Magdalena Mikrut-Majeranek / TEODOR SZACKI W ZAGŁĘBIU

fot. Maciej Stobierski.

Gniew Zygmunta Miłoszewskiego, reż. Szymon Kaczmarek, Teatr Zagłębia w Sosnowcu.

Po świetnym Nikaj inspirowanym Kajś Zbigniewa Rokity, Teatr Zagłębia w Sosnowcu zdecydował się iść za ciosem i sięgnąć po kolejną współczesną lekturę, którą przełożono na język teatru. Tym razem wybór był zaskakujący, bowiem padło na Gniew Zygmunta Miłoszewskiego. Jest to pierwsza teatralna adaptacja ostatniej części bestsellerowej trylogii kryminalnej powieściopisarza, laureata Paszportu Polityki w 2015. Reżyserii podjął się Szymon Kaczmarek, a adaptacją zajął się Żelisław Żelisławski – to zgrany duet współpracujący razem od 2011 roku.

Gniew to kryminał zaangażowany społecznie, dzieło z poważnym ładunkiem emocjonalnym i wartościami dydaktycznymi. Miłoszewski w swojej powieści, kreśląc dzieje prokuratora Szackiego, wnikliwie portretuje polskie społeczeństwo. Odkrywa karty, stawiając diagnozę, w której obnaża wady policji, prokuratury, systemu… Przez pryzmat opowieści o randomowych rodzinach pokazuje problem, z którym borykają się Polki nękane psychiczne przez partnerów. Problem, który zamiatany jest pod dywan dopóki ich ciała nie pokryją siniaki, ale wtedy może już być za późno na jakąkolwiek pomoc. Poza świetnie skrojoną historią mściciela, pisarz porusza także wątek przemocy domowej in general – wszak jej ofiarami mogą padać także przedstawiciele płci brzydkiej. Temu tematowi podporządkowana jest akcja powieści i jej scenicznej adaptacji. Powstał ciekawy spektakl, który zapewne na długo zagości w repertuarze Teatru Zagłębia, ale i studium przypadku, będące parenetyczną przestrogą. Miłoszewski z kart powieści, a Kaczmarek ze sceny kiwają znacząco palcem, przestrzegając przed grzechem zobojętnienia i znieczulicy. Zdają się mówić: słuchajcie i usłyszcie! Nie bądźcie obojętni!

Akcja w spektaklu rozgrywa się jesienią w Olsztynie, gdzie Teodor Szacki, gwiazda prokuratury, niedawno się przeniósł. Szybko okazuje się, że niezłomny szeryf zamiast tropić złoczyńcę, sam stanie się jego ofiarą. Kiedy przekracza próg zrujnowanego bunkra, znajdującego się koło poniemieckiego szpitala miejskiego w Olsztynie, staje się elementem pewnego planu. Puzzlem w układance.

Misterna intryga wymyślona przez Miłoszewskiego z powodzeniem została przeniesiona na teatralny grunt. W efekcie powstało trzygodzinne przedstawienie, które mija w okamgnieniu. To kwestia świetnej dramaturgii i dobrej gry aktorskiej. Olbrzymia w tym zasługa Michała Bałagi, który wcielił się w postać prokuratora Szackiego. Powierzono mu trudne zadanie, bowiem w filmowej wersji Teodora gra Robert Więckiewicz. Gniew po zagłębiowsku to 50 twarzy Szackiego? Prokurator zmienia się w miarę rozwoju akcji. Początkowo gra z nonszalancją, powagą, a po chwili przybiera maskę troskliwego ojca czy dociekliwego policjanta. Z czasem emocje buzują, a w postaci pojawia się pewne przejaskrawienie, zbytnia płaczliwość – niepotrzebna. W scenariuszu pominięto postać Żeni, partnerki Szackiego, więc widzom nie dane było poznanie kolejnej twarzy prokuratora – tej całkiem prywatnej.

fot. Maciej Stobierski.

Powoli, metodycznie odsłaniane są szczegóły związanie ze zbrodniami popełnianymi przez tajemniczego warmińskiego inkwizytora. Szacki, podążając za kolejnymi ogniwami kryminalnej intrygi, sukcesywnie poznaje jego modus operandi.

Jako przestrzeń gry zaanektowano każdą dostępną powierzchnię. Granica oddzielająca scenę od widowni w tym przypadku stanowi li tylko umowny limes – tak często przekraczany przez bohaterów spektaklu. Aktorzy przechadzają się tuż obok widowni, z kolei jedną z bocznych loży zaadaptowano na pomieszczenie, w którym przetrzymywana jest córka Szackiego. Niczym w filmie, plany akcji dynamicznie się zmieniają. W powieści nieskrępowana wyobraźnia pisarza może pozwolić sobie na wiele. O ile filmowa adaptacja nie sprawia niemal żadnych problemów realizatorom, o tyle w teatrze rzecz już się komplikuje. Język filmu i spektrum rozwiązań ułatwiają ukazanie wielowątkowości i mnogości pól akcji. Tymczasem na deskach Teatru Zagłębia inscenizatorzy świetnie sobie z tym poradzili. Kolejne miejsca akcji zapowiadają artefakty, będące metonimicznymi desygnatami konkretnych pomieszczeń. Stalowy stół z kościotrupem symbolizuje prosektorium, a biurko uginające się pod ciężarem dokumentów – policyjny komisariat, z kolei Urząd Stanu Cywilnego to zbiorowisko starych sprzętów z innej epoki.

Scenografia stworzona przez Kaję Migdałek utrzymana jest w surowym, postindustrialnym klimacie – dzięki temu jest tak wymowna i wieloznaczna. Na scenie panuje półmrok, a wrażenie wyobcowania, strachu potęguje oprawa – niepokojąca muzyka i zielono-czerwone światło. Muzyka Kamila Tuszyńskiego jest spójna z linią dramatyczną. Wprowadza w mroczny klimat kryminału, stanowiąc muzyczną ilustrację rozgrywających się zdarzeń.

Spektakl do ostatniej chwili utrzymuje napięci, a artyści – poziom. Dzięki temu trzygodzinny kryminał nie dłuży się. Sceniczna adaptacja operuje pewnymi skrótami. Chodzi tu nie tylko o postacie – niektóre pominięto, inne połączono, ale także o wydarzenia. Niejasne jest na przykład to, jak ze śmiertelnej pułapki wydostała się córka Szackiego. Na scenie nie da się jednak pokazać wszystkiego.

Na uwagę zasługuje świetna kreacja Agnieszki Bałagi-Okońskiej. Jej patolożka, czyli dr Frankenstein, jest nieco ekscentryczna, kompulsywna. Aktorka wykreowała barwną postać, którą obdarzyła ciekawym charakterem i wieloma nieszkodliwymi dziwactwami. Już sam ton jej głosu wskazuje, że to wyjątkowa indywidualność, a gdy do tego dojdą jeszcze odpowiednie gesty, sposób poruszania się – powstaje pełnokrwista osobowość. Patolożka jest specjalistką w swej dziedzinie, oddaną i zakręconą na punkcie swojej pracy, która bytuje w trochę innej rzeczywistości Intrygującą postać prowincjonalnego oficera kryminalnego stworzył Krzysztof Korzeniowski, grający podkomisarza Jana Pawła Bieruta. Jest nieco roztargniony, zabiegany, ale zawsze czujny. Grzegorz Kwas tym razem wcielił się w profilera Jarosława Klejnockiego – zagadkowego znawcę kryminalnych zachowań umysłów, którego celne spostrzeżenia mają wpływ na przełom w śledztwie. Czasami z przymrużeniem oka udaje, że swoje tezy sprawdza, wpatrując się – zamiast w szklaną kulę – w piłkę tenisową, którą dzierży w dłoni. Z kolei Maria Bieńkowska zagrała pełną klasy (brawa dla Marty Śniosek-Masacz za kostium) i powagi damę – doktor Teresę Zemstę, psychiatrę. Ma na swoim koncie pewne niepowodzenie, które niewątpliwie wpłynęło na przebieg kryminalnej historii „olsztyńskiego inkwizytora”.

fot. Maciej Stobierski.

Jest i debiut. Na zagłębiowskiej scenie zadebiutowała bowiem młodziutka Klara Baron jako Helena Szacka i z zadaniem aktorskim poradziła sobie wyśmienicie. Z kolei w rolę jej koleżanki Weroniki Sendrowskiej i zarazem femme fatale – sprawczyni całego zamieszania – wcieliła się Weronika Janosz, studentka Wydziału Aktorskiego Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie. Demon zła w owczej skórze? Być może. Pozornie niewinna, zaangażowana w walkę z przemocą domową, knuje misterną intrygę, w którą wplątuje Szackiego.

Choć to kryminał, nie zabrakło też humorystycznych akcentów. Taki właśnie jest komiczny wątek rozgrywający się w Urzędzie Stanu Cywilnego czy scena, w której Szacki przeszukuje olbrzymi kontener na śmieci. Aleksander Blitek jako Myślimir Szcząchor, zastępca kierownika USC, uosabia wszystkie przywary przypisywane urzędnikom. Urząd ma jednak ludzką twarz, gdyż jego przedstawiciel, odpowiednio zmotywowany i obsypany pochlebstwami, wkracza do akcji i pomaga prokuratorowi.

Ważnym elementem spektaklu są projekcje wideo w czasie rzeczywistym, ale i nagranie rozmowy psycholożki z synem jednego z zamordowanych. Realizatorzy wykorzystują wiele środków artystycznego wyrazu, aby nakreślić poruszany problem z wielu stron. To między innymi prelekcja o przemocy, którą zaczyna się spektakl, projekcja wideo będąca zapisem znęcania się psychicznego męża nad żoną (kamera rejestruje sceny rozgrywające się w domowym zaciszu z góry) i wreszcie sam spektakl, który naszpikowany jest wątkami zaangażowanymi społecznie. To wszystko ma nas skłonić do refleksji i wrażliwości na los drugiego człowieka. Sam system pomocy ofiarom przestępstw jest wadliwy, bezsilny. Opiera się na jednostkach o różnym poziomie wrażliwości. Co zatem robić? Słuchać drugiego i działać…

Podsumowując, Gniew w reżyserii Kaczmarka to wartka akcja, dobre aktorstwo, świetnie prowadzona intryga i wątki zaangażowane społecznie umiejętnie wplecione w treść spektaklu – wszystko to sprawia, że przedstawienie w wykonaniu aktorów Teatru Zagłębia w Sosnowcu jest godne polecenia. Gdy kurtyna idzie w dół, z widzami pozostaje kołaczący się w głowie cytat: „Zemsta niczego nie zmienia, bo człowiek zostaje z pustką”.

Gniew. Autor: Zygmunt Miłoszewski; reżyseria: Szymon Kaczmarek; adaptacja i dramaturgia: Żelisław Żelisławski; scenografia: Kaja Migdałek; kostiumy: Marta Śniosek-Masacz; muzyka: Kamil Tuszyński; video: Paweł Szymkowiak. Obsada: Michał Bałaga, Agnieszka Bałaga-Okońska, Klara Baron, Natalia Bielecka, Ryszarda Bielicka-Celińska, Agnieszka Bieńkowska, Maria Bieńkowska, Aleksander Blitek, Paweł Charyton, Beata Deutschman, Weronika Janosz, Przemysław Kania, Krzysztof Korzeniowski, Grzegorz Kwas, Tomasz Muszyński, Julia Polaczek. Teatr Zagłębia w Sosnowcu, premiera 15 października 2021.