
Kocúrkovo to małe miasteczko, w którym wszystko jest na opak – głupi rządzą mądrymi, inni zawsze uchodzą za głupich, system moralny jest w nim kompletnie odwrócony. Jego mieszkańcy są dość ograniczeni, zbyt konserwatywni i jednocześnie z tego dumni. Nie do końca władają ojczystym językiem, ale na dowód mądrości wplatają w niego łacińskie przysłowia. Trochę to wszystko niedorzeczne, absurd goni absurd.
Tekst, który napisał Ján Chalupka, Kocúrkovo alebo len, aby sme v hanbe neostali (Kocurkowo, albo żebyśmy tylko nie zostali ze wstydem) zaczyna się słowami: „Czemu się śmiejesz? Rzecz jest o tobie”. Brzmi znajomo prawda? Mikołaj Gogol i jego słynne: „Z czego się śmiejecie? Z siebie samych się śmiejecie!” – nasuwa się natychmiast. Wygląda jednak na to, że Chalupka napisał to pierwszy, bo w 1830 roku, podczas, gdy Rewizor Gogola wyszedł w 1836. Początkowo tekst Kocúrkova ukazał się jednak nie pod nazwiskiem autora, a pod pseudonimem i w języku czeskim, nie słowackim. Jedno się od tamtego czasu nie zmieniło – do dziś, gdy ktoś mówi, że to takie Kocúrkovo, ma na myśli miejsca i sytuacje, w których wszystko stoi na głowie.
Nie, nie powiem, że Słowacja jest jak Kocúrkovo. Prędzej powiedziałabym to o Polsce, ale nie jest to tekst o polityce (choć na Słowacji często używa się tego słowa właśnie w tym kontekście). Absurdów nie brak jednak w żadnym z krajów Europy Środkowej. To być może tłumaczy, dlaczego pojęcie Kocúrkova znane było również w Czechach (jeszcze zanim powstał dramat Chalupki) albo jak znalazło się w książce Abderalilar niemieckiego pisarza Christofa Martina Wielanda. Zdaje się, że zarówno to porównanie, jak i ten odwrócony świat, są trochę nasze wspólne.
Asfalt, który kładzie się po to, by za chwilę go skuwać, światła dla pieszych, na których nie zdążysz przebiec, przystanek na środku drogi, na którym nie ma miejsca dla ludzi, bo zabiera je tramwaj, kelnerzy, którym przeszkadzasz, piękny opuszczony budynek w środku miasta, dla którego nikt nie znalazł zastosowania, itd itp. Trudno powiedzieć, o którym kraju piszę, prawda? Właśnie dlatego ukuliśmy kiedyś ze znajomymi powiedzenie: „procent Polski w Słowacji”. Można by pewnie powiedzieć i na odwrót. Określenie powstało, gdy odkryliśmy, że wybudowano w Żylinie wielkie centrum handlowe na samiutkim środku miasta, ale ktoś czegoś nie wyliczył i się trochę nie zmieściło w stosunku do budynku, który już tam stał (patrz zdjęcia). Nie mogliśmy opanować śmiechu, nie oburzenia. Bo choć kręcimy głową, że to niewiarygodne, to przecież nie takie rzeczy już widzieliśmy w naszym świecie stojącym na głowie.

Kolega opowiadał mi też o pewnej wsi w centralnej Słowacji, która zachowała się w niezmienionym stanie od lat. Użył określenia konzervácia chudobou (konserwacja biedą) – mieszkańcy są zbyt biedni, żeby domy remontować, więc przetrwały w niezmienionym stanie. Nie bardzo jest się z czego cieszyć, ale panuje przy tym coś na kształt dumy, że istnieje w kraju takie zachowane miejsce…
Inny przykład: każdy mieszkaniec Koszyc wie, że jest taka linia autobusowa, do której się nie wsiada – jeżdżą nią tylko Romowie. Słowacja wciąż ma z nimi dość poważny problem, zwłaszcza w miejscach, w których tworzą swego rodzaju obozy. Jednocześnie dostają oni zasiłki, dzięki którym dalej mogą nie pracować i w tych obozach siedzieć. Można by powiedzieć, że to Kocúrkovo, ale do tego absurdu pasuje jak ulał jeszcze jeden cytat: je tam ako v Chujave (jest tam jak w Chujawie). To nawiązanie do tytułu opowiadania Jonáša Záborskeho Dva dni v Chujave, będącego krytyką dziewiętnastowiecznej wsi. Wsi, na której panuje totalny nieporządek, gdzie nic nie działa i nic się nie zmienia.
O mieszkańcach takiego miejsca powiedziano by natomiast: Ťapákovcy. Powieść pod tym tytułem napisała Božena Slančíková-Timrava. Jest to historia biednej rodziny, która żyjąc na kupie w bardzo małym mieszkaniu, jednocześnie absolutnie nie chce nic zmienić, broni się przed jakimikolwiek nowościami i właściwie jest zadowolona z miejsca, w którym się znajduje. Autorka pisała to jako krytykę narodowych cech, zbierając niejako wszystkie słowackie wady w jednym domu. Dziś pasuje to już raczej do wyjątków, nie całego społeczeństwa, ale potocznie cały czas mówi się: žiju ako Ťapákovcy (żyją jak Ťapákovcy) albo: to taka t’apákovčina, mając na myśli pewien konkretny sposób myślenia.
Środkowa Europa, to pojęcie, któremu swój czas poświęciło już wielu pisarzy. Polski historyk Oskar Halacki pisał o niej, że to strefa przejścia między zachodem a wschodem. Dla Czecha, Václava Cílka, jest to obszar, w którym ludzie znają jabłkowy strudel. Słowacki historyk i dyplomata Rudolf Chmel mówi w wywiadzie dla zurnal.pravda.sk, że Środkowa Europa to miejsce, w którym szuka się tożsamości naprzeciw romantyzmowi, którego symbolem są niepokój, bunt i specyficzne bojowanie z władzą. „Bycie Środkowoeuropejczykiem to nie obywatelstwo, a światopogląd” – uważa węgierski pisarz György Konrád. „To takie środkowoeuropejskie!” – komentuje w opowiadaniu Všetko, čo viem o stredoeurópanstve (Wszystko co wiem o byciu Środkowoeuropejczykiem) słowacki pisarz Pavel Vilikovský. (Można je przeczytać po polsku w zbiorze Okrutny Maszynista w tłumaczeniu Tomasza Grabińskiego.)
Pewna pani ze Słowackiej Akademii Nauk, usłyszawszy temat mojego stypendium, oburzyła się, że efektem moich prac będzie wniosek, że Słowacy to Ťapákovcy w Kocúrkovie. Te dwa cytaty, czy raczej tytuły, są absolutnie najpopularniejszymi zwrotami, które weszły do języka z literatury, trudno więc, żebym o nich nie napisała. Jednak ostatnie czego bym chciała, to pisać o Słowacji źle. Robię to wszystko, żeby pokazać ten wspaniały kraj z jak najlepszej, nie najgorszej, strony. Ale wszyscy żyjemy w Europie Środkowej, więc – čo už! [čo už – potoczne słowackie wzruszenie ramion, takie nasze „no cóż”, tylko dużo częściej używane]

Cykl „Poznaj klasyków” powstaje podczas rezydencji literackiej w Bratysławie, dzięki stypendium przyznanemu przez Fundusz Wyszehradzki.

Ilość archiwalnych odsłon: 44