Edward Jakiel / „GDZIEŻ JEST, O ŚMIERCI, TWOJE ZWYCIĘSTWO? GDZIEŻ JEST, O ŚMIERCI TWÓJ OŚCIEŃ?”*

mat. teatru, fot. Paweł Kamiński

Śmierć Iwana Iljicza Lwa Tołstoja, jako utwór prozatorski, wymagała adaptacji do potrzeb spektaklu teatralnego. Stąd różnego rodzaju zabiegi realizatorów gdańskiego przedstawienia, ingerujące w strukturę dzieła, kolejność prezentowanych dialogów i zdarzeń oraz wybór treści przeznaczonej do inscenizacji. Z kompozycji, jaką stworzyli z Tołstojowskiego tekstu, wyłania się przejrzysty obraz losu Iwana Iljicza i jego wewnętrznego świata, w którym zmagał się z chorobą, rozpaczliwą próbą jej wyleczenia, i borykał się ze świadomością umierania, wreszcie z agonią. A wszystko to w kontekście relacji Iwana Ilijicza Gołowina (Krzysztof Matuszewski) z małżonką, Praskowią Fiodorowną (świetna rola Małgorzaty Brajner!), najbliższym otoczeniem i środowiskiem, w jakim się obracali.

Dobór treści i kompozycja całości pozwalały reżyserowi na dość swobodny wybór postaci z opowiadania Tołstoja. Tak więc obok tytułowego bohatera, jego żony i córki Lizy (Katarzyna Z. Michalska), występuje w tej gdańskiej inscenizacji jeszcze służący Gerasim (Robert Ciszewski) i narzeczony Lizy – Fiodor Pietrowicz Pietryszczew (Piotr Łukawski). Reżyser umieścił swych protagonistów w mieszkaniu Gołowinów, co pozwoliło mu bezpośrednio konfrontować ich postawy i poglądy na to, co się w życiu, a w zasadzie w chorobie Iljicza, dzieje. W obecności zebranych przy stole w czasie posiłku osób zostaną przypomniane najważniejsze momenty z dorosłego życia Iwana, koleje jego kariery, zmieniające się relacje małżonków. Realizatorzy tej inscenizacji dość ciekawie, chociaż momentami zaskakująco, rozwiązali problem kompetencji narratora z opowiadania Tołstoja – w efekcie komentarze i rozwijanie opowieści przejmują poszczególne postaci. Niepodobna na tym poziomie analizy wskazać klucz, za pomocą którego autorzy adaptacji przydzielili im fragmenty narracji, i w rezultacie wielokrotnie mówiono przy stole o Iwanie tak, jakby go tam nie było (stosując formę trzeciej osoby). Czasami nawet sam Iwan mówił o sobie w ten sposób. Powodowało to zacieranie jego tożsamości, nie tylko bowiem wypowiadał swoje słowa i myśli, ale też komentarz narratora do nich lub to, co inne postaci mówiły na jego temat.

Ciekawymi wydają się rozwiązania dotyczące modyfikacji bohaterów tej opowieści. Pierwszą była scena, w której to Gerasim głośno wykrzyczał emocjonalne, mocne słowa Iljicza o zakłamaniu rodziny, o jakimś oszustwie, które unosiło się w jego domu, w świetle którego choroba Iwana Iljicza polegała na czymś innym, czymś, co nie prowadzi nieuchronnie do śmierci. Drobnym, ale znaczącym rozwiązaniem inscenizacyjnym był pomysł, by myśli o złudnej nadziei nieśmiertelności, opartych na sylogizmie („Cajus jest człowiekiem, ludzie są śmiertelni, a więc Cajus jest także śmiertelny“), nie wypowiadał Iljicz, ale jako notatkę ojca, na jego prośbę, odczytała córka. Tym samym podtrzymywała ona ojca niejako w imieniu całej rodziny i otoczenia w kłamstwie, że jego choroba nie wiedzie go ku śmierci („Cajus jest rzeczywiście istotą śmiertelną i naturalnie umierać musi; ale ja, Janek, Iwan Iljicz — ja, to zupełnie rzecz inna. Niepodobna, żebym ja miał istotnie umierać. Byłoby to zbyt straszne!“). Bardzo ciekawym rozwiązaniem scenicznym było zdwojenie postaci – Gerasima wraz z Pietryszczewem. Na przemian lub jednocześnie rozmawiają oni z Iwanem Iljiczem i stanowią zapowiedź tego, co nieuniknione. Wzmożono w ten sposób napięcie, poprzedzające ten ostateczny moment w życiu głównego bohatera.

Jak już wspomniałem, adaptując tekst Tołstoja do potrzeb inscenizacji, Małgorzata Jakubowska i Franciszek Szumiński niektóre wątki i postaci wyeksponowali, niektóre przygasili, inne pominęli. Wynikało to z przyjętej interpretacji utworu rosyjskiego pisarza i zamiaru uzyskania spójności przekazu artystycznego, ale również z układu, kolejności sekwencji, scen i obrazów. Nie pojawia się więc w gdańskim przedstawieniu młodszy syn – gimnazjalista, którego przerażenie w oczach na widok zapadającego się w chorobie ojca Iljicz poczytuje za rodzaj autentycznego współczucia. Jego miejsce w emocjonalnym świecie Iljicza, o czym już wspomniałem, odmiennie niż to jest u Tołstoja, zajęła córka, Liza Iwanowna. Z bardziej rozpoznawalnych fragmentów utworu realizatorzy gdańskiego przedstawienia Śmierci Iwana Iljicza pominęli też scenę początkową – rozmowę znajomych z pracy Gołowina, którzy na wieść o jego śmierci jęli żywo dyskutować, kto obejmie po nim urząd, i jakie inne awanse jego odejście w konsekwencji spowoduje. Tołstoj podkreśla w swym utworze jak wielkimi głupcami są ludzie wypierający ze swej świadomości nieuchronność śmierci i zabiegający o swe przyziemne sprawy. Nieuwzględnienie wspomnianego epizodu (rozmowy kolegów) wynika z „przygaszenia” wątku kariery i pracy zawodowej Iwana Iljicza. Wprawdzie kilka razy wspomina się o tym, ale nie kontekst tego właśnie wymiaru „dobrego życia” Gołowina interesował realizatorów. Pracoholizm jako ucieczka najpierw od małżeńskich problemów, a potem także od choroby, jest formą złudnej autoterapii człowieka. Tołstoj w swym utworze zwraca uwagę na jej daremność i nieskuteczność.

Elementem stałym teatralnej adaptacji Śmierci Iwana Iljicza jest sceniczne milczenie (banalne i chyba niezgodne z celem reżyserskim byłoby nazwanie go ciszą). Pozostawiając wnikliwszemu studium zasadność jego zastosowania w konkretnych momentach spektaklu, chcę podkreślić, że jest ono bardzo potrzebne, ponieważ widz ma możliwość, by choć przez chwilę poddać refleksji zasłyszaną ze sceny myśl. Reżyser tę potrzebę widza najwyraźniej dostrzegł i zaspokoił. Jestem zdania, że te właśnie fragmenty spektaklu stają się nader wymowne, milczą tu bowiem nie tylko aktorzy, ale też widzowie. Można powiedzieć, że przez to milczenie właśnie ci ostatni współuczestniczą w dramacie Iljicza i współtworzą go.

Na podobnej zasadzie jak milczenie, istnieje w omawianej realizacji scenicznej muzyka, dopełniająca przekaz płynący ze sceny. Obok dziewiętnastowiecznych klasyków słyszymy niezwykle ciekawą, subtelną improwizację, która wprowadza wątek mistyczny. Pojedyncze akordy, najwyraźniej „objawiające” symptomy transcendencji, brzmią niezwykle, zbliżając widza do finału tej opowieści. Przypominają jakby pojedyncze (w olbrzymim ritenuto) dźwięki z utworu Stratosfear, a może jeszcze bardziej z Valley of the Sun zespołu Tangerine Dream. Najbliższa jednakże tematycznie i brzmieniowo, odpowiadająca nastrojowi zakończenia dzieła, jest kompozycja muzyczna Wojciecha Kilara do słów pieśni Jak doskonałym tworem jest człowiek… z Hamleta Szekspira, znana z filmów Zanussiego Tydzień z życia mężczyzny, a przede wszystkim z symbolicznej sceny filmu Persona non grata.

Problem zamknięcia, czy raczej zamykania się świata głównego bohatera Śmierci… wyraża sugestywnie prostota scenograficzna i kunsztowne operowanie światłem. Światło oprowadza widza po zamkniętej, skromnie urządzonej przestrzeni salonu, w którym dokonuje się życie Iwana Iljicza, wyostrza jego widzenie, a gasnąc lub słabnąc zacienia to, co w przedstawieniu przemija – słowa, postaci, sytuacje, wspomnienia. Nie będzie jednak synchroniczne z tym, czego doświadczy Iljicz. O ile dla widza światło na końcu zgaśnie, o tyle dla Iljicza zabłyśnie. Choć następuje śmierć, to dla niego samego, jak ujął to Tołstoj, dokonało się coś innego. Bohater Tołstoja zrozumie – a trafniej powiedzieć, że doświadczy – iż śmierci nie ma. Tym samym realizatorzy, idąc tropem rosyjskiego autora, podkreślili jego ideę, będącą przypomnieniem słów proroka Ozeasza, powtórzonymi potem przez św. Pawła w jednym z listów (zob.: Oz 13,14 i 1 Kor 15,55). I taką wymowę, nie zniekształcającą myśli Lwa Tołstoja, przypomina gdańska inscenizacja jego Śmierci Iwana Iljicza w reżyserii Franciszka Szumińskiego.

Śmierć Iwana Iljicza Lwa Tołstoja, Teatr Wybrzeże. Stara Apteka, przekład: Jarosław Iwaszkiewicz; adaptacja: Małgorzata Jakubowska, Franciszek Szumiński; reżyseria: Franciszek Szumiński; scenografia i kostiumy: Katarzyna Kornelia Kowalczyk; opracowanie muzyczne: Marcin Nenko, Franciszek Szumiński; reżyseria świateł: Daniel Sanjuan Cieplewski; projekcje: Andrzej Lawdański, premiera 22 lutego 2020.


*1 List Do Koryntian 15,55

Ilość odsłon archiwalnych: 41