
Podwójny numer „Notatnika Teatralnego” (86–87/2017–2018) poświęcono Dziadom w reżyserii Michała Zadary. Koncept to nieco dziwny, że o spektaklu przygotowanym za dyrekcji Krzysztofa Mieszkowskiego (premiera w Teatrze Polskim we Wrocławiu 20 lutego 2016) pisze się właśnie w czasopiśmie przez ex-dyrektora redagowanym. W konsekwencji trudno odbierać tę publikację jako próbę możliwie obiektywnego omówienia spektaklu. Po zapoznaniu się z zawartością można stwierdzić, że w pewnym stopniu przypuszczenia te okazują się słuszne. Zamieszczone w środku teksty Jolanty Kowalskiej i Jolanty Zalewskiej zmierzają raczej ku laudacji, aniżeli krytyce. Po wyrażeniu tych spostrzeżeń muszę jednak przyznać, że podwójny tom „Notatnika Teatralnego” jest publikacją interesującą i bez wątpienia przydatną. Przy korzystaniu z niego zalecałbym jedynie odrobinę krytycznego dystansu.
Niezwykłym atutem publikacji wydają mi się zdjęcia zajmujące większą część numeru. Opublikowano je w dwóch blokach. Na początku tomu zamieszczono kolorowe fotografie ilustrujące poszczególne sceny przedstawienia. Jest to swoista opowieść o spektaklu, jego dokumentacja, ale i (jak to bywa z ilustracjami) mitologizacja. W partiach końcowych znaleźć z kolei możemy biało-czarne zdjęcia zrobione za kulisami. Wszystkie fotografie mają duże walory artystyczne i sprawiają, że omawiany numer „Notatnika” przybiera formę interesującego albumu. Ich autorką jest Natalia Kabanow.
Najważniejszy z opublikowanych w numerze tekstów to rozprawa Jolanty Kowalskiej Atletyka „Dziadów”. Autorka podjęła próbę dokonania wnikliwej analizy przedstawienia i – w odwołaniu do rozmaitych deklaracji wygłaszanych przez reżysera – dokonania odpowiedniej egzegezy. Trudno Kowalskiej nie cenić jako krytyka teatralnego. Jej rozbiór przedstawienia jest bardzo interesujący, a do tego podparty odwołaniami do literatury. Autorka w toku swego wywodu odsyła nas do publikacji z zakresu teatrologii, performatyki, teorii gier i oczywiście literaturoznawstwa. Przywołuje także inne inscenizacje Mickiewiczowskiego dramatu (milcząc wszak o wersji filmowej, czyli Lawie Tadeusza Konwickiego). Dużą zaletą rozprawy jest otwartość myślenia autorki. Przypominając o rozmaitych sposobach pojmowania tego utworu, nie narzuca żadnej z nich czytelnikom. Słabością tekstu wydaje się jednak nie dość krytyczne potraktowanie rozmaitych deklaracji Michała Zadary. Jakkolwiek należy śledzić inspiracje i koncepcje reżyserów, to trzeba jednak brać pod uwagę, że pomiędzy dziełem a autorskimi komentarzami istnieje z reguły spory rozziew. W trakcie prac nad spektaklem nie wszystko bowiem udaje się zrealizować, nie każdy pomysł jest czytelny, a i główna koncepcja, mająca spajać teatralne dzieło, może okazać się nie dość nośna. Tak więc mimo ogromnej pracy analitycznej wykonanej przez Kowalską i mimo jej niewątpliwej erudycji nie mam poczucia, aby udało jej się rozwiać wszelkie wątpliwości mogące towarzyszyć widzowi.
Pierwsza z moich istotnych obaw wiąże się z zawartą w Dziadach wizją rzeczywistości. W tekście Mickiewicza dostrzegamy świat nadprzyrodzony przenikający realność, wyraźnie zarysowaną walkę dobra i zła oraz wpisanie w nią tak dramatu osobistego, jak i narodowego. W przedstawieniu Zadary, które oglądałem z 9 na 10 kwietnia 2016 roku, porządek nadprzyrodzony poddany jest w wątpliwość, ale jednak nie zniwelowany. Łatwiej chyba byłoby mi przyjąć całkowicie racjonalistyczną wizję świata przedstawianego w spektaklu (o ile wystawiając Dziady da się w ogóle taką wizję skonstruować). Tymczasem w spektaklu Zadary Bóg istnieje, ale jedyne, co ma do wygłoszenia, to informację o przerwie w spektaklu. I tu właśnie pojawia się druga wątpliwość. Oglądając wrocławską inscenizację, miałem poczucie, że głównym kluczem do odczytania Dziadów jest poetyka kpiny. Ten element pojawia się na poziomie najbardziej podstawowych działań (Konrad mówiąc, że nazywa się „milijon”, wyciąga rękę do Boga), ale również na poziomie znaczeń kluczowych (Ksiądz Piotr wygłasza swoje widzenie, będąc zupełnie pijanym). Oparcie inscenizacji na ironicznym dystansie wydaje mi się związane z jednej strony z chęcią trafienia do publiczności uprzedzonej do dramatu Mickiewicza, z drugiej konieczne, aby zniwelować metafizyczny wymiar Dziadów, jak sądzę, niewygodny dla inscenizatora.
Oczywiście nie miejsce tu na przedstawianie mojego odbioru spektaklu. Do własnych przemyśleń odwołuje się wszakże dlatego, aby wskazać, że w niezwykle ciekawej rozprawie Kowalskiej dostrzegam brak odpowiedzi na nękające mnie pytania. Autorka jakkolwiek spraw tych nie przemilcza, to w ostatecznym rozrachunku porzuca je, najwyraźniej przekonana o spójności Dziadów Zadary.
Drugi z zamieszczonych w czasopiśmie artykułów nie jest aż tak interesujący. Jolanta Zalewska, aktorka i profesor wrocławskiego wydziału Akademii Sztuk Teatralnych, przygotowała sympatyczny tekst, w którym wyraża swój entuzjazm wobec omawianego przedstawienia. Duży ładunek emocjonalny bije już z tytułu: Gigantyczny fenomen teatralny. Maraton „Dziadów”. Entuzjazm ten w jakimś stopniu oczywiście podzielam. Dla mnie także było przeżyciem zobaczenie na scenie całych Dziadów i uczestniczenie w swoistym teatralnym święcie, jakim jest ponad czternastogodzinna inscenizacja.
Zaiste trudno byłoby nie docenić trudu wcielającego się w główną rolę Bartosza Porczyka, całego zespołu aktorskiego, realizatorów i obsługi spektaklu. Stwierdzenia Zalewskiej wydają mi się jednak nader przesadzone, a chwilami i pocieszne. Na przykład, kiedy pisze, jak to aktorzy i widzowie mogli dzięki temu przedstawieniu „faktycznie pokonać mentalnie obowiązujący od ponad dwustu lat romantyczny, bogoojczyźniany paradygmat i zechcieć «na czysto», bez uprzednich przyzwyczajeń i utrwalonych interpretacji, wypowiedzieć i wysłuchać tekst, któremu tradycyjna edukacja odebrała życie” (s. 233). O jakich bowiem ponad dwustu latach może tu być mowa? W jaki niby sposób tekst w teatrze może funkcjonować „na czysto”, czyli bez naddawanych przez wykonawcę i odbiorcę znaczeń? Sprawy zaś „tradycyjnej edukacji odbierającej życie” Dziadom nie mam siły komentować. Wszystko przecież zależy od tego, jakich kto miał nauczycieli. Ja szczęśliwie trafiłem na dających mi wolność w obcowaniu z myślą Mickiewicza, jak i wolność myślenia w ogóle.
Kolejną publikacją zamieszczoną w omawianym „Notatniku” jest Kronika „Dziadów” przygotowana przez jednego z redaktorów czasopisma, czyli Jarosława Minałtę. Pierwsza część tego opracowania to kronika w sensie ścisłym, relacjonująca wydarzenia od 3 grudnia 2013, kiedy rozpoczęły się próby do Dziadów Zadary, aż do 18 kwietnia 2017, kiedy ogłoszono informację o honorowym wyróżnieniu spektaklu przez Komisję Artystyczną „Klasyki Żywej”. Druga część z kolei to wybór fragmentów recenzji. Brakuje mi w nim wielu ważnych wypowiedzi. Muszę jednak przyznać, że Minałto zadbał o to, aby znalazły się tu zarówno pozytywne, jak i negatywne opinie. Ciekawie zapoznać się z takim wyborem. Daje on bowiem obraz wyłaniania się nadziei, ale i niepokojów, zachwytów, ale i rozczarowań związanych ze zbliżaniem się teatralnego dzieła Zadary do finalnego kształtu. Część głosów wydaje mi się bardzo trafna. Część raczej bawi swoją naiwnością (dotyczy to zresztą zarówno entuzjastów, jak i krytyków przedstawienia).
Omawiany tu numer czasopisma to w pewnym sensie rzeczywiście notatnik, czy może raczej szkicownik. Zapełniono go fotografiami przypominającymi najważniejsze obrazy z przedstawienia i zestawem publikacji kojarzących się z anatomicznymi studiami. Większość z tych tekstów ma charakter pobieżnych szkiców, rozprawa Kowalskiej przypomina raczej osobny, precyzyjnie przygotowany album. Przeglądając ów „Notatnik” mam nadzieję, że za jakiś czas powstanie bardziej obszerne i bardziej wielostronne opracowanie poświęcone Dziadom Zadary. Było to bowiem przedstawienie, o którym nie da się nie rozmawiać.
„Notatnik Teatralny” 2017–2018 nr 86–87: Teatr Polski we Wrocławiu: „Dziady”, red. nacz. Krzysztof Mieszkowski
Ilość archiwalnych odsłon: 190