Rafał Węgrzyniak / NIEMOŻLIWY DIALOG

Przed końcem roku muszę jeszcze odpowiedzieć na tekst Joanny Krakowskiej Instytut ambiwalencji, opublikowany na przełomie września i października, czyli tuż przed wyborami do parlamentu, w Dialogu Puzyny z podtytułem Przejęte. W tej broszurze przypominającej „Dialog”, wydanej jednak przez władze Warszawy, a ściślej za sprawą kandydującej z ramienia Nowej Lewicy do Sejmu radnej Agaty Diduszko-Zyglewskiej, starano się ukazać spustoszenia dokonane w instytucjach kultury przez ich kierownictwa po roku 2015 powołane przez rząd Prawa i Sprawiedliwości czy ściślej Zjednoczonej Prawicy. Tym bardziej muszę się odnieść do tej publikacji, ponieważ Krakowska przywołała w niej aż dwa moje felietony z „Teatrologii.pl”, mimo iż jej artykuł dotyczył Instytutu Teatralnego, w którym zatrudniony po zmianie dyrekcji bynajmniej nie zajmuję żadnego kierowniczego stanowiska ani nie odgrywam jakiejkolwiek wpływowej roli.

Najpierw jednak Krakowska przypomniała z „Teatru” mój opublikowany w 2007 artykuł Nowa lewica w teatrze. Był on, jak się okazało, najbardziej celnym i profetycznym opisem sytuacji politycznej panującej w środowisku teatralnym oraz zagrożeń, jakie niosła narastająca w nim dotąd ekspansja radykalnej lewicy. Bezbłędnie również określiłem rolę, jaką wyznaczył Instytutowi Teatralnemu jego założyciel Maciej Nowak. Nie byłem odosobniony, ponieważ zmarły niedawno Paweł Huelle w wydanej również w 2007 Ostatniej Wieczerzy opisał, jak Nowik będący „awangardowym działaczem teatralnym” w Gdańsku, „został dyrektorem Narodowego Centrum Kultury Teatralnej” w Warszawie i dzięki temu przeniósł swe idee oraz performanse „na główne sceny kraju”, a „nikt lub prawie nikt się na to nie oburzał”. Oczywiście żaden z uczestników niemrawej dyskusji wywoływanej wokół artykułu w 2007 nie przyznał mi racji, a niektóre głosy wręcz świadczyły o utracie kontaktu z rzeczywistością społeczną. Próżno też szukać jakiejkolwiek wzmianki o moim tekście w pisanych obecnie zarysach historii najnowszego teatru w Polsce.

Krakowska, która wzięła udział w debacie na łamach „Teatru” wraz z Krystyną Duniec, także żałuje, że widziała „jeszcze wówczas sens w odpowiadaniu Rafałowi Węgrzyniakowi na jego horrendalne konstrukcje myślowe”. Szkoda, że nie ujawniła na czym wątpliwość moich diagnoz polegała. Sugeruje jedynie, jeśli się nie mylę – ironicznie, że postrzegałem Instytut Teatralny „jako gejowski klub, do którego wpuszcza się tylko egzegetów Lenina”. Jednak podobne nawet sformułowanie nie pojawiło się w moim pamflecie. Natomiast użyły go, w nieco odmiennej wersji, bo „z sauną” i potomkami „działaczy KPP”, Krakowska i Duniec w swej replice Gdzie prawo, gdzie lewo, właściwie jedynej przyznającej mi poniekąd rację w opisie narastającej dominacji lewicowych radykałów, tylko rzecz jasna całkowicie odmiennie ją oceniającą. Trudno bowiem, aby współtwórczynie zawartego w 2005 na sesji „Inna scena” sojuszu teatru postbrutalistycznego, trzeciej fali feminizmu i nowej lewicy z kręgu „Krytyki Politycznej”, obecnie traktowane jako liderki „odmieńczej rewolucji”, zaprzeczały jego istnieniu. Oczywiście Krakowska i Duniec w 2007 demagogicznie pouczały mnie, że Instytut Teatralny oprócz indoktrynacji prowadzi archiwum i bibliotekę, jakbym opisywał instytucję, a nie propagowaną w niej ideologię. Krakowska przecież uczestniczyła w tym procederze. Od 2012 w Instytucie Teatralnym organizowała cykl pogadanek mających doprowadzić do radykalnej rewizji historii polskiego teatru poprzez wydanie pięciu zbiorów felietonów w serii Teatr publiczny. Przedstawienia. 1765-2015, którą współtworzyła jako autorka dwóch ostatnich tomów PRL i Demokracji oraz redaktorka całego przedsięwzięcia bynajmniej nie naukowego, lecz ideologicznego. Chodziło w tym projekcie – jak w opartych na manipulacji uchwałą parlamentarną z 2015 o obchodach dwustu pięćdziesięciolecia powstania pierwszej sceny publicznej – o pozbawienie narodowego i niepodległościowego charakteru polskiego teatru, odesłania do lamusa jego tradycji oraz unicestwienie szkoły Leona Schillera i Zbigniewa Raszewskiego. Dość, że w tomie Wiek XIX Ewy Partygi, doprowadzonym aż do Wielkiej Wojny, pod pretekstem prezentowania dzieł raczej spoza kanonu, nie ma w ogóle przedstawień dramatów Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Zygmunta Krasińskiego, Cypriana K. Norwida ani Stanisława Wyspiańskiego. Nieprzypadkowo jeszcze niedawno nie było też w ogóle owych dzieł w zestawie opisów najwybitniejszych spektakli w prowadzonej przez Dorotę Buchwald Encyklopedii Teatru Polskiego. Chociaż utrzymuje ona w drugim zeszycie „Monitora”, że to rezultat zagubienia siatki haseł i niewywiązania się autorów z zobowiązań. Zaprzecza jakoby za swej dyrekcji pod wpływem Agaty Adamieckiej realizowała progresywny program destrukcji rodzimej tradycji teatralnej i przedstawia siebie obecnie nieomal jako jej obrończyni. Inscenizacji Nie-Boskiej komedii Schillera albo Konrada Swinarskiego zresztą nadal próżno szukać w zestawieniu Encyklopedii Teatru Polskiego, co jest jeszcze jednym świadectwem cenzurowania w niej rodzimego dziedzictwa z pozycji lewicowych. Już tylko za to Buchwaldowa powinna zostać pozbawiona na nią wpływu, a cały czas ją redaguje.

Krakowska się oburza, że w felietonie Encyklopedyści pozwoliłem sobie na krytykę ETP, czyli „działu Instytutu” Teatralnego kierowanego przez Buchwaldową. W istocie był to głos w dyskusji o opisach przedstawień zaproponowanej przez redaktorów Encyklopedii w wydawanym przez nich od niedawna „Monitorze”. Wypowiedziałem się w niej jako autor aż pięciu opisów przedstawień prapremiery Wesela i dwóch inscenizacji Dziadów, Bostonu Weicherta i Bzika tropikalnego Jarzyny. Nie powierzyłem jednak swego tekstu Buchwaldowej, ponieważ w „Monitorze” wcześniej wydrukowała skrócone wersje przygotowanych przeze mnie opisów Dziadów w inscenizacjach Wyspiańskiego i Schillera bez wiedzy i zgody autora. Rzecz jasna żadnej odpowiedzi na Encyklopedystów się dotąd nie doczekałem, gdyż Buchwaldowej nie wolno krytykować, a kręgi lewicowo-liberalne nie tolerują w debatach osób o odmiennych poglądach i już dawno przestały respektować elementarne zasady obowiązujące dotąd w życiu naukowym czy teatralnym.

Krakowska, przywołując z kolei moje Notatki z końca sezonu, nie jest w stanie zrozumieć, dlaczego „jurorskie decyzje w ministerialnych konkursach nie satysfakcjonują nowo zatrudnionych (podobno na prośbę samego Ministerstwa) pracowników Instytutu jak Rafał Węgrzyniak”. Prezentuje moje uwagi o życiu teatralnym dość niedorzecznie jako „wystąpienia przeciw własnej instytucji”, chociaż sama otwarcie działa na szkodę miesięcznika „Dialog”, doprowadzając do przerwy w jego wydawaniu i publicznie kwestionuje decyzje swych przełożonych, od redaktora naczelnego Antoniego Wincha, przez dyrektora Instytutu Książki Dariusza Jaworskiego, aż do ministra kultury Piotra Glińskiego.

Przede wszystkim przytoczony przez Krakowską passus z owego felietonu nie był bynajmniej krytyką Instytutu Teatralnego. Zwracałem bowiem uwagę na paradoks, że po ośmiu latach jakoby totalitarnych rządów prawicy w kulturze niemal wszystkie nagrody teatralne – nie tylko w konkursach rozpisywanych przez ministerstwo, otrzymują twórcy lewicowi, na dodatek często pozostający w konflikcie z rządzącą partią. Poza tym felietonów nie piszę jako pracownik Instytutu, lecz krytyk komentujący życie teatralne od ponad czterdziestu lat, ostatnio z powodu stosowania cenzury podmiotowej wyłącznie w internetowym tygodniku, który współredaguję. Bynajmniej nie zostałem zatrudniony w Instytucie Teatralnym „na prośbę samego Ministerstwa”, jak insynuuje bezpodstawnie Krakowska. Naprawdę pracująca bezwstydnie aż na trzech posadach – w Instytucie Sztuki, redakcji „Dialogu” i Akademii Teatralnej – Krakowska mogłaby sobie darować wypominanie mi pół etatu na podrzędnym stanowisku.

Lewicowo-liberalny establishment najwyraźniej tylko sobie przyznaje prawo do pracy na etatach i to kilku, a następnie do pobierania wysokiej emerytury. Buchwaldowa mogła zatrudnić w Instytucie Teatralnym znajome osoby, które nie posiadały jakichkolwiek kwalifikacji. Problem zaczyna się dopiero, gdy mianowani przez prawicę dyrektorzy zatrudniają w instytucjach kultury osoby z właściwym wykształceniem, lecz z nieodpowiednimi poglądami politycznymi. Okazuje się, że będąc uczniem Raszewskiego, ze sporym dorobkiem krytycznym i naukowym, wreszcie zbliżając się do wieku emerytalnego, nie mam prawa nawet do pół etatu w Instytucie Teatralnym. Identycznie w „Dialogu” Krakowska domaga się posad dla pozbawionych jakichkolwiek kompetencji młodych kobiet ze swego środowiska, ale nie akceptuje doświadczonych teatrologów, w tym znawcę współczesnego dramatopisarstwa, zatrudnionych przez Instytut Książki. Sama zresztą jest z wykształcenia anglistką bez oparcia na jakiejkolwiek szkole teatrologicznej, więc pozbawioną zarówno etosu, jak i metody, za to uparcie niszczącą dorobek Schillera i Raszewskiego w Instytucie Sztuki czy Akademii Teatralnej.

Przy czym nader wątła jest także legitymacja społeczna Krakowskiej. Tylko łącząca postkomunistów i środowiska LGBT skupione wokół Roberta Biedronia Nowa Lewica poparła protest w redakcji „Dialogu”, a posiada ona, jak świadczą wybory z 15 października, zaledwie kilkuprocentowy elektorat. Dlatego patronka polityczna Krakowskiej, Diduszko-Zyglewska, w ogóle nie weszła do obecnego parlamentu. Prawica reprezentuje zaś blisko połowę polskiego społeczeństwa. W środowisku przewagę ma rzecz jasna lewica, ale spośród teatrów wsparły „Dialog” wyłącznie dwa warszawskie: prowadzony przez Pawła Łysaka Powszechny, który udostępnił małą scenę na spotkanie autorów i Dramatyczny, kierowany przez feministyczny kolektyw powstały wokół Moniki Strzępki i Agaty Adamieckiej, stosujących podobne jak Krakowska metody również przy poparciu Diduszko-Zyglewskiej. Jednak Krakowska pozwala sobie na zawieszenia wydawania pisma i obrażanie przełożonych, bo ma poczucie całkowitej bezkarności. Przez osiem lat nie poddano „Dialogu”, jak ujawnił Jacek Sieradzki w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, w istocie od dawna redagowanemu przez Krakowską, jakiejkolwiek krytyce. Nie polemizowano z „Dialogiem” nawet wtedy, gdy zaraz po odejściu na emeryturę Sieradzkiego Krakowska opublikowała w nim rozdział Gdzie są dzieci? z napisanej pod jej kierunkiem na Wydziale Wiedzy o Teatrze warszawskiej Akademii Teatralnej pracy magisterskiej Karoliny Kosieradzkiej. W nawiązaniu do opowiadania oświęcimskiego Tadeusza Borowskiego zatytułowana ona została Proszę państwa do… lasu. Powracające obrazy Zagłady wobec kryzysu humanitarnego na granicy polsko-białoruskiej. Oparta została zaś na założeniu, że Polacy przy granicy z Białorusią masowo mordują nielegalnych imigrantów, w tym dzieci, identycznie jak Żydów w czasie Zagłady. W przeciwieństwie do Zielonej granicy Agnieszki Holland praca Kosieradzkiej nie doczekała się krytycznych analiz, mimo iż „Wyborcza” niedawno ujawniła, że niektóre prasowe opowieści o losach dzieci imigrantów były mistyfikacją. Kosieradzka wygrała za to w czerwcu Konkurs im. Jana Józefa Lipskiego na najlepszą pracę magisterską.

Po wyborach uniemożliwiających Prawu i Sprawiedliwości utworzenie rządu z poparciem większości parlamentarnej i zapowiedzi Wincha, że z końcem grudnia odchodzi z „Dialogu”, Krakowska w publicznym oświadczeniu zażądała, aby stanowisko redaktora naczelnego dyrektor Instytutu Książki powierzył od stycznia 2024 pracującemu w tym miesięczniku od kilku lat Piotrowi Olkuszowi, studiującemu życie teatralne w osiemnastowiecznej Francji, romaniście z Uniwersytetu Łódzkiego. Nie zdziwię się zbytnio, jeśli Olkusz w końcu zostanie mianowany redaktorem naczelnym „Dialogu”.