
OSOBY:
COCO
RICO
(para klaunów na wycugu)
Część jedenasta
Wołanie w nocy
Coco i Rico przed opustoszałym, tu i ówdzie nadszarpniętym przez czas i wiatr namiotem Cyrku „Mundi”. Oboje ubrani w pstrokate, podniszczone i w wielu miejscach zacerowane stroje klaunów. Gdzieś obok cyrkowa buda na sflaczałych kołach. Poza tym – pustka.
COCO: Jak cicho.
RICO: Nic nie słychać.
COCO: Idealna cisza.
RICO: Jak makiem zasiał.
COCO: Ale to jednak dziwne.
RICO: Dziwne.
COCO: I trochę straszne.
RICO: Taka cisza.
COCO: Taka dziwna cisza.
RICO: Nawet jak na ciszę nocną.
COCO: Wolałabym, żeby coś było słychać.
RICO: Cokolwiek.
COCO: Nawet cicho.
RICO: Nawet ledwie słyszalnie.
COCO: A nie tak.
RICO: Jak teraz.
COCO: Mam ochotę krzyknąć.
RICO: Ja też mam ochotę krzyknąć.
COCO: Tak raz a dobrze.
RICO: Żeby tak tę ciszę… rach-ciach.
COCO: Ale lepiej nie.
RICO: Oczywiście, że lepiej nie.
COCO: Co to za pomysł w ogóle.
RICO: Krzyczeć po nocy.
COCO: Krzyczeć po nocy to może wiesz, kto.
RICO: Kto?
COCO: No wiesz.
RICO: No tak. Ale nie my.
COCO: Jednak strasznie dziwna ta cisza.
RICO: Dziwnie straszna.
Coco krzyczy. Nagle i bez ceregieli. Krzyk jest krótki.
RICO: Nie wytrzymałaś.
COCO: Nie wytrzymałam.
Coś krzykiem odpowiada z oddali.
RICO: Słyszałaś?
COCO: Co to?
RICO: Lepiej było nie krzyczeć.
COCO: A jednak dobrze wiedzieć.
RICO: Co?
COCO: Że jest odzew.
RICO: Chyba że to nie odzew.
COCO: Raczej odzew. Na pewno odzew.
RICO: Niepotrzebnie krzyknęłaś. Może być z tego bieda.
COCO: Głupio mi, ale mam ochotę krzyknąć znowu.
RICO: Ani mi się waż.
COCO: Króciutki okrzyczek…
RICO: Nie! Musimy czekać.
COCO: Na co?
RICO: Co będzie dalej.
COCO: Znowu cicho.
RICO: I to jak.
COCO: Jeszcze bardziej.
RICO: Niż przed krzykiem.
COCO: Straszniej.
RICO: Co ci strzeliło do głowy z tym krzykiem?
COCO: Ciszej, Rico.
RICO: Ty mi mówisz „ciszej”? A kto…
COCO: Słyszysz?
RICO: Nic nie słyszę.
COCO: No właśnie. Nie słychać jeszcze bardziej.
RICO: Głębiej jakby.
COCO: Z głębokości.
RICO: Głębszej głębokości.
COCO: Jakby z dna samego.
Rico krzyczy, tak samo jak Coco wbrew sobie i znienacka.
COCO: Dlaczego, Rico?
RICO: Samo jakoś… coś we mnie krzyknęło.
COCO: A widzisz? Teraz tamto pomyśli sobie, że to coś wołamy.
RICO: Nie chciałem, Coco.
COCO: Czekajmy.
RICO: Tak, czekajmy.
COCO: Trzeba było iść spać.
RICO: Kiedy nie chciałaś. Posiedzimy, popatrzymy na gwiazdy, mówiłaś.
COCO: A ty się zgodziłeś.
RICO: Po co krzyknęłaś?
COCO: A ty po co?
RICO: Cicho!
COCO: Sam bądź cicho!
Coś jakby odzywa się w oddali.
RICO: Czekaj!
Teraz już wyraźnie słychać krzyk z oddali.
RICO: Słyszałaś?
COCO: Krzyk.
RICO: Odzew.
COCO: Co teraz zrobimy?
RICO: Zaczęłaś, to wymyśl coś.
(Po chwili)
COCO: Wiem.
RICO: No?
COCO: Zaczekamy na rozwój sytuacji.
RICO: A jeśli przywołaliśmy coś… I to coś tu przyjdzie? I nie będzie chciało odejść?
COCO: Nie histeryzuj, Rico.
RICO: Poza tym chce mi się spać, a jak tu spać, kiedy w każdej chwili coś może przyjść?
COCO: Może to nie będzie nic złego.
RICO: Ale ja nie chcę! Nie chcę, żeby tu cokolwiek przychodziło.
COCO: Może nic nie przyjdzie.
RICO: Może? Ja nie chcę, słyszysz?
COCO: Biedny Rico, zdziczałeś na tym odludziu.
RICO: Obiecaj mi, że tu nic nie przyjdzie.
COCO: Obiecuję. Idź spać, a ja tu jeszcze trochę posiedzę.
RICO: O nie, nie zostawię cię tu samej. Posiedzę z tobą.
COCO: Dobrze, Rico.
RICO: Oprzyj się, o tak.
COCO: Ty też się oprzyj, o tak.
RICO: Jak cicho…
COCO: Ciii…
Rico ziewa. Po chwili ziewa Coco. Po chwili Rico zaczyna chrapać. Po chwili dołącza do niego Coco. Chrapią na zmianę.
Rico krzyczy coś przez sen.
RICO: Co… kto…
COCO: Krzyczałeś przez sen.
RICO: To dobrze… dobrze…
COCO (szeptem): Jutro trochę się rozejrzysz, sprawdzisz, powęszysz… no wiesz… strzeżonego… Po co mają nam tu zaglądać, skoro mogą nie zaglądać… zresztą co tu do oglądania… kiedyś… o tak, kiedyś… a dziś… ech…
Zasypiają znowu. Chrapanie.
Krzyk z oddali.
COCO (półprzytomnie): Przestań już, Rico.
RICO (półprzytomnie): Dobrze, Coco
Oboje zapadają w sen.
Krzyk z oddali.
RICO (półprzytomnie): Daj spokój, Coco.
COCO (nagle przytomniejąc): Wiesz co? Chodźmy do naszej budy.
RICO (nagle przytomniejąc): Masz rację, chodźmy do budy.
Idąc do budy przekrzykują się, raz krzyczy Coco, a raz Rico. Trzaśnięcie drzwiami, ryglowanie zamka.
Cisza.
Szyderczy śmiech z oddali.
KONIEC CZĘŚCI JEDENASTEJ