
„Największą więc jest niegodziwością w jakimkolwiek królestwie i dobrze zorganizowanej rzeczypospolitej, żeby cudzoziemcy publicznie oskarżali obywateli i urzędy a nawet samą rzeczpospolitą o pogardę praw, jakby chełpiąc się tym, że oni lepiej myślą o rzeczypospolitej niż jej właśni obywatele […]. W każdej rzeczypospolitej należy mieć na pierwszym miejscu wzgląd na własną rację stanu, potem dopiero na cudzą godność. Godność i korzyści rzeczypospolitej nie powinny być podporządkowane obcym interesom.”
Słowa te, cytowane przez Andrzeja Nowaka w jego najnowszej książce Między nieładem a niewolą. Krótka historia myśli politycznej, zapisał w XVIII wieku Stanisław Konarski w Listach poufnych czasów bezkrólewia. A brzmią tak, jakby wypowiedział je ze współczesnej trybuny w europarlamencie profesor Ryszard Legutko. Bo też w jakiejś mierze ta książka została przez profesora Nowaka właśnie dlatego teraz napisana (czego autor skądinąd we wstępie nie ukrywa), aby „światu i duchowi wieku” ukazać własne jego oblicze, z szekspirowska mówiąc. Inaczej, aby współczesność przejrzała się w lustrze dawności i w nim dojrzała własne winy i cnoty. Cel to bodaj najważniejszy, ale z pewnością nie jedyny. Nie mniej ważny jest przekaz wiedzy, i co należy mocno podkreślić, płynące zeń wnioski dla myślenia i działania. Jeszcze jeden ważny cel jest od dawna staraniem Andrzeja Nowaka – przywrócenie dziedzictwu kultury polskiej należnego jej miejsca w dziejach Europy. Jednej ze swoich książek, napisanej z innymi autorami, nadał tytuł Repolonizacja Polski i w całej swojej twórczości idzie tą drogą: przywracania narodowi świadomości, jaką wagę i wartość ma jego dziedzictwo historyczne, jak jest dziś wciąż aktualne (bo nadal umie odpowiadać na palące pytania czasu), i jak jest wielkie w europejskiej skali. Profesor Nowak idzie w swoim wspaniałym dziele tym samym tropem, jakim prowadził nas Jan Paweł II – każdą swoją pielgrzymką przywracając nam pamięć naszej własnej historii, ukazując racje do dumy z naszych dziejów i naszych świętych. Odnawiając tę skostniałą w martwocie pamięć społeczną nie tylko w wielkich miastach metropolitalnych, ale we wszystkich, także skromnych, ośrodkach życia, które nawiedzał w trakcie pielgrzymek. I tak jak Jan Paweł II, profesor Nowak jest Polakiem dumnym ze swojej ojczyzny, prawdziwym oikofilem, czyli po prostu patriotą.
Ten tekst nie ma ambicji bycia recenzją niezwykłej książki Andrzeja Nowaka, to tylko luźne uwagi, jakie nasunęły mi się podczas lektury. Luźne, ale jak sądzę ważne. Zatem po pierwsze profesor Andrzej Nowak jest historykiem absolutnie niezależnym, kierującym się, jak na uczonego przystało, jedynie dążeniem do prawdy, bez oglądania się na jakiekolwiek „mniemania”. Powszechne czy mniej powszechne. A już zwłaszcza „politpoprawne”. Z omawianego dzieła (i nie tylko z niego) przykład może najdobitniejszy, a dotyczący mistrza Wincentego Kadłubka. Kiedyś wszyscy w dzieciństwie (nie wiem jak jest dziś) słuchaliśmy legend o królu Kraku, smoku wawelskim, Wandzie, co nie chciała Niemca. Nikt nam chyba wtedy nie objaśniał, że spisał je dla Lechitów właśnie mistrz Wincenty. Na tyle, na ile jako nie-historyk orientuję się w tej materii, ten wspaniały kronikarz polskich dziejów z czasów Kazimierza Sprawiedliwego nie cieszy się wśród tzw. ogółu historyków dobrą sławą. Zarzucają mu wymyślanie niestworzonych historii, bajdurzenie, a poza tym pretensjonalny, zawiły styl opowieści. Otóż profesor Nowak ten fałszywy mit obala i można śmiało powiedzieć – kreuje mistrza Wincentego na ojca polskiej myśli politycznej. Nie tylko z racji legendarnych opowieści, ale przede wszystkim niezwykle dojrzałej myśli politycznej. Świetnie wykształcony na italskich uniwersytetach mistrz Wincenty otwiera swoją Kronikę mottem zaczerpniętym z Cycerona: „Była, była niegdyś w tej republice cnota”. Ilość odwołań do różnych autorów starożytnych – historyków, poetów jest w Kronice Kadłubka oszałamiająca. Jego definicja sprawiedliwości świetnie przeszła próbę ponad siedmiu wieków i brzmi „sprawiedliwość polega na tym, aby najbardziej pomagać temu, co może najmniej”. „Matka wolność” jest u Kadłubka w wysokiej cenie, a on sam podkreśla, iż tak samo traktują ją Lechici. Podstawy społeczeństwa postrzega Kadłubek w poczuciu tożsamości, podkreśla także, za Arystotelesem, że wspólnota istnieje jedynie dzięki oparciu o rozpoznanie dobra i zła. Jest Mistrz Wincenty przeciwnikiem „imperializmu” (jakkolwiek by go w tamtym czasie rozpoznawać), król w jego widzeniu jest „towarzyszem” społeczności, powołanym do służenia jej. W Kronice Kadłubka znajdujemy też rozróżnienie między podstawowymi pojęciami. Rzeczpospolita to wspólnota obywatelska, królestwo – to zwierzchność nad pewnym obszarem, wreszcie ojczyzna, obejmująca i jedno, i drugie, i jeszcze znacznie, znacznie więcej. Czyż nie mamy zasadnie prawa uznania mistrza Wincentego za twórcę „genotypu” Lechity/Polaka?
Andrzej Nowak, bodaj jako pierwszy historyk, tak zdecydowanie kreuje oryginalność polskiej myśli politycznej w wydaniu dwu profesorów Uniwersytetu Krakowskiego: Stanisława ze Skarbimierza i Pawła Włodkowica. Chodzi o sobór w Konstancji w 1414 i rozstrzygnięcie politycznych sporów w związku z wojną z Krzyżakami i sojuszem Polski z pogańską Litwą. To tam Włodkowic wygłosił swoją i rektora Stanisława tezę – państwo chrześcijańskie ma prawo do stowarzyszenia się z pogańskim w wojnie sprawiedliwej. Nawet Czesław Miłosz w Historii literatury polskiej pisze bałamutnie jakoby „delegacja polska godnie odpierała oskarżenia zakonu [Krzyżaków – EM], powołując się na prawo międzynarodowe”. Otóż delegacja polska nie odwoływała się do żadnego „prawa międzynarodowego”, ona je po prostu tworzyła! Jak widać głębokie kompleksy wobec Europy nie omijały nawet wielce zacnych głów… Napisałam wyżej, że profesor Nowak jest oikofilem, czyli po polsku patriotą. Tak rozległej wiedzy o dziejach nie tylko naszego kontynentu, ale i świata, nie spotyka się często u polskich historyków. Między nieładem a niewolą to nie tylko krótki zarys myśli politycznej, jak głosi ów podtytuł. To, jak się już wyżej powiedziało, lustro dawnej myśli politycznej w poważnej, głęboko zatroskanej polemice z dzisiejszym światem, jego niszczycielskimi ideami, z tym, co nas otacza codziennie na ulicach Warszawy, Krakowa, Nowego Jorku: nihilistycznymi próbami ukształtowania „nowego człowieka”, a co za tym idzie NWO. Analizując światową myśl polityczną od starożytnych Chin po schyłek wieku XVIII w Europie, profesor Nowak stara się w jasnym, logicznym wykładzie uchwycić najistotniejsze dla danego systemu pojęcia, fundujące istotę państwa czy wspólnoty, ekstrapolując (i przymierzając) je do współczesności. W tych analizach dawności czekają też czytelnika zadziwiające niespodzianki. Kto by myślał na przykład, że inwigilowanie ludzi albo wspólnot to pomysł wieku XX i Wielkiego Brata, niech się pochyli nad historią dwóch braci Benthamów, oczywista liberałów angielskich z XVIII wieku. Wspólnie stworzyli projekt doskonałego nadzoru nad niedoskonałym społeczeństwem! W tzw. panopticum Samuela Benthama ludzie mieli być podglądani wszędzie. I to on budował dla carycy Katarzyny II potiomkinowskie wioski. Jeśli ktoś mniema, że założenie istnienia społecznego człowieka, ograniczające go do kontentowania się ciepłą wodą w kranie to pomysł Donalda Tuska, niech uważnie przeczyta w książce Andrzeja Nowaka krótki rys myśli masonów. Systemy liberalne, myśl Hobbesa, Locke’a, utylitarystów – zawsze za źródło społecznych niedoli uznawały religię, w ich ciasnym przekonaniu – źródło fanatyzmu. Z jakim skutkiem – widzimy na ulicach dzisiejszego Paryża czy Warszawy. A jeśli chcemy poznać źródło lekceważącego stosunku Europy Zachodniej do „wschodnich barbarzyńców”, to Andrzej Nowak wskaże nam ojca tej postawy, twórcę tak często obnoszonej dziś po ulicach zasady trójpodziału władzy, Monteskiusza.
Diagnozując i opisując stan dzisiejszego świata i najważniejszą w nim konfrontację, Andrzej Nowak pisze: „Pomiędzy tą wizją >>normalności<<, jaką lansują rzecznicy wyższej moralności, mający nieposkromiony appetitus na władzę, na kontrolowanie, na terapię społeczeństwa a tą, jakiej wierni są ci, którzy uważają, że powinni >>zachować się jak trzeba<<, czyli jak nakazuje tradycja ojców, dziadów, jak nakazuje to, co zaspokaja nasz appetitus na tożsamość, na poczucie przynależności do wspólnoty pokoleń, na bycie we wspólnocie wartości, która nie wyczerpuje się w płynnej >>ponowoczesności<<, możliwość kompromisu staje się coraz bardziej ograniczona”. Znajdujemy się zatem w stanie, który jest czymś w rodzaju wojny domowej, której echa widzimy już nie tylko w Polsce i w Stanach Zjednoczonych. A konkluzja – uratować nas może tylko powrót do prawd, które poprzedzają dzisiejszy konflikt – do Platona, Arystotelesa, św. Augustyna, św. Tomasza z Akwinu – słowem, systemów, które nie oddzierały człowieka od Boga. Środkiem do tego trudnego, ale koniecznego dla ludzkości procesu jest wychowanie i oświata, oświata, oświata! Wagę i jednego, i drugiego profesor Nowak podkreśla z naciskiem w całej książce. Wskazuje na przykład, że narodowe przebudzenie, jakie się dokonało w Polsce w okresie Sejmu Czteroletniego, to wielka zasługa Komisji Edukacji Narodowej, wielotysięcznych nakładów książek (znamienne – znacznie przerastających nakłady w imperium carów). Niby to oczywiste, znamy wszak historyczną sentencję: „Takie będą rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”, a jednak – można zwątpić, słuchając wypowiedzi młodych w różnych ulicznych sondach.
Patrząc na znaczną część kasty dzisiejszych profesorów trzeba stwierdzić z goryczą i smutkiem, że uprawiają, jak niegdyś sofiści (ale w o ile podlejszym od nich stylu), tandetną manipulację myślami, ideami, często za „manifest naukowy” mający rynsztokowe „wy…..”. Profesor Andrzej Nowak należy do niezmiernie rzadkiej grupy nauczycieli, którzy – jak Sokrates czy Platon – wychowują na prawdziwej agorze i w gajach Akademosa. A z młodymi potrafi spotykać się nie tylko na uczelni, ale także w klubach czy kościołach.