Od redakcji 54(107), czyli przełamywanie milczenia.

W środę 12 maja, w odpowiedzi na apele środowiska teatralnego, rząd przyspieszył o tydzień możliwość grania przedstawień w budynkach dla ograniczonej do połowy widowni. Teatry więc zaczną grać repertuar i prezentować zaległe premiery już 21 maja. Ale pojawił się też pomiędzy rządem a środowiskiem przejaw przełamywania milczenia, rozpoczęcia dialogu, przerwanego w roku 2015 w rezultacie udanej prowokacji wrocławskiej.

Również 12 maja w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie odbyła się konferencja prasowa nowej dyrekcji. Ujawniła ona plany repertuarowe na nadchodzący sezon. Największą niespodzianką okazała się zapowiedź powrotu do Starego Jana Klaty. Byłby on dla mnie źródłem satysfakcji jako osoby, która uważała, że Klata powinien pozostać dyrektorem na drugą kadencję pomimo popełnionych w trakcie pierwszej zasadniczych błędów (Dałbym Klacie drugą szansę, „Do Rzeczy” 2017 nr 10). Jest to bodaj próba naprawienia pomyłki jaką był werdykt komisji w 2017 wyłaniającej dyrektora Starego Teatru.

Lekturę najnowszej edycji naszego portalu proponujemy zacząć od kolejnych miniatur dramatycznych Pawła Jurka, z których jedna odsłania kulisy zorganizowanych w roku 2015 obchodów 250 rocznicy powołania w Polsce Teatru Narodowego, dla lewicy będącego wyłącznie sceną publiczną. W innej miniaturze rozgrywającej się współcześnie w szkole teatralnej zderzone zostają dwa przejawy wulgarności.

Wulgarność i brutalność w funkcji artystycznej pojawia się w spektaklu Nowego Teatru w Warszawie, który komentują Marzena Kuraś i Jagoda Hernik Spalińska. Jednak performans Ramony Nagabczyńskiej wulgarnością się raczej bawi niż epatuje.

Marzena Kuraś omawia też edycję Teatraliów Karola Frycza zamykającą prace prof. Lidii Kuchtówny nad dorobkiem tego wybitnego scenografa i reżysera. Zwracano już uwagę, że Kuchtówna opisała wszystkie aspekty życia i twórczości Frycza w jego monografii z jednym wyjątkiem – ten esteta podobno nie ukrywał swego homoseksualizmu. Jednak Kuchtówna na przekór współczesnej tendencji zachowała dyskrecję.

Jakiś rodzaj zamilczanego tematu jednak udaje się wyciągnąć na światło dzienne Teatrowi w Olsztynie. Kalina Zalewska analizuje przygotowaną tam adaptację przedwojennego reportażu Melchiora Wańkowicza Na tropach Smętka. Autorka podkreśla, że Wańkowicz upominał się o Polaków-Mazurów żyjących poza granicami polskiego państwa, ewangelików podlegających germanizacji, a pozbawionych głosu w rodzimej kulturze. Nadal jednak nie doceniamy patriotyzmu naszych rodzimych reformatorów, którzy wydali tak wielu wybitnych przedstawicieli naszej nauki i kultury, zarówno w przeszłości jak i obecnie. Jak mówi podtytuł spektaklu: Pieśń ziemi ma wiele głosów. Dlatego tak ważny jest ten, podobno udany również artystycznie, spektakl z Olsztyna.

rw.