Od redakcji 116(169), czyli sierpień to miesiąc niebezpieczny dla Polaków.

W środku lata proponujemy do lektury felieton i dwie recenzje. Monika Merkel omawia wystawioną przez Teatr Wybrzeże w Gdańsku na letniej scenie w Pruszczu francuską czarną komedię Sébastiena Thiéry’ego Kim jest pan Schmitt?. Justyna Kozłowska wybrała się natomiast do Muzeum Powstania Warszawskiego, gdzie zgodnie z wieloletnią już tradycją na kolejną rocznicę wybuchu sierpniowego zrywu przygotowany został nawiązujący do niego spektakl. Tym razem była to adaptacja powieści Władysława Zambrzyckiego Kwatera bożych pomyleńców, toczącej się w Warszawie w trakcie powstania. Ponieważ dyrektor Jan Ołdakowski, jak zwykle, z sobie tylko znanych powodów powierzył przygotowanie przedstawienia osobie krytycznie nastawionej do tradycji niepodległościowej – i tym razem młoda reżyserka filmowa zademonstrowała swój negatywny stosunek do kultu powstania, wywołując konsternację wśród wielu widzów z nim się identyfikujących. Trudno odgadnąć, dlaczego owa odmiana teatru krytycznego jest uporczywie propagowana w Muzeum Powstania Warszawskiego w trakcie jego obchodów.

Felieton Jarosława Komorowskiego Pieśń kawalerów księżycowych niejako spaja obie recenzje, gdyż zaczyna się od wzmianki o właśnie zakończonym w Gdańsku Festiwalu Szekspirowskim, a kończy sprostowaniem śpiewanej podczas corocznego koncertu organizowanego w Warszawie 1 sierpnia błędnej wersji tekstu Sanitariuszki Małgorzatki, w której zamiast brytyjskiego granatnika przeciwpancernego, w skrócie nazywanego PIAT, szumi wiatr. Jak widać broń dostarczana z Wielkiej Brytanii była ceniona nie tylko przez powstańców, lecz pamięć o niej się już zatarła wśród warszawiaków.

Felieton ten przypomina, poprzez dramat Stefana Wiecheckiego, późniejszego Wiecha, Bitwa pod Radzyminem czyli śmierć ks. Skorupki, jeszcze jedną sierpniową rocznicę, a mianowicie wojny z roku 1920. Wprawdzie zakończyła się ona zwycięstwem Polaków – wspieranych przez Ukraińców skupionych wokół Semena Petlury – nad bolszewicką Rosją, Stalin jednak nigdy nie pogodził się z tą porażką i zemścił się na Polakach w 1940, mordując oficerów, a w 1944 w momencie wybuchu powstania w Warszawie, zatrzymując front na prawym brzegu Wisły i pozwalając Hitlerowi zniszczyć lewobrzeżną część miasta. Niestety, obecnie jesteśmy świadkami równie okrutnego niejako dalszego ciągu tej historii, rozgrywającego się na Ukrainie za sprawą kontynuatora imperialnej polityki Stalina, wywodzącego się z aparatu bezpieczeństwa Związku Sowieckiego.

rw.