Antoni Winch / OPERETKA O LISIE. SZKIC

Przytaczamy tu szkic operetki, który przygotowaliśmy z przypadkowym przechodniem, podczas kilkutygodniowej przerwy pomiędzy Fatalnymi jajami. Oto on (copyright: My & Przechodzień Records):
Prolog
NARRATOR
Idzie wolno Lis Przechera, w pysku sucho jak cholera,we łbie cwał Walkirii R. Wagnera, pod batutą G. Mahlera.Niech się skończy ta opera! Trzeba grzmotnąć se szprycera.Przeto cicho, jak pantera, zmierza Lisek do kelnerai zmawia painkillera.
LIS
Hej kelnerze, hej garsonie!Trochę trzęsą mnie się dłonie.Wagner wali w obie skronie.Oczy ślepną, gęba płonie.Jednym słowem, weź mi polej.
NARRATOR
Pije Lisek – gul, gul, gul. I wnet znika wszystek ból.Choć na koncie wielkie null, wznieś się Lisie aż do chmur.Tam aniołów śpiewa chór, hymn pochwalny w skali dur.Tam dowoli masz też kur. Gdaczą pośród elizejskich pól.Walnij jeszcze litra pół.
LIS
Hej kelnerze, hej garsonie!Mniej się trzęsą mnie te dłonie.Wagner ciszej wali w skronie.Oczy widzą, gęba chłonie.Jednym słowem, weź mi polej.
NARRATOR
Na kolejnej szklanki dnie Bies mu pokazuje de-u-pę.Lis się wzdryga, pluje, klnie, Bies wdrapuje się po szkle,Lis go strącić bardzo chce, czort nie daje jednak się,już po Lisie się Bies pnie, do lisiego nosa diabeł prze,bo pogadać dziś z nim chce.
W tym miejscu z kolegą przypadkowym przechodniem przerwaliśmy na moment. Zastanowiło nas, czemu Bies wlazł Lisowi akurat na nos? Powinien wdrapać się raczej do ucha. Byłoby go lepiej słychać. Może o tym nie pomyślał? Może nie chciało mu się gramolić tak wysoko? Po pięciu kolejkach namysłu doszliśmy do wniosku, że któż to wie. Bogatsi o tę wiedzę, wróciliśmy do pisania. Oto początek I aktu.
AKT I
BIES /tańcząc na nosie Lisa/
Lisie, Lisie, ty peni… [tu nam piwo skapnęło i słowo uległo zamazaniu, nie da się odczytać]Którą wódkę żłopiesz dzisiaj?Które piwo od tygodnia?Życie z gwintu ścieka do dna.Twoje życie, panie Lisie.Weź ogarnij trochę ty się.
LIS /sentencjonalnie/
Jak jabłko nie będzie porem,burdel klasztorem, a Osjan swych pieśni autorem,tak diabeł nie będzie moralizatorem.
BIES
Nie zapominaj, że ongiś byłem aniołem.
LIS
Który się Bogu postawił, bo był matołem.
BIES
Wiesz co, Lisie? Ty się wal.Przerobię cię na szal.
LIS
A założysz mnie na bal?
BIES
???
LIS
Byłby żal,mieć taki szali nie pójść na bal
BIES
Może masz rację?Dokończ libację.Rozmówię się krawcem.
LIS
Wypiję jeszcze trzy setki.Nadam się też na skarpetki.
BIES
Oddajesz życie za picie.Jak dla mnie jesteś idiota.
LIS
Ja chcę tylko zatańczyć fokstrota.
BIES
Nikt ci nie broni. Tańcz swobodnie.
LIS
Fokstrota? Będąc lisem? Tak jest niegodnie.Co innego, gdyby był ze mnie szal, skarpetki lub spodnie.
BIES
Nie spodziewałem się po żłopusiu takiej postawy.Że zechce utrudnić sobie zdobycie sławy,niejako dla zabawy.
LIS
Eh, diable! Ludzi kusisz snadnie.Lecz nic nie wiesz o lisach.My duszę oddamy za dobrego witza!
Tu przerwaliśmy pisanie. Koledze przypadkowemu przechodniowi skończyły się pieniądze. Na zeszyt zamówiliśmy jeszcze strzemiennego. W jego ramach udało nam się sporządzić zarys drugiego aktu. Bies poszedł na bal z Lisem jako szalem. Gdy Diabeł skusił się na jedną z siarczyście doprawionych przekąsek i nachylił się nad stołem, Lis zamoczył pyszczek w lampce wina. Ożył, zacisnął się wokół szyi Biesa i porwał go do tańca. Był to najlepszy fokstrot na całym balu. Goście bili Diabłu i jego szalowi frenetyczne brawa, prezydent, bo na balu był też prezydent, zaprosił ich następnego dnia do siebie, a premier, bo na balu był też premier, oddał im swój urząd. Ponadto zakochała się w nich piękna, tajemnicza i demoniczna kobieta. W trzecim akcie miały z tego wyniknąć różnorakie konsekwencje, które w akcie czwartym doprowadziłyby do skutków, stanowiących przyczyny wydarzeń z aktu piątego. Niestety, zupełnie niechcący wypiliśmy strzemiennego i musieliśmy iść.
Kolega przypadkowy przechodzień, wycałowawszy nas dubeltowo, wrócił do przypadkowego przechodzenia. My natomiast udaliśmy się do Szarika-Szarikowa i Lisa pod płotem biblioteki. Fatalne jaja zbliżały się wielkimi krokami…

Ilość wpisów archiwalnych: 58