
To hasło bardzo pasuje do obrazu polskiego teatru, jaki się wyłania z prezentowanych w najnowszym wydaniu „Teatrologii.info” spektakli. Polskie sceny podążają za światowymi trendami i nie musimy się wstydzić zaściankowości.
Adam Domalewski pisze o wspaniałym przedstawieniu 966 czyli zmierzch bogów z Gniezna, w którym twórcy (dramaturg Jarosław Murawski i reżyser Marcin Liber) jakże trafnie pokazują wyższość jednej wiary nad drugą wiarą, słusznie zauważając, że wiara w Perkuna rodziła piękne, harmonijnie współżyjące społeczeństwa bez wojen i patriarchatu, zaś chrześcijaństwo (pardon-le-mot) przyniosło tylko zacofanie, przemoc i trzynastą emeryturę. Wiedza o tych podstawowych faktach tylko w Polsce nie jest znana i udokumentowana, bo na całym świecie są to jednak oczywiste oczywistości.
Subwersywny charakter postępu – postępu, który w przypadku chrześcijaństwa jest zły – pokazuje zaś spektakl Michała Buszewicza Chłopaki płaczą w Teatrze Dramatycznym w Warszawie, opisany przez Karola Rawskiego. Tu bowiem jest odwrotnie. Stary model mężczyzny – mężczyzny, który biega cały dzień, by upolować obiad, po czym go zjada w gronie kolegów, kobietom i dzieciom zostawiając resztki, a potem zaraz idzie się bić z kolegami z sąsiedniej pieczary – jest tym, co należy właśnie przełamać. Nawet jeśli równocześnie się wierzy w Perkuna.
Wreszcie last, ale broń Boże (sorry!), least, spektakl Inferno w ramach Nowych Epifanii w reżyserii Wery Makowskx, opisany przez Justynę Kozłowską, który – również zgodnie z nowymi trendami – śmiało, świeżo (Dante była kobietą) i nowocześnie żongluje światową klasyką. Twórcy jednak nie ukrywają tej niestety smutnej prawdy, że publiczność składa się niestety ale z hipokrytów, a co gorsza, ci akurat, którzy idą do piekła, wcale grzechów nie mieli. Czy to przypadek, że oni właśnie nie są Polakami („I’m not a sinner”)? Nie sądzę. Jest więc chyba oczywiste, że aby być angielskojęzyczną osobą niewinnie cierpiącą w piekle, musimy się jeszcze trochę porozwijać, a przede wszystkim wreszcie skończyć z tą polską hipokryzją (hypocrisy)!
Felieton Jolanty Hinc-Mackiewicz wprowadza nas w pejzaż teatralny Białegostoku, gdzie również możemy dotknąć skowronków nowoczesności w szkolnym spektaklu Austeria – w reżyserii ściągniętego aż z Wałbrzycha Seba Majewskiego – tematyzującym jakże aktualny temat mięsa (sorry).
W tym optymistycznym obrazie polskiego teatru niestety zgrzytem jest zapowiadana przez nas promocja dramatów Jarosława Jakubowskiego. Może i tam jest coś nowoczesnego, ale warto iść i się przekonać na własne oczy, że za mało!
jhs.