Paweł Jurek / NA ZIEMI I W TEATRZE. MINIATURY SCENICZNE (40-42). „MATKA CHER NIE ŻYJE!”, „CZARNY KAPTUREK”, „SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!”.

40. Matka Cher nie żyje!

Postaci:

Matka

Córka

Wycieńczona chorobą Matka (60+) leży w łóżku w sali szpitalnej, obok niej siedzi Córka (40+), z nosem w telefonie. Przez chwilę panuje cisza, Matka patrzy na córkę, która nie odrywa wzroku od ekranu smartfonu.

– No to powiedz, córciu, co tam jeszcze słychać?

Córka nadal nie odrywa się od telefonu.

– Matka Cher nie żyje.

– O mój Boże! Szkoda kobity!

Pauza.

– Kiedy zmarła?

– Wczoraj nad ranem.

– Ile miała lat?

– Dziewięćdziesiąt sześć.

– O! To sobie pożyła. Prawie tyle, co ty i ja razem wzięte.

Pauza.

– A ta Czer to jakaś twoja koleżanka?

– Oj mamo! Cher to bardzo znana piosenkarka.

– Nie znam.

Córka śpiewa, mocno fałszując.

Do you believe in life after love?
I can feel something inside me say*…

– Nie znam.

– Niemożliwe. Na pewno słyszałaś.

– Pamiętam Rodowicz i Sipińską. I jeszcze Sośnicką i Frąckowiak… Jak w pracy grało radio, to je często słyszałam.

– Bo ty słuchasz tylko Jedynki!

Pauza.

– I co jeszcze słychać? Święta się udały?

– Jak zwykle.

– To dobrze.

– A Andrzej był?

– Nie, nie zaprosiłam go.

– Brat to brat.

– Jak wytrzeźwieje, to go zaproszę.

– Daj mu szansę.

– Najpierw niech da szansę sobie.

Córka odkłada telefon i patrzy na matkę oskarżycielsko.

– Przez ciebie pije. Rozpuściłaś go.

Córka wraca do telefonu, ale patrzy jeszcze na Matkę.

– Rafał pyta, kiedy to się skończy?

– Lekarze mówią, że może jeszcze w tym roku.

– O nie! Postaraj się jeszcze trochę. Nie psuj nam sylwestra! Po tej całej pandemii człowiek chce się w końcu zabawić.

– Zrobię, co w mojej mocy.

– Okej. Muszę już iść. Cześć.

Córka zbiera się i wychodzi.

Po jej wyjściu Matka śpiewa.

– No matter how hard I try
You keep pushing me aside
And I can’t break through*…

*Fragment piosenki Cher „Belive”.

Kurtyna opada.

41.Czarny Kapturek

Postaci:

Babcia

Córka

Wnuczka

I

W gospodarstwie Babci. Córka (35) rozmawia z Babcią (67), Wnuczka bawi się telefonem. Babcia patrzy na Córkę zmartwiona.

– Co ci jest?

– Nie wiem. Wczoraj zemdlałam w pracy. Muszę zrobić badania, wtedy się dowiem. To potrwa kilka dni. Zajmiesz się nią?

Babcia patrzy na Córkę.

– Jak dam radę.

– Jej niewiele trzeba. Je w zasadzie tylko makaron bezglutenowy z oliwą i odrobiną tartego sera bez laktozy.

II

Babcia karmi liczne zwierzęta w swoim gospodarstwie. Zwierzęta są zadowolone, kręcą się wokół Babci. To powoduje, że Wnuczka odrywa wzrok od telefonu i patrzy na zwierzęta i na babcię.

– Babciu, a po co ci tyle kur?

– Najpierw, żeby znosiły jajka. A potem na rosół.

– Babciu, a po co ci tyle świnek?

– Jak podrosną, sprzedam je na ubój i będę miała pieniądze na chleb i rachunki.

– Babciu, a po co ci tyle krówek?

– Żeby dawały mleko. Potem sprzedam je, jak świnki, żebym miała na rachunki i chleb.

– A babciu wiesz, że nie powinno się jeść zwierząt?

– Tak mówią. Ale zwierzęta dobrze wiedzą, po co są na świecie.

– Nieprawda! One chcą być wolne, tak jak my.

III

Wnuczka z płaczem patrzy jak Babcia łapie jedną z kur, kładzie ją na pieńku i ucina głowę siekierą. Kura bez głowy jeszcze biegnie. Wnuczka zakrywa oczy dłońmi i szlocha.

IV

Świt. Wnuczka otwiera zagrody w gospodarstwie i wypuszcza zwierzęta na wolność. Niektóre nie chcą nigdzie iść, ale Wnuczka przegania je, biorąc do ręki siekierę.

V

Babcia wychodzi z domu. Widzi, że zwierząt nie ma w gospodarstwie. Wnuczka uśmiecha się z satysfakcją.

– Co ty narobiłaś!

– Wypuściłam je na wolność.

– Ja ci dam wolność!

Babcia zabiera Córce telefon, sięga po siekierę i rozbija nią smartfon. Wnuczka jest tym tak zaskoczona, że nie może wypowiedzieć słowa.

VI

W domu. Noc. Babcia śpi w swojej sypialni. Stoi przy niej Wnuczka i woła.

– Babciu, babciu! Zwierzęta wróciły!

Babcia nie reaguje.

Kurtyna opada.

42. Szczęśliwego Nowego Roku!

(monodram)

Postaci:

Ona

Ona (40 lat) kręci się po kuchni i jadalni i wykonuje jakieś gospodarskie czynności – szykuje zastawę stołową dla gości. Naczynia ustawia na stole w jadalni.

– W tym roku nasza kolej. Szybko ten rok zleciał… Poprzedniego sylwestra spędziliśmy u Kasi i Romka. Oni chcieli się wymigać od przyjęcia w domu i zaprosili nas do Elephanta, ale Bogdan się zbuntował, że nie będzie chodził do knajp, które stosują segregację sanitarną. Bogdan miał paszport covidowy, ale chodziło mu o zasady. Poparł go Tadek, który jest zagorzałym antyszczepionkowcem. W efekcie był tylko catering z Elephanta, ale przyjęcie się nie udało. Kłóciliśmy się. Kasia chciała, żebyśmy siedzieli w maseczkach, ze względu na chore dzieci w domu. Tadek triumfował, że szczepienia nic nie dają. I zagroził, że wyjdzie z imprezy razem z Bogdanem i Danką. Teraz to my chcieliśmy wszystkich zaprosić do teatru, a potem do knajpy, ale w jawnym głosowaniu większość wybrała domówkę. Sama zrobiłam udziec jagnięcy w sosie miodowo-musztardowym oraz trzy sałatki i jakieś przystawki. Na słodko Tort Macedoński będzie z Misianki, a szarlotka od Bliklego. Do tego morze czerwonego i białego wina oraz szampana. Każdy zresztą coś przyniesie. A muzyka? Na początek puszczę jakieś francuskie rarytasy, typu Barbara i Claude Francois, potem i tak tradycyjnie wjadą Stonesi, Beatelsi, ABBA i Wilki z Baśką, co miała fajny biust. Od razu położę te płyty na wierzchu. Aha, Kasia prosiła, żeby nie poruszać tematu pracy Romka, bo przed świętami dostał wypowiedzenie. Z kolei Tadek chce się w tego sylwestra uroczyście oświadczyć. Dlatego przyjdzie z o dwadzieścia lat młodszą Galiną, Ukrainką. Poznali się przez Tindera, ale Tadek prosi, żeby oficjalnie mówić, że to było w sklepie zoologicznym w Arkadii, w którym Galina pracuje, a on chodzi po pokarm dla swoich czterech kotów. I pomyśleć, że dwa lata temu Tadek pochował Elę i nie widział sensu, żeby żyć dalej. Podobno mężczyźni krócej przechodzą żałobę. Tylko co na to wszystko Bogdan, który jeszcze przed świętami mówił, że na Krakowskim Przedmieściu czuje się jak pod jakimiś zaborami? Nie wie, że Danka wynajęła ich starą kawalerkę uchodźcom. Oby nie wyszła z tego jakaś draka. I żeby nikt nie pytał mnie o mamę, bo się rozpłaczę. Jak mogła nam to zrobić! Na wszystko jest zawsze jedna rada – dużo alkoholu. Na szczęście wszyscy upijamy się raczej na wesoło. Z naciskiem na raczej. Ja chyba już się napiję. Nie wiem, jak wy, ale przepadam za tym całym sylwestrowym zamieszaniem. Na szczęście już jutro będzie upragniony Nowy Rok…

Ona nalewa sobie dużą porcję wina, pije spory łyk i uśmiecha się,

Niech będzie szczęśliwy dla wszystkich bez wyjątków. A teraz chyba już czas na wyjęcie udźca z piekarnika. Powinien być dobry.

Kurtyna opada.