
28. Mrozimy chleb
Postaci:
Plotkara#1
Plotkara#2
(obie 50+)
Kawiarnia. Plotkary plotkują przy kawie.
Jest rok 2021.
– Słyszałaś, że Janda mrozi chleb?
– Po co?
– Bo jej nie stać na świeży.
– Jak to? Ma piękny dom w Milanówku, jeździ porschem, prowadzi dwa teatry, dostaje milionowe dotacje i nie stać jej na świeży chleb?
– Może zrobiła tak jak my z mężem chcieliśmy kiedyś zrobić?
– Czyli?
– Też chcieliśmy mieć piękny dom w Milanówku i jeździć porschem, ale jak wszystko sobie obliczyliśmy, to owszem byłoby nas stać, ale pod warunkiem, że do końca życia jedlibyśmy suchy chleb.
– Moim zdaniem nie warto.
– Pewnie, że nie.
– Biedna ta Janda.
– Albo głupia…
– Albo taką udaje. Jak to aktorka.
——————
Jest rok 2022. Plotkara#2 patrzy rozpromieniona na Plotkarę#1.
– Ta Janda to ma jednak łeb…
– … jak sklep. Tak się kiedyś mówiło.
– Żebyś wiedziała. Wiesz co zrobiłam po naszej rozmowie rok temu?
– ?
_ Kupiłam w Lubaszce dziesięć bochenków chleba „Urodzinowego” po siedem złotych za sztukę. I zamroziłam.
– Nie…
– Tak! Wyobraź sobie, że dzisiaj ten sam chleb kosztuje czternaście! Jestem do przodu o siedemdziesiąt złotych.
– Dzięki Jandzie.
– Dzięki Jandzie! Dlatego dzisiaj ja stawiam kawę.
– To bardzo milo z twojej strony. Dziękuję.
Kurtyna opada.
29. Jak grać u Lupy? (Poradnik)
Postaci:
Aktor#1 (młody)
Aktor#2 (nieco starszy)
Garderoba męska. Jest po przedstawieniu. Aktor#2 siedzi przed lustrem i zmywa makijaż. Wpada uradowany Aktor#1, młodszy, dobrze zbudowany.
– Widziałeś?! Na tablicy wisi obsada nowego Lupy.
– Widziałem…
– No to już wiesz, że gram.
– Wiem. Graty.
– No a ty jesteś w obsadzie? Bo nie zauważyłem.
– Nie, mnie nie ma…
– Dlaczego?
– Lupy zapytaj. A tak poważnie, to ja już nie chcę u niego grać. I chętnie ustąpię scenę młodszym.
Aktor#1 przysiada się do Aktora#2, szuka jego spojrzenia w lustrze.
– To poradź mi, jak mam grać, jak się zachowywać na próbach, na co uważać.
Aktor#2 patrzy na Aktora#1 wyczekująco. Ten po kilkunastu sekundach reflektuje się i wybiega z garderoby. Wraca z butelką wódki i kieliszkami. Polewa. Podaje kieliszek starszemu koledze.
– Wódka ci się przyda, żeby to wszystko wytrzymać.
– OK, zaopatrzę się. I co dalej?
– Przede wszystkim dużo mów, bo jak będziesz dużo mówił na próbach, to jest szansa, że dużo z tego trafi do przedstawienia i twoja rola będzie duża.
– O czym mam mówić?
– O wszystkim. Mile widziane są traumy z dzieciństwa. Mistrz je lubi.
– Jakie traumy?
– Na przykład, że byłeś bardzo wrażliwy, inny, dlatego w szkole bili cię koledzy. Dobrze jest mówić coś przeciwko Kościołowi. Że na przykład ksiądz cię molestował na religii.
– Kolegów w szkole i na podwórku to raczej ja biłem, a religii uczyła nas świecka nauczycielka.
– To wymyśl coś innego. Na przykład, że widząc sukienkę mamy przewieszoną przez krzesło nabrałeś ochoty, żeby ją na chwilę założyć. A wtedy do mieszkania wrócił ojciec i strasznie cię zbił, bo chciał zrobić z ciebie stuprocentowego mężczyznę.
– To może być dobre. Zapamiętam…
Aktor#1 chwilę waha się, czy zadać to pytanie.
– A co z nagością? Będę musiał się rozebrać?
– Przymusu nie ma, ale jest to mile widziane. Nikt cię nie zmusi, ale nie zdziw się, jak twoja rola zacznie maleć w trakcie prób. Ale jak się już rozbierzesz, nie pokazuj wszystkiego od razu. Stopniuj napięcie. Na pierwszych próbach pokaż klatę, później jeden półdupek, potem drugi. Dopiero na generalnych idź na całość.
Aktor#1 uradowany napełnia kieliszki.
– Dzięki, stary. Nie wiem, jak ci się odwdzięczę.
– Drobiazg.
Kurtyna opada.
30. Lis
Postaci:
Aktorka#1
Kostiumolog
Aktorka#2
Aktorka#1 w kostiumie z lat 20. ubiegłego wieku przechadza się po scenie z egzemplarzem sztuki w dłoni i powtarza tekst. Wchodzi Kostiumolog z pięknym kołnierzem z lisa. Uśmiecha się triumfalnie do Aktorki#1.
– Mam!
Podaje lisa Aktorce#1, ta natychmiast go zakłada.
– Jaki piękny! Prawdziwy?
– Oczywiście. Specjalnie dla ciebie. Wyglądasz w nim bardzo efektownie.
– Jak przystało na Daisy.
Aktorka#1 pokazuje egzemplarz sztuki.
– Przyćmisz wszystkie koleżanki.
Aktorka#1 przechadza się w lisie zadowolona.
– Ech, to zapięcie!
– Prawdziwy brylant.
– Skąd go masz?
– Wypożyczyłem od Agnieszki Rojek, której babcia, z domu hrabianka Rostocka, miała go na balu debiutantek w tysiąc dziewięćset dwudziestym drugim.
– Czyli dokładnie wtedy, kiedy dzieje się akcja sztuki!
– Z tego co wiem, Rostoccy mieli własną hodowlę lisów.
Aktorka#1 nieruchomieje, natychmiast ściąga lisa.
– Nie mogę tego założyć. Jestem twarzą fundacji walczącej o delegalizację ferm futerkowych. Nie mogę pokazać się w czymś takim.
– To co mam dać ci w zamian?
– Może boa? Boa też jest efektowne.
– Z prawdziwych piór?
– Trudno. Z ptakami nie walczę.
– W boa będziesz wyglądała jak kokota. Reżyser na pewno się nie zgodzi.
– Przekonam go. W końcu to mój mąż.
Kostiumolog zabiera lisa, wzdycha i odchodzi niezadowolony.
Aktorka#1 powtarza tekst. Po chwili na scenę wchodzi Aktorka#2. Ma na sobie kołnierz z lisa, który odrzuciła Aktorka#1. Wygląda w nim bardzo efektownie.
– Hej. Zobacz, co Janek przygotował specjalnie dla mnie. Prawdziwego lisa hrabianki Rostockiej. Jak ci się podoba?
Aktorka#1 jest wściekła, ale sili się na uprzejmość.
– Ładny, ale nie pasuje ci.
Aktorka#2 jest zdziwiona, Aktorka#1 chowa nos w tekście.
Kurtyna opada.