Hubert Michalak / DESER OD BERNHARDA

Twórczość Thomasa Bernharda kojarzy się z eksperymentem narracyjnym i nienawistnym pastwieniem się nad Austrią i jej obywatelami. Kaskady słów, refrenicznie powracające myśli i zdania oraz dominujący protagonista to znaki rozpoznawcze tego pisarza. Jadowitej krytyce i demonstracyjnej miałkości bohaterów towarzyszy jednak czułość autora. Czułość niezbędna, bo paliwo nienawiści, prostej i radykalnej emocji, wyczerpuje się bardzo szybko. Dopiero podparcie nienawiści jej przeciwieństwem wzmacnia spostrzeżenia bohaterów, wyostrza spojrzenie autora, a czytelnikowi pozwala bezbłędnie rozpoznać precyzyjną marszrutę wytyczoną w dżungli tekstu.

W mechanizm nienawiści podpartej pełnym oddaniem wpisuje się dramoletkowa trylogia przełożona przez Sławę Lisiecką opublikowana przez Wydawnictwo Od Do pod wspólnym tytułem Claus Peymann kupuje sobie spodnie i idzie ze mną na obiad. W charakterze protagonisty cyklu występuje Claus Peymann, dyrektor Burgtheater w Wiedniu w latach 1986-1999.

Otwierający zbiór dramat Claus Peymann opuszcza Bochum i udaje się jako dyrektor Burgtheater do Wiednia natychmiast uświadamia czytelnika, co go czeka. Bernhard przygotował cykl hiperbolicznych, odrealnionych obrazów zanurzonych w idiomatycznie rozumianej rzeczywistości i naznaczonych swoistym dla autora natrętnym rytmem powtórzeń. Oto Peymann w gabinecie dyrektora w Schauspielhaus w niemieckim Bochum pakuje się przed wyjazdem do Wiednia. Jest północ (a więc przełomowy moment doby). W pakowaniu pomaga mu sekretarka Christiane Schneider, która na jego polecenie ładuje do walizek dramaturgów i aktorów, a wyrzuca z nich wszystkie sztuki („nowego Bernharda też”). Druga scena dzieje się w Wiedniu, gdzie walizki są rozpakowywane (pobrzmiewa w tym echo dramatu U celu), i toczy się o jedenastej przed południem (a więc, inaczej niż w Bochum, w porze nienaznaczonej niczym szczególnym). Jak się okazuje, spakowani aktorzy „wyschli na wiór”, a i dramaturdzy nie dotarli bez uszkodzeń. Być może Peymann powinien, jak sugerowała mu sekretarka, pojechać do Wiednia nago. U drzwi czekają już aktorzy Burgu, a nowy dyrektor rozpoczyna swoje rządy od obrażenia Austrii, tamtejszych ministrów i prasy. Przeprowadzka z Niemiec do Austrii to zatem Pyrrusowe zwycięstwo, katastrofa wieńcząca klasyczny konflikt tragiczny, w którym nie ma dobrego rozwiązania, a każda podjęta decyzja przynosi zgubę. Trzeba w nią jednak brnąć, „nie możemy już wrócić” mówi Peymann w finale tekstu.

Środkowe ogniwo groteskowej trylogii nadało tytuł całemu tomowi. Bernhard wprowadza w nim na scenę samego siebie. I choć już w tytule zawarte zostały wszystkie perypetie, to nie fabuła jest istotna. Zakupy i obiad w restauracji Zauberflöte (Czarodziejski flet) stanowią pretekst do rozpostarcia przed czytelnikiem kolejnych nienawistnych tyrad, skierowanych przede wszystkim w stronę teatru jako miejsca, które nie radzi sobie z pracą artystyczną lub wręcz w niej przeszkadza. Bernhard wprost oświadcza, że teatr go pociąga, bo jest wstrętny, Peymann kontruje stwierdzeniem, że to Austria jest „najlepszym teatrem świata”, „komedią / której nie trzeba inscenizować”. Gdy protagoniści wzajemnie utwierdzą się w swych uczuciach wobec „sztuki scenicznej” (kolejne określenie wyszydzone w tekście), obrywa się jeszcze licznym ministrom zebranym w tej samej restauracji, rykoszetem dostaje nawet kelnerka, „katoliczka, która zna wszystkich i o niczym nie ma pojęcia”. Nazwanie całej nienawiści oznacza pozbycie się jej z głowy (koncepcja podobna do tej, która organizuje Wymazywanie. Rozpad). Dopiero po pełnych furii monologach Peymann oddać się może jedzeniu rosołu wołowego, a autor zestawieniem ubiczowanej sztuki i przyziemnych potrzeb ludzkiego ciała, zamyka dramoletkę.

Ostatni tekst, Claus Peymann i Hermann Beil na Sulzwiese, dzieje się „po pierwszym roku w Burgu”, na wzgórzu, ze szczytu którego widać leniwie płynący Dunaj, w nieco większej odległości zaś – Wiedeń. Sielski obraz jest dopełniany płynącą z daleka muzyką Schuberta i jednocześnie przełamywany gastronomią: mężczyźni pożerają zimne sznycle (oczywiście wiedeńskie). Peymann snuje plany dotyczące repertuaru Burgu, plany pełne niespotykanego rozmachu: chciałby wystawić „wszystkie sztuki Szekspira równocześnie / i to jednego wieczoru”. W jego oczach poza tym jednym pomysłem „teatr nie daje nadziei” (w warstwie nawiązań i kontynuacji można zestawić utwór z Komediantem, w którym Bruscon miał zagrać swoje „Koło historii” w podrzędnej gospodzie). Rzeczywistość ostatniej dramoletki rozjeżdża się: Bernhard splata z sobą sferę snu i jawy, dyrektor zanurza się we własnych rojeniach, a zahukany dramaturg Beil przytakuje mu powtarzając „naturalnie”. Zdaniem Peymana jednak „nie istnieje już nic naturalnego / a już na pewno nie w Wiedniu”. Konfrontując Beila z tym faktem Peymann wyrzuca z siebie tyrady deprecjonujące pełen hipokryzji obyczaj teatralny i samą pracę sceniczną. Po rocznym doświadczeniu pracy w Burgu nie ma już większych złudzeń: nie stworzy takiego teatru, jaki sobie wymarzył. Tekst kończą didaskalia, które ostatecznie rozwiewają wątpliwości – w Burgtheater tego wieczora „jak już od kilkudziesięciu lat” grany jest Hamlet. Marzenia o gigantycznej, pięciogodzinnej inscenizacji wszystkich dzieł Szekspira (łącznie z sonetami) nigdy nie staną się rzeczywistością.

Dobrze się stało, że Wydawnictwo Od Do opublikowało miniatury Bernhardowskie w osobnej publikacji. Zamieszczone w obszerniejszej antologii mogłyby zostać przyćmione, a kunszt Austriaka sprawdza się znakomicie również w krótszej formie. Cechy swoistego języka Bernharda odnaleźć można już na pierwszych stronach książki, co jest niewątpliwą zasługą tłumaczki. Lisiecka pewną ręką prowadzi czytelnika przez meandry pozorowanych dialogów. Zasługą jej wieloletniej praktyki i mistrzowskiego doświadczenie jest, że choć myśl autorska kluczy i przeczy sama sobie, nie sposób się w niej zagubić.

To naprawdę ważne, by tłumaczenie wspierało czytelnika, bo w dramoletkowej trylogii skonfrontowane zostały dwie równie silne pasje walczące o uwagę odbiorcy. Z jednej strony jest to zapiekła niechęć do teatru jako instytucjonalnego producenta sztuki, z drugiej: oddanie, pasja i miłość, jakie pożerają ludzi teatru. Tłumaczenie pozwala bez najmniejszych wątpliwości rozpoznać oba afekty, domyślić się podtekstów i wskazać konflikty wartości. Z tego starcia nikt i nic nie wychodzi zwycięsko. Koncepcje artystyczne dyrektora Peymanna są nie do zrealizowania; dramaturg Beil obezwładniony (?) potęgą (??) Burgu (???), nie ma nic do powiedzenia od siebie; dramatopisarz Bernhard to nie człowiek sztuki, ale materialista, który nie potrafi odpędzić od siebie nawracającej myśli „powinienem wziąć od pana te stare spodnie”; sekretarka Schneider to jedynie pozbawiona wszelkiej swoistości administratorka bagaży dyrektorskich. Wielkim przegranym jest również Burgtheater: z początku, choć niechętnie, Peymann dostrzega w nowej placówce potencjał i miejsce na inscenizacje, jakich jeszcze Wiedeń nie widział, po roku jednak okazuje się, że były to mrzonki. Bezwład molocha i mieszczańskie decorum królujące na wiedeńskiej scenie są nie do pokonania. Przegrani ludzie sztuki muszą mierzyć się z instytucją, która ze sztuką nie ma nic wspólnego.

Dramoletki są czymś na kształt deseru zaproponowanego przez autora – wybitnego szefa (dramatycznej) kuchni. Niemożliwa do podrobienia Bernhardowska dykcja pokazana została jedynie w krótkich przebłyskach. Dostrzegając je, czytelnik odczuwa naglącą potrzebę skosztowania dań głównych – prozy i dramatów. Tym większa jest zasługa Lisieckiej i tym ważniejsza publikacja tego niewielkiego, ale bardzo apetycznie przygotowanego, tomu.

Teatr, z tak wielką miłością nienawidzony przez Bernharda, od lat odpłaca mu się wdzięcznym przywiązaniem: w Polsce miało miejsce ponad 30 inscenizacji jego utworów (w teatrze dramatycznym, lalkowym, operowym, radiowym i telewizyjnym). Do samych dramoletek odwołał się Teatr Dramatyczny im. J. Szaniawskiego w Wałbrzychu, ogłaszając swoje „Credo” na 56. sezon. Trylogia czeka na swoją prapremierową inscenizację – i trudno sobie wymarzyć lepsze dla niej miejsce niż od lat uciekający od „burgtheatrowości” wałbrzyski Szaniawski.

Thomas Bernhard, Claus Peymann kupuje sobie spodnie i idzie ze mną na obiad. Trzy dramoletki, przełożyła Sława Lisiecka, Wydawnictwo Od Do, Łódź 2019