Jarosław Jakubowski / „CIRCUS MUNDI (W STANIE KWARANTANNY)” – odcinek XVIII „Coś”

rys. Miriam H. Spalinski

OSOBY:

COCO

RICO

(para klaunów na wycugu)

Część osiemnasta

COŚ

Coco i Rico przed opustoszałym, tu i ówdzie nadszarpniętym przez czas i wiatr namiotem Cyrku „Mundi”. Oboje ubrani w pstrokate, podniszczone i w wielu miejscach zacerowane stroje klaunów. Gdzieś obok cyrkowa buda na sflaczałych kołach. Poza tym – pustka.

COCO: Strasznie dziś parno.

RICO: W nocy padało.

COCO: Ale wcale nie zrobiło się lepiej. Tak parno chyba jeszcze nie było.

RICO: Powietrze gęste, że można je kroić w plasterki.

COCO: Albo siekierę powiesić.

RICO: Coś wisi w powietrzu.

COCO: Będzie burza.

RICO: Coś innego.

COCO: Będzie burza jakich mało.

RICO: To nie to.

COCO: Burza z wyładowaniami i gradem.

RICO: Też nie.

COCO: Ulewny deszcz powodujący lokalne podtopienia, do tego porywisty wiatr zrywający dachy i łamiący drzewa.

RICO: Coś niemeteo.

COCO: Co niemeteo? (po chwili) Strasznie ciepło. Słońce kłuje w skórę. Ale tam, o, niebo zaciągnięte granatem.

RICO: Wybuchnie. Coś.

COCO: Dlaczego wybuchnie? Może nie wybuchnie.

RICO: Może nie. Może tylko spadnie.

COCO: Może nie spadnie.

RICO: Raczej nie będzie wisieć w nieskończoność.

COCO: To co wisi, przeważnie spada.

RICO: A jeśli wisi w powietrzu, to już prawie chyba na pewno.

COCO: Chyba że nie.

RICO: E, chyba tak. Raczej na pewno tak.

COCO: A może być tak, że po prostu to coś się stanie?

RICO: Jeśli wisi w powietrzu, to znaczy jeśli w powietrzu jest rozpuszczone, rozproszone… to może się… no wiesz… jakoś tak zagęścić i zgęścić i… ujawnić.

COCO: Rozumiem. Tak jak krople z pary, które nazywamy deszczem.

RICO: Ale to nie tylko para, tylko jakieś inne wyziewy.

COCO: Mów jaśniej, bo już mi się mózg zaczął przegrzewać.

RICO: Kiedy nie wiem, jak to wyjaśnić. Po prostu czuję, że coś pierdyknie.

COCO: A, czyli czujesz. To już wiem, o co chodzi. Zawsze się zastanawiałam, dlaczego coś czuję. Dlaczego czuję właśnie to… coś, kiedy to coś czułam. I wiesz co wymyśliłam? Że czułam, bo chciałam czuć właśnie to coś.

RICO: Jak to tak? Czucie nie jest aktem woli. Czujesz, no wiesz, wszystkimi zmysłami. A raczej poza zmysłami. Po prostu czujesz.

COCO: Niezupełnie. Czujesz, bo pozwalasz sobie czuć. Czyli wyrażasz swoją wolę. Wolę, a więc nie tylko zmysły, ale i umysł.

RICO: Chcesz powiedzieć, że uczucia są zależne od mózgu?

COCO: Kochasz kogoś, bo sobie powiedziałeś: chcę tę osobę kochać. I to się dzieje. Kochasz. Tak samo mówisz sobie: czuję, że coś się wydarzy, ale naprawdę chcesz, żeby to coś się wydarzyło. Nawet jeśli się tego boisz.

RICO: Ale ja nie chcę, żeby cokolwiek się wydarzało. Chcę, żeby było tak jak jest.

COCO: To twój umysł prowadzi wewnętrzną walkę. Jedna strona chce, a druga się boi. Ja to znam. Tego dnia, kiedy Canetti…

RICO: Błagam, nie…

COCO: Kiedy Canetti wzbił się w powietrze, jednocześnie chciałam, żeby zniknął na zawsze i żeby jednak wrócił. Jego powrót by mnie wprawdzie rozczarował, ale jednocześnie ucieszyłabym się. Rozumiesz?

RICO: Nic nie rozumiem, Coco. Powietrze zmieniło się w zawiesistą zupę.

COCO: Wtedy też takie było. Jednak stało się, co się stało. Dlaczego? Nikt nie wie. Może silniejsza była wola zniknięcia niż wola powrotu?

RICO: Dlaczego chciałaś, żeby Canetti już nie wrócił?

COCO: Chciałam też, żeby wrócił.

RICO: Jednak nie wrócił. Więc pewnie bardziej chciałaś, żeby nie wrócił.

COCO: Z twojego powodu.

RICO: Nie chciałaś już dłużej wybierać?

COCO: Pomyślałam, że jeśli zniknie, to może i ja zniknę z nim.

RICO: A więc to tak.

COCO: Tak. Ale nie zniknęłam. I cieszę się, że jestem tu, gdzie jestem.

RICO: Nie musisz kłamać.

COCO: To było tak dawno…

RICO: Tęsknisz?

COCO: Nie, tylko czasem sobie wspominam.

RICO: Czyli tęsknisz.

COCO: Wspomnienia nie muszą być tęsknotą.

RICO: Szkoda że Canetti zniknął. W ten sposób wciąż ma nad nami władzę. I nawet nie wiem, jak z tą władzą walczyć. Przecież nie zabronię ci wspominać. Sobie też.

COCO: Rico, teraz to już tylko legenda. Po nas nikt nie będzie jej pamiętał. Jesteśmy ostatni.

RICO: Mówisz jakbyśmy byli na niego skazani.

COCO: Bo trochę jednak jesteśmy. Ale to wciąż tylko legenda.

Rico zaczyna się przechadzać, patrzy w niebo, jakby starał się coś dojrzeć.

RICO: Nie, coś jednak wisi w powietrzu. Próbowałem sobie wmówić, że to nic, zwykły niż, ale nie, to coś innego.

COCO: Siadaj tu i powiedz, czego tak naprawdę się boisz?

RICO: Nie będę siadał, muszę się przejść.

COCO: Dokąd chcesz iść?

RICO: Donikąd, po prostu chcę się przejść.

COCO: Uspokój się. To tylko nagły spadek ciśnienia. Przyjdzie burza, a po burzy spokój. Pamiętasz, jak w tej piosence.

RICO: Jakiej znowu piosence? Czy ty nie rozumiesz, co się dzieje?

COCO: Nie. Wyjaśnij mi.

RICO: Sam tego do końca nie rozumiem, ale coś się dzieje, coś… no dobra powiem to, coś złego się czai.

COCO: Złe zawsze się czai, ale dobre też.

RICO: Dobre też… A co dobrego może nas tu spotkać, Coco? No, słucham.

COCO: Wystarczy, że będziemy dla siebie dobzi. Dobrzy.

RICO: Dobrzy czy dobzi, to i tak nie wystarczy.

COCO: Dlaczego nie? Zawsze wystarczało. Trzeba się szanować, być prawdomównym, uczynnym. Reszta przyjdzie sama.

RICO: Kiedy właśnie próbuję ci wyjaśnić, że nie przyjdzie. To znaczy przyjdzie, ale coś innego. Coś, czego nie znamy. Coś… Boże, coś okropnego się wydarzy, a ja nie mam pojęcia co…

COCO: To przez bezczynność. Od dłuższego czasu nic nie robimy, tylko siedzimy na naszej ławeczce i wypatrujemy. Moja babcia zawsze mówiła nie patrz tak w lustro, bo diabła zobaczysz.

RICO: Miała rację.

COCO: Ale wtedy diabeł przynajmniej był konkretny, jak z bajki. A teraz…

RICO: Właśnie. Bajka się kończy.

COCO: Tak nie może dłużej być.

RICO: Oczywiście, i właśnie dlatego się kończy.

COCO: Miałam na myśli nas. Do roboty, Rico! Będziemy ćwiczyć. Dzisiaj coś z gimnastyki i akrobatyki. Pamiętasz jeszcze?

RICO: Nie chce mi się. O, patrz tam, błyska się.

COCO: Tam też. Błyska. Się.

RICO: Się. My też tu siedzimy „się”?

COCO: Nie, Rico, my tu siedzimy bo… nie pamiętam już dokładnie, ale chyba mieliśmy czekać i pilnować… Dlaczego nie chcesz ćwiczyć?

RICO: Za duszno. Niech już się w końcu stanie.

COCO: Chyba przejdzie bokiem.

RICO: Nic od nas nie zależy?

COCO: Gdybym powiedziała, że nic, to byłoby coś strasznego?

RICO: Wiesz co? Lepiej popracujmy.

Coco i Rico pracują w pocie czoła. Fikołki, stanie na rękach, gwiazdy, branie jedno drugie na ramiona. Zwykła cyrkowa orka.

Burza oddala się.

KONIEC CZĘŚCI OSIEMNASTEJ