
Geneza spektaklu w reżyserii Katarzyny Kalwat Grotowski non-fiction jest łatwa do ustalenia. Trop już w pierwszej scenie przedstawienia podają sami twórcy, dziękując za pomoc i inspiracje Dariuszowi Kosińskiemu. Kosiński w jednej ze swoich ostatnich książek przedstawia i definiuje projekt, o którym marzy:
Profanacyjne przesunięcie praktyki i myśli Grotowskiego, które proponuję, oznacza zgodę na ich użytkowanie w sposób całkowicie nieprofesjonalny, z właściwą profanacji lekkością. Nie ciężka i mozolna, nigdy nie kończąca się nauka „metody”, ale igranie nią, bezczelne w swojej laickości i amatorstwie. Nie wielogodzinne próby i oddzielenie od świata, ale zabawa w Grotowskiego. To w kręgu tej „tradycji” największy skandal i świętokradztwo: oddzielona w laboratorium i pustelni, obłożona zakazem autorskich praw i klauzulami testamentów, ukryta i przeznaczona dla wybranych, chroni się jak może przed pospolitym użytkiem, niepowagą, zabawą. Jest w tym gorzki paradoks, że dzieło człowieka tak lubiącego igrać niebezpiecznie z innymi zamieniło się w kaplicę grobową, do której wyznawcy wchodzą w ciszy, by ucałować świętą podłogę. Aby je z niej wyzwolić, potrzebna jest rewolucja anarchicznego użytkowania. Może się mylę, ale nie zaczną jej praktycy i mistrzowie rzemiosła. Ich zawsze krępować będą wymogi zawodu. Profanacyjne użytkowanie Grotowskiego [podkreślenie moje] zacząć możemy my – zafascynowani nim amatorzy, którzy mamy szansę na zrobienie tego, co jemu się nigdy nie udało: rzeczywiste wyjście z teatru, bez żadnych tam „drugich końców pasa startowego”. (D. Kosiński, Grotowski. Profanacje, Wrocław 2015, s. 269)
Uff, i wszystko staje się jasne! Naiwna wyobraźnia twórców tej „hybrydalnej formy, na którą złożyły się (…) spektakl, wystawa i książka” przeplata się z cyniczną grą o widza. Paradoksalna konfiguracja. Przedstawienie jest zainscenizowane jako konferencja teatrologiczna, promocja poświęconej Grotowskiemu publikacji z udziałem badaczy – praktyków, którzy przygotowali referaty umieszczone w prezentowanej książce. Konferencję prowadzi profesor Krystyna Duniec grana przez profesor Krystynę Duniec, teatrolog z Instytutu Sztuki PAN (w drugiej wersji tego przedsięwzięcia moderatorem jest Roman Pawłowski).
Scenografia jest uboga (ponieważ, jak stwierdziła reżyser Katarzyna Kalwat, „cały budżet poszedł na przygotowanie i redakcję książki, zrealizowanie wystawy”) – podłoga z surowych desek (to oczywiście nawiązanie do tej podłogi z legendarnej czarnej sali Teatru Laboratorium we Wrocławiu), długi stół, przykryty zielonym suknem, na nim mikrofony i butelki wody mineralnej. Duniec rozpoczyna konferencję. Uczestnicy – aktorzy prezentują przygotowane, a opublikowane w książce wystąpienia. Aktorzy grają siebie, prywatnie ubrani, wypowiadają napisane przez siebie kwestie – przemyślenia o Grotowskim. Słowa te brzmią pusto, ponieważ nie stoją za nimi zarysowane postaci. Reżyser owszem, starała się operować kontrastami, prezentując różne spojrzenia na Grotowskiego – różne postawy i interesy środowisk, nieprzystawalne do siebie systemy wartości. Niemożność porozumienia próbowała oddać też w sferze językowej, przeciwstawiając pseudonaukowe wywody Duniec ekspresyjnym wypowiedziom Eweliny Paszke-Lowitzsch.
O tym, że można ten spektakl czytać jako analizę mechanizmów społecznych, politycznych, psychologicznych, przemocowych teatru świadczą wypowiedzi samych twórców jak i niektóre recenzje. Rezultat tych dywagacji jednak będzie za każdym razem mało olśniewający – w tej hybrydzie teatralnej (spektaklu, książce, wystawie) nie kryje się bowiem nic ciekawego. Punktem wyjścia w każdej opowieści, także tej teatralnej są bowiem dobrze napisane role. Zarówno Krystyna Duniec jak i Dariusz Kosiński porzucili historię teatru na rzecz performatyki i performowania, dlatego podejrzewam, że ślady, echa i słowa (D. Kosiński, op.cit.) nie mają dla nich znaczenia. W jednej z ostatnich scen spektaklu na konferencyjnym stole leży trup Grotowskiego (Jerzy Senator), okradany przez uczestników konferencji z drobiazgów, które miał w kieszeniach. Twórcy autointerpretują tę scenę jako nawiązanie do happeningu Tadeusza Kantora Lekcja anatomii wedle Rembrandta – „akuszerski gest, który wykonujemy nie tylko na poziomie symbolicznym. Naprawdę przeprowadzamy lekcję anatomii, bo zagłębiamy się i przedzieramy przecież przez te wszystkie poziomy w spektaklu, ale też żegnamy Grotowskiego. To analogia do relacji Grotowski – Kantor”. Mam prostszą interpretację: na konferencyjnym stole leży trup historii teatru rozszarpywany przez badaczy – performatyków.
Przedstawienie Katarzyny Kalwat jest przede wszystkim obrazkiem obyczajowym z życia teatru progresywnego. Powyrywać na chybił-trafił przeczytane, zasłyszane historyjki o Grotowskim, dopisać kilka szokujących scen i pokazać widzom, tłumacząc, co mają w danej chwili myśleć i jak interpretować – to przepis na bardzo artystyczną manifestację. Tego rodzaju zjawisko można by w zasadzie zignorować, gdyby nie pełne pychy zapowiedzi i zachwycone reakcje co niektórych recenzentów. W przypadku Grotowski non-fiction przeważyły deklaracje nad praktyką. Ambicje twórców tego „interdyscyplinarnego projektu” sprowadzają się jedynie do zapowiedzi, półtorej godziny nudy i, last but not least, zmagań truizmów, banałów wypisanych przez aktorów z Grotowskim i jego dorobkiem, z którym nieudolnie usiłują korespondować. Powierzchowne, skojarzeniowe, podparte podstawową, podręcznikową wiedzą dzieło Kalwat i Libery jest przykładem spektaklu, w którym za odkrycie bierze się banał.
Sceny toczą się wolno i chaotycznie, nawet siedzący na widowni wyznawcy Grotowskiego czują znużenie zamiast oburzenia. Żywo się robi w scenie, w której Rafał Kronenberger i Monika Stanek odtwarzają scenę spółkowania z chlebem z Apocalypsis cum figuris – w trzech próbach, powtórzeniach udało się aktorom zasygnalizować, w czym tkwiła drastyczność teatru Grotowskiego.
Zaskakuje w tym spektaklu rzetelność aktorów, którzy z bełkotliwych tekstów usiłują wydobyć jakiś sens i przetransponować go przez własne doświadczenia, wspomnienia związane z Grotowskim. Jerzy Senator, Ewelina Paszke-Lowitzsch, Rafał Kronenberger, Andrzej Jakubczyk (swoim milczeniem i jakby nieistnieniem na scenie) z kilku zdań w swoich chaotycznych wywodach wywiedli postaci – quasi-badaczy, praktyków, ale też obnażyli siebie – aktorów poszukujących jakiegoś sensu w postawionym im zadaniu. Nie można tego powiedzieć o Krystynie Duniec w roli Krystyny Duniec, czyli „naukowczyni” moderującej tę konferencję. Teatr jest okrutny – obnażył nie tylko wady wymowy, sztuczność wypowiadanych przez nią kwestii, Duniec jest na scenie amatorką, która nie uwiarygodnia konceptu performansu, przeciwnie, obnaża zamierzenia twórców, bezwzględnie pokazując: tu jest teatr, tylko teatr. I nie zmieni tego wspólne picie wina na scenie po spektaklu, oraz oglądanie wystawy (autorstwa Zbigniewa Libery), czyli zdjęć aktorek i aktorów z doklejonym owłosieniem przebranych za Grotowskiego, wystawa ta nie jest niczym innym jak jednym z elementów teatralnej scenografii.
Chciałabym, żeby wypowiadane przez aktorów słowa czemuś służyły oprócz obnażania bezradności twórców wobec Grotowskiego i jego mitów. Te wywody w formie dialogów i monologów sprawiają wrażenie jakby nie było dramaturga (Krzysztof Szekalski). To teatr pozornych gestów i pozornych znaczeń.
Na realizatorów tego projektu czyhała pułapka jednowymiarowego potraktowania postaci, podkreślająca przede wszystkim bezradność i niewiedzę realizatorów o postaci, z którą chcieli się zmierzyć – i, jak się domyślam – także odbrązowić. Interpretacja Kalwat jest nieznośnie pretensjonalna. Nic nie mówiąc o Grotowskim dopowiada wiele o stanie polskiego teatru. Spektakl drażni nie targaniem świętości, lecz stwarzaniem złudzenia, że za pomocą pozornych zabiegów, quasi-profanacji, powie się coś istotnego o fenomenie Grotowskiego i jego teatru. Nic z tego. Grotowski – jego biografia i dzieło fascynuje i badaczy, i artystów. Powstały poświęcone temu twórcy utwory mierzące się z tak zwaną czarną legendą tego teatru (Świetlistość Jerzego Łukosza, Mistrz Bronisława Wildsteina, Pantokrator Józefa Łozińskiego). W teatrze z biografią i dziełem niepospolitych twórców mierzyli się z sukcesem wybitni artyści teatru – Jerzy Jarocki (Grzebanie), Jerzy Grzegorzewski (Halka Spinoza), Krystian Lupa (Factory 2, Persona. Marilyn). W przypadku opolsko-wrocławskiej realizacji zabrakło pomysłu, wiedzy i pokory. Projekt Katarzyny Kalwat i Zbigniewa Libery miał być profanacją – zdemaskowaniem Jerzego Grotowskiego – a obnażył twórców, ich niemoc w zderzeniu z mistrzem i jego legendą.
*Tytuł zaczerpnęłam z recenzji Pawła Goźlińskiego z książki Dariusza Kosińskiego Grotowski. Przewodnik. („Gazeta Wyborcza” 2009).
Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu, Wrocławski Teatr Współczesny:Grotowski non-fiction Krzysztofa Szekalskiego wg improwizacji aktorów. Koncepcja Katarzyna Kalwat, Zbigniew Libera, reżyseria Katarzyna Kalwat, przestrzeń wizualna, fotografie Zbigniew Libera, muzyka Hanna Klepacka. Premiera w Opolu 8 XII 2018, premiera we Wrocławiu 4 I 2019
Ilość archiwalnych odsłon: 184