W całej Polsce odbywają się zaległe festiwale więc w teatrologii.pl nie mogło zabraknąć relacji z nich. Kalina Zalewska w felietonie podsumowuje kaliskie spotkania teatralne poświęcone sztuce aktorskiej. Nagrodzone na nich zostały dwie odtwórczynie matek na warszawskich scenach: Danuta Stenka w Jesiennej sonacie w Narodowym i Katarzyna Herman w Kruku z Tower z Dramatycznego. Obie role matek dręczonych poczuciem winy z powodu relacji z dziećmi zostały natychmiast docenione w popremierowych recenzjach ogłoszonych w teatrologii.pl.
Publikujemy też sprawozdanie ze zorganizowanego w sierpniu przez rzeszowski teatr międzynarodowego festiwalu Trans/misje – Trójmorze, którego celem jest ożywienie kontaktów kulturalnych w Europie Środkowo-Wschodniej.
Festiwale teatralne znalazły się jednak w cieniu filmowego w Gdyni, na którym Agnieszka Holland, po odebraniu nagrody za cały dorobek, odczytała z ekranu smartfona przemówienie. Zrównała w nim dzisiejszą Polskę z Niemcami pod panowaniem Hitlera i ze Związkiem Sowieckim w czasach Stalina. A uczyniła tak dlatego, że Polska nie chce otworzyć swej wschodniej granicy z Białorusią dla imigrantów sprowadzanych przez Łukaszenkę i Putina z Azji i Afryki. Przy tym podkreśliła, że kręciła swe filmy o Zagładzie Żydów i Wielkim Głodzie na Ukrainie, aby przestrzec Polaków przed obecnym rządem dokonującym ludobójstwa. Ponieważ nie przerwano telewizyjnej transmisji z zakończenia festiwalu, młodsi twórcy zaczęli ją naśladować, protestując przeciwko rzekomemu dyskryminowaniu kobiet i osób homoseksualnych. Przynajmniej twórcy nagrodzonego Grand Prix filmu Wszystkie nasze grzechy, obsadzonego aktorami z TR Warszawa i Nowego, w duchu koncyliacyjnym nawoływali do pojednania katolików z aktywistami ruchu LGBT.
Oczywiście w teatrach tego typu demonstracje stały się od listopada 2015, czyli Śmierci i dziewczyny w Polskim we Wrocławiu, czymś niemal powszednim. Jakub Skrzywanek, który w Powszechnym w Warszawie zrealizował właśnie omówione w tej edycji Opowieści niemoralne, już w marcu 2019 wystawił Mein Kampf Hitlera, aby udowodnić, że Polska rządzona przez katolickich konserwatystów, niczym się nie różni od nazistowskich Niemiec. Z kolei Tomasz Kaczorowski, żeby było zabawniej, w łódzkim teatrze lalkowym Pinokio wyreżyserował, także dla nas zrecenzowany, Powrót Odysa Wyspiańskiego, aby oskarżyć postsolidarnościowych polityków prawicowych odmawiających ściągania do Polski imigrantów usiłujących się dostać do Europy, o to że przyczyniają się do ich utonięć w Morzu Śródziemnym.

Nic dziwnego, że w tej sytuacji żaden teatr dramatyczny w Polsce nie zdobył się na wystawienie żadnego z dramatów urodzonego dwieście lat temu Cypriana Kamila Norwida. Pisarz ten przypomniany został wyłącznie jako autor tekstów piosenek z nurtu poezji śpiewanej popularnego w PRL. TVP w ramach poniedziałkowego Teatru Telewizji pokazała koncert złożony z kilku piosenek ze słowami Norwida w aranżacjach jazzowych. W Teatrze Wielkim, w trakcie rocznicowego koncertu, dla odmiany były one wykonane w instrumentacji symfonicznej przez śpiewaków operowych. Przygotowaliśmy notę o tym koncercie, w którego tytule paradoksalnie znalazł się teatr – akurat w nim całkowicie nieobecny.
rw.