
Wiecie Państwo co to jest oskoła? To sok z brzozy, pozyskiwany z początkiem wiosny, kiedy silniejsze już promienie słoneczne ożywiają ciała drzew. W pniu brzozy, najlepiej od południowej strony, nawierca się otwór, z którego po chwili zaczynają kapać krople soku, całkiem podobne do łez. W otworze umieszcza się rurkę, najlepsza jest miedziana, ale może być też plastikowa, a pod rurką mocuje się naczynie. Następnego dnia o tej samej porze naczynie powinno być pełne brzozowego soku. Smakuje on jak woda z niewielką domieszką cukru. Bogaty w minerały, działa wzmacniająco, podobno również na cebulki włosów, więc można nim nacierać połacie czaszki, na których najbardziej nam zależy. Sok z brzozy najlepiej smakuje pity z wysokiego kryształowego kielicha, ale nie bądźmy drobiazgowi, prosto z butli jest równie smaczny.
Błogosławieństwo oskoły odkryłem stosunkowo późno, choć w początku lat dziewięćdziesiątych pojawili się u nas handlarze zza Buga, którzy na miejscowym targowisku sprzedawali kapslowane słoje z brzozowym sokiem. Nie było jednak na nie zbyt wielu chętnych, bo ludzie obawiali się, że brzozy za Bugiem ronią skażone, czarnobylskie łzy.
Nasze, polskie brzozy, też rosną na ziemi użyźnionej przez historię, więc minerały tej historii z pewnością wzbogacają niezwykle delikatny bukiet oskoły. Na przykład w moich lasach, gdzie nie brak brzeziny, we wrześniu 1939 roku ciężkie walki z Niemcami toczył zdziesiątkowany oddział pułkownika Jana Maliszewskiego, który nie bacząc na przeważające siły wroga, postanowił przedrzeć się – właśnie przez moje lasy – na południowy wschód, w kierunku Wisły, i dalej nad Bzurę, gdzie podczas krwawej bitwy dzielny pułkownik Maliszewski został wzięty do niewoli. Wielu jego żołnierzy padło w moich lasach, wielu też Niemców do polskiego mchu ostatni raz przytuliło głowy, śniąc o złocie Renu. Niedaleko od miejsca tej leśnej bitwy, już po ustaniu walk, przedstawiciele narodu filozofów rozprawili się z cywilami – mężczyznami, kobietami i dziećmi. Zabili tam około ośmiuset osób. W 1944 roku Żydzi dozorowani przez esesmanów wykopali szczątki i spalili je. Prawdopodobnie sami podzielili los tych, którzy zginęli pięć lat wcześniej. Jeszcze w 1947 roku w tym miejscu, zwanym Dębową Górą, znaleziono trochę niedopalonych ludzkich kosteczek.
Znamy dobrze brzozowe drzewo z polskich cmentarzy. Białe krzyże porastają wiele miejsc, „w szczerym polu biały krzyż nie pamięta już, kto pod nim śpi” – śpiewał Krzysztof Klenczon w hołdzie ojcu Czesławowi, żołnierzowi Armii Krajowej i powojennego podziemia antykomunistycznego, który ujawnił się dopiero w 1956 roku. Kiedy chodziłem do podstawówki, w latach osiemdziesiątych, kwiecień był zwany „miesiącem pamięci narodowej”.

Z pewnością komunistyczne władze nie chciały w ten sposób upamiętnić polskich oficerów zamordowanych w 1940 roku w Lesie Katyńskim. Słowo „Katyń” było wtedy zakazane, a wypowiadano je na ogół przyciszonym głosem, w zaufanym gronie. Pewnie też nie chodziło o drugą deportację Polaków w głąb ZSRS (13 kwietnia 1940). Może bezpieczniejszym przyczynkiem było przedłużenie układu o przyjaźni z ZSRS (8 kwietnia 1965, umowa miała trwać do 1985 roku), a może co innego. Jedno jest pewne – kwiecień stał się w istocie miesiącem, w którym nasza zbiorowa pamięć kumuluje się i zagęszcza w symboliczne obrazy.
I znowu – brzoza, ta z 10 kwietnia 2010 roku. Czy trysnęła oskołą, kiedy… no właśnie – kiedy ucinała skrzydło tupolewa czy przeciwnie – kiedy płat samolotu przeciął ją na wysokości (nomen omen) 666 cm? Myślę że zapłakała rzewnie, bo wedle późniejszych doniesień dolna część drzewa pozostała żywa i zazieleniła się. Dziś już nie ma brzozy smoleńskiej, została wykarczowana, ponoć w tym miejscu powstał salon samochodowy. Ale im bardziej jej nie ma, tym jest potężniejsza. Wszak to idealny symbol nie tylko tragedii, ale wciąż żywego podziału na zwolenników teorii „pancernej brzozy” i teorii zamachu smoleńskiego.
Faktem jest, że brzoza to drzewo miękkie, niewskazane jest jej stosowanie w celach budowlanych, natomiast dobrze nadaje się na opał kominkowy. No i oczywiście jako dawca oskoły, eliksiru życia karmiącego się niezliczonymi pokładami śmierci.