Rafał Węgrzyniak / ZGON OFELII. GLOSA DO RECENZJI „HAMLETA”

fot. Bernd Uhlig/OnP

Hamlet Ambroise’a Thomasa, inscenizacja Krzysztof  Warlikowski, Opera Bastille w Paryżu i TV Arte.

W przeciwieństwie do Aleksandry Wach, która na początku kwietnia poleciała do Paryża, aby obejrzeć, również dla nas, w Opéra Bastille najnowszy spektakl muzyczny Krzysztofa Warlikowskiego, znam go wyłącznie z rejestracji telewizyjnej francuskiej stacji Arte. Nie mam jednak wątpliwości, że nasza recenzentka słusznie orzekła, iż jedną z najbardziej sugestywnych postaci w paryskim Hamlecie Ambroise’a Thomasa zagrała jako Ophelie Lisette Oropesa. Ta blisko czterdziestoletnia amerykańska śpiewaczka, obdarzona sopranem koloraturowym, była szczególnie poruszająca w kilkunastominutowej sekwencji obłędu i zgonu Ofelii.

Scena ta skądinąd wywarła pewien wpływ na polską literaturę, gdyż zainspirowała Stanisława Wyspiańskiego do napisania 29 i 30 kwietnia 1905 monodramu Śmierć Ofelii. W tych dniach Wyspiański w liście do krytyka literackiego żydowskiego pochodzenia, Stanisława Lacka, zwierzał się:

„Napisałem Śmierć Ofelii to jest tę scenę, o której opowiada Królowa, tę scenę, gdzie Ofelia się topi. – Nie miałem nigdy zamiaru tej sceny pisać, ale scena ta mi się podobała. Niegdyś nawet widziałem w Mediolanie premierę opery Thomasa i była tam właśnie taka scena, ale mowy o tym nie ma żadnej, aby scena ta w operze Thomasa zrobiła na mnie wrażenie, gdyż było tam wszystko kulisowe i teatralne, i operowe, i baletowe, i fałszywe, i nic więcej.”

Wyspiański obejrzał operę Thomasa w mediolańskiej La Scali w pierwszej połowie kwietnia 1890, czyli piętnaście lat wcześniej. Leon Płoszewski, edytor Dzieł zebranych i autor studium Zagraniczne doświadczenia teatralne Wyspiańskiego,oczywiście dotarł do libretta opery Thomasa. Przyznał rację Wyspiańskiemu w komentarzu do listu, napomykając, że w Hamlecie Thomasa „scena śmierci Ofelii poprzedzona jest śpiewem młodzieży i baletem!”. Jednak sam zgon Ofelii ma identyczny charakter, jak w monodramie Wyspiańskiego, ponieważ jest monologiem wypełnionym fragmentami piosenek i zakończonym utonięciem. Wyspiański zmienił tylko scenerię na polską oraz musiał zrezygnować z muzyki.

W paryskiej inscenizacji Warlikowskiego roześmiana Ofelia w blond peruce wchodzi, niosąc drewnianą skrzyneczkę wypełnioną pomarańczami. Rozdaje owoce tancerzom-pacjentom, którzy potem bawią się owocami. Identyczne pomarańcze wcześniej przynosiła do szpitala w siatce na zakupy choremu Hamletowi.

Ofelia topi się zaś nie w jeziorze, jak w operze Thomasa, ani w rzece, jak w monodramie Wyspiańskiego, lecz w szpitalnej łaźni, w wannie ustawionej pośrodku sceny, do której w końcu wskakuje i zanurza się w wodzie.

fot. Bernd Uhlig/OnP

Niezwykły jest też pogrzeb Ofelii opisany częściowo przez Aleksandrę Wach. Ofelia cała w bieli, niczym duch, z urny czerpie do wnętrza dłoni garstkę własnych prochów i delikatnie rozdmuchuje je strumieniem powietrza z ust. Natychmiast przypomniał mi się pogrzeb Tugatiego w Krumie Hanocha Levina w warszawsko-krakowskiej inscenizacji Warlikowskiego z roku 2005. Podczas stypy w izraelskim mieszkaniu Krum wysypywał prochy Tugatiego z urny na okrągły stół, a wszyscy przyjaciele zdmuchiwali je z blatu na podłogę. Inspiracją dla tej tyleż pięknej, co niedorzecznej sceny, był pogrzeb diwy operowej w nakręconym w roku 1983 filmie Federica Felliniego A statek płynie. Jednak w filmie Felliniego w trakcie ceremonii na pełnym morzu to wiatr rozwiewał prochy śpiewaczki z odkrytej urny wyniesionej na pokład statku.