
„Nacjonalista nie jest kolegą / jest biedny, ale nie trzeba go żałować / nie rozumie świata / nie rozumie, co się dzieje”. „Faszyzm nie zrobi z ciebie mężczyzny”. „Nie chciałbym być faszystą”. „Być faszystą to wielki wstyd”. „Przestań być nacjonalistą jeszcze dziś”. Takie, pisane ręcznie naklejki, zaczynają być już stałym elementem bratysławskich ulic.
Napisy na murach, wlepki na latarniach, wydrapane serduszka i słowa pisane długopisem na cegle – wielkie i małe, będące streetartem albo tylko wyznaniem – one wszystkie zapełniają miejskie ściany na całym świecie. Od lat stanowią też moją pasję – fascynuje mnie, że ktoś ma potrzebę napisania czegoś na murze, a odnajdowanie tego, co na nim napisał, to jak niekończąca się gra miejska. To, co znajduję, wrzucam na instagramowe konto @pole_do_napisu, często zastanawiając się, co właściwie kieruje ludźmi, że wyrażają się właśnie w ten sposób. Jednak w przypadku wlepek, których od kilku miesięcy jest w Bratysławie najwięcej, wątpliwości nie ma.
8 maja to na Słowacji wolny dzień, Dzień Zwycięstwa nad faszyzmem. 10 maja ukazał się sondaż potencjalnego głosowania licealistów w eurowyborach. Wynika z niego, że gdyby młodzież miała prawo głosu, wybrałaby jednego z dwóch największych nacjonalistów w słowackiej polityce – Mariana Kotlebę (15,8% głosów).
W pierwszej turze wyborów prezydenckich (marzec 2019) – które z wyraźną przewagą Zuzany Čaputovej doprowadziły do drugiej, wygranej przez nią, tury – 25% głosujących oddało jednak głos na kandydatów partii nacjonalistycznych: Mariana Kotlebę (10,41%) i Štefana Harabina (14,35%). Stało się to w rok po jednym z ważniejszych wydarzeń w historii współczesnej Słowacji – zabójstwie dziennikarza śledzącego powiązania partii rządzącej z włoską mafią. Ján Kuciak i jego narzeczona zginęli od kul we własnym domu, w lutym 2018 roku, co wywołało uliczne protesty na niespotykaną na Słowacji skalę. Nie tylko w Bratysławie, ale i w małych miasteczkach, w których nikt nigdy nie wyszedł wcześniej na ulicę. To wtedy na placach, transparentach, wlepkach i w mediach pojawiło się hasło „Nie je nám to jedno” (Nam nie jest wszystko jedno). Powstały strony Nie je nám to jedno (skupiająca protestujących studentów) i Bratislava bez náckov (jak czytamy – wspólnie przeciw jakiejkolwiek formie faszyzmu). I choć protesty w kraju już ustały, oni wciąż organizują manifestacje przeciw wszelkim objawom nacjonalistycznych zachowań. Nie zmienia to trwałego poparcia ¼ społeczeństwa dla partii jawnie faszyzujących, ale zmienić próbuje.

Z jednej więc strony wygrana Zuzany Čaputovej jest jak światełko nadziei dla tej części Europy. Z drugiej – fakt, że poparcie dla nacjonalistów ani drgnie, to dowód na to, że wciąż nie jest dobrze. Trzeba pokazywać, że nacjonalizm to zło w czystej postaci, jednak odsyłanie do historii zdaje się nie przynosić rezultatów. Metoda, którą przyjął autor wlepek, stawia na coś innego – to, co robi, nie jest patetyczne, jest prześmiewcze. „Predstav si nácka jak mrzuto zoškrabáva túto nálepku” (Wyobraź sobie nacjonalistę, który w złym humorze zeskrobuje tę nalepkę). „Nácek je chudák, no netreba ho l’utovat’” (Nacjonalista jest biedny, ale nie trzeba go żałować). Wlepek cały czas przybywa, ale tych zdrapanych, czy naddrapanych, które wyraźnie komuś przeszkadzają, jest równie dużo. A my mamy tendencję do bagatelizowania. Ile razy słyszeliśmy: No, co prawda Y jest rasistą, ale w sumie to dobry fachowiec, albo: Co prawda pani X nie lubi gejów, ale to świetna koleżanka, hmm? Chyba właśnie dlatego żaden z napisów nie przemówił do mnie tak, jak „Nácek nie je kamarát”. Nacjonalista nie jest kolegą, po prostu.
Takie pojedyncze działania, wlepki, które może ktoś zobaczy, protesty, na które dziś już przecież nie przychodzą tłumy, są jak głos wołającego na puszczy. Ale w tym kontekście, takie niepoddawanie się, to czyste złoto. Diamant v hrude nezhnije (Diament w grudzie ziemi nie zgnije) – to zdanie, pochodzące z wzywającego do przebudzenia się narodu poematu Marína Andreja Sládkoviča, zdaje się pasować tu idealnie. Jeśli coś, co robisz ma sens, to nie zginie. Może i „człowiek od wlepek” walczy sam i świata nie zmieni, ale będzie mógł powiedzieć, że nie obserwował tego, co się dzieje, biernie. Ilu z nas może to powiedzieć?


Cykl powstaje podczas rezydencji literackiej w Bratysławie, dzięki stypendium przyznanemu przez Fundusz Wyszehradzki.
Ilość archiwalnych odsłon: 80