TEATR W SIECI TO EKSPERYMENT – z pracownicami Wrocławskiego Teatru Lalek, Katarzyną Krajewską (sekretarz literacką i pedagożką teatru) i Sylwią Gorzak (kierowniczką biura promocji i sprzedaży), rozmawia Hubert Michalak w cyklu ROZMOWY CZASU KWARANTANNY.

HUBERT MICHALAK Zamknięcie teatru przyszło zaraz po waszej premierze. Jak wiele przedstawień premierowego spektaklu „Ile żab waży księżyc” zdążyliście zagrać?

KATARZYNA KRAJEWSKA Trzy, nie licząc dwóch pokazów przedpremierowych z dziećmi i premiery. Po pierwszym było spotkanie z publicznością, które prowadziłam. Podczas spotkania reżyserka, Agata Kucińska, zadała dzieciom mnóstwo pytań, żeby sprawdzić, jak sobie radzą z fabułą i z przekazem, bo wbrew pozorom to nie jest prosta bajka, ma wiele metaforycznych sensów. Okazało się, że dzieci odczytują je bez problemu. Jedno z nich po spektaklu powiedziało „to był kinoteatr!” – i bardzo nam się to spodobało. Teo Dumski z pracującego przy premierze zespołu Cloud Theater przyznał, że sami o sobie czasem mówią „kinoteatr”.
SYLWIA GORZAK To bardzo smutne, szczególnie dla aktorów, że udało im się zagrać tak mało spektakli po premierze, ale z drugiej strony cieszymy się, że zdążyliśmy z premierą przed pandemią. Wielu teatrom to się nie udało. Mieliśmy zaplanowany wyjątkowo długi set przedstawień, a kolejny od połowy kwietnia. Oczywiście, wszystkie spektakle były sprzedane.

Co planowaliście na Międzynarodowy Dzień Teatru?

KK Mieliśmy zagrać spektakle dla wszystkich grup wiekowych – Dżunglę, Motyla i Kichota, do tego miały odbyć się warsztaty i spacery po teatrze.

Dość intensywnie.

KK To prawda, ale w zasadzie każdy dzień roboczy tak u nas wygląda, bo codziennie pracujemy dla kilku lub nawet kilkunastu grup szkolnych. Chcieliśmy zaproponować coś dla każdej grupy wiekowej naszych widzów.

Gdy lockdown został przedłużony okazało się, że nie tylko dzień teatru się nie odbędzie. Jak wyglądały losy 6. Przeglądu Teatrów dla Dzieci? W którym momencie pracy nad festiwalem musieliście go odwołać?

KK To była bardzo trudna decyzja, bo jej konsekwencje są przykre dla wszystkich – widzów, członków zaproszonych zespołów i prowadzących warsztaty. Dlatego czekaliśmy z nią w zasadzie do ostatniej chwili. Mieliśmy gotowy program główny (z godzinami spektakli i grafikiem montaży) i prawie zamknięty program Ogrodu Sztuk (czyli nurtu warsztatowego). Pracowaliśmy nad projektem wystawy „Poszerzenie pola lalki” w Sali Kolumnowej – dostaliśmy wstępne propozycje. Koncepcja merytoryczna wystawy była prawie gotowa, materiały do druku – gotowe. Byliśmy na chwilę przed uruchomieniem sprzedaży.
SG Mieliśmy zamkniętą strategię promocyjną Przeglądu, wstępne wydruki tegorocznego plakatu, zabukowane przestrzenie reklamowe, hotele, wybranych usługodawców, ustalone terminy z podwykonawcami strony internetowej i spota reklamowego oraz z fotografką. Nic tylko zlecać, drukować i rozpoczynać promocję. Ale mieliśmy też tyle szczęścia w tym nieszczęściu, że nie zaczęliśmy wydawać pieniędzy.

We Wrocławiu prezydent Jacek Sutryk polecił odwołać imprezy kulturalne do końca sierpnia. Im dłużej trwa lockodwn tym bardziej nie wiemy, kiedy działalność zostanie odmrożona. Planujecie przenieść imprezę?

KK Nie wyobrażamy sobie w tej chwili innej możliwości. Mamy już nowy termin, 28 maja – 2 czerwca 2021, i na razie trzymamy się go. Chcielibyśmy połączyć przyszłoroczny Przegląd z obchodami 75-lecia teatru, które też przypada na rok 2021. Obecnie druga fala zachorowań przewidywana jest na tegoroczną jesień, mamy nadzieję, że wiosną 2021 nie trafimy na trzecią lub czwartą.
SG Myśleliśmy o przełożeniu Przeglądu na jesień 2020, ale koronawirus jest nieprzewidywalny, więc woleliśmy nie ryzykować i nie przenosić go po raz drugi. Tym bardziej, że specyfika Przeglądu związana jest ściśle z naszą przestrzenią ogrodową przy teatrze: w Ogrodzie Staromiejskim bezpośrednio sąsiadującym z gmachem teatru odbywają się warsztaty, w planach jest też spektakl plenerowy. Wszystko to sprawia, że przełom maja i czerwca jest dla nas idealnym terminem. Ja jestem optymistką i mam nadzieję, że zorganizujemy Przegląd za rok.

Szybko okazało się, że aby podtrzymać więź z widzami, działalność trzeba przenieść do sieci, bo nie wiadomo jak długo potrwa ta sytuacja

SG Tak, to była bardzo szybka akcja i odbyliśmy w związku z nią wiele burz mózgów. Chcieliśmy w sieci odzwierciedlić naszą codzienną działalność: każdego dnia dawaliśmy zwiastuny spektakli, które byłyby grane zgodnie z repertuarem. Zrobiliśmy przegląd archiwów i okazało się, że słuchowiska w ramach cyklu „Słuchaj!” prezentowane w sezonie 2013/2014, nagrywane przez akustyków do celów roboczych, zostały zapisane w dobrej jakości i zasługują na drugie życie. Przyjrzeliśmy się także naszym publikacjom z działaniami edukacyjnymi dla dzieci i młodzieży, które są ważnym elementem naszej działalności. Chcieliśmy poprzez udostępnianie wartościowych materiałów dla dzieci wspomóc rodziców i nauczycieli w aktywnościach domowych po zamknięciu szkół i przedszkoli.

Jak wyglądała praca koncepcyjna nad – na pewno niełatwym – przedsięwzięciem przenoszenia działalności?

KK Na początku, co naturalne, nastąpił moment paniki i gorączkowego zastanawiania się, co robić. Szybko podjęliśmy decyzję o pracy zdalnej, i myślę, że była ona racjonalna. Ten początkowy etap to także czas poszukiwania narzędzi do zdalnej komunikacji, które mogłyby choć częściowo zastąpić zebrania w teatrze – a codziennie mieliśmy ich kilka.
SG Messenger stał się dla nas główną platformą komunikacyjną: pozwala organizować szybkie telekonferencje, wymianę informacji i każdy z nas z niego korzysta. Tworzymy rozliczne grupy tematyczne, projektowe, biurowe, osobowe – ja na przykład mam ich aż osiem! A koncepcje na ogół rodzą się najpierw indywidualnie w naszych „domowych biurach”, potem dyskutujemy o nich w mniejszych grupach, a następnie wymieniamy pomysły i staramy się do nich wzajemnie przekonać. Przyznaję, że jak dotąd idzie nam to bardzo sprawnie i pokojowo: wyznaczamy zakresy działań dla poszczególnych osób, następnie łączymy je w całość, ewentualnie weryfikujemy działania, by praca była jak najbardziej sprawna i efektywna.

Nikt nie był przygotowany na tak błyskawiczny zwrot w pracy teatralnej.

KK Z dzisiejszej perspektywy cieszę się, że najpierw zajęliśmy się konstruktywnym organizowaniem pracy, to pozwoliło uniknąć chaotycznych i nieprzemyślanych działań w sieci. Był czas, żeby ochłonąć. Gdy już przestaliśmy się gubić w nowych messengerowych grupach, i nauczyliśmy się, ile osób maksymalnie może być na wideoczatach, żeby nikogo nie wyrzucało, pojawił się niepokój, spowodowany odczuwalną z zewsząd presją, żeby „coś robić”. Sieć została zalana różnego rodzaju propozycjami teatralnymi: od udostępnień spektakli, których nagle zrobiło się bardzo dużo, poprzez warsztaty online, aż do czatów i filmików nagrywanych przez aktorów z własnych domów. Gdy patrzę wstecz, wydaje mi się, że wszystkie teatry w krótkim czasie od zamknięcia wyrobiły co najmniej 300% normy. Trudno było nie ulec pokusie, by też tego nie robić, nie pokazać, że działamy, jesteśmy, robimy.
SG Nikt nie był przygotowany i wciąż nie jest, bo nie można zrobić prawdziwego teatru w sieci. Można co najwyżej udostępniać zasoby archiwalne, proponować aktywności – do czytania lub oglądania przez widza, próbować interakcji z widzem. Ale są to działania zastępcze, nie mające nic wspólnego z teatrem, prawdziwym kontaktem widza z aktorem albo edukatora z uczestnikiem warsztatów. Muszę jednak przyznać, że udało nam się stworzyć kilka ciekawych projektów i dajemy możliwość wyboru naszym widzom.

Te „procenty normy”, o których wspomniała Katarzyna, związane są chyba z tym, że wszyscy znaleźli się w popłochu i niepokoju związanym z niepewnością co do terminów, zobowiązań, reakcji widzów itd. Sądząc po przekazie internetowym WTL-u, wam udało się tego uniknąć.

KK Niepokój jest zrozumiały, my także go odczuwaliśmy. Pojawił się oczywiście lęk, by nie stracić kontaktu z widzami i jednocześnie chęć podtrzymania go za wszelką cenę. Na szczęście udało się nam na chwilę zatrzymać i zadać sobie kilka pytań: „po co?”, „dla kogo?” – i dopiero potem: „co i jak?”. Postanowiliśmy zrezygnować z działań, które przerzucone do sieci całkowicie tracą swój urok oraz z tych opartych na interakcji, które bez żywego kontaktu z widzem tracą sens, stając się jednokierunkowymi komunikatami. Bardzo długo zastanawialiśmy się, czy w ogóle udostępniać nasze spektakle. Początkowo nie chcieliśmy tego robić. W pierwszej kolejności udostępniliśmy materiały, które powstawały z myślą o działaniach poza teatrem, m.in. książkę Zrób sobie teatr. Zabawy domowe – to zbiór pomysłów na to, jak się bawić w teatr w domu lub po prostu się bawić, czerpiąc z teatru inspiracje. Udostępniliśmy też materiały edukacyjne, przygotowywane z myślą o pracy w domach i szkołach.
SG Tak jak Kasia mówi, decyzja co do udostępniania spektakli była długo dyskutowana. Najpierw myśleliśmy o tym, czy w ogóle to robić, potem rozważaliśmy pokazy archiwalnych tytułów, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się na pokazy spektakli z aktualnego repertuaru. Widzowie za nami tęsknią, na ogół nie chcą zwrotów biletów, dopytują, kiedy wrócimy do grania. Z myślą o nich zdecydowaliśmy, by być z nimi w niedzielne popołudnia w ich domach, tak jak oni byliby z nami w teatrze.

Być może „dla kogo?” to pytanie szczególne w przypadku WTL-u. Gracie przede wszystkim dla młodych widzów, jednak komunikację musicie (przynajmniej w części) kierować do dorosłych – opiekunów i rodziców. Jak rozwiązaliście tę zagwozdkę?

KK Mierzymy się z tym paradoksem już długo, podobnie jak inne teatry grające głównie dla dzieci. Gramy dla dzieci, ale spektakle wybierają na ogół rodzice lub nauczyciele, bo marketing szeptany w piaskownicach słabo działa… Natomiast w tym przypadku problem zrobił się poważniejszy, kontakt z widzem dziecięcym przez ekran ma w sobie coś, co trudno zaakceptować: konieczność zmuszenia dziecka, żeby przed tym ekranem usiadło. A przecież w związku z edukacją online dzieci i tak spędzają przed komputerami więcej czasu niż zwykle, są tym przemęczone i przebodźcowane, nie było więc łatwo się na to zdecydować. Dlatego udostępniamy spektakle nie częściej niż raz na dwa tygodnie. Zrezygnowaliśmy również z innych form, które zmuszają dzieci do siedzenia przed ekranem, na przykład lekcji teatralnych czy warsztatów online (zresztą bez żywej interakcji takie działania tracą sens). W zamian zaproponowaliśmy materiały, które opiekun lub nauczyciel może pobrać w kilka sekund, a potem wykorzystać do zabawy czy pracy z dzieckiem – już bez ekranu. Oczywiście obciąża to dodatkowo i tak przemęczonych dorosłych, ale musieliśmy dokonać jakiegoś wyboru. Nasze spektakle udostępniamy co drugą niedzielę o 15:00, bo o tej porze zwykle graliśmy.

Dostajecie informacje zwrotne? Jak działają programy do przedstawień bez przedstawień? Jak odbierane są nagrania spektakli wykonane przede wszystkim w celach archiwizacyjnych, a więc nie zawsze przystępne w odbiorze?

KK Chciałabym powiedzieć, że jesteśmy zalewani informacjami zwrotnymi, ale dostajemy ich mniej więcej tyle co zawsze – głównie przez Facebook, rzadziej mailem. Myślę, że teatry nie mają jeszcze dobrych narzędzi do komunikacji z widzami w sieci. I nie tylko w sieci. Mam nadzieję, że to się zmieni, i to nie tylko z uwagi na pandemię. Kiedy gramy w realu, to spotykamy się z widzami po pokazach przedpremierowych, na warsztatach do spektakli czy podczas spotkań z konkretnymi grupami, na przykład z nauczycielami. Jednak dzieje się tak dopiero od kilku lat, odkąd zwiększyła się świadomość tego, że widownię można rozwijać, a z widzem spotykać się nie tylko w foyer czy pod szatnią. Kontakt z widzami w sieci z kolei wymaga stworzenia absolutnie nowych narzędzi. Wiem, że specjaliści od rozwoju widowni pracują nad tym, mam nadzieję, że skorzystamy z tego wszyscy.
SG Oczywiści, że nagrania spektakli służą głównie do celów archiwalnych i roboczych, ale dokonując wyboru spektaklu do pokazania go w internecie kierujemy się w dużej mierze jakością nagrania – zależy nam na tym, by jak najbardziej odzwierciedlało klimat spektaklu. Na szczęście nie musimy się ich wstydzić: nagrania przygotowuje sprawdzona i profesjonalna ekipa i nie są to nagrania z jednej kamery, gdzie akcja sceniczna jest ledwie widoczna, ale z kilku kamer, co pomaga np. zwrócić uwagę widza na sceniczne detale. Dostaję informacje zwrotne od zaprzyjaźnionych widzów, że dobrze bawią się przy naszych spektaklach z całymi rodzinami.

Planujecie działać w tym trybie do umownego „końca sezonu”?

SG Mamy rozpisany plan działań on-line do końca sierpnia, bo mamy nadzieję, że na początku września wrócimy do normalnej działalności. A może zdarzy się cud i uda nam się zagrać wcześniej. Bardzo byśmy sobie tego wszyscy życzyli!
KK Planujemy działać także w wakacje, dopóki nie będzie można otworzyć teatru. Długo myśleliśmy nad tym, jak zbudować mądrze kontakt i przeprowadzić twórcze działanie z dziećmi w tym czasie, w zgodzie z tym, co myślimy o sposobach działania w sieci oraz bez szkody dla dziecka. Uruchomiliśmy więc Spółdzielnię Bajek TĘCZA, wirtualne miejsce, w którym powstaje baśń w odcinkach. Co tydzień prosimy dzieci o pomysły i inspiracje, za każdym razem inne: na pierwszy ogień poszła prośba o rysunki przedstawiające Najdziwniejsze Stworzenie. W ten sposób powstali bohaterowie baśni. Na podstawie propozycji dzieci kierowniczka spółdzielni, Pani Marysia (czyli Maria Wojtyszko) pisze kolejne odcinki. Później aktor lub aktorka (pierwsza jest Anna Makowska-Kowalczyk) nagrywa ten odcinek, zostaje on zilustrowany graficznie pracami dzieci i wrzucamy odcinek do sieci, prosząc młodych widzów o opinie.

To próba wskrzeszenia komunikacji i nowego ustanowienia relacji z młodym widzem?

KK Tak, choć lepszym słowem niż próba jest eksperyment. Robimy to pierwszy raz, nasz dyrektor artystyczny Jakub Krofta powiedział ostatnio, że jest to jeden z najdziwniejszych projektów, w jakich brał udział. I rzeczywiście tak jest, ale bardzo się cieszymy, że się na to zdecydowaliśmy. I chyba nigdy tyle się nie śmialiśmy na zebraniach, jak na tych poświęconych Spółdzielni. Myślę, że to dobry znak.
SG A przede wszystkim projekt spodobał się naszym odbiorcom. W ciągu czterech dni dostaliśmy około trzydzieści niesamowitych rysunków, czyli – zyskaliśmy pierwszych trzydzieścioro spółdzielców, a myślę, że to dopiero początek. Dzieciaki są bardzo podekscytowane faktem, że będą współtworzyły bajkę i wiemy, że chcą ją jak najszybciej usłyszeć oraz zobaczyć swoje prace, czekają w blokach startowych na kolejne zadania.

Teatr w Polsce i na świecie od ponad miesiąca jest olbrzymim eksperymentem. Zdążyliście znaleźć czas na refleksję nad tym, jak ta sytuacja może wpłynąć na dalsze działanie WTL-u?

KK Cały czas o tym rozmawiamy. Myślę, że to wie tylko COVID-19, bo wiele zależy od czasu trwania izolacji. To jest absolutnie nietypowa sytuacja, teatry grały nawet w czasie wojny. Nie ma precedensów, a w każdym razie ich nie znamy. Mam jednak – tym razem mówię tylko w swoim imieniu – kilka obserwacji. Ku swojemu zaskoczeniu przekonałam się, że zdalna komunikacja – na przykład telekonferencje – jest niesamowicie efektywna. Zebrania są krótkie i konkretne – z konieczności, bo dłużej niż godzinę w ten sposób rozmawiać się nie da. Jesteśmy zmuszeni mówić po kolei i esencjonalnie, bo inaczej nikt się nie słyszy. Poza tym mam wrażenie, że charakter rozmowy staje się bardziej demokratyczny – choć trudno to wytłumaczyć. Chodzi o to, że wszyscy jesteśmy w swoich domach, przed komputerami, wszyscy w tej samej sytuacji i z takimi samymi narzędziami do dyspozycji. Wszyscy też mamy świadomość stanu wyjątkowego, co chyba podświadomie motywuje nas do tego, by wyjść z tego jak najlepiej. Pracując wyłącznie ten sposób, napisaliśmy w ekspresowym tempie wniosek o grant ministerialny w ramach priorytetu Kultura w sieci. Wydaje mi się, że stan wyjątkowy wpłynie na efektywność naszej komunikacji także po pandemii: już wiemy, jak wiele spraw możemy załatwić krótkim spotkaniem, mailem, rozmową telefoniczną. Kocham nasze długie posiedzenia w teatrze i rozmowy o wszystkim, to część teatralnej kultury komunikacyjnej i nie chciałabym z nich rezygnować, ale są sytuacje – na przykład zbliżający się dedlajn na złożenie wniosku – kiedy efektywność i konkret liczą się najbardziej. Sytuacja izolacji i zamknięcia weryfikuje priorytety.
SG Ja z kolei, mówiąc szczerze, póki co nie miałam na to czasu, bo zaczynam dzień pracy zaraz po przebudzeniu i kończę tak samo, idąc spać. Pierwszy miesiąc pracy był naprawdę bardzo intensywny i nie obowiązywały żadne ustalone godziny pracy. Messenger pika cały czas, a koncepcje i potrzeba wymiany myśli nie mają zegarków. Miałam wrażenie, że pomiędzy zupą, spacerem i zakupami, cały czas pracuję. A nawet i w trakcie tych czynności przecież odpisuję. Teraz wchodzimy już w spokojniejszy rytm, wiemy mniej więcej jaką mamy perspektywę (niestety smutną), mamy plany aż na cztery miesiące do przodu i czas na ich realizację. No i zaczynamy dbać o higienę pracy.

Jak długo da się tak pracować?

KK O ile wcześniej czasami myślałam, że teatr w sieci jest możliwy, teraz nie mam wątpliwości, że nie jest. Bez widzów, bez żywego kontaktu z publicznością nie ma nas. Przecież to, co teraz robimy, to raczej hologram teatru, stworzony na czas kryzysu, żeby przetrwać.
SG Nie wiem co ci odpowiedzieć. Pracujemy w tym trybie już półtora miesiąca, plan działań mamy przygotowany do końca sierpnia, a „po drodze” są jeszcze dwa miesiące wakacji, w trakcie których i tak byśmy nie grali. Ja już myślę o wrześniu, o wypełnionych widowniach, o naszych widzach, oraz o tym, w jaki sposób o nich zadbać i sprawić, by czuli się u nas bezpiecznie. Przygotowuję się też do październikowej premiery. Jest plan, realizujemy go, dajemy widzom to co umiemy i możemy im w tej sytuacji dać, to wszystko, co jest zgodne z linią programową teatru. Ale moje myśli są już w nowej rzeczywistości, „po”…


29 kwietnia 2020

Katarzyna Krajewska fot. Karol Krukowski
Sylwia Gorzak fot. Sara Zaremba