Obecny tydzień rozpoczął się 16 maja od doniesień o odejściu dwóch wielkich aktorów: najpierw dziewięćdziesięcioletniego Ignacego Gogolewskiego w Warszawie, a kilka godzin później młodszego o dekadę Jerzego Treli w Krakowie. Obaj zapisali się w historii polskiego teatru jako odtwórcy Gustawa-Konrada w Mickiewiczowskich Dziadach. Gogolewski zaistniał w tej roli w 1955 w Teatrze Polskim w Warszawie, w pierwszej po okresie stalinizmu realizacji Aleksandra Bardiniego, usuwając w cień starszego aktora, Stanisława Jasiukiewicza, którego miał tylko zastępować. Jerzy Trela zagrał Gustawa-Konrada w 1973 w inscenizacji Konrada Swinarskiego w Starym Teatrze w Krakowie, ponieważ odmówił udziału w tym przedsięwzięciu Ryszard Cieślak. Z postacią Konrada był potem do końca życia identyfikowany, bo grał go nie tylko w Starym Teatrze w Wyzwoleniu jeszcze pod okiem Swinarskiego, ale także w Śnie o Bezgrzesznej Jerzego Jarockiego, chociaż przemawiał wtedy słowami Czarowica z Róży. A w Dziadach – dwunastu improwizacjach Jerzego Grzegorzewskiego był starym Konradem, który nie chce zejść ze sceny. Trzy lata temu w Polskim w Warszawie pojawił się jeszcze jako Ojciec, a w istocie niegdysiejszy Konrad, w dekonstrukcji Wyzwolenia.

Właśnie w Starym Teatrze w Krakowie pięćdziesiąt lat temu debiutowała (po przygotowaniu zastępstwa w Biesach) jako Zosia, uwodząca w Dziadach wiejskich chłopaków na ołtarzu Matki Boskiej Ostrobramskiej, Joanna Żółkowska. Aktorka znana jest warszawskiej publiczności przede wszystkim z przedstawień powstałych w Teatrze Powszechnym. Jubileusz swój świętowała jednak poza nim, grając tytułową rolę w adaptacji powieści Érica-Emmanuela Schmitta Madame Pylińska i sekret Chopina, przez nas recenzowanej.
Inna nasza warszawska recenzentka wytrzymała za to sześć godzin akurat w Teatrze Powszechnym na spektaklu Krystiana Lupy Imagine, świadczącym o narastającym oderwaniu tego twórcy od rzeczywistości. Dość, że wywiedzione z piosenki Johna Lennona utopijne przesłanie najpierw Lupa chciał przedstawić w Moskwie na festiwalu „Złota Maska”, a po zaatakowaniu przez Rosję Ukrainy realizatorem hippisowskiego testamentu zamierzał uczynić na skutek nieporozumienia prezydenta Zełenskiego, jakoby śpiewającego Imagine.
Próbą ożywienia teatru kontrkultury, dla odmiany przy pomocy widma katastrofy ekologicznej wywołanej emisją gazów cieplarnianych, jest zmodernizowany Król Edyp Sofoklesa w Teatrze Zagłębia w Sosnowcu, za sprawą Radosława Rychcika dopełniony przemówieniem Grety Thunberg w Parlamencie Europejskim.
W Teatrze Powszechnym w Łodzi, w przedstawieniu Maria, przypomniana została biografia polskiej sportsmenki w czasie wojny działającej w niepodległościowym podziemiu i niosącej pomoc osobom zagrożonym aresztowaniem przez Niemców – Marii Kwaśniewskiej.
Natomiast w Teatrze Ludowym w Krakowie w Ministerstwie Miłości nawiązującym do Roku 1984 George’a Orwella podjęto – jak dowodzi nasz recenzent zdecydowanie nieudaną – próbę wprowadzenia do spektaklu elementów gier komputerowych poprzez przyznanie widzom prawa wpływania na losy postaci i ich osądzania.
Wreszcie Marek Kochan, pod wpływem informacji o zakupieniu urządzenia do eutanazji przez Teatr Nowy w Poznaniu przy okazji premiery Prawa wyboru (rec.: https://teatrologia.pl/recenzje/adam-domalewski-mojry/), w felietonie swym sformułował propozycję dla twórców postdramatycznego i krytycznego teatru wyraźnie pogrążającego się w stanie kryzysu.
rw.