Edward Jakiel / TRZY ODSŁONY TCHÓRZA (I NIE TYLKO)

fot. Maciej Czarniak / Trójmiasto.pl

Na scenie Konsulatu Kultury w Gdyńskim Centrum Kultury wystawione zostały trzy jednoaktówki Janusza Głowackiego opublikowane w latach 1979-1981, pod wspólnym tytułem: Cześć, kochanie. Głowacki 3.1. Pomysł polegał na tym, że każdą z jednoaktówek reżyserował kto inny, ale grali ci sami aktorzy. We wszystkich trzech dramatach występuje tylko dwoje bohaterów: małżonków lub – jak to się onegdaj mówiło, a co pewne w polszczyźnie Głowackiego istniało – żyjących na kocią łapę. W ich role wcielili się absolwenci wrocławskiej filii Akademii Sztuki Teatralnej w Krakowie – Daria Krzyżaniak i Kacper Gaduła-Zawratyński. Reżyserowali zaś odpowiednio: Spacerek przed snem – Tomasz Man, Zaraz zaśniesz – Sebastian Konrad i Choinkę strachu – Olena Leonenko, wdowa po dramatopisarzu.

W zapowiedzi medialnej przedstawienia akcentuje się, że łączy te trzy jednoaktówki temat relacji osób pozostających w związku podlegającemu widocznym przemianom. Co więcej, sugeruje się, że dobór i kolejność jednoaktówek Głowackiego uwyraźniają tę łączność. Bez względu jednakże na wskazywaną płaszczyznę wspólną trzech dramatów – to nie tylko swego rodzaju historia relacji obojga bohaterów nią jest. Człowiek zawsze, nawet najbardziej odosobniony anachoreta, pozostaje w relacji z kimś drugim, drugą osobą. Toteż i bohaterowie Głowackiego pozostają w takiej relacji (w pierwszej jednoaktówce jest mowa o powstającym, przelotnie bodaj, trójkącie). Poza tymi relacjami, w których na pierwszy plan wysuwa się bardzo silnie zaawansowany proces obumierania uczuć i zastępowania ich chłodem emocjonalnym, wysuwa Głowacki inny, bodaj czy nie ważniejszy, temat. Jest nim tchórz, którym każdy jest podszyty.

Bohater pierwszej jednoaktówki jest tchórzem – nie potrafi bowiem dokonać stanowczych rozwiązań. Nie ma siły, bo się boi być odważnym i niezależnym. Ale boi się też czegoś, czego nie jest w stanie jednoznacznie określić i zwerbalizować. W Spacerku przed snem woli zadać ból zdradzającej go bezceremonialnie żonie, dokonując rzekomego lub dosłownego gwałtu na przypadkowej dziewczynie, niż odważnie nazwać zdradę żony, bronić swego honoru. Nie ma siły, bo jest właśnie zalękniony i słaby, by stawić czoła problemom życiowym i zwykłej codzienności, która po zerwaniu fikcyjnie już tylko funkcjonującego małżeństwa, może okazać się nazbyt dla niego trudna. Lepiej żyć w kokonie fałszu, niż samodzielnie. Pozory zadzierzgnięcia nowej znajomości, która może przerodzić się w uczucie – niczego nie załatwiają.

Podobnie zachowuje się bohater drugiej jednoaktówki, Zaraz zaśniesz. Tak jak jego partnerka (tu już tchórzostwem są oboje podszyci), boi się radykalnych rozwiązań. Boi się przyczynić do usunięcia ciąży, ale boi się – chyba jeszcze bardziej – by urodziło się jego dziecko. Trzeci dramat wreszcie napisany w 1981, który stał się podstawą filmu, Choinka strachu, portretuje tchórza w kilku wcieleniach. Jest to „tchórz domowy”, małżeński rozbitek, skrywający romans. Ale jest to też „tchórz biurowy”, lękający się swego idolatrycznie wyobrażanego szefa. I wreszcie jest to „tchórz polityczny”, konformista, który boi się podjąć jakichkolwiek samodzielnych decyzji, szczególnie, jeśli są to decyzje radykalne, w których musi, poniekąd zgodnie z Ewangelią (Mt VI 24), opowiedzieć się jednoznacznie po jednej ze stron konfliktu: strajkującej Solidarności lub władzy komunistycznej. Ten właśnie potrójny tchórz chowa się za parawanem żony. To ona uświadamia mu, że musi dokonać wyborów, a nawet podpowiada nieheroiczne bynajmniej rozwiązania. Są to jednakże rozwiązania na miarę jej tchórzliwego męża–konformisty.

Każdy z reżyserów, mając wypracowany swój warsztat i własny pogląd na przygotowywaną jednoaktówkę, akcentował to, co uznał za słuszne. Man, który właśnie w relacjach damsko-męskich upatruje wspólnotę tematyczną trzech utworów, dostrzegł walory muzyczne tekstu Głowackiego. Postrzegając Spacerek jako pierwszą część, w której dochodzi do zakochania, nadał swej realizacji walory musicalowe. Chociaż wydaje się to niezbyt ciekawym rozwiązaniem. Mając do dyspozycji skromne możliwość scenograficzne gdyńskiego Konsulatu Kultury, uciekł się też do operowania światłem. Nie ma na scenie rekwizytów, a musicalowa, ale tylko we fragmentach, konwencja pozostawia jedynie iluzję realizmu sytuacyjnego. Tu uwidocznił się, zapewne wielu rażący, styl grania – mówienie nie do scenicznej partnerki a wprost do publiczności. Podobnie niezbyt chyba udanym rozwiązaniem jest próba zagospodarowania przestrzeni scenicznej kinetyką – dość przypadkowo zresztą i raczej niezaplanowaną w szczegółach.

W inscenizacji drugiej i trzeciej jednoaktówki Głowackiego, rekwizyty już są (niektóre wykorzystane w obu), co bardziej urealniło „tu i teraz” przedstawianej rzeczywistości. Realizacja Zaraz zaśniesz skupiona jest na relacji obojga partnerów. Uwidacznia się w niej duża swoboda aktorów, jeśli chodzi o ruch i gest. Wykonywane czynności są bezmyślne, odruchowe. Wszystko bowiem, co podkreśla też światło i muzyka (!) koncentruje się na wyrzucanych z siebie przez parę bohaterów emocjach, werbalizowanych pospiesznie i pauzowanych, co eksponuje ich niepewność i niezdecydowanie.

Leonenko potraktowała już temat szerzej. Przemyślana aranżacja przestrzeni scenicznej, tempo prowadzenia dialogu i świetnie skomponowany „akompaniament” rekwizytów – dają od razu wrażenie, że nie o analizę relacji między małżonkami jedynie chodzi. Praca zawodowa i historia stoją tuż za progiem domu męskiego bohatera więc Leonenko, ujawniając potrójnego tchórza, tak pokierowała inscenizację, by wydobyć ten, jakże skwapliwie przez Głowackiego wyrażony splot lęków i zagrożeń. Rola żony, równie ciekawa co i trudna, została należycie naświetlona. Rozwiązania, które żona podpowiada mężowi, przekraczają jego możliwości, przerastają go. I to właśnie wydobyła z aktora Leonenko.

Cześć, kochanie. Głowacki 3.1. Janusz Głowacki, Spacerek przed snem, reżyseria: Tomasz Man; Zaraz zaśniesz, reżyseria: Sebastian Konrad; Choinka strachu, reżyseria: Olena Leonenko; muzyka, aranżacja, akompaniament: Ignacy Jan Wiśniewski; scenografia i kostiumy: Aneta Piekarska-Man. Gdyńskie Centrum Kultury. Konsulat Kultury. Premiera 31 stycznia 2020.

Ilość odsłon archiwalnych: 53