
Przypuszczalnie nigdy nie odebrał systematycznego wykształcenia plastycznego. Arystokrata, syn carskiego oficera, w wieku piętnastu lat rozpoczął naukę w petersburskim Liceum Aleksandryjskim. W tym czasie pobierać miał (niecieszące się zapewne aprobatą rodziny, planującej dla niego karierę dyplomatyczną) prywatne lekcje u malarzy z kręgu Miru Iskusstwa, głównie Kuźmy Pietrowa-Wodkina i Borysa Kustodijewa. Wielką Wojnę spędził w znacznej części w służbach Czerwonego Krzyża, by w początkach roku 1917 trafić do Kijowa. To tam odbyła się pierwsza, niewielka wystawa karykatur i portretów jego autorstwa, którą Jarosław Iwaszkiewicz (wówczas korepetytor młodszej siostry Rzewuskiego, Ady) nazwał „rewelacją talentu niewielkiego, ale eleganckiego, błyskotliwego, umiejącego się narzucić”1. Kijów opuścił wraz z rodziną w pierwszych tygodniach roku 1919, z mocnym postanowieniem – pragnie zajmować się sztuką.
Mówiąc o kształtowaniu się ścieżki artystycznej Rzewuskiego należy wspomnieć o postaci Edwarda Gordona Craiga. Rzewuski zawarł z nim znajomość przez swoich kuzynów, Caetanich, w Rzymie w 1919 roku. David Gaillardon podaje, że Rzewuski mógł widzieć jeszcze przed rewolucją wystawienie Hamleta w scenografii Craiga i reżyserii Konstantego Stanisławskiego (w którym występowali między innymi Wasilij Kaczałow, Olga Knipper, Ryszard Bolesławski). Podczas spotkania w 1919 roku Craig miał natomiast żywo zainteresować się rysunkami Rzewuskiego i zachęcić go do podróży do Paryża. Udzielił mu ponoć także takich rad: „Jest pan młody, chce pan zajmować się sztuką. Według tego, co zobaczyłem, ma pan do tego rzeczywiste możliwości. Ale proszę nie liczyć na nikogo. Ani na opinie rodziny, ani przyjaciół. Proszę liczyć na siebie, liczyć na swoją pracę. Pukać do drzwi i samemu kierować swoim życiem”2.
Jeszcze w tym samym roku Rzewuski znalazł się w Paryżu. Zamieszkał początkowo w hotelu Cambon, niedaleko placu Concorde, następnie przeprowadził się do arystokratycznej XVI dzielnicy (w której, pod różnymi adresami, mieszkał aż do wstąpienia do dominikanów w roku 1926). Ówczesny Paryż żył „modą na Rosję”, traktowaną jako zjawisko tyleż fascynujące co egzotyczne, wkraczające coraz bardziej we francuską codzienność wraz z tysiącami uchodźców z rewolucyjnego piekła. W zbiorowym imaginarium odnowiła się fascynacja wywołana jeszcze pod koniec XIX wieku traktatem francusko-rosyjskim, czy tym bardziej świeże jeszcze wspomnienie skandalu Baletów Rosyjskich i Święta Wiosny Igora Strawińskiego.

W ten fenomen kulturowy świetnie wpisały się grafiki Rzewuskiego, przesiąknięte estetyzującą, baśniowo „słowiańsko-scytyjską” stylizacją i eklektycznym, nawiązującym także do modnych motywów buddyjskich i hinduistycznych, orientalizmem. Za emblematyczny przykład uznać można (ilustrujący bożonarodzeniowy numer pisma „Femina”, z którym Rzewuski współpracował od 1920 roku) cykl pod egzotycznym tytułem Parada drogocennych kamieni (Defilé des pierres précieuses), w którym postaci, do których pozowały między innymi przebywające na emigracji rosyjskie arystokratki, nazwane zostały Jadeitem, Szmaragdem czy Czarną perłą. Dzieła te, przywodzące na myśl estetykę Miru Iskusstwa, zwłaszcza prac Leona Baksta czy Aleksandra Benois, na tle równolegle zachodzących zjawisk artystycznych wydają się zachowawcze czy nawet anachroniczne. Jednak przez środowisko, do którego były kierowane, zostały przyjęte entuzjastycznie. Zwłaszcza w połączeniu z postacią autora, uchodzącego za uosobienie wysublimowanego wdzięku i manier.
W 1922 roku w galerii Georgesa Petit zorganizowano wystawę prac Rzewuskiego: wspomnianej Parady drogocennych kamieni, a także Legend polskich (dla przygotowania których spędził jakiś czas w Warszawie, gdzie mieszkali wówczas jego ojciec i siostra), gwaszy, rysunków i projektów kostiumów. Wystawa przyniosła sukces zarówno prasowy (recenzent „Le Gaulois” wspominał o „niezwykłej delikatności, arabeskach, kostiumach teatralnych o pozornie surowym wyrazie, lecz niewątpliwie oryginalnych (…) o uduchowieniu i śmiałości w rysunku i prawdziwie oczarowujących kolorem”3), jak i finansowy – Rzewuski zyskał stałego klienta w osobie Henriego de Rothschilda, zaś cały cykl Drogocennych kamieni został z miejsca zakupiony do amerykańskiej kolekcji sztuki. Jednak pozycję artysty ugruntowała wystawa trzy lata późniejsza, odbywająca się w bardzo już wówczas prestiżowej galerii Jeana Charpentiera (w której miejscu obecnie znajduje się francuska filia Sotheby’s). Wystawę jako pierwszy z gości zaszczycił Boni de Castellane (to w jego salonie kilka lat wcześniej Rzewuski poznał Misię Sert, z którą połączyła go serdeczna przyjaźń). Edward Woroniecki (literat, historyk sztuki, wielki popularyzator plastyki polskiej we Francji, w 1928 roku uhonorowany Legią Honorową4) pisał o Rzewuskim jako o „portreciście kobiet”5, „poszukującym w obrazie ciała kobiecego odnowy sztuk dekoracyjnych”. Recenzent „Revue du vrai et du beau” nazwał natomiast Rzewuskiego „pełnym finezji i zmysłu psychologicznego”6, zaś jego prace „dziełem niezwykłej zręczności (…) i elegancji”7. Wzmianka o wystawie trafiła nawet do „The Chicago Tribune”, gdzie zwrócono co prawda mniejszą uwagę na artystyczny wymiar wystawy, a bardzo dużą – na przedstawione na portretach arystokratki i bywalczynie salonów8.
W tym samym czasie, od roku 1924, Rzewuski projektował kostiumy do spektakli Moulin Rouge (święcącego wówczas triumfy pod kierownictwem legendarnej pieśniarki i aktorki Mistinguett9). Zapamiętano kostiumy jego projektu dla słynnej amerykańskiej rewii Hoffmann Girls – portrety niektórych tancerek pojawiły się też na wspomnianej wystawie w galerii Charpentiera.
W jaki sposób taki tok kariery połączyć z nagłym wstąpieniem przez Rzewuskiego w 1926 roku do Zakonu Kaznodziejskiego? Nawrócenie Rzewuskiego otacza nie mniej legend niż inne wydarzenia z jego życia. Wspomina się o momencie, gdy podczas seansu narkotycznego w przedrewolucyjnym Petersburgu doznał wizji diabła określonego jako „wcielenie wszelkiego braku, (…) antyistnienie”10. Przeszedł na katolicyzm pod koniec 1916 roku, gdy – jak sam pisze – w wieczór wigilijny, ewakuując chorych, utknął w burzy śnieżnej, podczas której doświadczył „Obecności, Światła niewyczuwalnego, ale czysto duchowego (…) nieopisanego zjawiska (…) które napełnia pokojem”11. Przez następnych dziesięć lat jednak nie praktykował. Niekwestionowana jest rola, jaką w finalnym nawróceniu Rzewuskiego odegrali – poznani przezeń dzięki Józefowi Czapskiemu – Jacques i Raïssa Maritain. W wielu późniejszych wspomnieniach Rzewuski pojawia się zarówno jako adept myśli Maritaine’a, jak i jako jego serdeczny przyjaciel12. „Ścieżka duchowa” która doprowadziła go do rozeznania powołania zakonnego jest oczywiście trudna do prześledzenia, pewne jest w każdym razie, że w roku 1926 – znajomych powiadamiając o rzekomym wyjeździe do Stanów Zjednoczonych – udał się do dominikanów w Saint-Maximin, gdzie wstąpił do nowicjatu, przybierając imię zakonne Czesław. Święcenia kapłańskie przyjął w 1932 roku, niebawem został skierowany do seminarium we Fryburgu, skąd po II wojnie światowej powrócił do Francji.
Po wstąpieniu do zakonu Rzewuski „nie bał się wrócić do świata, od którego uciekł i to wrócić w stylu, jaki lubił”13. Oprócz dbałości o elegancję – wspominano nienaganną wykwintność jego parasola, kapelusza czy butów – zachował także kontakt z dawnymi przyjaciółmi. Niektórych nawracał, jednak nienachalnie. Innych dysponował na ostatnią drogę, tak jak dawną egerię paryskich salonów Dolly Radziwiłł czy mecenasa baletów Jorge de Cuevasa. W 1938 roku to on przybył z wiatykiem do kliniki w Lozannie, gdzie umierała na gruźlicę Roussy Mdivani, druga żona Jose-Marii Serta. To jemu Liane de Pougy (tancerka Folies-Bergère, słynna paryska kurtyzana nazwana przez Edmonda de Goncourta „najpiękniejszą kobietą stulecia”, a pod koniec życia – tercjarka dominikańska) przekazała rękopis swoich wspomnień Moje błękitne zeszyty (Mes cahiers bleus) i to on opatrzył wstępem ich pierwsze wydanie. Właśnie Liane nazwała go „wspaniałym żebraczyną, zdolnym rozdawać z siebie tysiąckroć więcej niż otrzymuje”14 – i to określenie dobrze chyba oddaje istotę jego postaci, niezwykłego charakteru i niezwykłych losach15.
PRZYPISY:
1 . Cyt. za: M. Zioło, Aleksander Czesław Rzewuski – grafik, malarz, dominikanin, „Więź” 2017 nr 2 [668], s. 179-183.
2 .A. Rzewuski, À travers l’invisible cristal, Éditions Plon, Paris 1976, s. 165. [Jeżeli nie podano inaczej, cytaty z tekstów francuskojęzycznych w przekładzie autorki.]
3 Cyt. za: D. Gaillardon, op. cit., s. 157.
4 O E. Woronieckim por. P. Grzegorczyk, Edward Woroniecki (1886-1960), „Pamiętnik Literacki: czasopismo kwartalne poświęcone historii i krytyce literatury polskiej”, 1962, t. 53, nr 3, s. 128.
5 E. Woroniecki, Alex Rzewuski: portraitiste des femmes, „Comoedia”, 24.04.1925, s. 3.
6 S. des Laumes, L’Exposition d’Alex Rzewuski à la Galérie Charpentier, „Revue du vrai et du beau: arts et lettres”, 10.05.1925, s. 20.
7 Loc. cit.
8 Society sees Rzewuski’s Work, „The Chicago Tribune”, 6.04.1925, s. 2.
9 Mistinguett, właśc. Jeanne Bourgeois (1875-1956).
10 M. Zioło, op. cit., s. 179-183.
11 A. Rzewuski, À travers l’invisible cristal, s. 98
12 Por. np. M. Fourcade, Jacques Maritain et l’Europe en exil (1940-1945), „Cahiers Jacques Maritain” 1994 nr 28 s. 22.
13 M. Zioło, op. cit., s. 179-183.
14 L. de Pougy (właśc. Anne-Marie Chasseigne), Mes cahiers bleus, Éditions Plon, Paris 1977, s. 307.
15 O życiu i twórczości Rzewuskiego por. też: A. Biernacki, Aleksander Rzewuski, Polski Słownik Biograficzny t. XXXIV, 1992/1993. W 2019 roku w Bibliotece Polskiej w Paryżu odbyła się wystawa Alexandre-Ceslas Rzewuski (1893-1983). Graveur, peintre, dominicain oraz konferencja Alexandre-Ceslas Rzewuski (1893-1983). Entre fêtes et tragédies, une vie hors du commun. Część spuścizny po Rzewuskim (zarówno prace, jak również np. wycinki prasowe) została przez jego rodzinę przekazana do Muzeum Miejskiego w Bydgoszczy (obecnie Muzeum Okręgowe im. Leona Wyczółkowskiego).