
Życie pani Pomsel Christophera Hamptona, reżyseria Grzegorz Małecki, Teatr Polonia w Warszawie.
Monodram napisany przez Christophera Hamptona, wystawiony po raz pierwszy w roku 2019, a będący monologiem Brunhilde Pomsel, sekretarki, ściślej zaś stenotypistki, ministra propagandy Trzeciej Rzeszy Josepha Goebbelsa, nosi tytuł German Life (Niemieckie życie). Powstał na podstawie nakręconego w 2016 roku w domu starców w Monachium, z udziałem stupięcioletniej Pomsel, austriackiego filmu dokumentalnego Ein deutschen Leben, to znaczy Niemieckie życie. W 2018, w rok po śmierci Pomsel, wydane zostały w Polsce jej wspomnienia Niemieckie życie. Byłam sekretarką Goebbelsa, z komentarzem politologa Thorego D. Hansena.
W warszawskiej Polonii jednak sztuka Hamptona wystawiona została – w reżyserii aktora Grzegorza Małeckiego i z jego matką, Anną Seniuk, w roli tytułowej – jako Życie pani Pomsel. Na plakacie i w programie, skądinąd w doklejanej po jego wydrukowaniu nocie, teatr musiał podać oryginalny tytuł monodramu. Czyżby kierująca Polonią Krystyna Janda zmieniła tytuł, bo nie chciała się wpisywać w jakoby antyniemiecką politykę sprawującej władzę prawicy, z którą się nie identyfikuje. Jednym z elementów polityki historycznej polskiej prawicy stało się przypominanie zbrodni dokonanych przez Niemców pomiędzy rokiem 1939 a 1945. Jest to reakcja na narastającą, po zjednoczeniu RFN z NRD w roku 1989, tendencję do sugerowania, że odpowiedzialność za wojenne zbrodnie ponoszą wyłącznie naziści, którzy, jak stanowczo podkreśla odrzucająca pojęcie narodowej winy Pomsel, zmienili całe Niemcy w obóz koncentracyjny.
W sztuce Hamptona jednym z największych przestępstw urodzonej w Berlinie w rodzinie proletariackiej Pomsel jest, po utracie posad u żydowskich pracodawców, związanie się z nazistami i zatrudnienie w radiu, a potem w ministerstwie propagandy, głosowanie na NSDAP w wyborach do Reichstagu, a wreszcie wstąpienie do Narodowo-Socjalistycznej Niemieckiej Partii Robotników niedługo po dojściu Adolfa Hitlera do władzy. Pomsel, chociaż była członkinią NSDAP, jak zwyczajni Niemcy staje się w końcu ofiarą wojny. Straciła mieszkanie i cały dobytek w wyniku bombardowań Berlina przez anglosaskie lotnictwo. Po klęsce Trzeciej Rzeszy musiałaby, jak inni berlińczycy, żyć wśród gruzów i znosić głód albo jeść mięso zdechłych na ulicach koni, co obrazuje drastyczny film dokumentalny. Ale aresztowana wraz z najbliższymi współpracownikami Goebbelsa od 1945 do 1950 odbywała karę pięciu lat więzienia w nadzorowanych już przez Związek Sowiecki obozach koncentracyjnych w Buchenwaldzie i Sachsenhausen, gdzie, jak wyznaje, rozważała popełnienie samobójstwa znalezionym nożem. Pod koniec życia Pomsel ubolewa natomiast, że nie przyłączyła się do opozycyjnej organizacji Biała Róża (Weisse Rose), założonej przez rodzeństwo Schollów, zgilotynowane przez nazistów w 1943. Żałuje, że nie zapoznała się z aktami ich sprawy, mimo iż jakoby miała do nich dostęp. W warszawskim spektaklu pojawiają się wówczas w tle portrety Sophie Scholl.
W realizacji Małeckiego podobnego ucieleśnienia doczekała się żydowska przyjaciółka Pomsel, Eva Löwenthal, w którą na wyświetlanych w głębi sceny migawkach filmowych przeistoczyła się Justyna Kowalska, podobnie jak reżyser i odtwórczyni tytułowej postaci będąca aktorką Teatru Narodowego.

Pomsel dopiero z elektronicznej dokumentacji ofiar Zagłady, powstałej przy wybudowanym w 2005 roku Pomniku pomordowanych Żydów Europy w Berlinie, dowiedziała się, że w 1943 Löwenthal wywieziono do obozu Auschwitz, gdzie została zamordowana w styczniu 1945. W utworze Hamptona, zgodnie z tendencją obowiązującą w ponowoczesnej historiografii i kulturze, ludobójstwo dokonywane przez Niemców jest już w istocie zredukowane do Holocaustu. Jego zapowiedzią staje się Kryształowa Noc (Kristallnacht) z 9 na 10 listopada 1938, gdy członkowie SA i SS wybijali Żydom szyby w domach, sklepach i synagogach.
Przerzucanie winy na nazistów, pozornie podważa nagranie kulminacyjnej części najsłynniejszego przemówienia Gobbelsa (Sportpalasetrede) – odtwarzane w spektaklu wraz z tłumaczeniem na język polski w formie napisów – wygłoszonego 18 lutego 1943 w Pałacu Sportu w Berlinie, wspominanego przez Pomsel ze zgrozą. Niemcy, ustami zebranych w hali, wyrazili wtedy zgodę na wojnę totalną (Totaler Krieg). Dialog Gobbelsa z jak gdyby zahipnotyzowanym tłumem, który przystaje na walkę aż do samozniszczenia, brzmi przerażająco i jest najmocniejszym momentem w warszawskim przedstawieniu. Albert Speer dowiedział się jednak potem od Gobbelsa, że na jego rozkaz słuchaczami i niejako partnerami dialogu uczyniono wtedy najbardziej wytresowanych nazistów zwiezionych z całych Niemiec, a wśród nich znalazła się, raczej nieprzypadkowo, Pomsel. Ten wiec polityczny został więc starannie przez ministra propagandy wyreżyserowany i odegrany.
Małecki wprowadził ponadto do blisko dwugodzinnego i nieco monotonnego monodramu, wygłaszanego w zaledwie zamarkowanym pokoju w domu opieki społecznej przez staruszkę siedzącą w fotelu i popijającą herbatę z kubka, szereg wstawek filmowych i muzycznych. Ewokują one kolejne momenty z dwudziestowiecznej historii Niemiec, nie tylko o charakterze politycznym – są również igrzyska olimpijskie w Berlinie w 1936 roku. Małecki zilustrował także opowieść Pomsel fotografiami Gobbelsa i jego żony oraz dzieci, w obliczu klęski Niemiec zamordowanych przez rodziców przed ich samobójstwem. Na końcu wyświetlił portret samej Pomsel, lecz zrezygnował z wyemitowania jakiekolwiek sekwencji z filmu Ein deutschen Leben. Całe przedstawienie wyraźnie ciąży jednak w stronę kina albo telewizji i przynajmniej mnie skłoniło do przekonania, że monodram Hamptona, nawet zagrany przez tak znakomite aktorki jak Maggie Smith w Bridge Theatre w Londynie w 2019 czy Annę Seniuk w Warszawie, nie wytrzymuje konfrontacji z filmem dokumentalnym rejestrującym wspomnienia rzeczywistej Pomsel. Jest to tym bardziej narzucające się, że dramaturgia Hamptona zdradza silne powinowactwa z kinem. Na podstawie Niemieckiego życia w tym roku również powstał film z Maggie Smith. W Polsce Hampton najbardziej znany jest przede wszystkim z ekranizacji adaptacji powieści epistolarnej Pierre’a Choderlosa de Laclosa Niebezpieczne związki oraz Całkowitego zaćmienia w reżyserii Agnieszki Holland, ukazującego życie Arthura Rimbauda, a poza tym z telewizyjnej realizacji Kazimierza Kutza Opowieści Hollywoodu, o emigrantach z nazistowskich Niemiec w USA widzianych oczami dramatopisarza Ödöna von Horvatha.
Teatr może oczywiście do materiału historycznego zaczerpniętego z filmu dokumentalnego dodać swą interpretację albo współczesny podtekst. Publicystka „Gazety Wyborczej” Katarzyna Wężyk w wydrukowanym w programie szkicu Pomselka zaproponowała spojrzenie na nią z perspektywy feministycznej. Rozpoznała w niemieckiej stenotypistce ofiarę nazistowskiego patriarchatu, narzucającego kobietom bierną rolę związaną z prowadzeniem domu i płodzeniem dzieci, choć Brunhilde Pomsel akurat rodziny nie założyła. W sztuce Hamptona ma być ponadto zawarta „znakomita analiza procesu myślenia hilbergowskiego biernego świadka”. Pomsel, która nie dokonywała ani nie obserwowała eksterminacji Żydów, nie sposób jednak wpisać w triadę oprawca-świadek-ofiara ze studium Raula Hilberga Perpetrators Victims Bystanders. Ma być ono „dziś boleśnie aktualne w kontekście rosyjskim”, gdyż prowadzenie wojny na Ukrainie uzasadnia „goebbelsowska w skali i bezczelności propaganda”. Tylko że postkomunistyczna Rosja naprawdę nie musi się uczyć propagandowych kłamstw i manipulacji od Gobbelsa, ponieważ odwołuje się do własnej tradycji zarówno z czasów carskich, jak i bolszewickich. Dziennikarka „Wyborczej” sama dochodzi w końcu do przekonania, że owa rosyjska interpretacja jest „asekurancka”, gdyż prawdziwe pytania, jakie powinien sobie zadać widz wychodzący z Polonii, żyjący pod rządami prawicy, oczywiście brzmią: czy zaprotestowałeś, a przede wszystkim „co zrobiłaś, by pomóc żydowskiej przyjaciółce” i „koledze gejowi”, mimo iż przynajmniej w warszawskim spektaklu żaden więzień lagru z różowym trójkątem nie jest przez Pomsel przywoływany.
Małecki jako reżyser raczej nie słuchał podobnych podpowiedzi i nader solidnie przygotował realizację monodramu osadzoną w historii, na ogół celnie dopełnioną filmami, fotografiami i nagraniami radiowymi. Zamyka ją film z zastosowaniem montażu atrakcji w stylu Siergieja Eisensteina, bo zderzający w coraz szybszym tempie zdjęcia z niemieckich obozów koncentracyjnych z sekwencjami ukazującymi życie codzienne w Republice Weimarskiej, a zwłaszcza w Trzeciej Rzeszy.

Seniuk, nadmiernie nawet ograniczając właściwy sobie ton komediowy do zaledwie kilku kwestii początkowych i końcowej oraz uwag o licznych romansach Goebbelsa z aktorkami, niemal cały monolog prowadzi serio, wydobywając przy tym wszystkie momenty poczucia winy i żalu. Nie zawsze jest w nich wiarygodna, jak w dygresji o Białej Róży. W ogóle nie próbuje zdemaskować Niemki, obnażając jej rozmaite kłamstwa czy samousprawiedliwienia. Blisko osiemdziesięcioletnia Seniuk stara się wzbudzić współczucie dla sędziwej kobiety pragnącej jeszcze wyłącznie uniknąć cierpienia i umrzeć we śnie. Rzeczywista Pomsel nie tylko obdarowana została długowiecznością – jak podkreśla komunikat wyświetlany w epilogu spektaklu, zmarła w trakcie snu bez przechodzenia choroby. W każdym razie Seniuk nie była szczególnie predestynowana do grania Pomsel i raczej nie ma do niej osobistego stosunku. Podobnie sztuka Hamptona nie musiała zostać wystawiona w Warszawie, ponieważ – przynajmniej Polakom z mojej generacji i starszym – w niewielkim stopniu poszerza wiedzę o źródłach masowego poparcia Niemców dla narodowego socjalizmu, a nadmiernie usiłuje ich uwolnić od zbiorowej odpowiedzialności. Rozumiem, że Krystyna Janda ma słabość do monodramów, jednak bardziej wiarygodny od Życia pani Pomsel, bo pozbawiony tendencyjnych ingerencji brytyjskiego dramatopisarza oraz polskich realizatorów, jest jednak monolog sekretarki Goebbelsa utrwalony w Ein deutschen Leben. Z Niemieckim życiem Hamptona można zaś zapoznać się w wersji filmowej, ze Smith w roli Pomsel i przynajmniej bez zmienionego tytułu.
Życie pani Pomsel Autor: Christopher Hampton; przekład: Małgorzata Wrzesińska; reżyseria: Grzegorz Małecki; scenografia i kostiumy: Dorota Kołodyńska; światło i projekcje: Prot Jarnuszkiewicz i Grzegorz Małecki. Teatr Polonia w Warszawie, premiera 22 września 2022.