
OSOBY:
COCO
RICO
(para klaunów na wycugu)
Część osiemnasta
COŚ
Coco i Rico przed opustoszałym, tu i ówdzie nadszarpniętym przez czas i wiatr namiotem Cyrku „Mundi”. Oboje ubrani w pstrokate, podniszczone i w wielu miejscach zacerowane stroje klaunów. Gdzieś obok cyrkowa buda na sflaczałych kołach. Poza tym – pustka.
COCO: Strasznie dziś parno.
RICO: W nocy padało.
COCO: Ale wcale nie zrobiło się lepiej. Tak parno chyba jeszcze nie było.
RICO: Powietrze gęste, że można je kroić w plasterki.
COCO: Albo siekierę powiesić.
RICO: Coś wisi w powietrzu.
COCO: Będzie burza.
RICO: Coś innego.
COCO: Będzie burza jakich mało.
RICO: To nie to.
COCO: Burza z wyładowaniami i gradem.
RICO: Też nie.
COCO: Ulewny deszcz powodujący lokalne podtopienia, do tego porywisty wiatr zrywający dachy i łamiący drzewa.
RICO: Coś niemeteo.
COCO: Co niemeteo? (po chwili) Strasznie ciepło. Słońce kłuje w skórę. Ale tam, o, niebo zaciągnięte granatem.
RICO: Wybuchnie. Coś.
COCO: Dlaczego wybuchnie? Może nie wybuchnie.
RICO: Może nie. Może tylko spadnie.
COCO: Może nie spadnie.
RICO: Raczej nie będzie wisieć w nieskończoność.
COCO: To co wisi, przeważnie spada.
RICO: A jeśli wisi w powietrzu, to już prawie chyba na pewno.
COCO: Chyba że nie.
RICO: E, chyba tak. Raczej na pewno tak.
COCO: A może być tak, że po prostu to coś się stanie?
RICO: Jeśli wisi w powietrzu, to znaczy jeśli w powietrzu jest rozpuszczone, rozproszone… to może się… no wiesz… jakoś tak zagęścić i zgęścić i… ujawnić.
COCO: Rozumiem. Tak jak krople z pary, które nazywamy deszczem.
RICO: Ale to nie tylko para, tylko jakieś inne wyziewy.
COCO: Mów jaśniej, bo już mi się mózg zaczął przegrzewać.
RICO: Kiedy nie wiem, jak to wyjaśnić. Po prostu czuję, że coś pierdyknie.
COCO: A, czyli czujesz. To już wiem, o co chodzi. Zawsze się zastanawiałam, dlaczego coś czuję. Dlaczego czuję właśnie to… coś, kiedy to coś czułam. I wiesz co wymyśliłam? Że czułam, bo chciałam czuć właśnie to coś.
RICO: Jak to tak? Czucie nie jest aktem woli. Czujesz, no wiesz, wszystkimi zmysłami. A raczej poza zmysłami. Po prostu czujesz.
COCO: Niezupełnie. Czujesz, bo pozwalasz sobie czuć. Czyli wyrażasz swoją wolę. Wolę, a więc nie tylko zmysły, ale i umysł.
RICO: Chcesz powiedzieć, że uczucia są zależne od mózgu?
COCO: Kochasz kogoś, bo sobie powiedziałeś: chcę tę osobę kochać. I to się dzieje. Kochasz. Tak samo mówisz sobie: czuję, że coś się wydarzy, ale naprawdę chcesz, żeby to coś się wydarzyło. Nawet jeśli się tego boisz.
RICO: Ale ja nie chcę, żeby cokolwiek się wydarzało. Chcę, żeby było tak jak jest.
COCO: To twój umysł prowadzi wewnętrzną walkę. Jedna strona chce, a druga się boi. Ja to znam. Tego dnia, kiedy Canetti…
RICO: Błagam, nie…
COCO: Kiedy Canetti wzbił się w powietrze, jednocześnie chciałam, żeby zniknął na zawsze i żeby jednak wrócił. Jego powrót by mnie wprawdzie rozczarował, ale jednocześnie ucieszyłabym się. Rozumiesz?
RICO: Nic nie rozumiem, Coco. Powietrze zmieniło się w zawiesistą zupę.
COCO: Wtedy też takie było. Jednak stało się, co się stało. Dlaczego? Nikt nie wie. Może silniejsza była wola zniknięcia niż wola powrotu?
RICO: Dlaczego chciałaś, żeby Canetti już nie wrócił?
COCO: Chciałam też, żeby wrócił.
RICO: Jednak nie wrócił. Więc pewnie bardziej chciałaś, żeby nie wrócił.
COCO: Z twojego powodu.
RICO: Nie chciałaś już dłużej wybierać?
COCO: Pomyślałam, że jeśli zniknie, to może i ja zniknę z nim.
RICO: A więc to tak.
COCO: Tak. Ale nie zniknęłam. I cieszę się, że jestem tu, gdzie jestem.
RICO: Nie musisz kłamać.
COCO: To było tak dawno…
RICO: Tęsknisz?
COCO: Nie, tylko czasem sobie wspominam.
RICO: Czyli tęsknisz.
COCO: Wspomnienia nie muszą być tęsknotą.
RICO: Szkoda że Canetti zniknął. W ten sposób wciąż ma nad nami władzę. I nawet nie wiem, jak z tą władzą walczyć. Przecież nie zabronię ci wspominać. Sobie też.
COCO: Rico, teraz to już tylko legenda. Po nas nikt nie będzie jej pamiętał. Jesteśmy ostatni.
RICO: Mówisz jakbyśmy byli na niego skazani.
COCO: Bo trochę jednak jesteśmy. Ale to wciąż tylko legenda.
Rico zaczyna się przechadzać, patrzy w niebo, jakby starał się coś dojrzeć.
RICO: Nie, coś jednak wisi w powietrzu. Próbowałem sobie wmówić, że to nic, zwykły niż, ale nie, to coś innego.
COCO: Siadaj tu i powiedz, czego tak naprawdę się boisz?
RICO: Nie będę siadał, muszę się przejść.
COCO: Dokąd chcesz iść?
RICO: Donikąd, po prostu chcę się przejść.
COCO: Uspokój się. To tylko nagły spadek ciśnienia. Przyjdzie burza, a po burzy spokój. Pamiętasz, jak w tej piosence.
RICO: Jakiej znowu piosence? Czy ty nie rozumiesz, co się dzieje?
COCO: Nie. Wyjaśnij mi.
RICO: Sam tego do końca nie rozumiem, ale coś się dzieje, coś… no dobra powiem to, coś złego się czai.
COCO: Złe zawsze się czai, ale dobre też.
RICO: Dobre też… A co dobrego może nas tu spotkać, Coco? No, słucham.
COCO: Wystarczy, że będziemy dla siebie dobzi. Dobrzy.
RICO: Dobrzy czy dobzi, to i tak nie wystarczy.
COCO: Dlaczego nie? Zawsze wystarczało. Trzeba się szanować, być prawdomównym, uczynnym. Reszta przyjdzie sama.
RICO: Kiedy właśnie próbuję ci wyjaśnić, że nie przyjdzie. To znaczy przyjdzie, ale coś innego. Coś, czego nie znamy. Coś… Boże, coś okropnego się wydarzy, a ja nie mam pojęcia co…
COCO: To przez bezczynność. Od dłuższego czasu nic nie robimy, tylko siedzimy na naszej ławeczce i wypatrujemy. Moja babcia zawsze mówiła nie patrz tak w lustro, bo diabła zobaczysz.
RICO: Miała rację.
COCO: Ale wtedy diabeł przynajmniej był konkretny, jak z bajki. A teraz…
RICO: Właśnie. Bajka się kończy.
COCO: Tak nie może dłużej być.
RICO: Oczywiście, i właśnie dlatego się kończy.
COCO: Miałam na myśli nas. Do roboty, Rico! Będziemy ćwiczyć. Dzisiaj coś z gimnastyki i akrobatyki. Pamiętasz jeszcze?
RICO: Nie chce mi się. O, patrz tam, błyska się.
COCO: Tam też. Błyska. Się.
RICO: Się. My też tu siedzimy „się”?
COCO: Nie, Rico, my tu siedzimy bo… nie pamiętam już dokładnie, ale chyba mieliśmy czekać i pilnować… Dlaczego nie chcesz ćwiczyć?
RICO: Za duszno. Niech już się w końcu stanie.
COCO: Chyba przejdzie bokiem.
RICO: Nic od nas nie zależy?
COCO: Gdybym powiedziała, że nic, to byłoby coś strasznego?
RICO: Wiesz co? Lepiej popracujmy.
Coco i Rico pracują w pocie czoła. Fikołki, stanie na rękach, gwiazdy, branie jedno drugie na ramiona. Zwykła cyrkowa orka.
Burza oddala się.
KONIEC CZĘŚCI OSIEMNASTEJ