Karol Zimnoch / GEOMETRIA SKAZY

Przemiana Franza Kafki, reżyseria Marcin Bikowski, Białostocki Teatr Lalek.

Nowy sezon repertuaru dla dorosłych Białostockiego Teatru Lalek otworzyła premiera Przemiany Franza Kafki w reżyserii Marcina Bikowskiego. Był to efekt współpracy Teatru Malabar Hotel oraz najmłodszej generacji aktorów BTL-u (Agaty Stasiulewicz, Magdaleny Ołdziejewskiej, Macieja Zalewskiego). Reżyser – jak podkreślał w wywiadach – starał się wpisać Przemianę zarówno w metaforykę innych utworów Kafki, jak i problemy współczesnych ludzi, na przykład depresję czy wykluczenie.

Marcin Bikowski oraz wspomagający go Marcin Bartnikowski z Teatru Malabar Hotel, znanego w Polsce jako teatr formy, nie kryli swego artystycznego stylu. Przemiana to przedstawienie, które od samego początku intryguje, kusi oraz zniewala swoją fascynującą formą. Liczne kształty, linie, symetrie i asymetrie biją ze sceny, hipnotyzując odbiorcę. Reżyser wprowadził na deski BTL-u bardzo ciekawe rozwiązania i wykorzystał pełen potencjał noweli Kafki pod względem doboru formy oraz możliwości posłużenia się sztuką lalkarską, której adepci, reprezentujący najmłodsze pokolenie białostockich lalkarzy, spisali się znakomicie. Sam Gregor Samsa w swojej robaczej formie ukazany był poprzez wielobarwny kłębek nici i przędzy. Potencjał nawiązań do Procesu (do czego odniosę się w dalszej części tekstu) również został w pełni wykorzystany przez reżysera i scenarzystę. Bardzo trafione wydało mi się wykorzystanie architektonicznego rzutu planu mieszkania Samsów, aby streścić w kilka minut fragmenty Przemiany, które na papierze zajmują solidną część opowiadania. Również powracające rozpinanie sieci z włóczki symbolizującej rozpadające się więzi rodzinne oraz wieszanie na niej maskotek i fotografii bohaterów ukazały poziom skupienia reżysera na formie przedstawienia.

Przemiana nie jest tekstem łatwym, podobnie zresztą jak cały dorobek Franza Kafki. Bezdenne metafory i oniryzm zderzony z brzytwą groteski oraz absurdalnego, często okrutnego humoru, to coś, z czym zmierzyć się musi każdy czytelnik Kafki. Dla reżysera jest to szczególne wyzwanie, gdyż szalenie trudno oddać ową głębię na scenie. Często wiąże się to więc z dokonaniem wyboru, zogniskowaniem uwagi na pewien konkretny wydźwięk, o bardziej lub mniej drastycznych konsekwencjach dla paraboli Kafki. Może się wydawać, że Bikowski i Bartnikowski skupili się przede wszystkim na relacjach pomiędzy członkami rodziny Samsów. Na pierwszym planie umieścili stosunek rodziców i siostry do „chorego” brata, ale bez stosunku Gregora do nich. Widać było pewną różnicę pomiędzy taką wizją Przemiany, a treścią utworu, gdzie Kafka poświęcił gros uwagi rozpadającej się wizji świata człowieka-robaka, którego rzeczywistość ulega entropii, a raczej przemianie. Czy to źle? Nie, ale zmienia to geometrię utworu, przenosząc jego środek ciężkości na coś – zdawać by się mogło – pobocznego. W wywiadach Bikowski oraz Bartnikowski wszak podkreślali, że chcieli nadać Przemianie współczesne znaczenie. Miało to się stać za pomocą przedstawienia tytułowej metamorfozy Gregora Samsy jako metafory skazy, choroby bądź depresji. Podkreślali również inspirację lekturą eseju Choroba jako metafora Susan Sontag. Oczywiście, jest to jedynie jedna z wielu warstw (czy też możliwości) interpretacji utworu Kafki. W inscenizacji Bikowskiego, która kondensuje Przemianę do 60 minut, doszło więc do skrótów interpretacyjnych i dla miłośnika prozy autora Procesu są to skróty odczuwalne.

Reżyser, we współpracy z dramaturgiem Marcinem Bartnikowskim, nie szczędził w swoim przedstawieniu licznych nawiązań do innych utworów Kafki. Spektakl rozpoczyna się od bardzo określonego zarysowania czasu i przestrzeni: trójka świetnych aktorów młodego pokolenia BTL-u – Agata Stasiulewicz, Magdalena Ołdziejewska, Maciej Zalewski – przedstawia się jako geometrzy z Zamku. Następnie zwracają się bezpośrednio do publiczności: „wyobraźcie sobie, że grupa geometrów próbuje za pomocą linii i przyrządów różnego rodzaju opowiedzieć wam historię i wyobraźcie sobie, że te linie nie są tylko na papierze, ale rozrastają się również w przestrzeń”. I rzeczywiście treść Przemiany opowiedziana jest z perspektywy geometrów. Co jednak ciekawe, nałożona została na to kolejna intertekstualna warstwa, ponieważ jest to opowieść zbliżona swoją formą i retoryką do przemowy obrońców z rozprawy sądowej. Świadczą o tym pewne wyrażenia przypominające o dystansie narratorów do odtwarzanej przez nich treści, jak np.: „Wiem, Wysoki Sądzie, konfabuluję”, wyznane nieoczekiwanie w trakcie dialogu między postaciami. Uważam jednak, że miało to więcej wspólnego z hollywoodzką wizją sądu i adwokata (np. JFK Olivera Stone’a czy Lęk pierwotny Gregory’ego Hoblita) niż z Procesem Kafki, do którego z pewnością miało to być nawiązaniem. Przykłady intertekstualności przedstawienia Bikowskiego można mnożyć. Par exemple, w pewnym momencie Maciej Zalewski, wcielający się za pomocą lalki w głowę rodziny Samsów, gestykulował kartonowymi rycinami rąk. Były one pozbawione skóry, przedstawiając nagie mięśnie. Mogło to być nawiązaniem do maszyny tortur z Kolonii karnej Kafki, która przecież właśnie m.in. pozbawiała skóry skazanych. Ale właściwie co z tego? Intertekstualność przedstawienia z pewnością ucieszyła tę część widowni, która zaznajomiona była z dorobkiem praskiego pisarza. Odniesienia te nie posiadały jednak pointy, nie prowadziły do zapowiadanej, obiecanej (jak geometrze K. kontakt z przedstawicielami tytułowego Zamku) konkluzji, a raczej tonęły (niczym narrator opowiadania Wyrok Kafki, skoro już bawimy się w intertekstualność) w odmętach i tak już zawiłej wymowy Przemiany.

Przedstawienie Bikowskiego cechowało się wprowadzeniem na scenę wielu ciekawych rozwiązań, które nie wykraczały jednak poza funkcję form przykuwających uwagę. Pojawiały się one na scenie, a następnie znikały, odrzucone w kąt niczym graty w pokoju zmienionego w robaka Gregora Samsy. Szczególnie rozczarowujące okazało się zakończenie. Rozrośnięty do potężnych rozmiarów Gregor postawiony został na statywie od geodezyjnego tachimetru. Następnie wymachiwał żałośnie swymi odnóżami, dopóki nogi statywu nie rozjechały się. W ten sposób cała konstrukcja z łoskotem spadła na ziemię i tak oto Gregor Samsa „zdechł”, jak skonstatowała jego siostra (Agata Stasiulewicz). Zapewne miało wyjść groteskowo oraz żałośnie jednocześnie. Niestety, wyszło trochę nijak. Spektakl po prostu się zakończył, bez echa, bez oszałamiającej ciszy oraz bez pustki wieńczącej smutne i absurdalne dni „choroby” Gregora Samsy. O ile więc reżyser świetnie poradził sobie z ograniem formy Przemiany, o tyle dokonał ostrych cięć interpretacyjnych, które podziałały na niekorzyść przedstawienia. Uważam, że potencjał Przemiany nie został przez Marcina Bikowskiego wyczerpany. Trudno się jednak dziwić, ponieważ potencjał prozy Kafki jest niewyczerpywalny.

Przemiana Autor: Franz Kafka; tłumaczenie: Juliusz Kydryński; reżyseria i scenografia: Marcin Bikowski; dramaturgia: Marcin Bartnikowski; muzyka: Anna Stela. Białostocki Teatr Lalek, premiera 6 października 2023.