Artur Grabowski / REWOLUCJA JEST MĘŻCZYZNĄ

fot. Bartek Barczyk © Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie

Danton Konrada Hetela, reż. Radek Stępień, Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie.

Dawno nie słyszałem na naszych scenach tak inteligentnie napisanego tekstu współczesnego dramatu. Dawno temu bowiem myślenie na scenie wyszło z mody, a nawet zyskało piętno czegoś, co nie pasuje do nowoczesnych „afektów” i do obowiązujących „dyskursów”, jakimi wolno się dziś posługiwać oświeconym bywalcom. Konrad Hetel odważył się nie tylko udramatyzować poważną debatę, ale na dodatek nie dał się skusić ani aktualizującym aluzyjkom, ani socjolektom ulicy i zagranicy, ani nawet tanim grepsom lingwistycznej dekonstrukcji języka ludu narzędziami ideologicznej pewności inteligentów. Zamknięty krótkimi wejściami dziewczyn-markietanek (Agnieszka Judycka, Magdalena Osińska) popis męskiej zabawy w wojnę myśli mających konsekwencje, dociera wprost do umysłu, niczym partytura symfonii, która wciska się przez uszy.

Postacie trzech filarów rewolucji francuskiej pozostają na scenie (zamienionej w pole post-bitwy, w arenę walki proto-gladiatorów) od początku do końca tego, na szczęście w sam raz wymierzonego w czasie, starcia. Panowie odziani w męskie dessous z epoki i w strzępy mundurów nieokreślonej armii toczą spór prawdziwy, pojedynek na argumenty i na temperamenty, dopuszczając wszakże autoironię i oscylując między spontaniczną ekspresją a metapolityczną narracją. Skojarzenie ze sławnym i wielkim dramatem Stanisławy Przybyszewskiej narzuca się niewątpliwie, ale tutaj mamy do czynienia ze swoistą syntezą debaty, którą pisarka sto lat wcześniej rozciągnęła do rozmiarów niemal nieobejmowalnych. Dzięki temu racje i postawy nowych władców starej Europy wybrzmiewają klarownie i mocno, a całość układa się w dramat rozpisany na trzy etapy: samozadowolona pewność siebie napotyka mocne przeciwieństwo, żeby w końcu popaść w agresję. Tak toczą się rewolucje? Tak toczy się wszelka polityka? Czy może tak toczy się nasze myślenie: przez pokrętne sylogizmy do ortodoksyjnych stronnictw i dalej – na barykady, na mury, na gilotynę? Uogólnienie uprawnione, ale jednak niebanalne, bo sięgające poziomu mitu. Chociaż wydaje się, że zakończenie zmierza w stronę zdroworozsądkowej opcji konserwatywnej, to jednak całość ma wydźwięk „symetrystyczny”, aliści nienawołujący miłosiernie do zniesienia podziałów, lecz wbijający ich fundamenty w podłoże wszelkich sporów o sposób ludzkiego współistnienia na wyjałowionej glebie stetryczałej cywilizacji… białych wojowników.

fot. Bartek Barczyk © Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie

Świetnie obsadzone role tylko podkreślają ideowe kontrasty. Idee dosłownie wcielają się w trzech młodych mężczyzn. Robespierre jest politycznym pragmatykiem, grający go Dominik Stroka to twardy facet o mechanicznych ruchach, szorstkim głosie i postawie wysportowanego urzędnika. Desmuolins zaś w osobie Adama Wietrzyńskiego to chudy idealista, z głową w chmurach osadzoną na wysokim kręgosłupie i przykrytą długimi włosami. Manieryczne ruchy długich kończyn przywodzą na myśl kawiarnianego filozofa. Zamyka oczy i kreśli dziwaczne figury na piasku, niczym oderwany od ziemi asceta. Wreszcie Danton, inkorporowany w Mateusza Bieryta, od początku ironiczny, zwyczajny, spokojnie punktujący zacietrzewionych kolegów, na koniec przebudzony z fanatyzmu nieopatrznie odwoła się do „natury ludzkiej”, co przypłaci głową. Ci trzej krążą po wysypanym piaskiem majdanie na poziomie widowni, pod rzęsistym światłem słońca z reflektorów i na tle ściany z ekranu, który emanuje naturą (morskie fale) albo historią (zdjęcia z paryskich manifestacji roku 1968), raz po raz wpuszczając w oba te żywioły żywych (transmisja) dramaturgów i reżyserów globalnego spektaklu. W pewnym momencie dochodzi tam (w tle) do „wybuchu”, czyli nagłego zwielokrotnienia obrazu sceny widzianego z perspektywy odgórnie kontrolującego sytuację oka. Dzięki temu prostemu zabiegowi nasz bliski kontakt z aktorami zyskuje walor uniwersalizacji i powtarzalności, a zarazem nabieramy dystansu do „ludzi”, którzy na ekranie stają się „herosami” lub „marionetkami” dziejów. Każdy może sobie o tym zdecydować wedle swojej wiary… Projekcje, tak natrętnie i tak często bezmyślnie wmontowywane w każdy „nowoczesny” spektakl, tutaj są wręcz modelowo funkcjonalne, szczęśliwie też nie serwowane w nadmiarze. Ich autor, Natan Berkowicz, znakomicie operuje planami, nakładkami obrazu, multiplikacjami i kolorem; rzec by można, że maluje na ekranie wielowymiarowy obraz, który wyjątkowo nie alienuje performerów i nie odciąga od nich uwagi widza, a właśnie współgra z nimi dyskretnie.

fot. Bartek Barczyk © Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie

Radek Stępień wyreżyserował tę bitwę na słowa i ciała w precyzyjną choreografię, znakomicie podkreślaną rytmem bębnów, koncertem improwizowanym na żywo, a przecież doskonale zsynchronizowanym z przemieszczaniem się figur na planie i z napięciem monologów. Ten prosty zabieg powoduje, że aktorzy zmuszeni są przez cały czas uważać na siebie nawzajem, tworząc w rezultacie zwarty trójkąt, którego wierzchołki raz po raz oddalają się od siebie lub wpadają, rozciągając jego boki niczym granice terytorium panowania nad przestrzenią – tu i teraz, ale przecież w umysłach potencjalnych poddanych tym bardziej. Za tą fizycznością podąża rytm emocji. Spotkania, krążenia po scenie, alienujące stacje i zmienne perspektywy wzajemnego przyglądania się sobie nakładają się na przemienne tonacje wypowiedzi, serio i buffo faluje od natchnionej poezji do ironicznego bełkotu.

fot. Bartek Barczyk © Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie

Szkoda może tylko, że aktorzy za bardzo przywiązują się do środków wyrazu, w przekonaniu, że tak stwarza się wyrazistą postać; po pół godzinie bowiem gesty i intonacje zaczynają się powtarzać zamiast się rozwijać, przez co tok myśli, rozpisany na długie monologi, zaciera się czasami, a to powoduje spadek koncentracji słuchającego. Przydałoby się tu trochę starej szkoły mówienia, takiego podążania za sensem, nie tylko za wyrazem, rozkładania akcentów zamiast ilustrowania ich gestem. Może warto by zrezygnować z odczłowieczających głos mikroportów, drażniących w kameralnej przestrzeni, i wprowadzić je tylko tam, gdzie dają symboliczny efekt. Ale to zdaje się maniera teatru, w którym obaj młodzi autorzy przedstawienia wyrośli, a którą powoli, ale skutecznie zaczynają pokonywać.

Danton. Scenariusz, dramaturgia i scenografia: Konrad Hetel; reżyseria: Radek Stępień; kostiumy: Aleksandra Harasimowicz; muzyka: Nikodem Dybiński. Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie (scena Małopolskiego Ogrodu Sztuki), premiera 22 października 2021.