Edward Jakiel/ „JAKBY WAM TO OPOWIEDZIEĆ….?”

Sopocki Teatr na Plaży, wraz z nowohuckim Teatrem Łaźnia Nowa, przygotował przedstawienie Ginczanka. Przepis na prostotę życia, o jednej z mniej znanych, a w zasadzie dość mocno zapomnianej poetce międzywojennej – Sarze Polinie Gincburg, znanej jako Zuzanna Ginczanka. Jej krótkie, ale jakże intensywne życie, tragicznie zakończone rozstrzelaniem przez Niemców, wypełnione było tworzeniem. Pochodziła z Równego na Wołyniu. W Warszawie studiowała pedagogikę, a wyróżniona w konkursie dla młodych poetów, szybko zyskała rozgłos i znalazła się w środowisku warszawskich pisarzy (skamandryci, „Szpilki”). Wojnę spędziła we Lwowie, a po denuncjacji i ucieczce – w Krakowie.  

Znana jej twórczość obejmuje poezję różnotematyczną, w której uwidaczniają się poetyki kilku nurtów międzywojnia, głównie jednak Skamandryci mieli wpływ na jej poezję. Nagła, tragiczna śmierć przerwała jej twórczość, i ten niewątpliwy talent poetycki nie miał szansy się rozwinąć. Ginczankę przypomniano w szczególny sposób w Krakowie, w związku z setną rocznicą jej urodzin. W marcu 2017 roku na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego odbyły się różne wydarzenia, w tym sesja, której rezultatem jest praca zbiorowa (wraz z przekładami niektórych wierszy Ginczanki na kilka języków), pod tytułem Jak burgund pod światło. Szkice o Zuzannie Ginczance, w jakiś sposób dopełniając wcześniejsze studia: monografię Izoldy Kiec Ginczanka. Życie i twórczość z 1994 roku, i studium Agaty Araszkiewicz Wypowiadam wam moje życie. Melancholia Zuzanny Ginczanki z 2001 roku.  

Tekst przedstawienia, utrzymany w formie autoopowieści, dramaturg Piotr Rowicki bogato okrasił wierszami Ginczanki. Ich dobór do poszczególnych elementów przedstawianej biografii jest bardzo trafny. Umiejętnie przenicowuje narrację biograficzną wierszami, przeplatając teksty poetki ze skreśloną przez siebie opowieścią. Opowieść o Ginczance nie jest przeładowana jej poezją, ani nie odczuwa się jej niedosytu. Warto podkreślić dwa szczególnie znaczące elementy tekstu Rowickiego, który z wyczuciem dopełnił nimi zarówno narrację biograficzną, jak też twórczy potencjał bohaterki przedstawienia teatralnego. Jego opowieść rozwija biografię Ginczanki o „plany” Poetki. Nieco zabawnie, ale też nieco ironicznie i refleksyjnie bohaterka sceniczna marzy o tym, kim będzie, jak potoczy się jej artystyczna biografia, jeśli nie będzie tak okrutnego finału jej życia w 1944 roku. Drugim elementem jest subtelny, symboliczny, nader wymowny i przemawiający do widza powrót do dzieciństwa. Narracja biograficzna, po scenach burzliwej kariery artystycznej, zatacza koło. Znów jesteśmy wraz z Ginczanką w Równem, myśl powraca do drobiazgów, do szczególnie zapamiętanych z dzieciństwa babcinych pęków różnych kluczy. To właśnie one i drzwi, które otwierać miały, a których Poetka nigdy nie poznała, staną się mocnym, symbolicznym znakiem. Klucze te otwierają i zamykają sceniczną opowieść. Bardzo ciekawe! Opowieść ta kończy się gwałtownie, nie ma łagodnego „zejścia”, wygaszenia świateł – jak strzałem zabita Ginczanka ginie i opowieść o niej na scenie, w ciemnościach. Jest to bardzo ciekawy pomysł reżysera światła – Mariusza Gierca.  

Na uznanie zasługuje gra Agnieszki Przepiórskiej. Jej aktorstwo jest w tym przedstawieniu wystawione na szczególna próbę. Aktorka pokazała swój talent i warsztat aktorski z jak najlepszej strony. Ona jedna, przez ponad godzinę przedstawiająca dzieje bohaterki, mogła znużyć widzów, ale nic podobnego nie miało miejsca. Przepiórska ani przez chwilę nie osłabia uwagi widza. Stale ją pobudza, zmienia tempo, modeluje melodykę narracji, rozsądnie gospodaruje gestem, niestrudzenie ma mocny głos, co dowodzi perfekcji jej przygotowania warsztatowego i kondycji. Ginczanka w jej wykonaniu jest niesamowita, by to tak kolokwialnie nazwać, unikając wysublimowanych metafor. Raz jeszcze powtórzę: świetna gra, solidne aktorstwo, rola zagrana wytrawnie.  

Świetnym przewodnikiem scenicznym po biografii, a i twórczości Ginczanki, jest muzyka Michała Lamży. Wraz z tekstem Rowickiego i aktorstwem Przepiórskiej muzyka Lamży współtworzy całość zrównoważonej, emocjonalnie nabrzmiałej, mocnej a jednocześnie subtelnej opowieści. Swoją kompozycją, doborem utworów i własnymi aranżacjami Lamża harmonijnie spaja przedstawienie, a jego muzyczne opracowanie jest równoległą narracją, która wypełnia kilka zadań. Muzyka zarówno buduje napięcie, jak również oddaje sugestywnie atmosferę i kulturę międzywojennej Warszawy (wraz z prezentacją obrazów), wpisuje się w dramatyzm sytuacji, jest adekwatnym dopełnieniem przypominanej poezji Ginczanki, wreszcie też dopowiada niewypowiedziane na scenie. Wspominając o tym ostatnim, podam tylko jeden, nader interesujący, „drobiazg” muzyczny. W czasie wspomnień Ginczanki o przykrych doświadczeniach wystąpień antysemickich w Warszawie, Lamża podsuwa jako muzyczne tło ciekawą kompozycję, w którą subtelnie wpisał frazy Roty. Wymowne to, ale interpretację tego pomysłu trzeba pozostawić bardziej rozbudowanemu studium Ginczanki. Przepisu na prostotę życia.  

Twórcom Ginczanki. Przepisu na prostotę życia udało się podołać nader trudnemu zadaniu, jakim jest spektakl biograficzno-artystyczny. Przedstawienie, przy niewyszukanych środkach wyrazu, prostej scenografii (świetnie pomyślane i przemyślane zdjęcia, jako tło monodramu), wciąga widza w świat Ginczanki. Jej świat „staje się” na wyciągnięcie ręki – mimo upływu czasu można zrozumieć, co czuła, czego pragnęła, jak żyła i dlaczego pisała. Może nazbyt wydłużone zakończenie nie przysłania faktu, że realizacja ta jest jednakże opowieścią nierozwlekłą, wartką, a jej dynamika idealnie wyważona. Ginczanka opowiada swoje życie z perspektywy własnych doświadczeń, przeżyć, uczuć i emocji. Mówi do tego głosem własnych wierszy, w tym szczególnie wymownego i poetycko ciekawego – Non omnis moriar… – subiektywnie zatem, ale prawdziwie. Przedstawienie to nie buduje ani mitu dzieła, ani mitu artystki – jest raczej subtelną, chociaż jak sam charakter poetki, nader żywą opowieścią, zjednującej sympatię widza.

Ginczanka. Przepis na prostotę życia. Reżyseria: Anna Gryszkówna, tekst: Piotr Rowicki, scenografia i kostiumy: Anna Maria Karczmarska muzyka: Michał Lamża, wykonanie: Agnieszka Przepiórska. Sopot: Teatr na Plaży/Kraków Teatr Łaźnia Nowa. Premiera w Sopocie 8-9 lutego 2020.  

Ilość odsłon archiwalnych: 59