
kukła
1. «manekin wyobrażający postać ludzką»
2. «o osobie bezwolnej i podatnej na manipulację»
3. «o osobie bez inicjatywy»
(Słownik języka polskiego PWN)
Osoby:
OPOWIADAJĄCY-SYN-JAN
OJCIEC
MATKA
MARIA
DZIECKO (może, a nawet powinna być nim lalka)
ZABITY CZŁOWIEK
OPOWIADAJĄCY
Nie było łatwo zabić tego człowieka
Miał dużo siły
Długo się bronił
W końcu udało mi się wbić ostrze noża
w nasadę jego szyi
w miejsce między uchem na barkiem
Bronił się nadal
ale wyraźnie słabł
Zadawałem cios za ciosem
a on zasłaniał się dłońmi
Ciąłem je
ale raz po raz ostrze trafiało w korpus
i twarz
W końcu osunął się na podłogę
Pochyliłem się i dźgałem go nadal
aż przestał się ruszać
Wtedy odłożyłem nóż
podniosłem ciało
i włożyłem do beczki
po kiszonych ogórkach
Dużo się wylało
Upchnąłem ciało
Zatrzasnąłem wieko
Posprzątałem
Nóż umyłem i włożyłem do szuflady
w kuchni
Napuściłem wody do wanny
wszedłem do wody
Długo zmywałem z siebie krew
Potem poszedłem do siebie
Położyłem się w pustym łóżku
i szybko zasnąłem
To wszystko
Następuje scena, w której dzieje się wszystko to, co przed chwilą opowiedziano. Mord ma miejsce w piwniczej komórce, w pobliżu pieca centralnego ogrzewania. Mord musi być pokazany naturalistycznie. Musi być sposób na takie ukazanie mordu w teatrze. Najlepiej, gdyby krew była prawdziwa, to znaczy zwierzęca. Po dokonaniu zbrodni sprawca spłukuje wodą ze szlaucha krew z posadzki i ścian.
OPOWIADAJĄCY
Zapomniałem że po zamknięciu ciała
w beczce spłukałem szlauchem krew z posadzki i ścian
Potem nic się nie działo
Następuje sekwencja niedziania się niczego. Obserwujemy zwyczajne życie domowe wielopokoleniowej rodziny w składzie: opowiadający, jego żona, ich małe dziecko (najlepiej w tej roli jakaś lalka), jego ojciec i jego matka. Należy w pewnym koniecznym „zagęszczeniu” czyli skrócie pokazać zwyczajne wydarzenia dnia i nocy. Jedni wychodzą, inni zostają, jedni wracają, myją się, jedzą, kładą się, itd. Dzieje się to w domu podzielonym (poziomo lub pionowo) na dwie części: jedną zajmują „młodzi”, drugą „starzy”.
Potem też długo nie działo się nic
Z jednym wyjątkiem
Z piwnicy zniknęła beczka
————————————————————————————————————–
Opowiadający-Syn-Jan stoi nad miejscem, w którym poprzednio znajdowała się beczka. Nagle staje za nim Ojciec. Z pewnej odległości przygląda im się Zabity Człowiek, który odtąd już towarzyszy Opowiadającemu-Synowi-Janowi.
OJCIEC
Szukasz czegoś
OPOWIADAJĄCY
Co miałem odpowiedzieć
Co mogłem zrobić
Zabiłem tego człowieka bez powodu
Nie znałem go
Nie wiedziałem że go tam spotkam
A mimo to wziąłem ze sobą nóż
Kiedy tylko ujrzałem tego człowieka
wiedziałem że muszę go zabić
a kiedy go zabijałem
czułem ogromną ulgę i radość
Ulgę radość i wolność
Więc co miałem odpowiedzieć
SYN
Nie
OJCIEC
Będę czyścił piec
SYN
Pomóc ci
OJCIEC
Nie trzeba
Ojciec zaczyna czyścić piec
SYN
To idę
OJCIEC
Mam nadzieję że na nasz pogrzeb przyjdziecie
SYN
Słucham?
OJCIEC
Znajdziecie czas na pogrzeb rodziców
chyba
SYN
Tak
OJCIEC
To dobrze
SYN
Ale
Ojciec wchodzi mu w słowo
OJCIEC
Dla żywych czasu nie macie
SYN
Ale
Ojciec wchodzi mu w słowo
OJCIEC
Nie wiem jak wygląda wasze dziecko
w końcu mamy prawo wiedzieć
jak wygląda wasze dziecko
SYN
Normalnie
Ma cztery kończyny
i oczy po obu stronach nosa
OJCIEC
To mnie rozbawiłeś
SYN
Dzięki
OJCIEC
Na naszym pogrzebie też możecie się pośmiać
SYN
Dobrze
Muszę już
Ojciec wchodzi mu w słowo
OJCIEC
To co tu robisz
SYN
Słucham?
OJCIEC
Skoro niczego nie szukasz
A może chciałeś ze mną porozmawiać
Nie
Tak myślałem
OPOWIADAJĄCY
Co miałem odpowiedzieć
Beczka z zabitym przeze mnie
człowiekiem zniknęła
Nie miałem nic do dodania
SYN
Źle się czuję
OJCIEC
To znaczy
SYN
Co
OJCIEC
Tak ogólnie czy coś konkretnego
SYN
A no tak
Nic konkretnego
Jestem tylko zmęczony
OJCIEC
Zmęczony
A po czym ty taki zmęczony
SYN
Nie wiem
OJCIEC
Dziecko daje wam w kość
SYN
Nie bardzo
OJCIEC
Nawet nie wiem jak wygląda
SYN
W każdej chwili możesz je zobaczyć
OJCIEC
A kto wyczyści piec
SYN
To po
OJCIEC
Po do kościoła
SYN
Po kościele
OJCIEC
Po kościele za późno
SYN
To kiedy chcesz
OJCIEC
Matka niedomaga
SYN
Tak wiem
OJCIEC
To może chociaż na pogrzeb wpadniesz
OPOWIADAJĄCY
Co miałem odpowiedzieć?
Beczka z zabitym przeze mnie człowiekiem zniknęła
Nie było jej
Tylko ojciec mógł wiedzieć co się z nią stało
Co się stało z beczką z zabitym przeze mnie człowiekiem
Kiedy to zrobiłem
byłem w domu sam
Rzadka chwila radości
A jednak coś mnie podkusiło
Wziąć nóż i zejść
Niczego podejrzanego nie słyszałem
W piwnicy było ciemno i cicho
Dopiero kiedy zapaliłem światło
Ten człowiek
Po prostu tam stał
Po wszystkim zrobiłem sobie kąpiel
Cudowną kąpiel
Zapaliłem świece
Puściłem muzykę
Płakałem
SYN
Co się stało z beczką
OJCIEC
Jaką beczką
A tą
Wyrzuciłem
SYN
Wyrzuciłeś
OJCIEC
Do niczego była
Na co ci ona
SYN
Co
OJCIEC
Ta beczka
SYN
Myślałem że tu jest
OJCIEC
Nie ma
SYN
Widzę
Wyrzuciłeś
OJCIEC
Wyrzuciłem
SYN
Sam
OJCIEC
A z kim
SYN
Mogłeś mówić
tobym pomógł
OJCIEC
Tobie coś powiedzieć
SYN
Trzeba było
OJCIEC
Stara cuchnąca beczka
SYN
Cuchnąca
OJCIEC
A co myślałeś że pachnąca
SYN
Nie było ci za ciężko
OJCIEC
Teraz pytasz
SYN
A kiedy
OJCIEC
Tobie coś powiedzieć
Od razu się odechciewa
Matka już zapomniała jak wyglądasz
OPOWIADAJĄCY
Wiedział
Widziałem to w jego oczach
Wiedział
Co miałem zrobić
SYN
Od razu więcej miejsca
OJCIEC
Gdzie
SYN
Tu
Po tej beczce
OJCIEC
Już dawno ją chciałem
SYN
Otwierałeś
OJCIEC
A po co
SYN
No tak
I dałeś radę tak sam
OJCIEC
Podłożyłem deskę i wyturlałem
SYN
Ale beczka dobra
szczelna
OJCIEC
Matka nie chciała
Tylko stała i zawadzała
Kto to widział stare ogórki
tak długo trzymać
Pamiątka
SYN
Jaka pamiątka
OJCIEC
Twój wuj
Ten co umarł
Miał kiedyś szklarenkę
Zakisił i tak stało
Nikt tego nie jadł
Tak stało
Strach pomyśleć co w środku
SYN
Nie byłeś ciekaw
OJCIEC
Jeszcze się zdążę napatrzeć
OPOWIADAJĄCY
Dlaczego nie wywiozłem ciała
Tylko zapeklowałem w beczce
On wiedział
Widziałem w jego oczach
Mogłem wywieźć za miasto
Miałem czas
Nikogo nie było
Chciałem żeby się dowiedział?
SYN
Ja bym sprawdził
OJCIEC
Trzeba było a teraz to wiesz
SYN
Teraz co
OJCIEC
Miałeś tam coś
SYN
Gdzie
OJCIEC
W tej beczce
SYN
Dlaczego
OJCIEC
To o co ci chodzi
SYN
O nic
Mogłeś zajrzeć
OJCIEC
Sam mogłeś
SYN
Nie miałem po co
OJCIEC
A ja miałem
Czy tam coś było
OPOWIADAJĄCY
Co miałem
Przecież to stało się naprawdę
Wbijałem ostrze w ciało
Wszędzie była krew
SYN
Gdzie wywiozłeś
OJCIEC
Już jej nie ma
SYN
Gdzie
OJCIEC
Utylizacja
Nie ma
OPOWIADAJĄCY
Dlaczego tak na mnie patrzył
SYN
Dlaczego tak patrzysz
OJCIEC
Jak
SYN
Nie wiem
Mogłeś powiedzieć
To bym pomógł
Z tą beczką
OJCIEC
Zapomnij o niej
SYN
Utylizacja
Czy to znaczy
OJCIEC
Przestań już
SYN
Dobrze
OJCIEC
Ani słowa więcej
O tym
O tej
SYN
Beczce
OJCIEC
Nie ma jej
I tego co w niej było
Powtórz
Słychać wiatr wiejący na zewnątrz
SYN
Nie ma tego co w niej było
Ojciec za pomocą szufelki wydobywa z pieca jakieś niezidentyfikowane szczątki.
OJCIEC
Wiatr niesie niepokój
Tyle wrażeń
Zbędnych słów
Urazów
Zadanych przez innych i sobie samemu
Serce zranione tysięcznymi sztyletami
Świat spływa niezawinioną krwią
Widzialną i niewidzialną
Ucisz swe serce synu
Pozwól zasklepić się ranom
Zdaj się na działanie siły
Większej od ciebie
OPOWIADAJĄCY
A więc wszystko było jasne
On wiedział
Wiedział i bawił się ze mną
SYN
Dobrze ojcze
OJCIEC
Możesz odejść
A
I ani słowa o beczce
Bo jeszcze się rozmyślę
Zrozumiano
OPOWIADAJĄCY
Ten bezduszny potwór
miał mnie w swoich potężnych łapskach
Naciskał najbardziej bolące miejsca
SYN
Tak ojcze
Tego już nie ma
Ojciec długo patrzy na Syna. Jest w tym spojrzeniu cała opowieść człowieka, który pokładał ogromne nadzieje, a potem musiał pogodzić się z porażką. Mimo to wciąż tli się w nim pragnienie ostatecznego zwycięstwa.
———————————————————————————————————–
Noc. Dziecko płacze w łóżeczku. Jan w łóżku, odwrócony tyłem do Marii. Dziecko płacze intensywniej. Maria wstaje, bierze dziecko z łóżeczka i próbuje uspokoić, ale dziecko nie uspokaja się, wciąż płacze. Oczy Jana są szeroko otwarte, jakby coś zobaczył.
MARIA
Zrób coś
JAN
Daj mi je
Maria kładzie dziecko, Jan je głaska z wielką czułością, ucisza. Wtedy przed Janem zjawia się Zabity Człowiek. Dziecko znowu zaczyna płakać.
MARIA
Wykończę się przez nie
Maria bierze dziecko, chodzi z nim i kołysze, coraz bardziej gwałtownie.
MARIA
Ciebie to nic nie obchodzi
Jan podchodzi do Marii, chce wziąć od niej dziecko.
MARIA
Zostaw
I tak jesteś na nic
JAN
Co to znaczy na nic
MARIA
Zawsze jesteś na nic
JAN
Daj mi je
MARIA
Nie
Przez chwilę wyrywają sobie dziecko, które w końcu wywija się z kocyka i upada na podłogę.
MARIA (rzucając się po dziecko)
No i zobacz co zrobiłeś
JAN
Ja
MARIA
Trzeba lekarza
JAN
Nic mu nie jest
MARIA (gwałtownie)
Dzwoń po lekarza
JAN
Uspokój się
MARIA
Chciałeś je zabić
JAN
Jesteś przemęczona
MARIA
Nie chcę cię widzieć
JAN
Nigdy tak nie mów
MARIA
Poproszę ojca
a ty tu zostań
Na ciebie nie można liczyć
JAN
Pojedziemy do szpitala
Już się ubieram
MARIA
Nie
Ojciec pojedzie ze mną
Ty zajmij się sobą
Tylko to potrafisz
Maria wychodzi, po chwili zjawia się Ojciec.
OJCIEC
Mężczyzna musi umieć zadbać o swoje stada
Ojciec wychodzi. Jan siada na łóżku.
OPOWIADAJĄCY
Chaos narastał
Nie umiałem się bronić
Zabiłem niewinnego człowieka
i musiałem ponieść karę
Byłem tego świadom
obumarły ze strachu
————————————————————————————————————
Świt. Syn, Ojciec, Matka przy stole. Zabity Człowiek gdzieś w pobliżu.
OPOWIADAJĄCY
Ciągle go widziałem
Jego twarz była jasna
Jego oczy
Spoczywały na mnie
Nieustannie wracałem do tamtej chwili
Do miękkości jego ciała
ale poza poczuciem ulgi i wyzwolenia
nie przypominałem sobie innych wrażeń
Możliwe że znalazłem się we władaniu siły
która kazała mi to zrobić
Ale przecież nie słyszałem nic żadnego głosu
poza naszymi oddechami
Moim i jego
gasnącym
OJCIEC
Musimy porozmawiać
MATKA
Co się z tobą dzieje
OJCIEC
Nie poznajemy cię
MATKA
Zmieniłeś się
OJCIEC
Na gorsze
MATKA
Masz rodzinę
OJCIEC
Mężczyzna musi dbać o rodzinę
MATKA
Musisz zachowywać się jak mężczyzna
OJCIEC
Nie jak gówniarz
MATKA
Ile ty masz lat
OJCIEC
Życie nie polega na ciągłym uciekaniu
MATKA
Przed życiem
OJCIEC
Odpowiedzialność
MATKA
Przede wszystkim za rodzinę
OJCIEC
I za swoje czyny
(pauza)
MATKA
Zamiast chronić swoje dziecko
OJCIEC
Ty rzuciłeś nim o podłogę
MATKA
Dziecko to nie zabawka
OJCIEC
To przyszłość
MATKA
Co ty wyprawiasz
OJCIEC
Nie będziemy żyć wiecznie
MATKA
Nie będziemy mogli cię wiecznie chronić
OJCIEC
Będziesz musiał za wszystko zapłacić
MATKA
Na tym polega życie
OJCIEC
I bycie mężczyzną
OPOWIADAJĄCY
Możliwe też że zabicie tego człowieka
było jedynym absolutnie samodzielnym
czynem w moim życiu
A teraz czułem wyłącznie strach
przed zdemaskowaniem
Czy jednak
jeśli ojciec wiedział
nie stał się wspólnikiem w zbrodni
Przeklęta beczka
Ach gdybym mógł zaciągnąć to skrwawione ciało
do jakiejś nory
i tam rozkoszować się zwycięstwem
nad sobą
SYN
W tej beczce było coś dla mnie ważnego
MATKA
Jak możesz teraz mówić o jakiejś beczce
kiedy twoje dziecko
SYN
Nic mu nie jest
Spędzi kilka dni na obserwacji
MATKA
Powinieneś być tam teraz
SYN
Maria nie chciała
MATKA
Tylko tak mówi
bo zawiodła się na tobie
Mąż powinien być przy swojej żonie
Spójrz na ojca
SYN
W tej beczce był zeszyt
Zatopiłem go w słoju
Zapisałem w nim moje młode lata
Pierwszą miłość
OPOWIADAJĄCY
Wymyślona naprędce historyjka
wyłącznie dla ukrycia mojej pogardy
i mojego zwierzęcego strachu
Do mojej nory zbliżał się nieprzyjaciel
SYN
A teraz nie mam nic
OJCIEC
I oczywiście to moja wina
(do Matki)
Widzisz
Już znalazł
kozła ofiarnego
SYN
Dlaczego nie sprawdziłeś
OJCIEC
Nie sprawdziłem czego
SYN
Co w środku
Środku beczki
OJCIEC
A ty wciąż o przeklętej beczce
Sprawdziłem nie sprawdziłem
Nic ci to tego
Beczka była moja
I to co w beczce też było moje
OPOWIADAJĄCY
Czyżby chciał mnie pozbawić mojej zbrodni
Nawet tego chciał mi odmówić
SYN
Mogłeś chociaż zapytać
OJCIEC
Zapytać
Kogo
Ciebie
(do Matki)
Słyszysz
On uważa że powinienem
pytać go o zgodę
MATKA (do Syna)
To była nasza
Ojca beczka
Nie musiał pytać
SYN
Ale ja tu też
OJCIEC
Mieszkasz
Tak
Ale nic poza tym
I niech tak zostanie
OPOWIADAJĄCY
Fascynowało mnie okrucieństwo tego człowieka
Zazdrościłem łatwości z jaką mu przychodziło
Ale podejrzenie drążyło swój podziemny korytarz
A co jeśli ojciec zazdrości mi
i z zazdrości tej przywłaszczył sobie mój mord
Moje najdoskonalsze dzieło
SYN
To było coś ważnego
OJCIEC
Rodzina jest ważna
MATKA
Dom
OJCIEC
W piecu napalone
MATKA
Rachunki opłacić
OJCIEC
Dziecko wychować
MATKA
Utrzymać
OJCIEC
Żonę i dziecko
MATKA
Coś z sobą zrobić
OJCIEC
A nie
MATKA
Beczka
Uczepił się
OJCIEC
Jak będziesz miał swój dom
MATKA
Będziesz sobie mógł
OJCIEC
Beczek do woli
MATKA
Najpierw trzeba zasłużyć
OJCIEC
Zapracować
MATKA
Praca
praca
i jeszcze raz
praca
OJCIEC
A nie
MATKA
Musimy poważnie porozmawiać
OJCIEC
Jak ty wyglądasz
MATKA
Co ty sobą reprezentujesz
OJCIEC
Masz dziecko
MATKA
A nie
OJCIEC
Ja ci dam beczka
MATKA
I żonę
OJCIEC
Rodzina
MATKA
O przyszłości pomyśl
OJCIEC
Na nasz pogrzeb żebyś zdążył
MATKA
Pewnie nie zdąży
OJCIEC
Nie zauważy jak kopniemy w kalendarz
MATKA
Do beczki i spokój
OPOWIADAJĄCY
Słuchałem ich uważnie
Krztusili się
Krztusili się i pociągali
za cieniutkie żyłki zakończone haczykami
wbitymi w moje ciało
Czyżby oboje
byli wtajemniczeni
SYN
Nie ma żadnej beczki
OJCIEC
Ale w każdej chwili może być
SYN (nie dowierzając)
Mamie tylko tak
się wymskło
MATKA
Co się znowu
wymskło
SYN (jw.)
Mama nie tak specjalnie
Żeby dokręcić śrubkę
Szarpnąć haczyk
MATKA
Dziecko masz
a ty mi głupoty
OJCIEC
Wymskło
Matka nic
Beczka przenośna
przenośnia znaczy
Metafora
MATKA
A żebyś wiedział
OJCIEC
Ale matka nie
(z nagłą gwałtownością)
A ty się weź za siebie
OPOWIADAJĄCY
Miałem go
Zazdrośnie strzegł sekretu
i o mało by go nie wydał
Miałem go
Ale i on miał mnie
Właściwie to ja go metaforycznie
a on mnie prawdziwie
Zajrzawszy do beczki odkrył zbrodnię
We własnym domu
którego ja byłem jedynym lokatorem
in tempore criminis
Śledczy niechybnie skierowaliby podejrzenie
na mnie
Wzięliby mnie w krzyżowy ogień
i w ogniu bym się przyznał
Więc chronił mnie
Nawet jeśli to wziął na siebie
część strasznego odium
Wydając mnie musiałby wydać siebie
Choć mógłby też liczyć na łagodne potraktowanie
Miał mnie na haczyku i nie puszczał
————————————————————————————————————–
Syn w piwnicy, wpatruje się w miejsce, w którym dokonał zbrodni. Stoi przed nim Zabity Człowiek. Piec głucho pomrukuje.
SYN
Już po wszystkim
Żadnych śladów
Nie roztrząsać
Zrobiłem to bo
Nie ma żadnego bo
Koniec z bo śmierć bo
Dlaczego to tak mruczy
A może zamontował
Ukryta kamera
i w nocy kiedy nikt nie widzi
puszcza sobie ten film
(Syn przeszukuje pomieszczenie w poszukiwaniu ukrytej kamery)
Żadnych śladów
(do Zabitego Człowieka)
Słyszysz
Zbrodnia doskonała
Prawie
Ukrył ciało
żeby mnie szantażować
żebym tańczył jak mi zagra
Głupcze
Czy nie tego właśnie chciałeś
Niczego nie chciałem
Nie działałem w żadnej intencji
Nic mną nie kierowało
Na ten krótki błogosławiony czas
stałem się czystym działaniem
Ojciec cicho zachodzi Syna od tyłu i kładzie mu rękę na ramieniu. Syn wzdraga się wystraszony.
OJCIEC
Czego się boisz
SYN
Chodzisz za mną
OJCIEC
Pomożesz przy piecu
SYN
Dobrze
OJCIEC
Pokażę ci co i jak
SYN
Dobrze
OJCIEC
Lepiej późno niż wcale
Ojciec pokazuje Synowi jak wyczyścić piec, potem jak w nim napalić.
OJCIEC
Zapamiętałeś
SYN
Chyba tak
OJCIEC
Chyba czy tak
SYN
W tej beczce był trup
OJCIEC
Musisz pilnować temperatury
SYN
Martwy człowiek
OJCIEC
Jak już rozpalisz
to czekaj aż dojdzie do tej kreski
SYN
Ja go tam włożyłem
OJCIEC
Czasem nie dochodzi
SYN
Upchnąłem
OJCIEC
Znaczy że się nie rozpaliło
SYN
Nie chciał się zmieścić
OJCIEC
Wtedy trzeba wyciągnąć wkład
SYN
Ale jakoś upchnąłem
OJCIEC
I znowu rozpalić
SYN
Zatrzasnąłem pokrywę
OJCIEC
A jak przekroczy kreskę
SYN
I tak go zostawiłem
OJCIEC
To trzeba otworzyć drzwiczki
i poczekać aż spadnie
Długa pauza, podczas której Syn i Ojciec patrzą na siebie. Zabity Człowiek przypatruje się im z boku.
SYN
Zabiłem człowieka
OJCIEC
Tylko nie za dużo opału
bo ogień się zdusi
OPOWIADAJĄCY
Co jeszcze mogłem
Nienawidzić
Nie chciałem nienawidzić
choć mój potworny czyn
był przecież aktem nienawiści
Nie
Wtedy też jej nie czułem
SYN
Twój syn jest mordercą
Ojciec uderza Syna dłonią w twarz. Uderza raz, drugi i trzeci. Niezbyt mocno, mechanicznie.
OJCIEC
Nigdy tak nie mów
SYN
Co mam zrobić
OJCIEC
Być posłusznym
OPOWIADAJĄCY
Więc jednak
Był taki przewidywalny
Z nasienia woli mocy
chciał wyhodować niewolnika
Nie mogłem mu na to pozwolić
SYN
Trzeba to zakończyć
Ojciec gwałtownie potrząsa głową.
OJCIEC
To już się skończyło
SYN
Jeszcze dziś oddam się
w ręce sprawiedliwości
Ojciec wybucha krótkim, bezgłośnym śmiechem.
OJCIEC
Sprawiedliwości
Masz trwać przy rodzinie
To jest godne i sprawiedliwe
SYN
To był żywy człowiek
Ojciec kładzie swój palec wskazujący na ustach.
OJCIEC
Nie trzeba tyle mówić
SYN
Co z nim zrobiłeś
OJCIEC
Najważniejsze
Regularnie czyścić piec
W środku i po wierzchu
SYN
Błagam
Powiedz co z nim zrobiłeś
OJCIEC
Tu masz druciany drapak
Szczotkę ze świńskiego włosia
Gęsie skrzydło
Zmiotkę i szufelkę
Temperatura i czystość
O piec trzeba się troszczyć
jak o własną duszę
Ojciec wychodzi z piwnicy, Syn zostaje sam z Zabitym Człowiekiem. Przyklęka, dotyka prawą dłonią rozgrzanych drzwiczek pieca.
SYN
Dobrze ojcze
Dobrze
Ojcze
Gdy ból dłoni jest już nie do wytrzymania, Syn nie odrywa jej od drzwiczek. Krzyczy.
—————————————————————————————————–
OPOWIADAJĄCY
Przez dłuższy czas nic się nie działo
Znowu obserwujemy „zwykłe życie” domowników, przy czym Opowiadający-Syn-Jan nosi bandaż na prawej dłoni, co nieco utrudnia mu codzienne funkcjonowanie.
Niech bije z tego powtarzalność i monotonia, ale w końcu rytm i melodia.
Niech to będzie muzyka i taniec ludzkiego „zwykłego życia”.
——————————————————————————————————-
Noc. W łóżeczku śpi dziecko. Maria już leży w łóżku małżeńskim, natomiast Jan, świecąc sobie latarką-czołówką wślizguje się do łóżka i długo, pedantycznie formuje poduszkę, a gdy już na niej złoży głowę, poprawia poduszkę. Tak samo z kołdrą – Jan okrywa się nią, na nią kładzie kocyk, zawija nogi tak, aby były doskonale osłonięte. Z boku, Marii i Janowi przygląda się Zabity Człowiek. Gdy Jan jest już gotowy do snu, Maria dotyka go. Gładzi jego pierś, brzuch, zsuwa dłoń niżej. Jan chwyta dłoń Marii i oddala od siebie.
MARIA
Już możemy
JAN
Nie możemy
MARIA (zaskoczona)
Nie
Maria znowu próbuje dotykać Jana, Jan znowu ją odtrąca.
MARIA
Ale ja chcę
Jan zdecydowanie, może nawet dość brutalnie, odpycha ją.
JAN
Nie
MARIA (z wyrzutem)
Zrobiłeś to sam
JAN
Nie
MARIA
Brzydzisz się mną
JAN
Nie
MARIA
Brzydzisz się
JAN
Brzydzę się ale nie tobą
Tobą nie
MARIA
Więc o co chodzi
JAN
Nie wiem
To wszystko jest takie brudne
Lepkie
Obrzydliwe
Nie możemy w czymś takim
MARIA
Po prostu mnie weź
JAN
Niczego nie rozumiesz
Ale musisz mi zaufać
Zaufasz mi?
MARIA
Jesteśmy ze sobą tylko dlatego że mamy dziecko
OPOWIADAJĄCY
Co miałem jej powiedzieć
Oczy tamtego spoczywały na mnie
Skrwawiony wizerunek
Miałem pod powiekami
Co ona powiedziała
JAN
Co powiedziałaś
Mamy dziecko
No tak
Dziecko
Musicie wyjechać
MARIA
Dlaczego
JAN
To nie jest dobre miejsce dla dziecka
Ten dom wydziela niezdrowe wyziewy
Lepkie
Brudne
Wyjedź do swojej matki
Na wieś
MARIA
Oszalałeś
To jest nasz dom
JAN
Musisz zabrać stąd dziecko
O nic nie pytaj
Tylko je stąd zabierz
MARIA
Ostrzegali mnie
JAN
Przed czym
MARIA
Przed tobą
JAN
Zrozum
MARIA
Nienawidzisz mnie
Nienawidzisz naszego dziecka
JAN
Chciałem tylko
MARIA
Zawsze nienawidziłeś
A teraz się znęcasz
Bo nie wiesz jak się od nas uwolnić
JAN
Przestań
MARIA
Najlepiej by ci było z mamusią i tatusiem
Tylko oni się dla ciebie liczą
JAN
Czy nie widzisz że
Jesteś najbliższą mi osobą
W tym całym
świecie
MARIA
Nie widzę
Jan próbuje siłą wziąć Marię.
JAN
Nie odtrącaj mnie
MARIA
Zostaw
JAN
Muszę się w tobie ukryć
Wpuść mnie
MARIA (bardzo głośno)
Boję się ciebie
Dziecko zaczyna płakać.
MARIA
Zobacz co zrobiłeś
A tak spokojnie spało
Maria wstaje, idzie do dziecka i je uspokaja. Jan ponownie zabiera się do pieczołowitego poprawiania pościeli. W końcu leży z rękami na kołdrze.
JAN
Dobrze
Zostaniemy tu wszyscy
Do końca
—————————————————————————————————-
OPOWIADAJĄCY
Jeśli dni poprzednie były monotonne i pełne niepokoju
to dni następne były jeszcze bardziej monotonne
i jeszcze bardziej niepokoju pełne
Jakby niedługo miało się przelać
Mimo to nic się nie działo
Regularnie czyściłem piec
i spełniałem pozostałe obowiązki
Ojciec bacznie mnie obserwował
Nie było w domu osoby
która by mnie nie obserwowała
Ja zaś niczym ślimak posypany solą
wytworzyłem wokół siebie warstewkę oślizłego śluzu
Maria w końcu przestała domagać się pieszczot
Zabroniła mi też dotykać dziecka
Godziłem się na wszystko
Aż nadeszła sroga zima
Zastajemy Jana, gdy znowu medytuje nad Miejscem Po Beczce, umorusany sadzą, bo przed chwilą skończył z piecem. I znowu od tyłu zachodzi go Ojciec i kładzie mu rękę na ramieniu. Jan tym razem jednak nie odwraca się. Cały czas wpatruje się w To Puste Miejsce. Z kąta wszystkiemu przygląda się Zabity Człowiek.
OJCIEC
Musisz być silny synu
SYN
Wyjechała
OJCIEC
Tak
SYN
Zabrała dziecko
OJCIEC
Oczywiście
SYN
Powiedziała coś
OJCIEC
Nie
Zostawiła to
Ojciec podaje Synowi kopertę, Syn wyjmuje z koperty kartkę, czyta krótką chwilę. Kartkę i kopertę wrzuca do pieca, przez moment z otwartej czeluści bije jaskrawopomarańczowy żar.
OPOWIADAJĄCY
Wydawało mi się że powinienem
coś powiedzieć
Coś ważnego
Kategorycznego i uroczystego
Tyle że nic nie przychodziło mi do głowy
SYN
Co teraz
OPOWIADAJĄCY
Maria nie była zbyt uciążliwa
i na swój sposób przywiązałem się do niej
Lubiłem jej małomówność i umiar we wszystkim co robiła
Czułem jednak gdzieś głęboko że jest mną rozczarowana
dlatego jej odejście przywitałem z mieszaniną
zaskoczenia i ulgi
Co do dziecka
nie zdążyłem zżyć się z nim na tyle
by jego zniknięcie mogło wywołać we mnie
jakieś gorętsze uczucia
Lubiłem niekiedy patrzeć jak śpi
i pulchniutkimi rączkami wymacuje nicość
Jego płaczu natomiast nie znosiłem
co mimo starań coraz gorzej ukrywałem
OJCIEC
Nie musisz czuć się winny
Ja i matka chcemy ci powiedzieć
że myliliśmy się co do ciebie
Ta dziewczyna od początku
była nieporozumieniem
OPOWIADAJĄCY
Ach tak
Teraz była „nieporozumieniem”
A jeszcze nie tak dawno miałem
Co właściwie miałem dla niej zrobić
Kim miałem być
Próbowałem sobie przypomnieć
ale czułem kompletną pustkę
OJCIEC
O dziecko się nie martw
Zadbamy o to żeby nie działa mu się krzywda
SYN
Dobrze
OJCIEC
Przez jakiś czas może być ci źle
Ale to przejdzie
Kiedyś przyznasz mi rację
że dobrze się stało
SYN
Teraz kiedy ich nie ma
możesz mi powiedzieć
OJCIEC
Spędzimy wigilię razem
SYN
Możesz mi to powiedzieć
OJCIEC
Ja i matka zapraszamy cię
SYN
Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć
OJCIEC
Matka zrobi to co lubisz
OPOWIADAJĄCY
Być może powinienem był coś zrobić
Cokolwiek co wyrwałoby mnie z tego impasu
Mogłem próbować odnaleźć Marię
przekonać ją do powrotu
Przecież byliśmy rodziną
Mieliśmy to cholerne dziecko
Ale ja nie byłem godny i nie byłem zdolny
do jakiegokolwiek działania
Stałem się kukłą w jego mocarnych rękach
SYN
Dobrze
OJCIEC
No
Widzę że z piecem idzie ci
całkiem całkiem
SYN
Ojcze
OJCIEC
O siódmej u nas
OPOWIADAJĄCY
Musiałem sobie jeszcze raz wszystko zrekonstruować
Potem jeszcze raz
Rekonstruowałem i za każdym razem
wychodziło to samo
Zabicie tego człowieka
nie wzbudzało we mnie żadnych wyrzutów
żadnego żalu
Wciąż na nowo przywoływałem ten dreszcz
gdy ostrze noża zagłębiało się
w żywe ciało
To się stało choć wcale nie musiało się stać
Ale ponieważ stało się
nic nie mogło być takie
gdyby się nie stało
Stworzyłem coś
Wywołałem i oto istniało teraz
grając z nami
SYN
Zgłoszę się
Skończę to
OJCIEC
Nie
SYN
Nie?
OJCIEC
Nie
SYN
Nie?
OJCIEC
Nikt ci nie uwierzy
Matka zostanie sama
Stracisz ten dom
(po chwili)
Rób co chcesz
Albo czego nie chcesz
Na jedno wyjdzie
OPOWIADAJĄCY
Przez krótką chwilę
widziałem w jego oczach strach
Jedną krótką chwilę
Czułem się zaspokojony
SYN
Tak właśnie zrobię
OJCIEC
Pamiętaj że musisz nas pochować
SYN
Albo wy mnie
Ojciec przesuwa wskazującym palcem po powierzchni pieca. Pokazuje palec Synowi.
OJCIEC
Nigdy nie zapominaj o czyszczeniu pieca
Ojciec odchodzi.
——————————————————————————————————–
OPOWIADAJĄCY
Bardziej dla zachowania pozorów niż z autentycznej potrzeby
podjąłem rachityczne próby przywrócenia dawnego status quo
Rzecz jasna Maria kategorycznie odmówiła powrotu do domu
Sprawy w swoje ręce musiał wziąć jej adwokat
Przyjąłem to z udawanym bólem
bo w rzeczywistości poczułem niewysłowioną ulgę
Maria pozwoliła mi tymczasem widywać dziecko kiedy chcę
Nie miałem na to ochoty bo za bardzo przypominało mi mnie
ale dla świętego spokoju odbywałem ten rytuał
Brałem je na ręce
Na szczęście szybko zaczynało płakać i Maria zajmowała się nim
coraz bardziej przekonana o słuszności swej decyzji
Nadeszły siarczyste mrozy jakich nie pamiętali najstarsi mieszkańcy
Piec pracował pełną parą
Kilka razy w ciągu nocy schodziłem żeby sprawdzić temperaturę i ciśnienie
Którejś nocy siedząc przy piecu wpadłem na pomysł jak skończyć tę historię
Opowiadający-Jan-Syn przy stole, na którym stoi naczynie z różowymi kuleczkami, moździerz oraz butelka wina. Opowiadający-Jan-Syn wrzuca do moździerza kuleczki i rozciera je na proszek. Następnie wsypuje proszek do butelki. Zamyka ją i potrząsa. Sprawdza jej zawartość pod światło.
OPOWIADAJĄCY
Ojciec zawsze wykładał w piwnicy trutkę na szczury
——————————————————————————————————–
Wieczerza wigilijna. Rozjarzona choinka. Przy stole Ojciec, Matka, Zabity Człowiek. Po drugiej stronie stołu, niczym Judasz na dawnych malowidłach, Syn. Przed nim butelka wina i cztery kieliszki – czwarty dla „niezapowiedzianego gościa”.
Ojciec wstaje, otwiera Starą Księgę i czyta na głos.
OJCIEC
W roku pięć tysięcy sto dziewięćdziesiątym dziewiątym od stworzenia
świata, gdy Bóg stworzył na początku niebo i ziemię;
W roku dwa tysiące siedemset pięćdziesiątym dziewiątym po potopie;
W roku dwa tysiące piętnastym po narodzeniu Abrahama;
W roku tysiąc pięćset dziesiątym po wyprowadzeniu ludu izraelskiego pod
wodzą Mojżesza z niewoli egipskiej;
W roku tysiąc trzydziestym drugim od czasu, gdy Dawid został
namaszczony na króla;
W sześćdziesiątym piątym tygodniu lat według proroctwa Daniela;
W sto dziewięćdziesiątej czwartej olimpiadzie według kalendarza greckiego;
W roku siedemset pięćdziesiątym drugim po założeniu miasta Rzymu;
W czterdziestym drugim roku panowania Oktawiana Augusta, gdy na całym
świecie pokój zapanował;
W szóstym okresie historii świata;
Zechciał Jezus Chrystus, Przedwieczny Bóg i Przedwieczny Ojca Syn, uświęcić
świat przez swoje błogosławione przyjście.
Był On poczęty z Ducha Świętego i po upływie dziewięciu miesięcy narodził się
jako człowiek w Betlejem Judzkim z Maryi Panny.
Święcimy narodzenie Pana naszego, Jezusa Chrystusa według ciała.
Słowo przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym
jednak, którzy Je przyjęli, dało Moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym którzy wierzą
w Imię Jego.
A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę,
chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy.*
Ojciec zamyka Starą Księgę, następnie rozdaje opłatek Matce i Synowi.
OJCIEC
Nadzieja umiera ostatnia
Dlatego z matką mamy nadzieję
że wyprawisz nam pochówek jak Pan Bóg przykazał
Tego tobie i sobie życzymy synu
MATKA
Pomnik nie musi być wystawny
OJCIEC
Nawet nie powinien
MATKA
Chociaż odłożyliśmy wystarczająco
OJCIEC
I żebyś nie zepsuł naszego zamysłu
MATKA
Zamówiliśmy już wszystko u kamieniarza
OJCIEC
Zwykły kamień
MATKA
Zwykły ale solidny
OJCIEC
Solidny ale zwykły
MATKA
Nie chcemy zbytku
OJCIEC
Żadnego pozłacania
MATKA
Prostota
OJCIEC
Jak nasze życie z matką
MATKA
Przypilnujesz tego
OJCIEC
To chyba nie za wiele
MATKA
Nie będziesz kombinował
OJCIEC
Dodawał od siebie
MATKA
Masz tylko mieć oko
OJCIEC
Na cały ten nasz pogrzeb
MATKA
Z przyległościami
OJCIEC
Mam nadzieję że jesteś na tyle dojrzały
MATKA
Możemy chyba ci zaufać
OJCIEC
I powierzyć naszą ostatnią drogę
MATKA
Wiele razem przeszliśmy
OJCIEC
Ja i matka
MATKA
Z tobą
OJCIEC
Ale już po wszystkim
MATKA
Prawda?
OJCIEC
Prawda że już po wszystkim?
SYN
Tak
Po wszystkim
OPOWIADAJĄCY
To uczucie mogłem porównać jedynie do tego
gdy zagłębiałem ostrze w żywe ciało
Syn otwiera butelkę.
SYN
Wypijmy za to
OJCIEC
My z matką nie
MATKA
Przecież wiesz
OJCIEC
Śluby
MATKA
Samoograniczenie
OJCIEC
Post
MATKA
Umartwianie się
OJCIEC
Pokuta
MATKA
Ale ty się napij
OJCIEC
Ty możesz
MATKA
Po tym wszystkim
OJCIEC
Dobrze że tak się stało
MATKA
Jak się stało
OJCIEC
I się nie odstanie
MATKA
No wypij
Syn nalewa wino do wszystkich trzech kieliszków
OJCIEC
Nasze zdrowie
MATKA
I twoje
OJCIEC
Zasłużyłeś
MATKA
Pij synku
Syn bierze pierwszy kieliszek, podnosi.
SYN
Za ciebie mamo
Wypija. Bierze drugi kieliszek.
SYN
Za ciebie ojcze
Wypija, lekko się krztusząc.
SYN
I za mnie
Wypija, widzi że w butelce jeszcze coś zostało, więc wlewa do czwartego kieliszka tę resztę.
OJCIEC
Już wystarczy
MATKA
Zjedz coś
SYN
Jeszcze jeden
Zwraca się do Zabitego Człowieka.
Ostatni
Wypija i wstrząsa nim dreszcz.
OJCIEC (wesoło)
A co tam
Należało ci się
SYN (także wesoło)
O tak
Należało mi się
MATKA (lekko zaniepokojona)
Dobrze się czujesz
SYN
To tylko wino
OJCIEC
Uderza do głowy co
Ojciec śmieje się i poklepuje Syna po ramieniu.
SYN
Chyba pójdę się położyć
MATKA
Na pewno nic nie zjesz?
OJCIEC
Zaczekaj
Mamy coś dla ciebie
Ojciec podaje Synowi prezent. Syn rozpakowuje – jest to zegarek.
OJCIEC
Odtąd będzie mierzył twój czas
MATKA
Nowy zegarek na nowy czas
SYN
Dziękuję
Bardzo praktyczny prezent
Ja też mam coś dla was
Syn wyjmuje z kieszeni zawiniątko, podaje Ojcu, ten rozpakowuje – w środku jest nóż. Ojciec patrzy na Syna ze wstydem.
OJCIEC
Co to
MATKA
Czy na tym nożu
są jakieś plamy
SYN
Ten nóż wiele dla mnie znaczy
Teraz jest wasz
OJCIEC
Ale
My nie możemy
MATKA
Te plamy
SYN
Ten nóż to całe moje życie
Teraz muszę odpocząć
Dobranoc
OJCIEC
Dobranoc synu
MATKA
Śpij dobrze syneczku
Syn odchodzi zataczając się.
————————————————————————————————-
Opowiadający-Syn-Jan u siebie. Starannie ścieli łóżko, rozbiera się, kładzie, leży twarzą do widowni. Jego twarz wygląda upiornie: czerwone gałki oczne, suche, spękane usta pokryte zaschniętą śliną. Ciężko oddycha.
Nadchodzi Zabity Człowiek i siada przy Opowiadającym-Janie-Synu.
OPOWIADAJĄCY
Jego twarz od początku
kogoś mi przypominała
Teraz nareszcie jestem pewien
Narodzenie
Jego narodzenie według ciała
Przyszedł do mnie a ja go zabiłem
Nie było to łatwe
W końcu udało się
Przelałem jego krew i nie ma dla mnie ratunku
(po chwili)
Słyszysz
ojcze
ty stary smutny człowieku
zrobiłem to
oddałem ci wszystko
Ciało i krew
Szczurza śmierć
Opowiadający-Syn-Jan zamyka oczy.
Nagle na moment je otwiera jakby ujrzał coś w całej jasności.
OPOWIADAJĄCY
Boże
Zmiłuj się nade mną
Zamyka oczy na dobre.
KONIEC
*Martyrologium Kościoła Rzymskiego