłań decydującą się oswobodzić skutecznym cięciem – odsunięciem od władzy męża i wejściem w związek miłosny z Botwelem. Słowacki nie chciał postąpić tak jak Friedrich Schiller, który wzniósł pomnik Marii – okrutnej władczyni. Położył natomiast nacisk na „przebudzenie” kobiety i wejście na drogę dojrzałości.
Od 1989 roku Maria Stuart Słowackiego nieczęsto gości na scenach polskich. Zespół rzeszowskiego teatru wystawił ją ostatnio w 1987 roku, w reżyserii Stanisława Wieszczyckiego. Na ówczesnym plakacie można zobaczyć popiersie kobiety, której twarz zakrywał gąszcz włosów z wplątanym pomiędzy nie sztyletem. Plakat z 2023 roku zdobi portret Marii znany powszechnie z przekazów historycznych. Tylko suknia władczyni nasycona została znaczącym odcieniem czerwieni.
fot. Wiktoria Cieśla
Kolor stał się wywoławczym znakiem tego spektaklu. Centralne miejsce zajmuje podest ukryty pod wysoką konstrukcją stworzoną z kaskadowo spływających długich pasm intensywnie czerwonego materiału. To metaforyczna wieża/komnata (niektórzy wolą widzieć w niej serce lub różę), w której skrywa się królowa (Małgorzata Pruchnik-Chołka). Wieża wskazuje pozycję kobiety, w jej wnętrzu ukryte są insygnia władzy: złożona na postumencie korona (Maria wkłada ją, gdy zaznacza swą królewską pozycję) oraz „wieczna lampka” – symbol jej katolickiej wiary. Maria opuszcza azyl, gdy staje wobec innych i na poły słuchając głosu wewnętrznego, na poły kierując się podszeptami otoczenia, podejmuje ważkie dla siebie i kraju decyzje. Sceny, w których rozmawia ze swoimi stronnikami na dworze – sekretarzem Rizziem (Kacper Pilch) i paziem (Mateusz Marczydło) – pomimo wagi podejmowanych decyzji zyskują delikatność wywiedzioną z nadziei na zmiany korzystne dla Marii. Złowrogie oblicza ukazują światu opozycjoniści – strażnicy racji małżonka, Henryka Darnleya (Paweł Gładyś). Z impetem wchodzą na scenę, gdy Maria usuwa się za zasłony. Są żądni zemsty i krwi. Tworzą spójną, dynamiczną grupę bezwzględnych, doświadczonych graczy: Morton (Waldemar Czyszak), Douglas (Robert Chodur), Lindsay (Józef Hamkało). Kontrastuje z nimi, także wizualnie, postać młodziutkiego idealisty – Nicka (Stanisław Twaróg).
fot. Wiktoria Cieśla
Gdy zdradziecko zabity ginie Rizzio, misterna konstrukcja wieży ulega destrukcji. Opadają czerwone materie. Odtąd królowa pozostaje na oczach członków dworu i widzów. Jej prywatną przestrzeń wyznaczają teraz czerwone materace-podesty. Sceny umieszczane w innych niż samotnia królowej przestrzeniach – zacisze astrologa (Barbara Napieraj) i łoże króla – rozgrywają się na ruchomych metalowych podestach.
Wraz z rozpadem wieży destrukcji ulega psychiczna stabilność Marii. Rzeczy okazują się bowiem inne aniżeli wcześniej jej się zdawało. Nie tylko ona ma wolę spełniania swych pragnień. Pozwolenie na wybuch namiętności, którego sama sobie, ale też pod wpływem słów uroczego pazia, udzieliła, staje u początków upadku. Kochanek Botwel (Robert Żurek) okazuje się szaleńcem i mordercą, który na własnych warunkach użył Marii w grze o władzę.
Słowacki kładł nacisk na psychologię postaci, poszukiwał literackich sposobów przedstawienia huraganu uczuć. Maria w rzeszowskiej inscenizacji jest delikatna, drobna, dziewczęca, ma ciemne, upięte w kok włosy i usta pomalowane jaskrawoczerwoną szminką. Gdy udaje się do małżonka współwładcy, wkłada długi czerwony płaszcz. Przypomina królową z disnejowskiej animacji. Zwykle jest młodą, zmęczoną kobietą zamkniętą w wieży z racji krwi, która płynie w jej żyłach. Krwi, która już w niemowlęctwie wyniosła ją na tak wysoką pozycję. W swoim zagubieniu Maria deklamuje dumnie brzmiące frazy. Staje przeciw mężowi i przede wszystkim porządkowi, który ją i mężczyzn dworu ukształtował. Więcej w niej niepewnej siebie dziewczyny niż wyniosłej pani. Wydaje się, że skrócenie oryginalnego tekstu oraz rezygnacja z pewnej koturnowości stylu mogłoby pomóc widzom w identyfikacji z emancypującą się królową. Uroku spektaklowi dodaje rozbudowana rola pazia (Mateusz Marczydło), młodzieńczo zakochanego w mistrzyni, której bliskość tak ceni, przy której wzrasta, dojrzewa i ginie otruty. Atrakcyjny okazał się też duet dwóch żyjących na dworze chłopców wchodzących w dorosłość. To wspomniani już paź i trefniś Nick. Należą do wrogich sobie obozów. Są maksymalistami i idealistami, prężą muskuły, chcą, by już teraz widzieć ich takimi, jakimi w niedalekiej przyszłości pragną zostać. Są absolutnie oddani swoim władcom, lojalni i uważni. To oni właściwie są wyrazicielami racji panujących.
Trefniś nosi odzienie, jak na trefnisia przystało, w biało-czarne wzory. Kostium pazia jest monochromatyczny. Stroje te, podobnie jak w przypadku ubioru pozostałych mężczyzn dworu łączą elementy „z epoki” z nowoczesnymi. Często szyte z kawałków, z recyklingu, ekologiczne. W spektaklu bardzo dużo mówi się o miłości – grze. Przypominają o tym nawet karciane serduszka kier na pantofelkach Marii i skórzanej ramonesce pazia. Kochanek Botwel nosi czerwoną koszulę pod kamizelką zszytą z ciętych kożuchów.
fot. Wiktoria Cieśla
Kolorystyka scenografii intensyfikowana jest przez wyświetlane w głębi sceny projekcje digital artu: przepływ fal na tle architektonicznych detali/ornamentów. Te projekcje lokują intrygę w mrocznych czasach XVI wieku. Gdy akcja nabiera tempa, a uczynki obnażają podłość ludzi, wśród wyświetlanych kwiatów wyłaniają się ciemne, ruchliwe owady. Atmosferę zagrożenia podkreśla niebieska poświata.
Ścieżka muzyczna Dawida Kollara w swym innowacyjnym charakterze nawiązuje do muzyki renesansu (Rizzio był nie tylko doskonałym śpiewakiem, ale grał też w orkiestrze na dworze królewskim). Kompozytor wykorzystuje eksperymentalne brzmienie gitary, łącząc elementy współczesnej improwizacji z historycznym brzmieniem instrumentów smyczkowych.
Maria Stuart Autor: Juliusz Słowacki;koncept i reżyseria: Martyna Łyko; scenografia i kostiumy: Agata Widomska; muzyka i wykonanie: David Kollar, Arve Henriksen (trąbka); choreografia: Tobiasz Berg; digital art: Aneta Sieniawska; reżyseria światła: Katarzyna Łuszczyk. Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie, premiera 18 listopada 2023.