
Dramaty polskie Marka Kochana, wydane w 2021 przez Wydawnictwo Księgarni Akademickiej, ukazały się w serii Nasze Dramaty, poświęconej polskiej dramaturgii współczesnej. Książka wydrukowana została dzięki wsparciu Instytutu Literatury, z którym Marek Kochan współpracował już wcześniej i który był współwydawcą pierwszego tomu dramatów pisarza, Dramatów wybranych, ogłoszonych drukiem w 2019. Nowy tom, jak wskazuje już sam tytuł, poświęcony jest sprawom polskim, tym trudnym, niejednokrotnie nieprzepracowanym i „dramatycznym”. Kochan opisuje je z charakterystycznym dla siebie dystansem, przetworzone przez własną wyobraźnię, zdekonstruowane, by unaocznić umowność tego, co uznajemy często za prawdę. Przedstawiona w tych dramatach nasza rzeczywistość, współczesna i miniona, ukazywana poprzez historię, kulturę, literaturę oraz politykę, które przenikają się wzajemnie i trudno je rozdzielić, tworzy swoisty heterogeniczny, bardzo zróżnicowany rodzimy obraz.
Dramaty polskie to cztery niezbyt długie sztuki: Trójkąt bermudzki, Wysocki, W jednym kapciu w drugim bucie i Prezydent Paderewski. Trzy z nich miały już swe premiery na Scenie Teatralnej Trójki Polskiego Radia – Wysocki, 2019, W jednym kapciu w drugim bucie, 2018, Prezydent Paderewski, 2019 – a Trójkąt bermudzki pokazany został w 2020 w Teatrze Telewizji, w reżyserii Bodo Koxa. Ponadto utwór W jednym kapciu w drugim bucie był publikowany w 2015, w nieco innej wersji, w kwartalniku „Fronda Lux” (nr 77). Nie są to więc sztuki nowe, jednak ich druk w jednym tomie i w takim układzie pozwala czytelnikom zapoznać się z dramatami o aktualnej tematyce, tworzącymi niejako nowy nurt dramatopisarstwa, cieszącego coraz większą popularnością pisarza, Opisuje on polską współczesność nierozerwalnie związaną z naszą tradycją literacką i historyczną. Stosowane przez Marka Kochana strategie pisarskie wykorzystują groteskę, duże formalne zróżnicowanie stylu i estetyki, służące przybliżeniu prawdy o otaczającym nas świecie i człowieku poprzez przełamywanie prostego realizmu w kierunku metaforyki czy science fiction. Lekkość opowiadania i trafność sugerowanych diagnoz są na pewno dużą zaletą tego pisarstwa.
Pierwszy z utworów, Trójkąt bermudzki, będący metaforycznym obrazem ideologicznych i politycznych podziałów w kraju, to satyra – dość pogodnie i humorystycznie, choć dosadnie – ujawniająca nasze cechy charakteru, utrudniające porozumienie i kontakty międzyludzkie, niezależnie od sytuacji w jakiej się znajdujemy i logiki zdarzeń. To także próba ukazania ponowoczesnego społeczeństwa, kwestionującego uznane wartości, występującego przeciwko tradycji czy patriotyzmowi. Dobrze to oddają przywołane w sztuce Kochana słowa Piotra Wysockiego (będącego zresztą bohaterem kolejnego dramatu) z III części Dziadów z Salonu Warszawskiego:
… Nasz naród jak lawa,
Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa,
Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi;
Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi.
przerobionego w Trójkącie bermudzkim na:
Nasz naród jest kawa!
Z wierzchy pianka delikatna, biała,
Wymodelowana,
Cynamonem posypana.
Im dalej w głąb, tym ciemniejsza,
Gęsta i bardziej plugawa;
Na samym dole brunatna,
Czarna i gorzka jak węgiel.
Nie mieszaj, nie słódź daremnie,
Tego osadu na dnie i sto lat nie wytępi.
Pijmy to smaczne, co z góry
Nie zaglądając do głębi.
A Salon Warszawski cały czas trwa, zmienia się jedynie jego entourage – został zmodernizowany i stał się światowy.
Trójka rozbitków, cudem ocalałych z katastrofy samolotu roztrzaskanego na maleńkiej wyspie w pobliżu Bermudów, ledwo mieszczącej wrak, który w każdej chwili może eksplodować – zamiast szukać możliwości wydostania się z wysepki, spiera się i kłóci o sprawy drugorzędne. Gdy Radomir chciał, by decyzje podejmować demokratycznie, Mirosław walczył o wolność i nie chciał poddawać się dyktaturze, zaś Piękna Pani, rozdarta między racjami jednego a drugiego, nie potrafiła się zdecydować. Długo nie mogąc dojść do consensusu, w końcu po kilku dniach zbudowali tratwę. Była jednak za mała, by pomieści całą trójkę, tak więc mający do spełnienia misję i chcący zachować „genotyp rodzimej kultury” Mirosław stracił życie, a Radomira i Piękną Panią porwali piraci. Ta krótka, prosta historia, opowiedziana w sposób bezpretensjonalny, spontanicznymi dialogami, nawiązującymi niejednokrotnie do języka aktualnych medialnych wypowiedzi, jest adekwatną narracją współczesnej polskiej rzeczywistości. Ukazana w sposób przejrzysty, bezpośredni, bez specjalnego zadęcia i wnikania w szczegóły, odwołując się do Mickiewicza i Wyspiańskiego, odmalowała ogólny, zewnętrzny ogląd. Ale już w następnych dramatach stylistyka i dążenie do rozeznania zjawisk społecznych prowadzą czytelnika głębiej oraz w rejony bardziej odległe w czasie. Sam Kochan wyjawia, że lubi nie tylko patrzyć z dystansu, ale też „szukać głębi i tła zjawisk”. I tak właśnie w każdym z kolejnych dramatów, wchodząc w inne przestrzenie historycznego czasu, uświadamia i wskazuje czytającemu możliwe motywacje i uzasadnienia dzisiejszego stanu rzeczy, a także przewiduje do czego akceptowane dzisiaj zjawiska mogą doprowadzić.
W dramacie Wysocki, wybiegającym w przyszłość, gdy korporacje przejmą już niemal całkowitą władzę nad życiem ludzi, pokazuje Kochan jak wygenerowane odgórnie zasady, mające zabezpieczać dobrostan mieszkańców, nie są dla nich do zaakceptowania i – mimo sprawnego systemu monitorującego ich przestrzeganie – dążenie do wolności i niepodległości zwycięża. Utwór ten, idący w stronę futurystycznego science fiction i social fiction, wydaje się nawiązywać do prozy Lema. Jest formą antyutopii, kierującej uwagę na problem rozwarstwienia społecznego, które w Polsce, pod względem nierówności dochodowych, jest chyba jednym z największych w Europie. Rozwarstwienie, prowadzące do istnienia dwóch osobnych cywilizacji materialnych w obrębie jednej państwowości, jako jedno z większych zagrożeń wskazywał ekonomista Thomas Piketty, a w formie powieściowej Michel Houellebecq w Możliwości wyspy, wydanej już w 2005 roku (polskie tłumaczenie wyszło już rok później). W dramacie Kochana, podobnie jak u Houellebecqa, dzikie bandy bezdomnych, nieposiadających właściwie nic, żyjących poza społecznością, są dla objętych pełnym monitoringiem i komfortem obywateli możliwością kontaktu z dawnym sposobem życiem, który na peryferiach ponowoczesnego świata cały czas istnieje.
Wysocki jest tu androidem-opiekunem niesfornego Mecenasa, pamiętającego jeszcze nie tak odległe normalne czasy. Sztuczna inteligencja Wysockiego, zaprogramowanego na bazie polskiej literatury i kultury, zapętli się, gdy pozna androida – Ewę. We wspólnym szalonym tańcu z Wesela „raz dokoła, raz do koła” zapominają się do tego stopnia, że omal nie dochodzi do pożaru. Gdy potem Wysocki zbuntuje się i zwyzywa korporacyjnego Dowódcę Patrolu od bezmyślnych robotów, nie pozostanie mu już nic innego, jak tylko odwołać się słów swego pierwowzoru, Piotra Wysockiego, z Nocy listopadowej: „Hej, bracia, dzieci, żołnierze, za broń, za broń, za broń!” Kiedy nastrój Wysockiego udzieli się Mecenasowi i także będzie chciał ruszyć do boju, przydzielony mu opiekun-android Wysocki z androidem Ewą, w którego obronie występował, wylądują na złomowisku, a on powróci pod troskliwą opiekę Korporacji Constans. Można by powiedzieć, że zmodernizowany i przetworzony, na miarę ludzkich możliwości przez sztuczną inteligencję dawny Anioł Stóż, będący istotą nieamaterialną, nieingerujący w sposób widoczny w życie jednostki, zaanektowany zostaje i przemieniony w opowieści Kochana w materialny byt – Androida Opiekuna. Niestety, jak wszystko, co ludzkie, także i on szybko ulegnie zagładzie. Pozostanie Wyspiański i jego wiecznie żywe arcydzieło.
W sztuce W jednym kapciu w drugim bucie odwołuje się Marek Kochan, co sugeruje już sam tytuł, do legendy o Panu Twardowskim, która inspirowała wielu pisarzy i poetów. Staje się ona dla niego niejako pretekstem do snucia opowieści o dziejach i mechanizmach peerelowskiej władzy, sterowanej i kontrolowanej z ZSRR.
Legendarny Jan Twardowski – szlachcic żyjący w XVI wieku, władający z pomocą sił nieczystych magią – podpisał cyrograf z Diabłem na Łysej Górze. Zyskał taką sławę, że został ulubieńcem i doradcą króla Zygmunta II Augusta. Dzięki swym zdolnością wyczarował dorodnego koguta, na którym, niczym na rumaku, przemierzał przestworza. W ostatecznych potyczkach z Belzebubem wylądował na księżycu, gdzie przebywa – jak głosi legenda – do dziś.
Kochan w swym dramacie stwarza postać współczesnego XX-wiecznego Twardowskiego, który miał być pierwszym Polakiem w kosmosie. Jednak ze względu na swe zamiłowanie do staropolszczyzny i chęci zaśpiewania po dotarciu w kosmos kantyczki na cześć Maryi i Jezusa, wybrany został do lotu jego dubler Mafesky. Wyraźne nawiązania do lotu w kosmos Mirosława Hermaszewskiego w 1978, w ramach radzieckiego międzynarodowego programu Interkosmos (w sztuce Infernotravel) oraz historia jego dublera Zenona Jankowskiego, przetworzone zostały w historyczną groteskę, z wykorzystaniem autentycznych wypowiedzi Kazimierza Moczarskiego, Mirosława Hermaszewskiego czy Jana Pawła II.
Kochan, systematycznie w swej twórczości poszukujący odpowiedniej formy do przedstawianych treści, w sztuce o Twardowskim stosuje dość specyficzną strategię pisarską. Fragmenty opisów „piekielnego śledztwa” i najgorszych tortur podczas przesłuchań przeplata kontrastującymi obrazami z życia w kosmosie, co daje zdystansowanie i pewien oddech od makabry, mającej miejsce w esbeckich więzieniach. Aresztowany Twardowski ze sztuki Kochana przywołuje pułkowników Józefa Różańskiego, Anatola Fejgina, Józefa Duszę, znanych ze swego okrucieństwa oprawców SB, czy wiceministra, generała Romana Romkowskiego, przesłuchującego między innymi Witolda Pileckiego, z którymi bohater W jednym kapciu w drugim bucie zetknął się podczas śledztwa. Tak wyglądało życie współczesnego Twardowskiego, który nie chciał podpisać cyrografu. Napięcie między treścią a formą osiąga swój punkt szczytowy właśnie w relacjach torturowanego Twardowskiego zestawionych z opisami, prowadzącego „badania” w kosmosie, Mafeskiego.
Ciekawy zabieg zastosował Marek Kochan w zakończeniu sztuki. Po przeprowadzeniu nas jeszcze przez pierwszą pielgrzymkę Jana Pawła II w czerwcu 1979 i przywołaniu jego znamiennych słów „Niech zstąpi duch Twój” oraz czasów stanu wojennego, wprowadzonego przez generała Wojciecha Jaruzelskiego, i przypomnieniu Potęgi smaku Zbigniewa Herberta – wysyła ponownie Mafeskiego, tym razem wraz z Twardowskim, w kosmos, jednego – jak pisze – w nagrodę, drugiego za karę. Cały dramat podsumowuje przetworzoną dziecięcą wyliczanką:
„Pan Mafeski na kogucie, w jednym kapciu w drugim bucie
Pan Twardowski na kogucie, w jednym kapciu, w drugim bucie…”
Ostatnia ze sztuk tego tomu, Prezydent Paderewski, dotyczy historii dwudziestolecia międzywojennego, w którym dużą popularnością cieszyły się różne przejawy ezoteryki. Zjawiska te stały się niejako osnową kolejnej opowieści Kochana o możliwej prezydenturze Ignacego Jana Paderewskiego, premiera pierwszego polskiego rządu po odzyskaniu niepodległości, ale przede wszystkim znakomitego pianisty, kompozytora, polskiego męża stanu, działającego na rzecz Polski na arenie międzynarodowej. I choć oficjalnie prezydentem nie został, jako premier określany był mianem „prezydenta ministrów”. Sztukę tę od strony formalnej należałoby usytuować między dramatem historycznym a rodzajem historycznej political fiction. Z jednej strony występują w niej autentyczne postacie historyczne i przywoływane zostają ich wypowiedzi, z drugiej autor komponuje swą narrację przetworzoną przez własną wyobraźnie, pewne fakty uwypukla, inne woli przemilczeć. Wśród głównych postaci, poza Paderewskim, Piłsudskim czy Dmowskim, jest Stefan Ossowiecki uznawany za jasnowidza, ze zdolnościami do telepatii, bilokacji i telekinezy. To jego wizje wskazują Paderewskiego jako człowieka stojącego na czele państwa. Ten sławny w świecie pianista i rzecznik polskiej racji stanu w 1918 przybył do kraju jako „sztandar jedności narodowej”. Kochan przywołuje symboliczne słowa z przemówień Paderewskiego, między innymi te wygłoszone na dworcu w Łodzi 1 stycznia 1919: „Moją misją jest jednoczenie serc. Dla Polski muszę ich zjednoczyć jak najwięcej. W kraju, jak słyszę, panuje rozterka. Dzielimy się jeszcze na obozy, dzielą nas różnice poglądów. A często i osobista pycha. Tak dalej być nie może. Żadne stronnictwo z osobna nie odbuduje Ojczyzny – odbudujemy ją wszyscy. Tylko cały zjednoczony naród może dokonać tego wielkiego dzieła.”
Choć punktem wyjścia dramatu Prezydent Paderewski są zjawiska metapsychiczne, Kochan konfrontuje je z konkretem historycznym. Wspomina o eksperymentach Stefana Ossowieckiego, w których brali udział Karol Szymanowski, Zbigniew Drzewiecki, Ryszard Ordyński i Juliusz Osterwa, przywołuje także spotkania jasnowidza z Piłsudskim czy seanse spirytystyczne organizowane z Włoszką, Eusepią Palladino, popularnym w Warszawie pod koniec XIX i na początku wieku XX medium spirytystycznym. Sporo miejsca poświęca też opisom ówczesnego stanu wiedzy na temat zjawisk paranormalnych. Prezentują je w dramacie profesor Prosper Szmurło, metapsycholog, szef Polskiego Towarzystwa Psycho-Fizycznego, którego portretował Witkacy, czy fizyk, profesor Mieczysław Wolfke, wolnomularz należący do Wielkiej Loży Narodowej.
Piłsudski, który w dramacie Kochana stwierdza: „Inżynier Stefan Ossowiecki jest człowiekiem wybitnym. […] potrafił przewidzieć miesiąc naprzód, że mistrz Ignacy zostanie prezydentem”, zadaje jednak pytanie: „Kto decyduje: los czy my sami? Kto zaproponował Paderewskiemu zostanie premierem? Józef Piłsudski, Naczelnik Państwa.” Gdy w 1922 „pierwszy pianista wśród premierów i pierwszy premier wśród pianistów” ponownie zjawi się w kraju i będą plany wystawienia jego kandydatury na prezydenta, tym razem, ponieważ nie będzie zgody, by był kandydatem ponad podziałami, zdecydowanie odmówi. Ossowiecki zaś w swym widzeniu przewidzi, że prezydent zostanie zabity, co – jak wiemy – sprawdziło się. Trafnie też, co miało miejsce w pierwszej scenie dramatu, przepowiedział przyszłość Baronowej, co dokonało się w ostatniej 38 części sztuki i stanowi jej formalne oraz treściowe domknięcie.
Dramat Prezydent Paderewski jest istotnym komentarzem do naszej współczesności i jednocześnie próbą ujawnienia źródeł i przyczyn naszych narodowych wzlotów i upadków. I choć historia nikogo jeszcze niczego nie nauczyła i niejednokrotnie, w zależności od prowadzonej polityki historycznej, przyznaje rację tym, którzy jej nie mają, Kochan wydaje się mieć nadzieję, że sztuka dramatyczna może tego dokonać. Czy podobnie jak Ossowiecki, snując „mgliste wizje przyszłości”, mógłby przyznać, że wierzy w „Jedność Ducha wśród ludzkości”?
Prezydent Paderewski stanowi niejako klamrę spajającą Dramaty polskie. Gdy Trójkąt bermudzki jest egzemplifikacją naszej współczesności, ukazaną na poziomie powierzchni zjawisk, Wysocki wskazuje na możliwe konsekwencje zawierzenia nowoczesności i sztucznej inteligencji, a W jednym kapciu w drugim bucie wskazuje na zakorzenienie w tradycji i legendach o rodzimych bohaterach, to Prezydent Paderewski podejmuje próbę zgłębienia naszej duchowości. Nie idzie jednak w kierunku metafizyki, a paradoksalnie zderza ją z realnością i faktami. Antynomie, podobnie jak dystans i gra formą, to charakterystyczne cechy pisarstwa Marka Kochana. Choć opowiada o świecie współczesnym, widzianym oczami swego pokolenia, stosując różną retorykę i chwyty formalne, w opisywanych historiach nie ma nachalnej aktualizacji, a mimo to uwidacznia się ona samoistnie. Nie lubi też jednoznaczności, więc jego dramaty nie mają oczywistych finałów, są otwarte na różnorodne interpretacje.
Utwory Marka Kochana zebrane w Dramatach polskich mają kształt dramatów narodowych o charakterze historiozoficznym. Ich zwarta forma, spójna konstrukcja, dobre dialogi czy wypowiedzi monologowe sprawiają, że sztuki te, bardziej intelektualne i refleksyjne niż emocjonalne, chciałoby się zobaczyć na scenie, na której problematyki współczesnej, w takim ujęciu, nie ma właściwie wcale. Ich wydanie może zmieni tę sytuację. Szkoda tylko, że wydawnictwo i komitet redakcyjny nie pomyśleli o wstępie czy posłowiu, którego w Dramatach polskich bardzo brakuje.