
Stowarzyszenie Miłośników Sztuki Barokowej Dramma per Musica działa od roku 2012 i dąży do popularyzacji muzyki dawnej. Szczególną ambicją osób zrzeszonych w tym towarzystwie jest wprowadzanie na scenę barokowych oper, które w Polsce jeszcze nie były wystawiane. W roku 2015 Stowarzyszenie wraz ze swoimi partnerami doprowadziło do powstania Festiwalu Oper Barokowych. W tym roku odbyła się jego czwarta edycja, którą uświetniła premiera opery Georga Friedricha Haendla Alcina.
Libretto do tego dzieła, po raz pierwszy wystawionego w londyńskiej Covent Garden 16 kwietnia 1735, napisał Ricardo Brosci, a temat zaczerpnął od włoskiego renesansowego pisarza, Ludovica Ariosta, z poematu Orlando furioso. Dzieło to pod tytułem Orland szalony przełożył na język polski Piotr Kochanowski, bratanek Jana z Czarnolasu. Epos Ariosta stanowił dla twórców operowych cenne źródło inspiracji. Wątek Ruggiera, któremu szczęśliwie udaje się wyzwolić spod wpływu czarodziejki Alciny, wykorzystany został już przez Ferdinanda Saracinellego, który napisał libretto do opery Franceski Caccini (La liberazione di Ruggiero dall’isola d’Alcina),przygotowanej we Florencji specjalnie na cześć królewicza Władysława Wazy, przyszłego króla.
Tytułowa Alcina to czarodziejka kojarząca się z Kirke. Tak jak tamta przemieniła towarzyszy Odysa w wieprze, tak Alcina pozamieniała przybywających na jej wyspę w dzikie zwierzęta. Inny los spotkał wszakże Ruggiera, do którego czarodziejka poczuła miłość. Rycerz, zniewolony za pomocą jej magicznej sztuki, nie jest w stanie opuścić tajemniczej wyspy. Na ratunek przybywają jego ukochana Bradamante w towarzystwie roztropnego czarodzieja Melissa. Bradamante pojawia się zresztą w stroju męskim, udając swego brata Ricciarda. Boczne wątki wiążą się z postaciami Oberta i Morgany. Oberto to chłopiec poszukujący na czarodziejskiej wyspie swego zaginionego ojca, Morgana to siostra Alciny, do której miłością pała Oronte, dowódca wojsk podległych czarodziejce. Aby akcja była bardziej dramatyczna, Morgana ulega czarowi rzekomego Ricciarda, a niecna Alcina próbuje skłonić Oronta do zabicia lwa, który w rzeczywistości jest jego przemienionym ojcem. Ostatecznie Ruggiero wyzwala się spod czarów Alciny, wiedźma zostaje pokonana, a uwięzieni rycerze odzyskują ludzkie kształty.
W warszawskim wystawieniu Alciny oczarowuje szczególnie warstwa muzyczna. Lilianna Stawarz znakomicie prowadzi orkiestrę Royal Baroque Ensemble, grając przy tym na klawesynie. Instrumentaliści i śpiewacy umiejętnie współpracują ze sobą, a w przedstawieniu zdarzają się fragmenty tak wspaniale zgrane, że zapadające w pamięć. Z pewnością więc nie zapomnę arii Morgany Credete al mio dolore śpiewanej przez Olgę Siemieńczuk, której towarzyszy na wiolonczeli barokowej Jakub Kościukiewicz, wspomagany przez Macieja Łukaszuka (druga wiolonczela) oraz Henryka Kasperczaka (chitarrone).
Atutem spektaklu jest obsada. W Alcinę wciela się Olga Pasiecznik, a w Ruggiera – Anna Radziejewska. Obydwie oczarowują słuchaczy, ale dodatkowym walorem Radziejewskiej okazuje się interesujące aktorstwo. Mezzosopranistka nie po raz pierwszy wykonuje partię napisaną dla śpiewaka. I rzeczywiście potrafi tworzyć męskie postaci. Jako Ruggiero epatuje rycerską elegancją, dworskim wdziękiem i młodzieńczą subtelnością. Jeżeli chodzi o jej popisy wokalne, to szczególnie oczarowało mnie ekspresyjne, ale i zniuansowane wykonanie arii Sta nell’ircana pietrosa tana. Jeżeli natomiast chodzi o partię śpiewaną przez Pasiecznik, to szczególne wrażenie zrobiła na mnie aria Sì, son quella, zaśpiewana w sposób nie tylko popisowy, ale i niezwykle przejmujący. Na uznanie bez wątpienia zasługuje również występ Joanny Krasuskiej-Motulewicz jako Bradamanty (szczególnie wykonanie arii È gelosia, forza è d’amore). Urzeka barwą swego basu Artur Janda (Melisso). Przyjemnie posłuchać wspomnianej już Olgi Siemieńczuk (Morgana), Joanny Lalek (Oberto) i Karola Kozłowskiego (Oronte). Solistom towarzyszy chór Collegium Musicum Uniwersytetu Warszawskiego, który szczególnie dobry efekt osiągnął w zakończeniu spektaklu.
Przedstawienie przygotowano w Małej Warszawie czyli poindustrialnym obiekcie na warszawskiej Pradze. Tamtejsza sala widowiskowa ma dość surowy wystrój, a do tego płytką scenę z nadbudowanym balkonem. Inscenizacją spektaklu zajął się uznany tancerz i choreograf Jacek Tyski. Konsekwencją tego jest zminimalizowanie wymiaru reżyserskiego na rzecz choreografii. Inscenizator umiejętnie poradził sobie z płytką sceną, układając tańce po liniach skośnych bądź też poprzez szerokość sceny. Zadbał o to, aby ruch był dopracowany nie tylko w scenach baletowych. Zatroszczył się o urozmaicenie choreografii. Dzięki temu oglądamy i wystylizowane dworskie tańce, i skomplikowane abstrakcyjne układy, oddające emocjonalny charakter muzyki oraz dramatyzm akcji. Ciekawym środkiem stosowanym przez Tyskiego jest coś, co nazwałbym efektem odpychających się magnesów. Widać to w scenie, w której towarzysze Alciny rozpierzchają się po jej pojawieniu się na scenie.
Wysoko należy ocenić sekwencje baletowe, wnoszące do spektaklu wiele wdzięku, a zarazem jakby podkreślające tajemniczy charakter wyspy, na której rozgrywa się akcja. Nie mam wątpliwości, że warto w tym miejscu wymienić nazwiska biorących udział w spektaklu tancerzy. Są to: Martyna Dobosz, Marcin Krajewski, Carlos Martin-Perez, Jennifer Rivera, Emilia Wacholska i Bartosz Zyśk.
Pewną rolę w przedstawieniu odgrywają kierunki. Z lewej strony przybywają Melisso i Bradamante, z prawej wchodzi Alcina. Tak też na początku spektaklu zaklęty Ruggiero siedzi z Alciną po prawej, a na koniec z Bradamantą po lewej. Jego uwolnienie jest więc jednocześnie powrotem do przeszłego życia, do świata z którego przybył.
Scenografię zastąpiono projekcjami (Sylwester Łuczak) przedstawiającymi pałacową architekturę i egzotyczną roślinność. Niekiedy symulacje te świetnie wpisują się w ceglaną fakturę ściany. Aby zadziwić widza, wyświetlane obrazy co i raz zmieniają się jak w kalejdoskopie. Jest w tym coś barokowego, ale i dość kiczowatego jednocześnie.
Obok projekcji na warstwę scenograficzną składają się również kostiumy zaprojektowane przez Martę Fiedler, czyli baletową solistkę zajmującą się również kostiumografią. Stroje Alciny i towarzyszących jej tancerzy budzą skojarzenia fantastyczne (szczególnie nakrycie głowy czarodziejki ozdobione elementami przypominającymi ptasi czub czy może wodorosty). W strojach tancerzy dostrzegamy wyraziste akcenty o szmaragdowej barwie. Suknia Alciny i koszula Ruggiera mają kolor fioletowy, co efektownie współgra z czernią skórzanego stroju, w którym występuje Radziejewska. Plastykę przedstawienia uzupełniają jeszcze nieliczne obiekty, takie jak białe, nieustannie przestawiane ławeczki czy czarodziejska urna Alciny, z której po rozbiciu wysypuje się piasek.
Wychodzący ze spektaklu widzowie są oczarowani. Ci bardziej wymagający mogą oczywiście odczuwać jakiś niedosyt. Jest to bowiem przedstawienie, którego realizatorzy skupili się raczej na estetyce, aniżeli na zbudowaniu jakiejś spójnej interpretacji inscenizatorskiej. Nie będę jednak narzekał. Cztery godziny obcowania z piękną muzyką i wciągającym widowiskiem minęły mi niczym jedna chwila przyjemności – „un momento di contento”, o którym śpiewa się w tej właśnie operze.
Georg Friedrich Haendel, Alcina, libretto Ricardo Brosci, kierownictwo muzyczne Lilianna Stawarz, reżyseria i choreografia Jacek Tyski, prem. 14 września 2018 w ramach IV Festiwalu Oper Barokowych DRAMMA PER MUSICA (Mała Warszawa)
Ilość wpisów archiwalnych: 146