Rafał Węgrzyniak / FAŁSZYWY MESJASZ CZY PROROK EMANCYPACJI

fot. Krzysztof Bieliński

Księgi Jakubowe Olgi Tokarczuk, reżyseria Michał Zadara, Teatr Narodowy w Warszawie.

Wydana w październiku 2014 powieść Olgi Tokarczuk o Jankielu Lejbowiczu, późniejszym Jakubie Franku, założycielu i przywódcy osiadłej w osiemnastowiecznej Polsce żydowskiej sekty, która na gruncie judaizmu odrzuciła Talmud, przeszła na islam, a potem przyjęła katolicki chrzest, dążąc do połączenia i zrewidowania trzech religii monoteistycznych, już w maju 2016 doczekała się wystawienia w Teatrze Powszechnym w Warszawie w reżyserii Eweliny Marciniak. Przygotowana dla niej przez parę dramaturgów adaptacja skupiona była na polskiej i katolickiej nietolerancji wobec społeczności odmiennych, a zwłaszcza naruszających normy religijne, społeczne i seksualne. We wrześniu 2021, już po otrzymaniu przez Tokarczuk literackiej nagrody Nobla, Marciniak wystawiła Księgi Jakubowe w Thalia Theater w Hamburgu dla odmiany w duchu feministycznym, eksponując motyw Szechiny, będącej dla frankistów żeńskim i czwarty wcieleniem Boga. Spektakl niemiecki, rezygnujący z wierności powieści, otwierała, wyprowadzona z jej drobnego epizodu z Casanovą, sekwencja wiedeńskiej premiery Wesela Figara Mozarta z udziałem cesarzowej matki, Marii Teresy i jej syna Józefa II oraz Jakuba Franka i jego córki Ewy. Obecnie Księgi Jakubowe zainscenizował w Teatrze Narodowym w Warszawie Michał Zadara z pomocą Barbary Wysockiej, oczywiście w nich występującej. Wcześniej, bo w styczniu 2021, w Powszechnym na warszawskiej Pradze Zadara przygotował, także z żoną i z jej udziałem, adaptację Biegunów.

Przeniesienie na scenę wielowątkowej i polifonicznej powieści, rozgrywającej się w obrębie siedmiu państw, pięciu języków i trzech religii, jest karkołomne albo wręcz niemożliwe. Ponadto wielu czytelników nie było w stanie doczytać Ksiąg Jakubowych do końca. Dość rozpowszechnione jest przekonanie, że Tokarczuk, pomimo prowadzenia przez siedem lat rozległych studiów historycznych i religioznawczych, jako narratorka nie znalazła dla biografii Jakuba Franka odpowiedniej formy, tak jak nie zdołała wyjaśnić tajemnic jego osobowości ani misji. Przedstawienie w Narodowym z całą ostrością obnażyło tę porażkę Tokarczuk, bo nie powiodła się próba stworzenia w miarę zwartej i zrozumiałej dla widzów scenicznej adaptacji powieści ani konsekwentnej i przekonywującej interpretacji aktorskiej tytułowej postaci.

Dzieje teatralnych realizacji prozy Tokarczuk są znacznie dłuższe i pełne klap. Częściowo znam je z autopsji. Już w 1997 widziałem Prawiek i inne czasy w reżyserii Sebastiana Majewskiego, grany przez zespół Teatru Wierszalin z Supraśla. Pamiętam, jak w grudniu 2009 Majewski, kierując teatrem wałbrzyskim i korzystając z tego, że pisarka mieszkała wtedy w pobliżu, we wsi Krajanów pod Nową Rudą, doprowadził do powstania Gniewu, pierwszej adaptacji jej powieści o mordowaniu mężczyzn zabijających zwierzęta: Prowadź swój pług przez kości umarłych. Utwór ten, mający fabułę typowego kryminału i tym samym pewne walory filmowe wykorzystane przez Agnieszkę Holland w Pokocie, oglądałem jeszcze w 2013 we Wrocławiu w Teatrze Współczesnym grany pod tytułem Kotlina z udziałem kilku psów na scenie, zwiastujących koniec antropocenu.

Klęski Zadary i Wysockiej jako adaptatorów Ksiąg Jakubowych można więc było się spodziewać. Nie byli oni bowiem w stanie zaprezentować w trzygodzinnym przedstawieniu powieści ponad dziewięćsetstronicowej, złożonej z siedmiu ksiąg, trzydziestu jeden części i aż blisko dwustu siedemdziesięciu rozdziałów, często mających charakter epistolarny, gdyż wypełnionych listami postaci. Przede wszystkim wprowadzili – graną oczywiście przez Wysocką w czarnej sukni i siwej peruce ze sterczącymi włosami oraz cały czas obecną na scenie – narratorkę „panoptykalną”, czyli będącą jedną z postaci, ale wszechwiedzącą. Jest ona zawieszoną pomiędzy życiem a śmiercią, pogrążoną w śpiączce starą Jentą z rodzinnej wsi mesjasza Korolówki, a jednocześnie alter ego Olgi Tokarczuk. Na początku spektaklu odwrócona tyłem do widzów wygłasza ona passus z Prologu powieści o połknięciu kawałka papieru z zapisanym na nim tekstem, a następnie gra na ustawionym pionowo łóżku umieranie Jenty podczas żydowskiego wesela w domu Aszera w Rohatyniu. Potem już do końca przedstawienia owa Jenta jako „czuła narratorka” snuje się po scenie, a nawet nad nią – w jednej z sekwencji lewituje.

fot. Krzysztof Bieliński

Wygłasza z pamięci albo częściej odczytuje z kartek porozkładanych w różnych punktach proscenium komentarze bądź refleksje, wspomagając się mikrofonem, ponieważ musi przebić się przez ścianę dźwięków wytwarzanych niemal cały czas przez ulokowaną przed sceną i grającą na fortepianie oraz innych instrumentach Justynę Skoczek. Ponadto zła akustyka w dużej sali Narodowego została jeszcze pogorszona przez ukazującą chmury płynące po błękitnym niebie – dekorację Roberta Rumasa, który pozostawia scenę pustą aż po półkolisty horyzont albo dla odmiany zakrywa całkowicie pomalowaną kurtyną z drzwiami lub oknami. W rezultacie nawet z wypowiedzi Wysockiej, wzmacnianych przez mikrofon, wiele słów do publiczności dociera jako szum. Kwestii wygłaszanych przez pozostałych aktorów w głębi sceny i w ruchu często zaś w ogóle nie jest w stanie ona zrozumieć.

Z powieści zostały wybrane nieliczne epizody zaledwie, niekiedy zręcznie połączone. Pomimo radykalnej redukcji fabuły na scenie pojawia się szereg drugoplanowych bohaterów, odtwarzanych często przez tych samych aktorów. Akcję z grubsza jest w stanie śledzić widz, który przeczytał powieść Tokarczuk i ma ją w pamięci, chociaż mimo wszystko nie zdoła rozpoznać tożsamości wielu postaci. Zaistnieć w spektaklu mają szansę aktorzy grający jedną rolę, jak Anna Grycewicz przeistaczająca się w demoniczną Chaję, czy Oskar Hamerski będący wiernym Nachmanem, mimo że nadmiernie podnosi głos. Spośród aktorek odtwarzających więcej postaci wybijają się Magdalena Warzecha w kilku wcieleniach dystyngowanych matron oraz Paulina Szostak jako dumna żona Franka – Chana.

Jakub Frank pojawia się najpierw jako mały chłopiec (na scenie widzimy ośmioletnie dziecko), a potem przez większą część spektaklu grany jest przez Henryka Simona. Z długimi włosami, bez brody i pejsów, z obnażonym torsem obwieszonym koralami, uprawiający seks z niemal wszystkimi kobietami ze swej sekty, na ogół zadowolony i rozbawiony przypomina charyzmatycznego lidera komuny hippisowskiej z czasów kontrkultury.

fot. Krzysztof Bieliński

Szczególnie zaś w utrzymanych w tonacji idyllicznej scenach toczących się zaraz po osiedleniu w 1755 w Polsce, we wsi Iwanie, gdzie panował ustrój komunistyczny, ponieważ wszystko było wspólną własnością, łącznie z żonami. Wspólnota jednak rozpada się z powodu wrogiego nastawienia otoczenia. Największą nienawiść wzbudzała wśród ortodoksyjnych Żydów, którzy rzucili klątwę na Franka, dokonywali napadów na jego wyznawców, grabili ich dobytek i palili heretyckie książki. Natomiast król Polski i Saksonii August III zagwarantował „kontrtalmudystom” bezpieczeństwo, a biskupi rzymsko-katoliccy umożliwili przyjęcie chrztu. Dopiero jako przechrzta głoszący wątpliwe dogmaty teologiczne, zaczął Frank wzbudzać nieufność katolickich duchownych. Był wtedy przesłuchiwany przez kościelny sąd i został umieszczony w więziennej celi w klasztorze paulinów na Jasnej Górze, skąd dopiero w roku 1773 uwolnili go Rosjanie w trakcie walk z konfederatami barskimi.

Jednak polska perspektywa jest słabo w spektaklu zaznaczona, o konfederacji barskiej lub pierwszym rozbiorze się zaledwie w nim napomyka. Niestety ważne w powieści polskie postacie, takie jak ksiądz i autor encyklopedii Nowe Ateny Adam Chmielowski, poetka Elżbieta Drużbacka, Antoni Kossakowski-Moliwda, stały się epizodycznymi albo zniknęły całkowicie, jak biskup Mikołaj Dembowski z Kamieńca Podolskiego. W przedstawieniu Zadary, mającego w dorobku wystawioną w Powszechnym w Warszawie Sprawiedliwość o Żydach emigrujących z PRL-u w roku 1968, dominuje natomiast obraz Polski jako kraju antysemickiego. Dzieje się tak choćby za sprawą rozbudowanego i wyeksponowanego epizodu z biskupem Kajetanem Sołtykiem (Mirosław Konarowski), dyktującym list do nuncjusza papieskiego relacjonujący dochodzenie dotyczące mordu rytualnego dokonanego jakoby przez Żydów, czyli użycia krwi chrześcijańskiego dziecka do wypieku macy.

fot. Krzysztof Bieliński

Skądinąd w tej sekwencji najbardziej drastyczne momenty śledztwa i egzekucji są dopełniane przez dobiegające zza kulis tyleż makabryczne, co groteskowe jęki torturowanych bądź mordowanych ofiar. Podobną wymowę ma przesłuchiwanie i uwięzienie Franka, ale również obdarowanie lalką jego córeczki Ewy przez wspierającą ochrzczonych Żydów Katarzynę Kossakowską (Anna Lobedan). Poza tym w wydrukowanym w programie szkicu Dwuznaczny mesjasz Przemysław Czapliński z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu stara się dowieść, że Rzeczypospolitej będącej w istocie „państwem quasi-niewolniczym”, a mającej bezpodstawnie opinię „paradisus Judaeorum”, w istocie bliżej było „do piekła” dla Żydów. Twierdzi on wręcz, że „przez ostatnie dwa stulecia, zanim doszło do eksterminacji, Żydzi mieli do wyboru asymilację lub wyjazd” z Polski. Ciekawe, jak profesor Czapliński tłumaczy powstanie i istnienie w Polsce (nazywanej po hebrajsku po-lin, czyli „tu spocznij”, jako miejsce bezpiecznego osiedlenia) największego skupiska Żydów albo ośrodków ich życia religijnego, nie tylko ortodoksyjnego judaizmu, ale także chasydyzmu.

Począwszy od wyjazdu frankistów z Polski do Brna i Wiednia oraz do Offenbach w pobliżu Frankfurtu nad Menem zmienia się stylistyka i tonacja spektaklu, ciążąc w stronę karykaturalnego persyflażu z Żydami paradującymi w oświeceniowych strojach i pudrowanych perukach. Wśród epizodów rozgrywających się na austriackim dworze Zadara umieścił nawet parodię słuchania opery Mozarta z Amadeusza Petera Shaffera, wystawionego niedawno w Teatrze Dramatycznym w Warszawie i wzbudzającego kontrowersje w środowisku.

fot. Krzysztof Bieliński

Cesarzowa z synem, ukazanym przez Shaffera jako mecenasa Mozarta, oraz Frank z córką zajmują miejsca na proscenium. Cesarz Józef II (Bartłomiej Bobrowski), słuchając dobiegającej z offu muzyki Mozarta, uprawia seks z siedzącą mu na kolanach Ewą Frank (Marta Wągrocka).

Rolę Franka przejmuje w końcówce spektaklu Jerzy Radziwiłowicz, który gra go zdecydowanie odmiennie niż Simon, bo jako obłąkanego dyktatora, a nawet brutalnego szefa mafii żydowskiej. Dość, że w epilogu, toczącym się przy długim stole ulokowanym w głębi sceny jako bluźniercze powtórzenie Ostatniej Wieczerzy, konający i bredzący Frank bije na oczach wszystkich usiłującego go wykorzystać finansowo i przejąć władzę w sekcie Thomasa von Schoenfelda (Kacper Matula).

fot. Krzysztof Bieliński

Na końcu jednak, przy opuszczonych i rozżarzonych reflektorach, Frank okazuje się mimo wszystko prorokiem ponowoczesnej emancypacji, który nauczył – nie tylko Żydów – odrzucać prawa narzucone przez Mojżesza i pojęcie grzechu. Jak bowiem tłumaczą frankiści „wszystkie religie, prawa, księgi i stare zwyczaje już minęły i zwietrzały”, a zamiast ich bronić „człowiek mądry będzie patrzył do przodu, przed siebie” i stanie „po stronie życia”.

fot. Krzysztof Bieliński

Wcześniej Zadara pokazał, iż w kręgu frankistów, wbrew zakazowi cudzołóstwa, prowadzone było nie tylko swobodne życie seksualne. Na przykładzie Ewy Frank, na polecenie ojca pozbywającej się potomstwa Cesarza, zobrazował też, jak w tej sekcie umiejętnie i bez skrupułów dokonywano spędzania płodu w przekonaniu, że rodzi się zbyt wiele dzieci, co wprawia w konsternację w obliczu upodobania tego reżysera do wprowadzania na scenę dziecięcych aktorów (tu troje). Frankiści zostali więc ukazani w przedstawieniu jako protoplaści nowej lewicy obyczajowej (domagającej się liberalizacji prawa do aborcji) i ekologicznej z kręgu „Krytyki Politycznej”, z którą jest związany Zadara, identycznie jak Tokarczuk.

W zakończeniu spektaklu nie zabrakło charakterystycznej dla Zadary ironii poddającej w wątpliwość całe przedsięwzięcie. Na stole, przy którym zasiadają frankiści, pośrodku leży książkowa edycja Ksiąg Jakubowych, po którą sięga w pewnym momencie krążąca po scenie Jenta-Tokarczuk. Jeden z mężczyzn, czytający przy stole równie grubą księgę, zaczyna coraz bardziej przeraźliwie ziewać. Zmaga się ze znużeniem i sennością, więc na pewno nie dotrze do końca dzieła. Ten przeżywający kryzys mężczyzna jest odbiciem zarówno czytelników, którzy nie przeczytali całej powieści Tokarczuk, jak i niektórych widzów, czekających niecierpliwie na koniec jej trzygodzinnej adaptacji scenicznej.

Szkoda jednak, że Zadara, który we wrocławskiej realizacji w latach 2014 -16 tak bezceremonialnie dyskredytował cały tekst Dziadów Adama Mickiewicza i ośmieszał polski mesjanizm, nie spróbował w Księgach Jakubowych zwrócić uwagi na jego żydowski czy wprost frankistowski rodowód, podkreślany przez Czesława Miłosza. W spektaklu pojawia się wprawdzie należący do frankistów Szymanowski – ojciec Marii, pianistki i przyszłej teściowej Mickiewicza, dla odmiany zrodzonego „z matki obcej” – zignorowano natomiast zawartą w powieści sugestię Tokarczuk, że fragment Wielkiej Improwizacji z III części Dziadów, o człowieku jako iskrze płonącej zaledwie chwilę, to parafraza pieśni śpiewanej w kręgu Franka. Tokarczuk zapewne nieprzypadkowo wprowadziła też do Ksiąg Jakubowych, jako kryptocytat, zdanie otwierające zaginionego Mesjasza Brunona Schulza, o którym Zadara w roku 2010 przygotował zresztą spektakl w Wiedniu. Zamiast powielać niedorzeczne tezy o Polsce jako kraju wyjątkowo wrogo nastawionym do Żydów, Zadara mógłby pokazać w Teatrze Narodowym wpływ judaistycznego mistycyzmu na rodzimy romantyzm.

Wbrew zapowiedziom z przedpremierowych wywiadów Zadara nawet nie zobrazował wielokulturowego charakteru Rzeczypospolitej, ewokowanego jedynie przez współistnienie na scenie historycznych strojów staropolskich, żydowskich, ukraińskich czy tureckich, wiernie odtworzonych przez Julię Kornacką. Idea ukazania Rzeczypospolitej jako państwa łączącego wiele narodów i wyznań zapewne zostałaby zaakceptowana przez Tokarczuk. Pamiętam jak już w trakcie pisania Ksiąg Jakubowych na sesji poświęconej rodzimemu kanonowi przekonywała, że powinny do niego należeć również dzieła pisarzy żydowskich stworzone na ziemiach polskich. W trakcie przyjmowania przez Polaków uchodźców z zaatakowanej przez Rosję Ukrainy okazało się zresztą, że dziedzictwo wieloetnicznej Rzeczypospolitej bynajmniej nie jest martwe. Nie należy się jednak spodziewać, że mógłby to wydobyć z Ksiąg Jakubowych Zadara, który w swym poprzednim spektaklu Odpowiedzialność, przygotowanym w Teatrze Powszechnym w Warszawie, oskarżył Polaków o wrogi bądź obojętny stosunek do imigrantów przybywających poprzez Białoruś.

Księgi Jakubowe. Autor: Olga Tokarczuk; adaptacja sceniczna: Barbara Wysocka, Michał Zadara; reżyseria, światło, projekcje wideo: Michał Zadara; scenografia: Robert Rumas; kostiumy: Julia Kornacka; muzyka: Justyna Skoczek. Występują ponadto: Kinga Ilgner, Waldemar Kownacki, Piotr Kramer, Joanna Kwiatkowska-Zduń, Kamil Mrożek, Paweł Tołwiński. Teatr Narodowy w Warszawie (Sala im. Bogusławskiego), premiera 12 listopada 2022.