Katarzyna Pilarska / SZTUKA LEŻY NA ULICY

Fot. Katarzyna Pilarska

Mój pierwszy petrogram przyszedł do mnie pocztą. Kamień przysłany pocztą może wydawać się dziwny, nawet mnie się wydał. Ale to kamień, na którym jeden z najbardziej znanych słowackich artystów namalował swoje charakterystyczne znaki!

Pierwszy petrogram, który zobaczyłam na mieście, był za szybą – w witrynie sklepu z lampami, będącego chyba również architektonicznym studiem. Szłam w dworca, wykończona podróżą, z wielką torbą i niemałym plecakiem, w wichurze i deszczu, gdy, tuż przed swoim hotelem, ujrzałam właśnie to – kamień spokojnie leżący na wystawie.

Są ludzie, którzy znajdują ich nawet po trzy dziennie – robią z nimi wówczas to, co było założeniem autora – podnoszą i zostawiają w innym miejscu. To inne miejsce, to może być ulica obok albo drugi kraniec Ziemi. Z jednej strony – większość z nas o petrogramach nigdy nie słyszała, z drugiej – w świat poszło ich już ponad 35 tysięcy! Ludzie znajdują je w Azji, Ameryce, czy na wyspach pośrodku morza. Na stronie autora istnieje swego rodzaju lista miejsc, w które dotarł. Długa, choć przecież zdecydowana większość z nas mu zdjęć nie wysyła. Jednak gdy kolega wziął petrogram do Żyliny, obserwował, jak ludzie go mijają, biorą do rąk i odkładają, robią mu zdjęcia, ale nie zabierają go ze sobą. Dziwny kamień, ale kamień.

Fot. Katarzyna Pilarska

Autorem tych spotykających nas znienacka dzieł sztuki jest Peter Roller. Malarz, rzeźbiarz, wykładowca VŠVU (Akademii Sztuk Pięknych). Mieszka w Devinie, dzielnicy Bratysławy przypominającej małą wioskę (którą była, przed przyłączeniem do stolicy) – wąskie chodniki, niskie domki, wiejska jednopiętrowa szkoła, mały kościół. Okolica znana jest z wina. To tam powstaje najsłynniejsze słowackie wino porzeczkowe, to tam też powstaje wino tradycyjne, opatrzone napisem DEVIN. Jeśli gdzieś takie spotkacie, bądźcie pewni – jest pyszne. Devin byłby pewnie zapomnianą dzielnicą miasta, gdyby nie fakt, że i tam znajdziemy turystyczną atrakcję – w Bratysławie jest ich naprawdę dużo. Nad okolicą górują ruiny zamku, za którym znajduje się już tylko Dunaj – słowacko-austriacka granica. Rzeka jest tu niezwykle szeroka, a przyroda dzika – trudno się napatrzeć. Siedzisz więc, napawasz się, a čas letí jak vtáci (czas leci jak ptaki), jak powiedzieliby Słowacy, cytując wiersz Ladislava Novomeskeho pod tytułem Wiersz (Báseň).

Właśnie nad tym dunajskim brzegiem Peter Roller zbiera swoje kamienie. Zwraca je przyrodzie z kropkami, małymi flagami, czymś na kształt nutek. Białe, czarne, czasem czerwone. Małe dzieła sztuki pochodzące z przepięknego miejsca. Niby kamienie, takie ot, ale patrz dookoła – już wiesz, co to.

Cykl powstaje podczas rezydencji literackiej w Bratysławie, dzięki stypendium przyznanemu przez Fundusz Wyszehradzki.

Ilość archiwalnych odsłon: 31