Jolanta Hinc – Mackiewicz o swoim cyklu rozmów Z OBOZU ŚWIĘTYCH

Proponowana nazwa mojego cyklu rozmów Z obozu świętych nawiązuje do proroczej książki Jeana Raspaila, przed kilkudziesięciu laty zapowiadającego najazd na Europę przybywających w małych łódeczkach głodnych i zdesperowanych mieszkańców innych kontynentów. „To zapowiedź końca chrześcijańskiej Europy z jej mieszkańcami od dawna sparaliżowanymi duchowo, moralnie i fizycznie” czytamy w komentarzu wydawnictwa Fronda. Końcowa scena jest transpozycją jednego z epizodów Wielkiej Rewolucji Francuskiej – obrony ostatniego bastionu monarchistów, wiernych ideałom chrześcijańskim, jak ostatni ginący bohaterowie Raspaila. Jednak autor wymienionej powieści nie traktuje literalnie tytułowej nazwy Obóz świętych.

W ślad za tym jako autorka cyklu poszukuję w rozmowach z moimi rozmówcami lub w ich artystycznym działaniu odniesień do sfery sacrum. Więcej, zamierzam rozmawiać na łamach Teatrologii.info z twórcami, którzy jej wartościom zaprzeczają lub je obrazoburczo kontestują, więc niekoniecznie mieszczą się nawet w poniższym niekanonicznym wyjaśnieniu, kto jest dla mnie desygnatem słowa „święty”.

Niemniej odwołanie do konkretnego tekstu jest nie tylko usytuowaniem się w określonym paradygmacie wartości. Nie przez przypadek pojawia się analogia z formą gramatyczną cyklu Rafała Węgrzyniaka Z Okopów Trójcy Świętej.

Jeden z moich rozmówców stwierdził, że ludzie teatru to prędzej świętoszki, niż święci. Zgoda. Tytuł cyklu słusznie może być potraktowany jako prowokacyjny przez wszystkich, których razi tu słowo „święty”. Zarówno tych, w których obrzydzenie wyzwalają inne terminy odnoszące się do sfery duchowości i religijności, jak i tych, którzy uzurpują sobie prawo rozstrzygania, kto może być „święty”. Może to być obrazoburczy tytuł dla uznających, że to termin zarezerwowany wyłącznie dla niezłomnych duchem, wiernych Bogu i religii katolickich świętych.

Odnoszę się do biblijnego rozumienia tego słowa. Według tradycji, właśnie to rozumienie było bliskie pierwszym chrześcijanom i dziwnym trafem, jest też powszechne w kościołach protestanckich oraz posoborowych ruchach w kościele katolickim. Według tego ujęcia w pierwszych wiekach katechumeni przygotowujący się do chrztu chcieli wierzyć, że święty to ten, kto wie, że należy do Boga, że on i jego życie zależy od Niego i że wiara, a nie uczynki są źródłem zbawienia.

Wiele jest odniesień biblijnych dla tego rozumienia. Jednym z potwierdzeń mogą być słowa przytoczonego Psalmu Dawidowego (89). Zgromadzenie świętych jest tym, które każdy dzień i poranek powinno zaczynać od wychwalania cudów Bożych wraz z przepięknymi Niebiosami, bo jak mówi pewien midrasz: Aniołowie nie mogą zacząć wielbić Boga, dopóki nie uczyni tego człowiek. Zwykły człowiek.

„Niebiosa wysławiają cuda Twoje, Panie,

i Twoją wierność w zgromadzeniu świętych.

Bo któż na obłokach będzie równy Panu,

kto z synów Bożych będzie do Pana podobny?

Bóg w radzie świętych przejmuje bojaźnią,

Wielki jest i straszny – ponad wszystkich wokół Niego”(Ps.89,6-8)

A zresztą wygląda na to, że Armagedon nadchodzi nieubłaganie, więc jeśli nie uratuje nas obietnica: „Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was” (1P.7), to ani maseczki, ani inteligencja, a tym bardziej żonglerka słowna nas nie zbawią…

Ten temat rozwijam dalej w rozmowie z Jarosławem Jakubowskim na temat jego sztuki zatytułowanej Kukła. Podziwiam autora za bezkompromisowość wygłaszanych sądów, co mnie również dodało odwagi w dookreśleniu moich przeświadczeń. Zapraszam do lektury.