
Masz rację, Droga Madeleine, że piszę rzadko i że moje listy nie są nazbyt długie. Nie miej mi tego za złe. Coraz to mocniej uświadamiam sobie, jaką wagę mają słowa i z jaką odpowiedzialnością wiąże się ich wypowiadanie. I zaiste czasami, jeśli nie mam wystarczająco mocnego poczucia, że naprawdę warto, abym zabrał głos w jakiejś sprawie, wolę sobie spokojnie pomilczeć. Muszę Ci się zresztą przyznać, że rad byłbym, gdyby i inni zechcieli pisać chociaż trochę mniej, a może za to odrobinę rozważniej. Z krótkich, ale roztropnie napisanych tekstów mielibyśmy znacznie więcej pożytku, niż z przydługich wywodów rażących oczy samouwielbieniem, złymi intencjami i pustką.
Wielokrotnie podkreślałaś, że szacunek wobec samego siebie jest stokroć cenniejszy niż poklask i niźli płatki kwiatów sypane pod stopy. I nie mam wątpliwości, że zawsze należy być wiernym sobie, że wbrew wszystkim okolicznościom warto zachować uczciwość.
Skoro pytasz się, Droga Przyjaciółko, czy widziałem J’accuse, to owszem, zdążyłem się wybrać do kina, zanim Polskę sparaliżowała zaraza. U nas ten film Romana Polańskiego grano pod przełożonym z angielskiego tytułem Oficer i szpieg, podczas gdy zawarte w oryginalnym tytule oskarżenie, nawiązujące do listu otwartego Émile’a Zoli brzmi bez porównania dramatyczniej.
Trudno zresztą ukrywać, że dzieło Polańskiego wywarło na mnie silne wrażenie. Rzecz oczarowuje pięknymi zdjęciami i doskonale dobraną obsadą. (Zgadzam się oczywiście, że powierzenie Jeanowi Dujardinowi roli podpułkownika Marie–Georges’a Picquarta było bardzo trafionym pomysłem). A jakkolwiek największą siłą filmu wydaje się sama historia niesłusznie oskarżonego o szpiegostwo kapitana Alfreda Dreyfusa, to nie bez znaczenia jest i przyjęta przez reżysera perspektywa. O ile w powieści Marcela Prousta W poszukiwaniu straconego czasu widzimy raczej polaryzację społeczeństwa podzielonego na przekonanych o winie bądź niewinności nieszczęsnego zesłańca, o tyle u Polańskiego dostrzegamy przejmujący obraz maleńkiej grupy sprawiedliwych, mających odwagę przeciwstawić się potężnej klice łajdaków i zmanipulowanym przez nich tłumom.
Tak się złożyło, Droga Przyjaciółko, że kilka dni później wybrałem się do tego samego kina, aby obejrzeć nowy film Jana Komasy, zatytułowany Sala samobójców. Hejter – u Was pokazywany jako Le Goût de la haine. Kolejne dzieła tego twórcy wywierały na mnie silne wrażenie, ujmowały umiejętnością pokazania wrażliwych jednostek w zderzeniu ze społeczeństwem, instytucją czy też historią. Nie rozczarowałem się i tym razem, oglądając historię parweniusza, który, aby zdobyć uczucia nieosiągalnej dla niego dziewczyny, gotów jest uciec się do najbardziej makiawelicznych środków. Nie myśl jednak, Droga Madeleine, że Hejter jest czymś w rodzaju ckliwego romansidła. Jest to raczej film odnoszący się do mrocznej strony polityki. Snuta przed widzami fabuła stanowi okazję do ukazania anatomii nienawiści, mechanizmów wyzwalania społecznej histerii i tajników manipulacji.
Obydwa te filmy, oglądane – jak już wspomniałem – w dniach, w których właśnie nadciągało morowe powietrze, przypomniały mi, jak szybko zło się rozprzestrzenia, jak nietrudno jest wciągnąć ludzi w wir złych emocji, jak łatwo utopić człowieka w społecznej nienawiści.
To wszystko, powiesz nie bez racji, są oczywistości. Ale i Ciebie w tym wszystkim zadziwiać musi choć jedno. Otóż, jak znoszą samych siebie ci, z których ust płynie fałsz i zdrada, ci, których język jest źródłem zła i nienawiści? Czyż nie wiedzą, że prędzej bądź później, niegodziwość stanie się przyczyną ich hańby? Czyż nie lękają się, że wyrządzone innym zło powróci niczym przerażające odbicie ich twarzy?
Kończąc ten list, pozwól, że odwołam się do – wiem, że przez Ciebie ongiś przeczytanej – Lalki Bolesława Prusa. Pamiętasz zapewne fragment rozgrywający się w sądzie, przed którym fałszywie obwiniona o kradzież zostaje pani Stawska? Wśród sądowej publiki pojawia się tam goniąca za sensacją kumoszka, niezainteresowana prawdą i nazbyt łatwo ferująca wyroki. Kiedy wreszcie niewinność Stawskiej zostanie dowiedziona, pewien prosty człowiek zadaje sensatce pytanie: „Widzisz pani, co się teraz zrobiło z paninej gęby?”. Zgodzisz się zapewne, Droga Madeleine, że przed zbędnym otworzeniem ust, warto przypomnieć sobie te słowa.