Iwona E. Rusek / „WARSZAWSKI WRZESIEŃ”

Słuchowisko radiowe

OBSADA:

Izabella Horyszewska – Bella, siostra Mani

Maria Horyszewska– Mania, siostra Belli

Tadeusz Borzymowski – Tadzio, narzeczony Belli

Stanisław Jabłonowski – Staś, zakochany w Mani

Kazimierz Olędzki – Kazio

Lilla – panienka z dobrego domu, głupia i zepsuta

Marciniakowa – służąca Horyszewskich

Jurek – jedyny syn Marciniakowej, cwaniak warszawski

Scena 1

(wnętrze) (mieszkanie Horyszewskich) (w radio słychać muzykę, która stopniowo cichnie i zaczyna się komunikat spikera)

SPIKER:

Od dzisiaj, w związku z zarządzoną przez prezydenta Ignacego Mościckiego, powszechną mobilizacją, winni stawić się do służby powszechnej: oficerowie, podchorążowie, podoficerowie, szeregowcy, wszyscy bez względu na wiek, kategorię zdrowia i rodzaj broni….

(gwałtowny trzask, ktoś przekręca gałkę, szuka stacji, znajduje)

(z radia rozlega się melodia Glenn Miller,” In the Mood”1)

MANIA:

Bella! Co ty robisz? Zostaw!

BELLA:

Daj spokój!… nie chcę od rana słuchać komunikatów o mobilizacji i zaciemnieniu.

Glenn Miller to co innego! Absolutna nowość, szyk i styl obowiązujący w towarzystwie!

(Bella zaczyna nucić, ziewa, przeciąga się)

BELLA:

No, co taka zachmurzona?

Jeszcze się nasłuchasz tych głupot.

MANIA:

To nie są żadne głupoty. Wojna wisi na włosku.

BELLA (przerywa jej):

Wojna, wojna! A, co mnie obchodzi wojna?

O wojnie pomyślę jutro.

Dzisiaj jest 31 sierpnia, moje imieniny, które zamierzam spędzić w miłym gronie,

toteż, droga Manieczko, odprawiłam Marciniakową.

MANIA:

Jak to?!

BELLA:

Powiedziałam, żeby dzisiaj nie przychodziła.

Oj, nie patrz tak na mnie. Nie chcę wysłuchiwać zrzędzeń tej starej.

MANIA:
To nasza gosposia.

BELLA:

Gosposia, gosposia, a do tego zrzęda i szpieg! Nie chcę jej tu dzisiaj znosić.

MANIA:

Bella!

BELLA:

No co? Rodzice i tak jej zapłacą, więc nie będzie miała żadnej krzywdy.

A my… będziemy wolne!!

Tadzio ma przyjść dzisiaj do „Oazy” z miłym kawalerem, który podobno świetnie tańczy…

A jego papa jest potentatem od… no… od… zapomniałam, w każdym razie dobra partia z niego.

MANIA:

Też mi coś!

BELLA:

Nie wybrzydzaj, bo zostaniesz starą panną.

MANIA:

Tere-fere.

BELLA:

Mańka!

MANIA:

Tak?

BELLA:

Wszystkie twoje koleżanki mają już porządnych kawalerów.

MANIA (przerywa jej):

Jeden głupszy od drugiego.

BELLA:

No to co?

MANIA:

To, że wolę być starą panną niż mieć głupiego męża.

BELLA:

Głupi mąż to nie wstyd.

MANIA:

Dla ciebie i twojego towarzystwa Bella.

BELLA:

My się po prostu lubimy bawić i korzystać z życia moja droga siostrzyczko.

MANIA:
No tak… mogłam się domyślić. A ten twój Tadzio, to czym on się właściwie zajmuje?

BELLA:

Tadzio zajmuje się mną.

MANIA:

Ach, Bella, nie żartuj ze mnie.


BELLA:

Nie żartuję

MANIA:

Więc powiedz, z czego on żyje?


BELLA:

Ze swojego ojca głuptasku.

Papa Tadzia prowadzi rozległe interesy i ma gest.

A Tadzio ma mnie i tak sobie żyjemy szczęśliwie.


MANIA:

Szczęśliwie? Raczej nudno.


BELLA:

Dlaczego zaraz nudno?

W „Adrii” czy w „Ziemiańskiej” nigdy nie jest nudno.

MANIA:

Nie powiedziałam, że w „Adrii” jest nudno.

Tylko, że wy jesteście nudni.


BELLA:

Nudni? My? Dlaczego?

MANIA: (recytuje przesadnie)

„Pola Negri do pielęgnowania swej alabastrowej karnacji używa tylko Śnieg Tatrzański

Dlatego!

BELLA:

Ach, nie marudź!

Panna z dobrego domu po maturze rozgląda się za mężem, a nie idzie na Uniwersytet!

MANIA:

Ja mam na ten temat inne zdanie.

BELLA:

Dobrze je znam.

Maniu, posłuchaj, przecież ty, ze swoim wyglądem mogłabyś zrobić świetną partię z…

MANIA:

Z kim?

BELLA:

A choćby z Kaziem Olędzkim.

MANIA:

To paradny bubek.

BELLA:

To może Genek… Genek…. zaraz, jak on się nazywa?

MANIA:

Mówisz o tym brunecie z kozią bródką?

BELA:

O ten, ten!

MANIA:

To Genek Kwiatkowski.

BELLA:

Właśnie. Genek Kwiatkowski, że też ja zapomniałam!

MANIA:

Ale ona ma zeza!

BELLA:

To prawda, ale oprócz zeza, ma pokaźne konto w banku.

MANIA:
To wyjdź za niego!

BELLA:

Boże, jaka ty jesteś nieznośna!

(rozlega się gwałtowny dzwonek u drzwi)

MANIA:

Kto to?

BELLA:

Mam nadzieje, że nie Marciniakowa.

Otwórz proszę.

Scena 2

(wnętrze, ten sam pokój w mieszkaniu Horyszewskich)

TADZIO (wykrzykuje od progu i wkracza do pokoju):

Gdzie ona jest?

Gdzie moja Bella, Bellissima?!

Słońce moich oczu,

Kwiat mojego serca!

BELLA:

Tadzio!

MANIA:

Dzień dobry.

TADZIO: (Do Mani oschle):

Dzień dobry Maniu.

(Do Belli):

Jak się ma dzisiaj moja piękna?

Gotowa na przyjemności?

BELLA:

Ach, Tadzio, wariacie!

TADZIO:

Zwariowałem dla mojej Belluni, cóż na to poradzę?

MANIA:

Radzę zimny prysznic.

TADZIO:

Że co proszę?

MANIA:

Zimna woda może nieco ostudzić ten gorący zapal.

Dobrze radzę.

TADZIO:

A tę co ugryzło?

BELLA:

Jak zwykle to samo: brak radości życia, odwieczne marzenia,

łzy, sztandary, konie i huzary.

TADZIO:

Ach, wojna.

MANIA:

Tak wojna.

Tadzio nie czyta gazet? Nie słucha radia?

TADZIO (śpiewa prześmiewczo):

Wojenko, wojenko,

Cóżeś ty za pani,

(Bella i Tadzio wybuchają śmiechem)

MANIA:

Co was tak śmieszy?


TADZIO:

Ty.

MANIA:

Ja? Dlaczego?

TADZIO

Bo się za bardzo przejmujesz tym: (parodiuje)

Nie tylko nie damy całej Polski, ale nawet guzika”.

Cha cha cha! Zostanie tym bohaterom guzik!

Guzik! Guzik z pętelką! Cha cha cha!

(Tadziowi cały czas wtóruje rozbawiona Bella)

MANIA:

I co w związku z tym?

TADZIO:

To, że nas…. mnie i Belę mało obchodzi ten konfekcyjny spór,

a tak naprawdę to on nas w ogóle nie dotyczy, prawda Belluniu?

BELLA (potwierdza słodkim):

Acha.

TADZIO (Kontynuując)

Bo my się ubieramy u innych krawców, znacznie bardziej… europejskich.

Nas ten polski krój nudzi i mierzi…

A poza tym do nas nie pasuje, prawda?

(Bella żywo reaguje na jego słowa)

My, nie będziemy zaprzątali tej pięknej główki okropnościami.

Ta piękna główka jest stworzona do tego… żeby…

(słychać, jak rozpakowuje prezent, który przyniósł)

nosić na niej… takie oto: kapelusiki!!

BELLA:

Tadzio! Jesteś niemożliwy!

(słychać, jak rzuca się mu w objęcia, obcałowuje go, skacze z radości, zaś Tadzio śmieje się z zadowolenia)

BELLA:

Mój wariat kochany!

TADZIO:

Mówiłem – jestem chory z miłości!

BELLA (przeglądając się w lustrze)

Tadzio, on jest boski.

Wyglądam jak Jadwiga Smosarska albo nie!

Czekaj – Jak Hanka Ordonówna!

TADZIO:

O, tak!

BELLA:

Ach, będę się dzisiaj wieczorem czuła jak gwiazda filmowa!

TADZIO:

Moja gwiazda!

BELLA:

Maniu, jak ci się podobam?

MANIA (melorecytacja):

Och, co za dziewczę-cud,

Jak z żurnala mód,

Zaś na głowie w bród

Włosów miękkich puch

a do tego Szarych, jak dymek z papierosa2.

TADZIO:

A fe, nieładnie tak zazdrościć siostrze.

BELLA:

Maniu, jesteś dzisiaj dla mnie wyjątkowo niegrzeczna!

MANIA:

„Grzeczność wszystkim należy, lecz każdemu inna”3.

BELLA:

Co to ma znaczyć?!

MANIA:

To, że ludziom sine nobile nie należy pobłażać.

TADZIO:

Sine co? Bella, o czym ona mówi? Czy ona nas znowu obraża?

BELLA:

Obawiam się, że tak, gdyż obdarzyła nas mianem snobów.

TADZIO:

W takim razie Bellu – zabieram cię na śniadanie.

MANIA:

Gdyż kiszki grają mi jak bęben do ataku!

I muszę bohatersko zaatakować tuzin jajek,

stoczyć walkę z plastrem szynki i wyżłopać litr kawy!

Wojenko, wojenko, cóżeś ty za pani, że mi każesz toczyć bitwę z kartoflami!

TADZIO:

Tego już za wiele! To jest twoja siostra, ale…

BELLA:

Nie zwracaj na nią uwagi.

Dokąd pójdziemy?

TADZIO:

Zamówiłem dla nas miejsce na Kozłówce.

BELLA:

Wspaniale! Ale, jak się tam dostaniemy?

MANIA:

Samolotem! Przecież to na Pradze!

BELLA:

Przestań wreszcie!

Tadzio?

TADZIO:

Pomyślałem o pewnej ekstrawagancji.

BELLA:

Jakiej?

TADZIO:

Mianowicie o … tramwaju!

MANIA (wybucha śmiechem)

A to dopiero! Pani hrabina w kapeluszu na głowie będzie jechała tramwajem!

BELLA:

Przyznaję, że to nieco egzotyczny pomysł… ale, co tam!

Dziś są moje imieniny i zamierzam być szalona!

TADZIO:

To lubię! Moja tygrysica!

BELLA:

To chodźmy Tadzio! Chodźmy!

TADZIO (nuci melodię piosenki „Może kiedyś innym razem”)

Scena 3

(wnętrze) (słychać kroki Tadzia i Belli, którzy kierują się do wyjścia)

(Bella wraca się spod drzwi)

BELLA:

Maniu, pamiętaj, że dzisiaj wychodzimy do „Oazy”.

MANIA:

Muszę?

BELLA:

Tak. Musisz, bo obiecałaś, że będziesz się przyzwoicie zachowywała w moje imieniny i liczę na to, że dotrzymasz słowa.

MANIA.

Dobrze, zrobię to dla ciebie… chociaż…

BELLA:

Chociaż co?!

MANIA:

To nie wypada, Bellu, żeby się bawić, gdy…

BELLA:

Nie nudź.

Adieu moja złośnico!

MANIA:

Do widzenia!

(rozlega się trzask zamykanych drzwi)

Scena 4

(wnętrze, to samo miejsce, pokój w mieszkaniu Horyszewskich)

(rozlega się dźwięk telefonu)

MANIA:

Halo?

Dzień dobry tatusiu

Dziękuję, dobrze.

Nie, nie ma Belli.

Wyszła z panem Tadziem.

Na plażę.

Nie. Na Kozłówkę.

Też się zdziwiłam, gdyż zazwyczaj jeździli na Poniatówkę.

Ja nie miałam ochoty.

Idziemy wieczorem do „Oazy”.

A jak Paryż tatusiu?

Za gorąco? Mamusia narzeka?

Cha cha cha

U nas? Bez zmian. Mobilizacja zarządzona, zapasy zrobione, okna pozaklejane.

Czekamy.

Nie martwić się?

Ale czy Francuzi zechcą walczyć?

Zapewnienia… no tak…

Nie, nie jestem smutna, tylko..

Halo? Halo? Tatusiu! Bardzo słabo cię słyszę!

Chyba znowu przerywa! Halo! Halo! Pozdrów mamusię!

Halo! Tatu…

(Mania odkłada słuchawkę na widełki)

Scena 5

(wnętrze) (Lokal „Oaza”) (dźwięki muzyki i ogólnego gwaru)

(Przy okrągłym stoliku w sali dancingowej bohaterowie będą siedzieli w następujący sposób)

Tadzio Bella

Lilla Kazio

Mania Staś

(Tymczasem, gdy zaczyna się ta scena przy stoliku siedzą: Lila i Kazio, rozmawiają, żartują,) (w tle sączy się Melodia „Lambeth-walk”4)

(na salę wchodzi Tadzio i Bella)

TADZIO:

Pozwól Belluniu, że… o tam…zarezerwowałem stolik….

Lilla i Kazio już są i czekają na ciebie.

BELLA:

To wspaniale! Już się nie mogę doczekać!

Scena 6

(wnętrze) (to samo miejsce) (zebrani przy stole zauważyli zbliżającą się Bellę z Tadziem, więc zaczęli wykrzykiwać w ich kierunku radośnie)

Już jest!

Halo, Bella

Tutaj!

Zapraszamy !

Scena 7

(wnętrze) (to samo miejsce, Bella i Tadzio są już przy stoliku) (w tle gwar, śmiechy, muzyka)

LILLA:

Bella, pięknie wyglądasz!

BELLA:

Dziękuje Lili.

LILLA:

Ten kapelusz jest zachwycający!

BELLA:

To prezent od Tadzia!

LILLA:

Ależ on cię kocha!

TADZIO:

Żebyś wiedziała Liluś, Ja ją nie tylko kocham, ale wprost uwielbiam, ubóstwiam,

szaleję za nią! Wrrrr

BELLA:

Wariat!

KAZIO:

To się wie nie od dziś. Toteż pan Kazio proponuje, by wznieść kieliszki w pierwszym dzisiejszego wieczora toaście: Za kapelusz panny Izabelli!

(śmieją się, stukają kieliszkami i mówią)

Na zdrowie!

Na zdrowie!

Za kapelusz!

BELLA:

Kaziu!

Opowiedz, jak było w Tip-Topie!

KAZIO:

Ach, szykownie i stylowe. Walter, jak wiesz doskonały, Dymsza zabójczy, A do tego chór Dana!

BELLA:

A Ordonka?

KAZIO: (przekomarza się z nią)

Była.

BELLA

I?

KAZIO:

Śpiewała (wybuchają śmiechem)

BELLA:

Kiedy grają kolejny program?

KAZIO:

Niedługo.. zdaję się, że wczoraj była zapowiedź w prasie.

BELLA

To idziemy koniecznie.

LILLA:

Idziemy! Idziemy! A tymczasem: twoje zdrowie nasza droga solenizantko!

TADZIO:

Zdrowie najpiękniejszej i najcudowniejszej Izabelli!

(śmieją się, stukają kieliszkami i mówią)

zdrowie!

zdrowie!

KAZIO:

Zaraz, zaraz, czy to nie Mania?!

LILLA:

Właśnie. Też mi się tak zdaje.

To by była prawdziwa sensacja.

BELLA:

To ona.

Tutaj! Tutaj!

Zaprosiłam ją.

LILLA:

A to dopiero!

KAZIO:

Będzie zabawa!

Scena 8

(wnętrze) (to samo miejsce) (Mania podchodzi do stolika)

KAZIO

Witaj Maniu!

MANIA

Dobry wieczór Kaziu… Dobry wieczór wszystkim.

(odpowiadają jej „Dobry wieczór” kpiarskim tonem)

BELLA:

Cieszę się, że przyszłaś Maniu.

MANIA:

Dziękuję.

Scena 9

(wnętrze), (to samo miejsce)

KAZIO:

Czego się napijesz Maniu?

MANIA:

Może…….. herbaty?

(wybuchają śmiechem)

TADZIO:

Herbaty? W imieniny siostry? A fe!

MANIA;

Poproszę herbatę.

LILLA:

I kapcie!

KAZIO:

A może coś do tej herbatki? Co? Jakąś rybkę? Hę?

Słyszeliśmy, że zgromadziłaś z Marciniakową całkiem spore zapasy suszonych rybek!

TADZIO:

Moi drodzy, proponuję toast: Pod rybkę!

(reszta śmieje się i stukając mówi)

Pod rybkę!

BELLA:

No, Mańka, uszy do góry! Nic się nie bój, starczy ci tych zapasów do świąt!

MANIA:

Nie byłabym tego taka pewna.

TADZIO:

Uuuuuuuuuuuuuuu, poważna sprawa.

KAZIO:

Jaka?

TADZIO:

Wojna!

LILLA i BELLA (zaczynają śpiewać):

Ten wąsik, ach, ten wąsik

Ten wzrok, ten lok, ten pląsik,

I wdzięk, i lęk, i mina,

Titina , ach Titina,

to jedyna piosnka ma!5

MANIA:
Te żarty są nie na miejscu.

LILLA:

A co jest na miejscu?

KAZIO:

Jak to co? Kopanie rowów!

Cha-cha- cha (śmieją się wszyscy)

LILLA:

Powiedz Maniu, w co się trzeba ubrać na kopanie rowów?

MANIA:

Tobie Lili wystarczyłaby zwykła maska gazowa i tak nikt nie zauważyłby różnicy!

KAZIO:

Ojojoj, Mania jest niegrzeczna!

TADZIO:

Mania, znów nie taka święta!

(śmieją się z Mani)

MANIA:

A wy tylko ze wszystkiego żartujecie.

Głupio żartujecie.

BELLA (wszyscy udają oburzenie, kpią z niej i teatralnie wypowiadają swoje kwestie):

My?

LILLA

Żartujemy?

KAZIO:

Dobre sobie!

BELLA:

Co też ci przyszło do głowy!

KAZIO:

My jesteśmy bardzo poważni

TADZIO:

Tak, tak. ŚMIERTELNIE!

KAZIO:

Przecież my nieustannie śledzimy doniesienia prasowe

BELLA:

I wydarzenia kulturalne!

LILLA:

I znamy nawet jeden wiersz patriotyczny.

Nie wierzysz?

MANIA:

Nie. Wy macie problem, żeby zapamiętać, jaka była wczoraj pogoda, a co dopiero wiersz!

LILLA:

Pogoda była wczoraj ładna, a wiersz ci powiemy.

TADZIO:

Tak, tak, powiemy wiersz!

(chrząka)

KAZIO

Kiedy przyjdą podpalić dom, 

TADZIO:
ten, w którym mieszkasz –

BELLA I LILLA:

Polskę, 

KAZIO:
kiedy rzucą przed siebie grom 
kiedy runą żelaznym wojskiem
 

BELLA I LILLA:
i pod drzwiami staną, i nocą 

WSZYSCY RAZEM: (auuu, wyją jak wilki imitując noc

albo słowo „nocą” wypowiadają szeptem, żeby podkreślić wieczorową porę)

LILLA:
kolbami w drzwi załomocą

(uderzają rękami o blat imitując łomot)

BELLA:
ty, ze snu podnosząc skroń, 

(ziewają, imitując zaspanie)

LILLA:
stań u drzwi. 

KAZIO:

Bagnet na broń!

TADZIO:

Bagnet na broń!

WSZYSCY RAZEM:

Trzeba krwi! 

(wybuchają śmiechem)

Scena 10

(wnętrze) (to samo miejsce)(w tle pojawia się melodia „Lim pam pom”6)

BELLA:

Tadzio, czy słyszysz?! Grają lim pam pom!

TADZIO:

Najdroższa, zatańczymy?

BELLA:

Tak!

TADZIO:

Daj łapkę!

(śmiejąc się i nucąc odchodzą)

Scena 11

KAZIO:

Bella i Tadzio poszli tańczyć, a my co?

LILLA:

A my się musimy napić! Za poezję!

KAZIO:

Tak! Pijemy!

Scena 12

(wnętrze) (to samo miejsce) (przy stoliku pojawia się Staś, którego nie zauważyli, a który za chwilę zajmie miejsce między Manią a Jadzią)

STAŚ:

A co się pije?!

(jego pojawienie się wzbudza dziką radość wśród obecnych za wyjątkiem Mani, która go nie zna)

KAZIO:

Staszek, huncwocie, dawno cię z nami nie było!

STAŚ:

Ach, byłem tu i tam.

LILLA:

Kobieta?

STAŚ:

Witaj Lili, pięknie wyglądasz.

LILLA:

Jak zwykle tajemniczy.

I zabójczo przystojny!

STAŚ:

Lilii, czy mówiłem ci już kiedykolwiek, że masz piękne oczy?

LILLA:

Nie

STAŚ:
Więc postaram się naprawić ten błąd dzisiejszego wieczora!

(wybuchają śmiechem, Lila karci go zalotnie)

STAŚ:

Ach, kim jest ta cudna nieznajoma.

KAZIO:

To panna Mania Horyszewska, rodzona siostra naszej dzisiejszej solenizantki, Izabeli, Belli, również Horyszewskiej!

STAŚ:

Nie może to być!

Panna pozwoli, że się przedstawię.

Stani…(zaczyna, ale Kazio mu przerywa gwałtownie)

KAZIO:

Stanisław Jabłonowski, spadkobierca fortuny kolonialnej swego papy, bon-vivant, amator pięknych kobiet, dobrego jedzenia i prawdziwych jedwabi. Kawaler!

(Lila piszczy z uciechy)

KAZIO:

Moja droga, wiem, że ten ostatni szczegół był dla ciebie aż nadto pikantny, toteż proponuje toast!

LILLA:

Tak, napijmy się!

STAŚ:

Zaraz, zaraz, a gdzie nasza solenizantka?

Panno Maniu, gdzie jest pani siostra?

MANIA:

Bawi się z Tadziem. O, tam!

STAŚ:

Rzeczywiście. Och, to w takim razie nie należy im przeszkadzać.

MANIA:

Tak pan sądzi?

STAŚ:

A pani nie?

LILLA (przerywa im, widząc zainteresowanie Stasia Manią):

Co z tym toastem?

Czekamy!

STAŚ: (wznosi toast)

Czas taki krótki

Piękne są nóżki

Pijmy

(W tle rozbrzmiewa melodia serenada włóczęgi7)

KAZIO:

A teraz idziemy tańczyć! Lili!

LILLA:

Bardzo chętnie, Kaziu.

(odchodzą)

Scena 13

(wnętrze) (to samo miejsce, przy stoliku tylko Mania i Staś)

STAŚ:

A pani?

MANIA:

Co ja?

STAŚ:

Może pani zatańczy?

MANIA:

Nie tańczę.

STAŚ:

W ogóle?

MANIA:

Z panem.

STAŚ:

Ach tak?

MANIA:

Tak właśnie

STAŚ:

Zuch.

Kelner!

Dla tej pani – największe ciastko, jakie macie.

Z kremem.

Scena 14

(wnętrze) (Mania i Staś przy stoliku, reszta towarzystwa bawi się na parkiecie)

STAŚ:

Nie chce pani tańczyć, choć zjadła pani ciastko,

Nie chce pani pić szampana, mimo że są dzisiaj imieniny pani siostry,

Nie pozostaje mi nic innego jak…

MANIA:

Jak?

STAŚ:

Jak zabawić panią rozmową.

MANIA:

Proszę próbować.

STAŚ:

Rozumiem, że jest pani rezolutna, odważna i oczytana, a to oznacza, że w poważnej rozmowie nie mam z panią najmniejszych szans. Pozostaje mi więc rozmowa na temat mniej poważny.

MANIA:

A tym jest według pana…?

STAŚ:

Miłość.

MANIA:

Skoro tak, to musi pan sobie znaleźć inną rozmówczynię, gdyż ja traktuję miłość bardzo poważnie i nie wyobrażam sobie kpić z niej choćby w rozmowie.

STAŚ:

Ależ ja nie miałem zamiaru kpić, jedynie…. pożartować.

MANIA:

To proszę sobie żartować z Kaziem, to zdaje się odpowiedni do tego typu dysput kompan.

STAŚ:

To prawda, choć moim zdaniem brak im… co tu dużo mówić ogłady i inteligencji.

MANIA:

Czy pani ich przypadkiem nie obraża?

STAŚ:

Czy pani nie zrobiła tego przed chwilą?

MANIA:

Tak pan uważa?

STAŚ:

A pani jest innego zdania?

MANIA:

Ja…

STAŚ:

Cudownie marszczę nosek!

Cha-cha-cha, jest pani taka śliczna, że…

MANIA:

Że co?

STAŚ:

Że mógłbym się w pani zakochać.

MANIA:

Tak po prostu?

STAŚ:

Czemu nie? Miłość to nic skomplikowanego.

A ja… ja chciałbym panią bliżej poznać.

MANIA:

Ja natomiast nie przejawiam takiej chęci.

STAŚ:

Nie szkodzi.

MANIA:

Nie?

STAŚ:

Nie.

MANIA:

A dlaczego?

STAŚ:

Bo pani mi się podoba.

MANIA:

Doprawdy, to dla mnie wątpliwy komplement.

STAŚ:

Czy mimo to da się pani zaprosić na spacer?

MANIA:

Na spacer?

STAŚ:

Tak, choćby jutro!

MANIA:

Cha- cha – cha

STAŚ:

Z czego się pani śmieje?

MANIA:

Proszę posłuchać.

ŚPIEW TŁUMU8 (melodia musi zacząć rozbrzmiewać wcześniej, bo to jest refren)

Może kiedyś, innym razem, dziś na razie nie
Dzisiaj głowa jest pod gazem, nie wie czego chce
Dni się robią coraz krótsze, może jutro czy pojutrze
W każdym razie dzisiaj jeszcze nie

Może w maju, może w grudniu, zresztą, kto to wie?
Może dzisiaj po południu? Może jeszcze nie
Ja pod gazem, ty pod gazem
Może kiedyś innym razem
W każdym razie, dzisiaj nie

(melodia zapętla się, wiruje w szaleńczej zabawie, żywiole młodości, radości, chęci życia)

Scena 15

(wnętrze) (mieszkanie) (noc z 31 sierpnia na 1 września 1939 roku)

BELLA (nuci piosenkę):

Ja pod gazem, ty pod gazem

Może kiedyś innym razem

Cha cha cha

Wybornie się bawiłam!

A ty?

MANIA:

Ja też, dziękuję.

BELLA:

Widziałam, jak na ciebie patrzył.

MANIA:

Kto?

BELLA:

Staś. Stanisław. Pan Stanisław Jabłonowski.

MANIA:

Ach, on…. nie zauważyłam.

BELLA:

Cha-cha-cha. Ty nie umiesz kłamać.

MANIA:

A po co miałabym kłamać?

BELLA:

To czemu się rumienisz?

MANIA:

Włączę radio, może jeszcze czegoś posłuchamy.

BELLA:

Tak, tak, włącz.

(dalej nuci rozmarzonym głosem)

(w tle słychać trzaski, to Mania włącza i reguluje radio)

SPIKER9:

Kończąc nasz dzisiejszy program, życzymy wszystkim dobrej nocy.

(rozlega się Hymn Polski)

BELLA (wyłączając radio):

Ech, ciągle jeszcze Polska nie zginęła, a ja jestem głodna.

MANIA:

Odprawiłaś Marciniakową, więc nie licz na kolację.

BELLA:

Ha, trudno, może mi burczeć w brzuchu. Nie dbam o to zupełnie, bo wytańczyłam się za wszystkie czasy! Tadzio obiecał kupić mi jutro pantofelki od Leszczyńskiego. Będę w nich tańczyła.. (ziewa) tańczyła (ziewa) do upadłego.. aaaaaaaa Dobranoc Maniu.

MANIA:

Dobranoc.

Scena 16

(wnętrze) (mieszkanie Horyszewskich) (Rozlega się dźwięk syren alarmowych, jest 1 września 6 rano)

BELLA:

Boże, co to za wycia z rana? Głowa mi pęka. Czy oni nigdy nie przestaną tej komedii z wojną?

Człowiek nie może się nawet porządnie wyspać….. Maniu! Maniu!

Obudź się wreszcie!

MANIA:

O…co chodzi?

BELLA:

Nie mam pojęcia, więc może ty mi powiedz, czy oni znowu ogłaszali jakąś mobilizację na dzisiaj? A może jakieś ćwiczenia czy Bóg już raczy wiedzieć, co im do łba strzeliło 1 września z rana. Oooo, moja głowa!

(znowu słychać dźwięk syren)

MANIA:

Czekaj, włączę radio

(słychać głos spikera)

SPIKER:

OGŁASZAM ALARM DLA MIASTA WARSZAWY

OGŁASZAM ALARM DLA MIASTA WARSZAWY

OGŁASZAM ALARM DLA MIASTA WARSZAWY

MANIA:

Jezus Maria!

BELLA:

To jakieś żarty?!

MANIA:

Obawiam się, że żarty skończyły się wczoraj.

(trzaski, melodia radia, po niej rozlega się komunikat)

SPIKER10:

Halo, Halo tu Warszawa i wszystkie rozgłośnie polskiego radia. Dziś rano o godzinie piątej minut czterdzieści oddziały niemieckie przekroczyły granice polską, łamiąc pakt o nieagresji. bombardowano szereg miast. Za chwilę usłyszą państwo komunikat specjalny.

XXXX:

A więc wojna! Z dniem dzisiejszym wszelkie sprawy i zagadnienia schodzą na plan dalszy. Całe nasze życie publiczne i prywatne przestawiamy na specjalne tory. Weszliśmy w okres wojny. Cały wysiłek narodu musi iść w jednym kierunku. Wszyscy jesteśmy żołnierzami. Musimy myśleć tylko o jednym: Walka aż do zwycięstwa!

(rozlegają się trzaski)

(wreszcie Mania wyłącza radio)

Scena 17

(wnętrze) (mieszkanie Horyszewskich) (Rozlega się dźwięk dzwonka i gwałtownego pukania do drzwi) (następnie słychać szarpnięcie klamki i do mieszkania wdziera się Tadzio, lamentuje od progu)

TADZIO:

Katastrofa! Katastrofa!

BELLA:

Tadzio!

TADZIO:
Kochana, jak to dobrze, że nic ci nie jest.

Witaj Maniu.

Mój Boże, Niemcy zrzucili bomby na Warszawę!

BELLA:

Bomby?!

TADZIO:

Tak, palą się domy, są nawet zabici i ranni!

MANIA:

Przecież jest wojna Tadzio.

TADZIO:

Wojna, wojna. Przegrana sprawa, a nie wojna.

MANIA:

Jest wojna i trzeba walczyć. Wyreklamowałeś się od powszechnej mobilizacji, to teraz masz szansę, by zaciągnąć się do wojska jako ochotnik.

TADZIO:

Co? Chyba żartujesz? Ja się nie nadaję do wojska….

Tadzio Borzymowski w błocie i z szabelką! Dobre sobie!

BELLA:

Nawet nie chcę o tym myśleć!

MANIA:

Więc co zamierzasz?

TADZIO:

Jak to co? Uciekać, Uciekać jak najdalej stąd!

BELLA:

Ale dokąd? Dokąd Tadziu?

TADZIO:

Do Lwowa najdroższa, tam mój papa ma dom.

Tam będzie bezpiecznie. Zaufaj mi.

BELLA:

Dobrze Tadziu.

TADZIO:

Jeszcze dzisiaj załatwię samochód.

BELLA:

Tadzio, jesteś cudowny!


MANIA:

Raczej jak zawsze tchórzliwy.

BELLA:

Maniu, jak możesz?!! Tadzio tak się stara, a ty go obrażasz!

MANIA:

Nie obrażam go. On zresztą dobrze wie, że mówię prawdę, dlatego nie zaproponował mi, żebym pojechała z wami.

TADZIO:

To mały samochód…

MANIA:

Oczywiście. Zapomniałeś dodać, że tak mały jak ty.

BELLA:

Mańka! Wypraszam sobie!

TADZIO:

Daj spokój Belluniu, to, co ona mówi nie ma najmniejszego znaczenia!

(do Mani)

Wiesz dlaczego nigdy się nie przejmowałem ani tym, co o mnie mówisz, ani tym, co o mnie myślisz?

Bo tacy jak ja i Bella chcą żyć i będą żyć!

A tacy jak ty…. tacy od honoru i guzika z pętelką…

No, sama się zresztą niedługo przekonasz…

BELLA:

Tadzio!


TADZIO:

Słucham cię.


BELLA:

Jestem głodna.

TADZIO:

To chodźmy nakarmić mojego ptaszka, a potem zaczniemy się pakować.

(Bella i Tadzio kierują się do drzwi)

BELLA:

A gdzie można dzisiaj zjeść?

TADZIO:

Nie wiem, zobaczymy, jaki lokal jest otwarty.

BELLA:

A myślisz, że salon Leszczyńskiego będzie czynny? Chciałabym te pantofelki…

(wychodzą)

Scena 18

(wnętrze) (to samo miejsce) (rozlega się dźwięk telefonu)

MANIA:

Halo?! Tatuś?

Ach, to pan.

Dzień dobry panie Stanisławie.

Myślałam, że to mój tato.

W Paryżu. Razem z mamą.

Planowali powrót 17 września, ale teraz….

Dziękuję, mam… mamy wszystko.

Dobrze. Do widzenia.

(słychać, jak Mania odkłada słuchawkę ma widełki)

(rozlega się melodia „Iberii” Claude’a Debussy’ego, która przechodzi w ryk syren, warkot silników samolotowych, odgłosy zrzucanych bomb i dział artylerii przeciwlotniczej, słychać krzyki ludzi, lamenty, trzask ognia, odgłosy walących się domów, z tego ostatniego dźwięku wchodzimy do kolejnej sceny)

Scena 19

(wnętrze) (mieszkanie Horyszewskich)(rozlega się pukanie)

MANIA:

Proszę!


MARCINIAKOWA:

Dzień dobry panienko.

MANIA:

A to pani, pani Marciniakowa, dzień dobry.

MARCINIAKOWA

Tak to ja. A to mój syn, Jurek.

JUREK:

Uszanowanie.

MANIA:

Dzień dobry panu.

MARCINIAKOWA:

Cieszę się, że widzę panienkę w zdrowiu. Państwo jeszcze nie wrócili?

MANIA:

Nie. Wciąż przebywają w Paryżu.

MARCINIAKOWA:

No tak, mój Boże, teraz to strach się po drodze kolebać, zresztą to kawał świata…

A gdzie panienka Izabella?

MANIA:

Bella szykuje się do wyjazdu.

MARCINIAKOWA:

Matko Boska! Dokąd?!

MANIA:

Do Lwowa. Z narzeczonym.

MARCINIAKOWA:

A panienka?

MANIA:

Ja zostaję.

JUREK:

I bardzo dobrze panienka robi.

Niech uciekają łachudry, aż nogi pogubią.

A porządne warszawiaki zostają i swojej stolicy będą bronić!

MARCINIAKOWA:

Synku!

JUREK:

A, co może nie mówię prawdy panienko? Każden jeden uczciwy człowiek to konie i wozy wojsku pooddawał, a te łapserdaki nie oddały i tera mają, czym uciekać!

Cykory bez honoru! Tfu!

MARCINIAKOWA:

Jureczku…..

MANIA:

Nic się nie dzieje pani Marciniakowa. Pan Jerzy ma rację.

JUREK:

O, słyszała mamusia? Widać, że panienka jest galant lalunia!

MANIA:

Cieszę się.

MARCINIAKOWA:

O Boże, Boże, co ja mam z tym chłopcem! Nic tylko mu soli na jęzor nasypać, żeby głupot nie gadał.

MANIA (śmiejąc się)

Naprawdę pani Marciniakowa….

JUREK (wchodząc jej w słowo):

E, niech mi mamusia wstydu nie robi przed panienką, bo będzie draka.

Ja jestem porządny warszawiak i swój honor mam!

MARCINIAKOWA:

Już dobrze, dobrze…

Panienko… ja przyniosłam chleb i jajka….

MANIA:

Dziękuję…. Dziękuję… ale nie trzeba było sobie robić fatygi.

JUREK:

Jak nie trzeba?! Toż mieliśmy panienkę na śmierć głodową zostawić?

MANIA:

Zaraz na śmierć głodową! Coś tam w spiżarni jeszcze zostało. Pańska matka to świetna gospodyni, więc jakoś dałyśmy sobie z siostrą radę.

MARCINIAKOWA:

Panienko myśmy z Jureczkiem u mojej siostry na Krzywym Kole przycupnęli, do nas na Pragę to się teraz nie ma jak dostać.

JUREK:

Strzelają te dranie przeklęte od rana do wieczora, na ludzi z samolotów polują, a takie przechery zawzięte, że się przez Poniatowszczaka mysz nie prześliźnie…

nie ma co ryzykować…. Głupia śmierć jeszcze nikomu chwały nie przyniosła.

MANIA:
Ma pan rację, po co się niepotrzebnie narażać.

JUREK:

To się wie.

Ale my im tego nie darujemy!

Myśmy się już całą ferajną zmówili i idziemy do Obrony Cywilnej.

Będziemy walczyć i mordy prać tym szkopom zafajdanym!

MANIA:

Wspaniale panie Jerzy!

(Marciniakowa zaczyna płakać)

MANIA:

Oooo, pani Marciniakowa, proszę nie płakać.

JUREK:

Czy to tak ładnie, że mamusia chryję przed panienką urządza?

MARCINIAKOWA:

O Jezu… Jezu… na co to przyszło?… żeby syn mój jedyny, rodzony…

O Jezusiczku najmilejszy!

JUREK:

Na nic mamusine łzy, bo stolicy pohańbić tym łobuzom zatraconym nie dam!

I tyle w temacie!

MARCINIAKOWA:

O Jezu, Jezu…

MANIA:

Niech się pani uspokoi pani Marciniakowa. Powinna być pani dumna z syna.

(słysząc to Marciniakowa ciężko wzdycha)

A pan, panie Jerzy, musi obiecać, że będzie się pan zachowywał odpowiedzialnie.

JUREK:

Będę, jak bum cyk cyk, będę!

MARCINIAKOWA:

Nie kłam ty mnie!

JUREK:

O mamusiu, gdybym tak pypkę dostał na języku jak łżę!

MARCINIAKOWA:

O Boże… my tu będziemy zaglądać do panienki, a gdyby coś było potrzeba to Jurek…

JUREK:

Tylko panienka słóweczko szepnie, to się zara załatwi, no chyba, że na służbie będę dygał.

MANIA (śmiejąc się)

A no to nie.

JUREK:
To się na miasto kogoś innego pchnie i będzie git malina..

MANIA:

Dobrze, dziękuję

MARCINIAKOWA:

To do widzenia panience! Niech Bóg ma panienkę w swej opiece.

MANIA:

Dziękuję pani, pani Marciniakowa. Niech pani na siebie uważa, Do widzenia panie Jerzy.

JUREK:
Uszanowanie panience.

(przejście muzyczne) (alarmy syren, bombardowanie chaos, strzępy słów, krzyków, trzaski radia – wszystkie te dźwięki przechodzą w krzątaninę)

Scena 20

(wnętrze) (mieszkanie Horyszewskich)

TADZIO:

Belluniu, pospiesz się proszę! Samochód już czeka na nas przed bramą!

BELLA:

Tak, tak!

TADZIO:

Biorę te walizki i schodzę!

BELLA:

Już idę, idę

(trzask zamykanych drzwi)

Scena 21

(wnętrze) (to samo miejsce)

BELLA:

O Boże……gdzie jest mój kapelusz…

Maniu!

MANIA:

Tak?

BELLA:

Nie wiem, gdzie jest mój kapelusz, ten od Cieszkowskiego!

MANIA:

Zdaje się, że… tutaj…. O jest… zobacz.

BELLA:

Dzięki Bogu, że się znalazł, przez te ciągłe huki nie mam głowy do pakowania, męczy mnie ten chaos, rozgardiasz… ci ludzie… to rzeczywiście nie dla nas.

Ja i Tadzio jesteśmy stworzeni do życia w spokoju, harmonii…

MANIA:

Luksusie i kłamstwie.

BELLA:

Ach, nie oceniaj nas tak surowo.

My po prostu jesteśmy za wrażliwi na to wszystko, co się dzieje wokół.

MANIA:

Jest wojna Bellu.

BELLA:

Właśnie. Wojna. Nie można nawet zjeść porządnej kolacji w lokalu ani wyjść na spacer,

bo wojna! Na szczęście już za chwilę będę z dala od tego całego bałaganu.

(w drzwiach pojawia się zniecierpliwiony Tadzio)

Scena 22

(to samo miejsce)

TADZIO:

Bellu, proszę cię!

BELLA:

Już idę Tadzio!

Do widzenia Maniu.

MANIA:

Do widzenia Bellu.

Szczęśliwej podróży.

BELLA:
Dziękuję …… dbaj o siebie…. Dam znać, jak dotrzemy na miejsce.

MANIA:

Nie wiem, czy telefon będzie działał.

BELLA:

No tak, telefon….

Boże…. Boże…co ja robię?!

Marysiu… przecież my nigdy…

Co się ze mną dzieje?! Sama już nie wiem…

Boże… Marysia…

Może… może .. ty pojedziesz z nami?

Ja… zapytam Tadzia…

Scena 23

(wnętrze) (w drzwiach pojawia się Tadzio, który kieruje pod adresem Belli ostre słowa)

TADZIO:

Bellu, naprawdę musimy już iść.

Żegnaj Maniu.

MANIA:

Żegnaj Tadziu.

(słychać kroki Belli i Tadzia) (Bella zatrzymuje się)

BELLA:

Marysiu…

MANIA:

Nie trzeba Bellu.

Nie trzeba.

Jedź.

(akcent muzyczny)

Scena 24

(wnętrze) (mieszkanie Horyszewskich) (rozlega się gwałtowne pukanie, wręcz dobijanie do drzwi)

MANIA:

Proszę!

Ach, to pan, panie Stanisławie.

STAŚ:

Nie spodziewała się mnie pani?

MANIA:

Szczerze mówiąc…. Nie wiem, czego się jeszcze mogę spodziewać:

jest wojna, rodzice utknęli w Paryżu, a Bella…

STAŚ:

Właśnie widziałem jak odjeżdżała z Tadziem… pani nie pojechała z nimi?

MANIA:

Dlaczego miałabym jechać gdziekolwiek, skoro tutaj jest mój dom…

ale widzę, że i pan jest gotowy do drogi.

STAŚ:

Miałem zamiar jechać, lecz w tej sytuacji… skoro pani zostaje…

MANIA:

Nie rozumiem.

STAŚ:

Powiedzmy, że jestem sentymentalny.

MANIA:

Sentymentalny?

STAŚ:

Mężczyźni tak mają, gdy…

MANIA:

Gdy co…?

STAŚ:

……………….gdy ojczyzna wzywa..

MANIA:

Aaaaaaa naturalnie….. to bardzo ……..szlachetne z pańskiej strony.

STAŚ
Nigdy w życiu nie zrobiłem niczego szlachetnego, dotychczas byłem samolubem, którego egzystencja przedstawiała się dosyć żałośnie: mnóstwo zabawy, żadnych smutków, ale też żadnego sensu i celu. Dopiero pani obecność uświadomiła mi, że może istnieć… że w życiu mężczyzny może się pojawić…

MANIA:

Co takiego?

STAŚ:

…………honor i..

MANIA:

…i?

STAŚ:
…….. poczucie obowiązku.

MANIA:

Przyznaję, że w pańskich ustach słowa te brzmią dosyć egzotycznie, ale cieszę się, że…

że w takiej chwili… gdy inni… pan… zachowuje się…

STAŚ:

Jak panno Maniu? Jak ja się wedle pani zachowuję?

MANIA:

Jak trzeba.

STAŚ:

I tyle? I nic więcej mi pani nie powie? Ust mi pani swoich nie uchyli? Rąk na ramiona nie zarzuci..? ach, ja nieszczęśliwy! (udaje zrozpaczonego śmiejąc się przy tym)

MANIA:

Dlaczego pan sobie ze mnie żarty stroi?

STAŚ:

Ponieważ sentyment, o którym wspominałem, nie wyrugował ze mnie zdrowego rozsądku, ten zaś ratuje mnie przed tym, żebym do reszty nie stracił głowy.

MANIA:

Nie rozumiem…

STAŚ:

Wiem, że pani nie rozumie. I ten jeden raz, co muszę przyznać z ciężkim sercem, ignorancja pani nie stanowi dla mnie pociągającego wabiku, lecz przykrą świadomość bezużyteczności moich starań, dlatego nie pozostaje mi nic innego, jak zgłosić się na ochotnika do Obrony Cywilnej.

(pukanie)

Scena 25

(wnętrze) (to samo miejsce)

JUREK:

Uszanowanie panience…. i panu.

STAŚ:

Dzień dobry.

MANIA:

Panie Stanisławie, to pan Jerzy, syn naszej gosposi Marciniakowej.

STAŚ:

Bardzo mi miło poznać kawalera. Pan w jakiej sprawie?

JUREK:

Tak.. ja… przyszedłem, żeby sprawdzić, czy wszystko aby z panienką w porządku. Widziałem jak panina siostra odjechała z tym swoim fagasem. Potem przyfilowałem że się pan na górę gramoli i nie wychodzi to przyszedłem sprawdzić… bo panienka to jest pod naszą opieką!

STAŚ:

Bardzo panu dziękuję, panie Jerzy, i donoszę, że i ja będę się panienką opiekował.

JUREK:

No i klawo!

STAŚ:

A propos, czy zechciałby mi pan wskazać najbliższy punkt naboru do Obrony Cywilnej?

JUREK:

Pan szanowny reflektuje się tam zgłosić?!

STAŚ:

Tak. Wie pan, gdzie to jest?

JUREK:

My tam idziemy z całą ferajną!

STAŚ:

To nie ma na co tracić czasu. Chodźmy!

JUREK:

Uszanowanie panience!

STAŚ:

Do widzenia panno Maniu!

MANIA:

Do widzenia!

Dziękuję!

JUREK (mówi wychodząc ze Staszkiem):

Już szanownego pana prowadzę, tylko ferajnę na dole skrzyknę i całą bandą pójdziemy!

(słychać terkot karabinu, który przechodzi w dźwięk ostrzału artyleryjskiego, pomieszany z biciem dzwonów wzywających na mszę. Pojawia się trzask ognia, trzask wielkiego pożaru, w tle krzyki ludzi, odgłosy silnego ostrzału)

Scena 26

(plener) (na tle pożaru Zamku Królewskiego)

GŁOSY LUDZI Z TŁUMU:

Pali się!

Jezus Maria! Zamek Królewski płonie!

I Katedra!

Boże daj nam siłę!

Że też nie ma kary na tych łobuzów!

Wstydu nie mają!

Ratuj nas Boże Wszechmogący!

Zbombardowali Zamek Królewski psubraty!

My im tego nie darujemy!

Scena 27

(wnętrze) (mieszkanie Horyszewskich) (z rozpaczy tłumu wchodzimy w środek opowieści Mani)

MANIA:

Poszłam na mszę, gdy zaczął się ostrzał, początkowo był niewielki, zza Wisły, a potem… nagle…. Stałam tam zupełnie bezsilna… Zamek płonął jak pochodnia, a ja i reszta gapiów.. nie mogliśmy nic zrobić… tylko patrzeć… nie wiem czy może nas spotkać jeszcze coś gorszego.

STAŚ:

Obawiam się, że tak.

MANIA:

O czym pan mówi?

STAŚ:

Dziś rano…Sowieci wtargnęli na nasze terytorium…

MANIA:

Jezus Maria!

(gorączkowo do siebie)

… Sowieci….

Bella wyjechała do Lwowa…

STAŚ (ciągnie myśl):

Z Niemcami pewnie byśmy sobie poradzili, tym bardziej, że Francja i Anglia przystąpiły do wojny, ale teraz… teraz…

MANIA:

Co teraz?

STAŚ:

To… już … koniec.

MANIA:

Koniec?! Koniec czego?!

STAŚ:

Nas. Wszystkiego. Polski.

MANIA:

Boże jedyny! Proszę tak nie mówić, przecież musi być jakaś nadzieja!

STAŚ:

Nadzieja… jest nadzieja, bo rząd opuścił granice Rzeczypospolitej i udał się do Rumunii, zostaje ciągłość państwowa…

MANIA:

A Starzyński został i ………pan został…

STAŚ:

To ma dla pani jakieś znaczenie?

MANIA:

A jeśli powiem, że tak?

STAŚ:

To nie uwierzę.

MANIA:
Dlaczego?

STAŚ:

Bo aż nadto dobrze znam zimne i nieczułe serca kobiet, by wierzyć ich deklaracjom.

Zwłaszcza w takiej chwili.

MANIA:

Kiedy ja naprawdę…

STAŚ:

Co: naprawdę?

MANIA:

Cieszę się, że pan został.

STAŚ:

Bardzo pani dla mnie łaskawa, dziękuję.

Przepraszam, ale muszę już iść.

MANIA:

Naturalnie.

STAŚ:

Postaram się wpaść jutro i przynieść coś do jedzenia.

MANIA:

O, proszę sobie nie robić kłopotu.

STAŚ:

To nie kłopot.

MANIA:

Tylko guzik z pętelką.

STAŚ:

Jaki guzik? Nie rozumiem.

MANIA:

Tadzio Borzymowski tak określał sytuację, w której się znaleźliśmy.

STAŚ:

Głowa do góry.

Guzik to zawsze coś.

MANIA:

Hm… coś…

Tylko co?

STAŚ:

To, co najważniejsze.

To, dla czego warto żyć.

MANIA:

Czyli?

STAŚ:

Miłość. Oczywiście, że miłość.

MANIA:

I pan to mówi?!

STAŚ:

Przyznałem przecież, że jestem sentymentalny.

MANIA:

No tak…

(chwila kłopotliwej ciszy)

STAŚ:

Panno Maniu…

Skoro….

MANIA:

Słucham?

STAŚ:

Chciałem .. to znaczy…… czy pani…?

MANIA:
Tak, panie Stanisławie?

STAŚ:

Tak mi coś przyszło do głowy, ale to naprawdę nic ważnego.

MANIA:
Proszę powiedzieć.

STAŚ:

Nie…nic, głupstwo.

Do widzenia.

MANIA:

Do widzenia.

Scena 28

(plener) (25 września, dzień nalotów dywanowych na Warszawę). (Na tle bombardowań, krzyków, jęków, wybuchów, nawoływań o pomoc, przekleństw. Trzasków, huków, wycia syren, tupotu stóp, odgłosów walących się murów słychać cichy głos Mani, która monotonnie, jak stukot spadających bomb mów:)

MANIA:

Zmiłuj się, Boże, nad Niemcami!…
Panie…
…nad miotanymi szaleństwem i grozą,
nad zamkniętymi w więzieniach,
nad czekającymi wybawienia
za kolczastym drutem obozów…
…nad niewinnymi i nad ich rodzinami…

Zmiłuj się, Boże, nad Niemcami!…

Nad schylonymi przed fałszywym bogiem,
Nad leżącymi pustką i odłogiem…
…Nad posłusznie idącymi mrowiem ku przepaści
zmiłuj się, Boże, i na zgon namaścij.
Zdejm z oczu ginących bielmo,
Zdeptanym daj ucztę weselną,
Niechaj Twój anioł z nimi chleb przełamie…
Zmiłuj się, Boże, nad Niemcami!
11.

Scena 29

(wnętrze) (rozlegają się kroki) (ktoś podchodzi i otwiera drzwi)

(wraz z otwarciem drzwi rozlega się gwar, w który wchodzimy)

Scena 30

(plener)(rozlegają się dźwięki ulicy po bombardowaniu: w tle pobrzmiewa słaba syrena, słychać bieganinę, nawoływania, szlochy, gorączkową krzątaninę)

GŁOSY Z TŁUMU:

Szybciej! Szybciej z tymi noszami!

Tam nie wolno – zasypane!

Gdzie są wiadra?

Zabierzcie dzieci!

Nie ma wody, trzeba gasić piaskiem!

Tu ktoś żyje! Lekarza! Lekarza!

Halo! Słyszycie nas? Pomoc zaraz nadejdzie!

Dajcie więcej bandaży!

Kilofy! Gdzie są kilofy!

MANIA:

Przepraszam, czy zechciałby pan… Kazio?! Kazio! Co ty tu robisz?! Gdzie Lilla? Czy wiesz, co z Bellą i Tadziem? Czy żyją? Telefon milczy jak zaklęty.. zresztą nic już nie działa… Kaziu, Kaziu, jak się cieszę, że cię widzę, ale, czemu ty nic nie mówisz?!

Scena 31

(melodia) (scena rozgrywa się na dwóch planach: na bliższym słyszymy głos Kazia, na dalszym pojawiają się dźwięki i głosy, które ilustrują jego opowieść)

KAZIO:

Pewnie nie wiesz, ale …

ale Tadzio zaproponował mi i Lilli,

żebyśmy pojechali z nim i Bellą do Lwowa….

Dotarliśmy do Garwolina, gdzie zepsuł się nam samochód

i w dalszą drogę ruszyliśmy pieszo maszerując pośród

rzeki ludzi rozlanej po drogach, polach, kartofliskach,

szliśmy pośród zabitych, rannych i wycofującego się wojska….

jakimś cudem udało się nam dotrzeć do Białej Podlaskiej

i wtedy… wtedy… zaczęło się piekło bombardowań.

Jedna bomba spadła…

Lilla zginęła na miejscu… przynajmniej nie cierpiała..

za to Tadzio został paskudnie ranny….

nie było dla niego żadnego ratunku, ale Bella powiedziała, że go nie zostawi,

więc za pieniądze Tadzia kupiłem wóz

i kontynuowaliśmy podróż do Lwowa,

kiedy nagle… pojawili się Sowieci. Stoj! Stoj!

Kazali wysiadać z wozu Wychadi!

Bella nie dała się ruszyć…. Zabierz te ręce brudny chamie! Tadzio

Słaby głos Tadzia: Zostawcie ją

Słychać jak Tadzio zostaje uderzony w twarz z krzykiem: Zatkniś!

Zaczęli nas szarpać, złorzeczyć krzyki, rosyjskie przekleństwa: proklatyje polaki!

Próbowałem ich powstrzymać, Kazio: Panowie, to jakieś…

Dostałem kolbą w brzuch odgłos uderzenia, jęk bólu Kazia, odgłos jak Kazio upada

I kiedy upadałem zamroczony bólem

Rozległy się dwa strzały strzały, krzyk Belli, jęk Tadzia,

Słychać tylko: Suka, tfu!

Scena 32

(plener) (wracamy na ulicę ze sceny 30)

KAZIO:

Marysiu… gdybyś czegoś potrzebowała… to ja… mam jeszcze pieniądze… te od Tadzia.. niewiele zostało, bo się nimi wykupiłem i uciekłem… ale może?

MANIA:

Dziękuję Kaziu.

Dziękuję, że wróciłeś i mi o tym powiedziałeś…

KAZIO:

…. Do widzenia Marysiu.

MANIA:

Do widzenia.

Scena 33

(Trzask radia, oryginalne nagranie12)

STEFAN STARZYŃSKI:

Dzisiaj Niemcy wystrzelili na Warszawę dziesięć wagonów amunicji, możecie do cholery wystrzelać dziesięć razy więcej, a Warszawy i tak nie zdobędziecie, gdyż nic nie jest w stanie złamać ducha naszego oporu. Po raz ostatni odwołuję się do naszych sojuszników. Już nie proszę o pomoc. Na to już nie czas. Żądam pomsty. Za spalone kościoły, za zniszczone zabytki, za łzy i krew niewinnie mordowanych, za mękę rozrywanych bombami. Niech wszystkie stacje radiowe, a zwłaszcza stacje francuskie, które nas słyszą, powtórzą światu: Warszawa broni się, Warszawa walczy. Jeszcze Polska nie zginęła.

Scena 34

(wnętrze) (mieszkanie Horyszewskich)

MANIA:

Matko Boska, panie Jerzy, co się stało?!

Dlaczego pan płacze?

JUREK:

Ja…

MANIA:

Coś z panią Marciniakową?

JUREK:

Nie.

MANIA:

Chodzi o kapitulację?

JUREK:

Też nie.

MANIA:

To, mówże pan wreszcie, bo oszaleję!

JUREK:

Pan… pan… Stanisław…

MANIA:

Co z nim?

JUREK:

Nie żyje!

MANIA:

Jak to nie żyje???

Jezus Maria!

Co pan pleciesz? Opamiętaj się pan w tej chwili!

JUREK:

Niech skonam jak łżę!

Widziałem, jak wchodził do piwnicy podczas tego nalotu dwa dni temu…

MANIA:

Staszek…? Staś… Nie… to niemożliwe…

JUREK:

Mówiłem, żeby poczekał, aż trochę ucichnie, ale przybiegli z Obrony Cywilnej i Przeciwlotniczej, krzyczeli, że zasypało ludzi w piwnicy i że trzeba ratować…

Pan Stanisław zerwał się od razu i pobiegł… a potem tylko huk i kurz i nic nie było widać…

(słychać jak Mania upada)

JUREK:

Jezus Maria! Zemdlała.

Panienko!

Niech się panienka obudzi!

Laboga!

(Jurek cuci Manię)

Scena 35

(wnętrze) (mieszkanie Horyszewskich)

JUREK:

Czy już lepiej panience?

MANIA:
Tak, dziękuję

JUREK:

O Jezu, ale mi panienka cykora napędziła! Jużem myślał, że sam fajtnę.

MANIA:

Gdzie on jest?

JUREK:

Leży przed domem …

MANIA:

Gdzie?

JUREK:

Na Jasnej….niedaleko Filharmonii.

MANIA:

Chodź pan, pokażesz mi.

JUREK:

Gdzie to się panienka wybiera?!

MANIA:

Chodź pan, mówię!

JUREK:

Nie ma po co iść.

Niech panienka w domu lepiej zostanie

MANIA:

Nie zostanę.

JUREK:

I tak go panienka nie pozna pod gazetą, bo on pół twarzy nie ma…

MANIA:

Idę do Staszka!

(słychać kroki Mani, która wybiega w mieszkania)

(rozlega się trzask drzwi)

Scena 36

(wnętrze) (Jurek wypowiada poniższą kwestię idąc za Manią)

JUREK:

Niech panienka poczeka…. Zara do tego nieboraka poprowadzę…ferajnę zbiorę i sprawimy mu drewnianą jesionkę. Będzie se pod brzózką leżał jak ten pan…

Scena 37

(wnętrze) (retrospekcja) (atmosfera na granicy snu, nierealności) (Mania i Staś śmieją się i przekomarzają, szepczą, podają sobie miłosne słowa-zaklęcia z ust do ust jak dwójka zakochanych w sobie bez pamięci młodych ludzi) (w tle sączy się muzyka)

MANIA:

Staś…


STAŚ:

Tak?


MANIA:

O co mnie chciałeś zapytać?

STAŚ:

Kiedy?

MANIA:

Tego wieczora… 17 września…. Pamiętasz?

STAŚ:

Aaaaaaa….. Pamiętam…

MANIA:
Więc o co?

STAŚ:

Chciałem zapytać, czy… czy dzisiaj poszłabyś ze mną na spacer?

(Mania w pierwszej reakcji śmieje się, ale po chwili poważnieje, bo wie, że to jest nawiązanie do ich pierwszego spotkania, kiedy on zapytał o to w „Oazie”. Historia zatoczyła koło, a to pytanie w swojej warstwie najgłębszej nie dotyczy spaceru, lecz jest wyznaniem miłości i tak też poniższe kwestie muszą być wypowiedziane).

MANIA:

Tak.

Dzisiaj bym poszła.

STAŚ:

Tak?

MANIA:

Tak.

STAŚ:

To chodźmy!

(śmieją się radośnie) (muzyka stopniowo cichnie)

Scena 38

(wnętrze) (mieszkanie Horyszewskich) (nie ma nikogo)

Na drugim planie: z otwartego okna ulicy dobiegają nawoływania ludzi, bieganina, stukot końskich kopyt, pospieszna krzątanina, krzyki żołnierzy)

(na pierwszym planie: z radia pobrzmiewa oryginalne nagranie13)

SPIKER:

Halo, halo. Czy nas słyszycie? To nasz ostatni komunikat.

Dziś oddziały niemieckie wkroczyły do Warszawy.

Braterskie pozdrowienia przesyłamy żołnierzom walczącym na Helu i wszystkim walczącym, gdziekolwiek się jeszcze znajdują.

Jeszcze Polska nie zginęła!

Niech żyje Polska! –

(rozlega się dźwięk Hymnu Polskiego)

(A po nim „Warszawianka”)

KONIEC

PRZYPISY:

1 Oryginalne nagranie: https://www.youtube.com/watch?v=xPXwkWVEIIw)

2 Przerobiony lekko tekst piosenki Jak dymek z papierosa z repertuaru kabaretu Momus.

3 Fraza z I księgi Pana Tadeusza Adama Mickiewicza.

4 Nagranie oryginalne z 1938 r https://www.youtube.com/watch?v=oFNUDjvbAMM)

5 Ten wąsik, słowa Marian Hemar, śpiewał Ludwik Sempoliński, https://www.youtube.com/watch?v=zTenLlVcXuQ

6 Nagranie oryginalne: https://www.youtube.com/watch?v=oFNUDjvbAMM)

7 nagranie oryginalne https://www.youtube.com/watch?v=iLedW2M5HX4)

8 Oryginalne nagranie: https://www.youtube.com/watch?v=CfsQ31ny2iQ

Wersja bardziej współczesna: https://www.youtube.com/watch?v=mmqMcKIobAA

9 Oryginalne nagranie z 31 sierpnia 1939 roku: https://www.youtube.com/watch?v=gBb_kpJ1jvY

10 Oryginalne nagranie, czas 1.47: https://uploadfile.pl/pokaz/1559805—rx3k.html

11 Jest to fragment wiersza Modlitwa za nieprzyjaciół, jaki Kazimiera Iłłakowiczówna ogłosiła 3 września 1939 roku.

12 Ostatnie przemówienie Stefana Starzyńskiego z dnia 26 września 1939 roku

13 Ostatnie nagranie Polskiego Radia z dnia 30 września 1939 roku, czas 0:55. https://www.youtube.com/watch?v=NTyiPUeF7Ms