Katarzyna Wojtysiak-Wawrzyniak / DO PIEKIEŁ I Z POWROTEM

William Degouve de Nuncques Nocturn in the Parc Royal Brussels

Współczesny świat znajduje się w stanie tak daleko posuniętego rozkładu, iż nie powinniśmy się obawiać, że się nie zawali.

Nicólás Gómez Dávila

Współczesna laickość jest „nową wartością” zrodzoną z burżuazyjnej entropii, w której religia zanika jako autorytet i forma władzy, trwa zaś jeszcze jako naturalny produkt ogromnej konsumpcji (…).

Pier Paolo Pasolini

Dramat Rafała Matusza zatytułowany Mateusz Jehowita to sztuka wpisana w projekt rozległej perspektywy. Dlaczego mówię tu o perspektywie, ponadto rozległej? Jest to zarazem perspektywa horyzontalna, bowiem rozgrywająca się w określonym czasie, jak też wertykalna, ponieważ dotyka spraw wiecznych. Autor rozpoczyna dramat obrazem nazwanym ,,zarys scen”, w którym pojawia się cytat ,,Wiek XXI będzie albo wiekiem religii, albo nie będzie go wcale”. Słowa przypisywane francuskiemu intelektualiście André Malraux – którym jednak ten wielokrotnie zaprzeczał – zdają się górować, jak zwycięska flaga, nad krajobrazem dramatu.1 Cytat ten to być może stwierdzenie faktu, a może przysłowiowa rękawica rzucona czytelnikowi w twarz.

Pojawia się pytanie, czyż nie jest to zadanie, pokazać w dramacie człowieka współczesnego wobec dziedzictwa religii i w całym pomieszaniu współczesnych strategii życia. Czy Matusz chce postawić czytelnika przed takim zadaniem? Sam tytuł sztuki jest enigmatyczny i w pierwszym skojarzeniu odsyła do wyznawców Jehowy. Warto podkreślić, że motyw bycia świadkiem i dania świadectwa pozostaje przewijającym się lejtmotywem.

Już na początku sztuki czytamy, że: ,,Bohater pokonuje dosłowną i symboliczną wędrówkę / drogę krzyżową / pielgrzymkę, która prowadzi go od chrześcijaństwa po „bezreligijną” wiarę, aż po przejście na islam. Podczas swojej duchowej podróży będzie upadał, wątpił, odwracał się od siebie i od religii; będzie kuszony, nawracany i potępiany.”

Autor dramatu pokazuje wędrówkę poprzez religie i kulturę współczesnego świata. Ogrom symboli, tematów i doktryn, do których Matusz dodaje niemałą dawkę humoru i ironii. Dramat zyskuje w ten sposób pewną lekkość, ale to tylko o krok od ześlizgnięcia się w powierzchowność czy banał. Na szczęście Matusz posiada zdolność poruszania się pomiędzy konwencjami i stylami, dzięki temu dramat zachowuje właściwy ciężar gatunkowy. Komentujący chór bez wątpienia nawiązuje do wielowiekowej tradycji teatralnej, działa zarazem jak kontrapunkt i element uspójniający akcję. Jak można by powiedzieć – tradycja zobowiązuje.

Jakkolwiek autor swobodnie operuje słowem, to nietrudno o wrażenie, że najważniejszy jest tu obraz. Słowa zdają się być podporządkowane ogólnej wizji, mamy tu raczej do czynienia z poszczególnymi obrazami, nie zaś poszczególnymi scenami, mimo iż autor nie dzieli dramatu na obrazy, ale właśnie na sceny. Wizualność bez wątpienia jest tutaj dominująca.

Mateusz Jehowita jest sztuką mówiącą obrazem i to obrazem często o intertekstualnej albo hipertekstowej treści. Obraz zbudowany jest w ten sposób, że akcja i postaci dramatu odsyłają zawsze do zakorzenionych w świadomości kulturowej tekstów, motywów i twórców. Pojawiają się tu cytaty z Biblii, nawiązania do Protokołów Mędrców Syjonu czy też Nowego Porządku Świata, nazwiska znanych reżyserów filmowych, takich jak: Jarmusch, Visconti, Antonioni, Polański, Besson, Almodóvar czy Fellini. Znajdziemy również aluzję do Czwartej siostry Janusza Głowackiego czy cytat z Witkiewicza, który nie przypadkiem brzmi tak: „Ostatnia stacja rezygnacja minięta”. Pojawia się także postać znanej włoskiej dziennikarki cierpiącej na notoryczny kaszel i wypowiadającej się na temat świata polityki i religii, która nosi imię Oriana.

Nie bez przyczyny odwołam się tutaj do terminu palimpsest stworzonego przez Gérarda Genetta. Palimpsest to pergamin, z którego wydrapano pierwszy tekst i naniesiono na niego inny w taki sposób, że tekst pierwotny jest nadal widoczny. Można by powiedzieć, że struktura sztuki jest swoistym palimpsestem kulturowym. Palimpsestowe ujęcie dotyczy zresztą nie tylko obrazów, z których zbudowana jest sztuka, ale także samych osób dramatu. Przechodzenie jednej postaci w drugą podkreślone zostaje już w samym zapisie postaci. W sztuce, przy liście występujących w niej osób, czytamy: Bohater, Mesjasz, Syn, Wędrowiec, Terrorysta; Matka, Matka Boska, Kobieta na drodze, Edyta – Simone, Chór; Ojciec, Bóg Ojciec, Pastor, Chór; Szatan, Przewodnik, Pasterz, Mędrzec, Chór; Oriana, Sumienie, Głos Ludu, Chór; Alter Ego, Głos w głowie, Kuszenie, Chór, Boskość. Metamorfoza postaci z jednej strony podkreśla możliwość wyboru we współczesnym świecie, a z drugiej zwraca uwagę na płynność rzeczywistości i powierzchowność tożsamości. Warto wspomnieć, że typ postaci, która nie posiada spójnej osobowości, przywodzi na myśl Kartotekę Tadeusza Różewicza (także z imieniem głównego Bohatera) czy Do Damaszku Augusta Strindberga.

W sztuce Matusza możemy wyróżnić dwa plany narracyjne, które wzajemnie się przeplatają i uzupełniają. Pierwszy z nich to plan reportażu, w którym Matusz prezentuje swoistą inscenizację naszych codziennych, banalnych rytuałów (robienie selfie, wznoszenie toastów, zdrowe żywienie, skandowanie modnych haseł). Drugi plan to plan wędrówki / drogi krzyżowej / pielgrzymki doświadczanej przez Bohatera.

Nazwy poszczególnych scen dramatu są symboliczne. Zaraz po Prologu następuje scena Ani letni Ani Zimny, która nawiązuje do cytatu z Biblii ,,Obyś był zimny, albo gorący!”. To przejmujące upomnienie z Apokalipsy towarzyszy naszemu Bohaterowi podczas spożywaniu posiłku z Matką i Ojcem, którzy są wyznawcami Jehowy. Bohater zdaje się być zniechęcony, co rodzice odczytują jako akt nieposłuszeństwa wobec Boga. Komentarz do zachowania Bohatera odnajdziemy w scenie Chóru ,,Przepis”, w której wypowiada się takie oto słowa: ,,Ach i co żeś narobił chłopaku / Ty mały głupiutki zwyrolaku / A przepis na życie dać ci jaki? / Śmierć, śmierć, idee, bóstwa to braki.”

W scenie Wątpliwości Bohater w sposób wierny i dokładny przygląda się wszystkim swoim ograniczeniom. Wylicza swoje obawy, które swoją formą przypominają litanię – każdy wers rozpoczyna słowami „boję się”. Bohater boi się czterech jeźdźców apokalipsy i bestii wychodzącej z morza, nowych rozwiązań technologicznych, brodatych proroków, kolejnych promocji w marketach, końca świata i tysiącletniego królestwa, inflacji kursu dolara i ceny za baryłkę ropy. Obawia się także ,,prawej, lewej strony, a najbardziej środka”, ,,modlitw bluźnierstw pochlebstw i sloganów reklamowych”. To swoiste credo Bohatera czasów ponowoczesnych. Porządek sakralny przemieszany jest tu z porządkiem świeckim, a nawet z bluźnierczym. Świadczy o tym zapis zrobiony jednym ciągiem, w którym słowo ,,modlitwa” pojawia się obok słowa ,,bluźnierstwo”. Człowiek utracił swoją orientację w świecie i nie rozpoznaje żadnego porządku, z duchowym włącznie. Pozostały jedynie puste hasła, których nie jest już w stanie wypełnić treścią.

Scena charakterystyczna dla motywu drogi krzyżowej to Kuszenie na górze, w której widzimy Bohatera obserwującego z góry znajdujący się na dole świat. Przybywający do Bohatera podróżnik roztacza przed nim nowe perspektywy. Mówi o tym, że będzie mógł przebudować cały system i wprowadzić własne zasady oparte o wolność, równość, braterstwo i sprawiedliwość społeczną. Oferuje mu między innymi możliwość wprowadzenia zakazu emisji dwutlenku węgla, zakazu polowań na zwierzęta i całkowitego zakazu używania plastiku. Mówi także o możliwości sprawiedliwej dystrybucji dóbr materialnych i o przekazaniu bogactwa Zachodu potrzebującym w Afryce i Azji. Jak widać, pobrzmiewają tu echa haseł wszystkich rewolucji społecznych, z zieloną rewolucją włącznie, które od zawsze buntują się przeciw ustanowionemu porządkowi i które zawsze kończą się ustanowieniem nowej tyranii. Bohater odmawia przyjęcia oferty, bowiem świadomy jest, że rewolucja to często zachęta do jeszcze większego ucisku i nadużyć.

Scena Drwiny nawiązuje do dobrze zakorzenionej w ikonografii chrześcijańskiej sceny upokorzenia Chrystusa. Jak było wspomniane, na początku tekstu dramat Matusza jest palimpsestem i pod współczesną warstwą nietrudno się dopatrzeć rożnych odniesień kulturowych. Pojawiające się w tej scenie oskarżenia i drwiny Chóru pod adresem Bohatera, stają się w dramacie Matusza zwyczajnymi zdaniami, które wielokrotnie można usłyszeć na ulicy. Chór intonuje: ,,se wymyślił…/ wyruszył w podróż / będzie bił rekordy / jaki z niego podróżnik / zwykły turysta raczej / zaraz się pogubi / pójdzie pieszo przed siebie / pobiegnie / ta już to widzę / stopa złapie / on stopa on gubi się we własnych myślach nawet / (…) wyjść wyszedł ale gdzie dojdzie jeśli dojdzie to gdzie jak z kim i po co”.

Scena Wyzwanie to rozliczenie ze swym życiem. Bohater podsumowuje swoje losy, kiedy płodził, budował i siał, zaciągał kredyty i płacił zawsze na czas. Wyznawał wiarę, czuł miłość i miał nadzieję, a nawet segregował śmieci i trzymał dietę. Pojawia się pytanie: po co i dla kogo to wszystko. Codzienne zadania stają się puste i jałowe, jeśli nie ożywia ich coś głębszego.

Jednym z ostatnich obrazów jest Scena Chór Song – hymn o miłości, w której Matusz niewątpliwie nawiązuje do powszechnie znanych słów św. Pawła. Warto przypomnieć, że hymn pozostaje jedną z najważniejszych pieśni Nowego Testamentu, bowiem to miłość nadaje sens wierze i wszystkim innym charyzmatom. Imperatyw miłości zostaje w scenie tej zastąpiony przez Matusza wszechogarniającym pragnieniem pieniędzy. Chór intonuje pieśń: ,,Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a pieniędzy bym nie miał, stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący”. Bez wątpienia człowiek w swojej przewadze, już od dawna oddaje hołd wartościom przemijającym, takim, jak sława, bogactwo i pieniądze. Kult Mamony istnieje już od czasów biblijnych. To, co niepokoi, to fakt, że człowiek współczesny zaprzeczył całkowicie Miłości, która jest zasadą stwórczą tego świata. To Miłość stwarza Życie, a jeśli jej zaprzeczymy, to pozostanie nam jedynie destrukcja.

W scenie Szkolenie Bohater bierze udział w kursie z terroryzmu wraz ,,coachem, wyżywieniem i nauką samowysadzania gratis”. Widzimy tutaj eskalację przemocy, zaś krzyk i odgłosy walki przekształcają się w ,,zwierzęcy skowyt”. Ostatnia scena nie bez przyczyny nosi tytuł Finał. Bohater budzi się jak z koszmarnego snu. Znajduje się w pustej Kaplicy Sykstyńskiej. Michał Anioł, który pojawia się w tej scenie, okazuje się w rzeczywistości Szatanem cytującym fragment Czwartej siostry Janusza Głowackiego, o majtkach Calvina Kleina w Kaplicy Sykstyńskiej. Alter Ego zostaje wydelegowane przez Szatana, aby powiedzieć Bohaterowi o jego misji. W ostatniej scenie przed wybuchem Bohater pragnie zrobić sobie ostatnie selfie. Zamach okazuje się jednak chybiony. Czyżby bomba też okazała się atrapą?

Bohater Mateusza Jehowity przemierza czasy współczesne, doświadczając rozczarowania kulturą Zachodu, płytkimi wartościami, natłokiem teorii, myśli i symboli. Zostaje także skonfrontowany z pytaniami dotyczącymi spraw wiecznych.

Czy wędrówka / droga krzyżowa / pielgrzymka Bohatera pozwoliła mu na tryumfalny powrót do życia? Czy rytuały, zarówno świeckie, jak i religijne, okazały się życiodajne i zaowocowały zmartwychwstaniem? Czy zstąpienie do piekieł gwarantuje powrót i czy w naszej epoce fast foodu duchowego jest to nadal możliwe? Rekonstrukcja istoty ludzkiej z jej pragnieniami, obawami, nadziejami i potrzebą metafizyki wystarczy. Ofiara nie będzie już dla nas wtedy atrapą i nie będziemy szukać nieśmiertelności w niekończącym się robieniu selfie. Wtedy obierzemy przeciwną drogę, wyruszymy z piekieł, wyjdziemy na światło, do życia.

1 Zdanie ,,Le siècle prochain sera religieux ou ne sera pas” (Wiek przyszły będzie religijny, albo go nie będzie) było często dementowane przez samego André Malraux. Miał on powiedzieć, że zadaniem przyszłego wieku, wobec najgorszego zagrożenia, jakie poznała ludzkość, będzie ponowne włączenie idei związanych z bogami. Zaś kiedy indziej wyjaśniał: ,,Ce que je dis est plus incertain: je n’exclus pas la possibilité d’un événement spirituel à l’échelle planétaire” (To, co jest bardziej niepewne: nie wykluczam możliwości doświadczenia duchowego na skalę planetarną.” Charles-Louis Foulon, André Malraux et le rayonnement culturel de la France, Éditions Complexe, Bruxelle 2004, s.437.