
Wieczór Trzech Króli albo Co chcecie Williama Shakespeare’a, reżyseria Piotr Cieplak, Teatr Narodowy w Warszawie.
Na początku przedstawienia Książę Orsino, w spodniach-ogrodniczkach nałożonych na nagi tors i w słomkowym kapeluszu na głowie, do pięcioosobowego zespołu muzycznego, ulokowanego pomiędzy sceną a widownią w kanale dla orkiestry, wygłasza spostrzeżenie i jednocześnie polecenie: „Jeżeli miłość żywi się pokarmem / Muzyki – grajcie, aż poczuję przesyt”. Zgodnie z nim do końca trzygodzinnego spektaklu w Teatrze Narodowym muzyka Jana Duszyńskiego już właściwie nie milknie. Wieczór Trzech Króli, w którym śpiewać powinien wyłącznie Błazen, w inscenizacji Piotra Cieplaka stał się bowiem pastiszem musicalu lub operetki. W pewnym momencie jest nawet parodią opery, bo w scenie zbiorowej w zakończeniu pierwszej części przedrzeźniany jest finalny sekstet z Don Giovanniego Wolfganga Amadeusa Mozarta z Oliwią zajmującą niejako pozycję Donny Anny.

W spektaklach Piotra Cieplaka, wyraźnie źle znoszącego ciszę w teatrze, zawsze było mnóstwo muzyki. We wczesnych jego przedstawieniach grał ją na żywo przez cały czas, jako akompaniament, rockowy zespół Kormorany. Obecnie zastąpiła go kameralna orkiestra z fortepianem, kontrabasem, wiolonczelą, fletem i instrumentami perkusyjnymi. Ale bodaj nigdy dotąd aktorzy aż tak wiele w spektaklu Cieplaka nie śpiewali jak w Wieczorze Trzech Króli. Jednak ten śpiew, w którym powracają wielokrotnie niczym lejtmotywy wybrane kwestie wyrwane z kontekstu, utrudnia widzom śledzenie skomplikowanej intrygi komedii Williama Shakespeare’a, a ponadto uniemożliwia aktorom w wielu sytuacjach wydobycie subtelnych emocji. W rezultacie erotyzm w głównych wątkach sztuki, czyli w czworokącie pomiędzy Księciem Orsino (Oskar Hamerski), hrabiną Oliwią (Wiktoria Gorodeckaja), Violą przebraną za Cesaria (Michalina Łabacz) oraz jej bratem Sebastianem (Henryk Simon), jest całkowicie konwencjonalny i wręcz niezbyt zrozumiały.
Przyciągają uwagę jednak zdecydowanie bardziej kobiety, odtwórczyni Oliwii dzięki histerycznej nadekspresji, a Violi za sprawą dziecięcego wdzięku. Spektakl ma być apologią miłości spotęgowaną przez śpiew. Niezbyt przekonywujące są jednak przedpremierowe wyjaśnienia reżysera, że pełniące w nim istotną rolę bliźnięta, w tym dziewczyna udająca chłopca, wzbudzająca przecież pożądanie zarówno w mężczyźnie, jak i w kobiecie, są wyłącznie pretekstem do mnożenia komediowych sytuacji i przebieranek. Skądinąd na plakacie odtwórcy Violi i Sebastiana mają na głowach czarne wełniane czapki noszone obecnie masowo niezależnie od płci, nie tylko w plenerze. W spektaklu natomiast, granym w znacznym stopniu we współczesnych strojach, bliźnięta paradują w rzadko przywdziewanych teraz kaszkietach z daszkiem, przez co wyglądają zbyt anachronicznie.

Cieplak oczywiście zna przywoływane w programie do spektaklu najnowsze egzegezy Wieczoru Trzech Króli, wydobywające w nim motywy rozchwiania tożsamości seksualnej, jak Płeć Rozalindy Jana Kotta czy Fikcja i frykcja Stephena Greenblatta. Wieczór Trzech Króli z tej perspektywy to dramat niejako przeznaczony dla niegdysiejszego Krzysztofa Warlikowskiego, który go zresztą wystawił dwadzieścia lat temu, ale po niemiecku w Stuttgarcie w niemal całkowicie męskiej obsadzie, gdyż z wyjątkiem odtwórczyni Marii, oraz z Violą i Sebastianem granymi przez jednego aktora. Cieplak wprawdzie nie zainscenizował Wieczoru Trzech Króli w stylistyce camp i pominął wszelkie dwuznaczności w relacjach Violi/Cesaria z Orsino i Oliwią oraz tej ostatniej z Sebastianem. Dał jednak do zrozumienia, że zna sposoby służące ich wyeksponowaniu, a stosowane w dzisiejszym teatrze odwołującym się często do teorii płci kulturowej czy subkultur środowisk LGBT. Cieplak, który wykreślił aż pięć drugoplanowych ról, bo Valentina, Curia, Fabiana, Księdza i Oficera, połączył Kapitana okrętu radzącego Violi udawać chłopca-kastrata z Antoniem uwodzącym Sebastiana w jedną postać graną przez aktorkę (Monikę Dryl) w prologu w mundurze marynarza współczesnego, a w końcówce dla odmiany siedemnastowiecznego. Wprowadził też na dwór Księcia Orsino trzyosobowy Chór Lowelasów, rewelersów i zarazem służących, chodzących w białych smokingach i w damskich butach na wysokich obcasach. Właśnie owi Lowelasi ubierają Violę w męski strój niczym Krawcy-transwestyci Kasię w Poskromieniu złośnicy w inscenizacji Warlikowskiego z Teatru Dramatycznego w Warszawie. W zakończeniu spektaklu Cieplaka zaś trzech Lowelasów wraz z Kapitanem/Antoniem, wcześniej przez nich aresztowanym, wyrusza „na łowy”, aby zaspokoić seksualne „żądze” zapewne w nocnych klubach. Spektakl bowiem toczy się w dzisiejszej Warszawie – jak szereg przedstawień Michała Zadary powstałych w Narodowym – o czym przypomina parokrotnie wyświetlana na horyzoncie jej panorama z Pałacem Kultury w otoczeniu kilku wieżowców. ale właściwie nic z tego nie wynika. Grany jest bowiem w barokowym ogrodzie pomiędzy ruchomymi, bo umocowanymi na kółkach, konstrukcjami w kształcie szeregu kulis i stożków, a także meblami, porośniętymi bluszczem.

W rezultacie tych niekonsekwentnych zabiegów najmocniej wybrzmiewa w Wieczorze Trzech Króli w ujęciu sześćdziesięcioletniego Cieplaka, więc zapewne przeniknięte autoironią, szyderstwo ze starych mężczyzn, potocznie nazywanych dzisiaj dziadersami, przez sfeminizowaną kulturę eliminowanych z uczestnictwa nie tylko w życiu seksualnym, łudzących się jednak, że mogą do niego jeszcze powrócić, jeśli się postarają. Iluzję tę podtrzymują w sobie niemal cały czas pijani Sir Tobiasz Czkawka Bartłomieja Bobrowskiego, daremnie usiłujący ukryć łysinę zaczesanymi na nią bocznymi włosami, a ubrany w niemodny i zbyt ciasny garnitur, oraz Andrzej Chudogęba Mariusza Benoit w tropikalnej koszuli i ze złotym łańcuchem na szyi. Przy czym wbrew tekstowi Andrzej w epilogu nie zostaje mężem Marii (Joanna Kwiatkowska-Zduń) traktującej tutaj starych mężczyzn pogardliwie i bez jakichkolwiek skrupułów.

Wariant tragikomiczny owego złudzenia uosabia Malvolio Jerzego Radziwiłowicza stąpający sztywno w obszernym dwurzędowym garniturze, w grubych okularach i z nadętą miną wypowiadający z namaszczeniem swe komunały, a po lekturze podrzuconego przez Marię listu miłosnego ze sztucznym uśmiechem na twarzy i w ekscentrycznym stroju z falbanami, demonstrujący gotowość do seksualnych ekscesów z Olivią.

Bodaj od Papkina w Zemście Aleksandra Fredry, wyreżyserowanej w 1986 przez Andrzeja Wajdę w Starym Teatrze w Krakowie, Radziwiłowicz nie zagrał roli komediowej z tak ogromną tradycją osiągając zaskakujący rezultat. Szkoda, że narastający obłęd Malvolia urywa się mechanicznie w momencie jego opadnięcia na fotel i pogrążeniu w senne odrętwienie. Jakby reżyser obawiał się, że inne rozwiązanie zakłóci mu wielki finał zdominowany przez miłosne duety dwóch par. W każdym razie Radziwiłowicz nie był równie śmieszny jak widziana przeze mnie w roli Malvolia Ryszarda Hanin w warszawskim Wieczorze Trzech Króli z roku 1976 granym w Starej Prochowni z wyłącznie kobiecą obsadą. (Hanna Skarżanka była wtedy Tobiaszem Czkawką, Irena Kwiatkowska zaś Andrzejem Chudogębą).

Cieplak, który przed ponad dwudziestu laty w Teatrze Powszechnym w Warszawie wystawił Wesołe kumoszki z Windsoru i Króla Leara, powrócił do Shakespeare’a, jednak nie dotarł do sedna Wieczoru Trzech Króli ani nie zawierzył jego sile skoro potraktował jako libretto widowiska muzycznego. Aktorzy Teatru Narodowego lojalnie realizują otrzymane od niego zadania, lecz ponoszą na ogół porażkę, a bronią się przede wszystkim najwybitniejsi i grający niemal zawsze sprawdzające się w Wieczorze Trzech Króli postacie komediowe.
Wieczór Trzech Króli albo Co chcecie. Autor: William Shakespeare; przekład: Stanisław Barańczak; reżyseria: Piotr Cieplak; scenografia: Andrzej Witkowski; muzyka Jan Duszyński. Teatr Narodowy w Warszawie, sala Bogusławskiego, premiera 4 grudnia 2021.