
OSOBY:
COCO
RICO
(para klaunów na wycugu)
Część dziesiąta
Nuda
Coco i Rico przed opustoszałym, tu i ówdzie nadszarpniętym przez czas i wiatr namiotem Cyrku „Mundi”. Oboje ubrani w pstrokate, podniszczone i w wielu miejscach zacerowane stroje klaunów. Gdzieś obok cyrkowa buda na sflaczałych kołach. Poza tym – pustka.
Coco podlewa kwiatki, a Rico reperuje budę przybijając do niej jakieś łaty. Kiedy w konewce kończy się woda, Coco idzie do źródełka po kolejną porcję.
COCO: Wiesz co, Rico, mam wrażenie, że w naszym źródełku coraz mniej wody. Kiedyś napełnienie konewki zabierało mi najwyżej dziesięć sekund, a dziś nawet minuta nie starcza.
RICO: Dobrze, że w ogóle leci.
COCO: Dobrze? Wcale nie jest dobrze.
RICO: Wiem, że nie jest dobrze, ale dobrze, że nie jest źle.
COCO: Zawsze miałeś skłonność do uciekania od faktów. Jest bardzo źle! Źródełko nam wysycha!
RICO: Żeby być ścisłym, to ono nie wysycha „nam” ani nikomu innemu, bo do nikogo nie należy.
COCO: Tak czy inaczej wysycha.
RICO: Ale wysycha samo w sobie, ot tak.
COCO: Co my zrobimy bez wody?
RICO: Pokaż mi to źródełko.
Rico podchodzi do źródełka, przekręca kranik.
COCO: Zostaw, wodę trzeba oszczędzać.
RICO: Kiedy pić mi się chce.
Woda ciurka i Rico pije.
RICO: Takiej wody nie ma nigdzie.
COCO: Niedługo nigdzie nie będzie.
RICO: Coś ty dzisiaj taka Kasandra?
COCO: Nie słychać ptaków.
RICO: Czasem nie słychać, czasem słychać.
COCO: Ani pszczoła nie przyleci.
RICO: Tak, a to wszystko z naszej winy. Coco i Rico wypili całą wodę.
COCO: Nie wolno tak mówić.
RICO: Jak?
COCO: Z taką pogardą.
RICO: Pogardą? Do kogo, czego?
COCO: W ogóle z pogardą nie wolno.
RICO: Słuchaj, Coco, odpocznij trochę. Od rana dziś biegasz. Straciłaś dużo płynu.
COCO: Ja sobie odpocznę, ale nasze źródełko nie.
RICO: Na miły Bóg, nic na to nie poradzisz.
COCO: I ptak, i pszczoła też nie odpoczną, bo jak?
RICO (śpiewa starą piosenkę Szczepanika):
Chciałbym kiedyś
Już po latach
Jeszcze raz, tylko raz
Wrócić tu, do tych dni.
COCO: Znowu to śpiewasz.
RICO: Lubię to śpiewać. W ogóle lubię śpiewać, tylko ta sytuacja…
COCO: Zawsze kiedy to śpiewasz, to potem dzieje się coś…
RICO: Złego?
COCO: Nie śpiewaj tej piosenki.
RICO: To ładna piosenka. Lubię ładne piosenki.
(śpiewa)
Chciałbym kiedyś
Grzebiąc w datach
Trafić też na ten dzień,
Który nam mija dziś.
COCO: Ty sobie śpiewasz, a ziemia umiera.
RICO: Po pierwsze jeszcze nie umarła, a po drugie śpiewanie jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
COCO: Och, ten twój naiwny optymizm.
RICO: Czy to nie twoja pszczoła? Właśnie przysiadła na twoim kwiatku, który właśnie podlałaś. O, a tam, wysoko na drzewie, ptaszek! Śpiewaj ptaszku, śpiewaj pszczółko!
COCO: Zwariowałeś. Nawet one wiedzą, że w tej sytuacji nie wypada śpiewać.
Pszczoła wzlatuje nad kwieciem głośno bzycząc, ptaszyna wysoko na drzewie rozwiera dzióbek i tralali, tralala, sobie śpiewa.
RICO: I co? I co? Zapamiętaj sobie, dziewczyno, piosenka jest dobra na wszystko!
COCO: Ty jesteś z tych, co będą śpiewać nawet na sądzie ostatecznym.
RICO: Ach, to dopiero będzie śpiew! Myślisz, że znają tam Szczepanika?
COCO: Na pewno, i mają gramofon z taką wielką tubą. I okrągły wirujący podest do tańczenia.
RICO: Mnie by wystarczyła arena wysypana trocinami.
COCO: Skąd ja ci wezmę trociny?
RICO: Wiesz, czasem myślę że te wszystkie stare piosenki są o nas.
COCO: A ja myślę, że musimy poszukać nowego źródełka.
RICO: Poszukamy. Na razie niczego nam nie brakuje.
COCO: Niczego… to ty nie rozumiesz, Rico. Nie możemy tu zostać. Koniec. Słyszysz? Skończyło się.
RICO: Nic się nie skończyło, masz dziś zły dzień i tyle. Po prostu więcej czasu będziemy spędzać przy źródełku.
COCO: Jak długo jeszcze? Miesiąc? Pół roku?
RICO: Jak długo się da. Albo jak długo będzie trzeba. Oczywiście może być tak, że da się krócej niż będzie trzeba, to wtedy…
COCO: No, co wtedy, co?
RICO: Wtedy się zobaczy.
COCO: Rico.
RICO: Tak, Coco?
COCO: Mój lont się dopala.
RICO: Nie martw się, prędzej czy później na twój ląd spadnie deszcz.
COCO: Mój lont, Rico, lont. Jestem bombą z lontem. Za chwilę wybuchnę.
RICO: Spokojnie, moja mała Coco.
COCO: Nie mów do mnie „moja mała Coco”!
RICO: Czy to już?
COCO: Co już?
RICO: To ten wybuch?
(po pauzie)
COCO: Nie igraj ze mną. Słyszysz co do ciebie mówię? Nie-igraj-ze-mną.
RICO: Przecież po to jesteśmy, żeby igrać ze sobą.
COCO: Nie!
RICO: Nie?
COCO: Nie! Nie!!! Nieeeeee!!!!!!
RICO: To chwilowy kryzys… to minie… Moja mała biedna Coco…
COCO: Zabiję! Zabiję!!! Zabiję!!!!!!
Coco rzuca się na Rico, Rico ucieka. Gonią się.
RICO: Coco, uspokój się! Będę oszczędzał wodę, obiecuję! Będę pilnował każdej kropelki! (po chwili) Coco, poddaję się! Słyszysz?! Poddaję się!!!
Coco dopada Rico.
RICO: Aua!!!
COCO: Co się stało, Rico?
RICO: Co się stało? Skaleczyłem się w palucha! To się stało.
COCO: Pokaż… e, to tylko zadrapanie.
RICO: Zadrapanie! Krew sika jak z węża!
COCO: Zaraz tam sika. Przyłóż pod zimną wodę.
RICO: Ale… musimy oszczędzać źródełko.
COCO: Daj mi tę rękę.
Coco puszcza wodę.
RICO: O niebo lepiej.
Coco zakręca wodę.
COCO: Masz chusteczkę i sobie owiń. O tak.
RICO: Co ja bym bez ciebie zrobił, Coco?
COCO: Dobrze, dobrze, nie podlizuj się, Rico.
RICO: Tobie wcale nie chodzi o wodę.
COCO: A tobie o stare piosenki.
RICO: To o co nam chodzi?
COCO: Właśnie. O co nam chodzi?
RICO: Jesteśmy trochę zmęczeni, trochę się boimy i trochę nie wiemy co z nami będzie.
COCO: I jeszcze trochę nam ze sobą nudno.
RICO: Co to, to nie. Na pewno nie.
COCO: Oj tak.
RICO: Przykro mi, że tak myślisz.
COCO: Myślę to samo, co ty, mój mały biedny Rico.
RICO: Mały bie… co ci jest, Coco?
COCO: Nic, nic, tylko coś sobie wyobraziłam.
RICO: Tak, wiem, inne życie. Proszę cię, nie mówmy już o tym.
COCO: Jedno wie, co sobie wyobraża drugie i to właśnie jest nudne. Nie jesteśmy już dla siebie tajemnicą, Rico.
RICO: To tylko sztuczki, Coco.
COCO: Sztuczki?
RICO: Wynik wieloletnich ćwiczeń. Niech ci będzie, że nudnych. Jak żonglowanie piłeczkami. Albo przechwyt na trapezie. Ale potem wychodzimy z namiotu, a nad nami co?
COCO: Niebo gwiaździste.
RICO: Brawo!
W tej chwili z nieba spada coś dużego, uderza o ziemię niedaleko Coco i Rico i syczy.
COCO: Co to było?
RICO: Meteoryt.
COCO: Aha. (po chwili) Co robimy na obiad?
RICO: Wszystko jedno.
COCO: Dobry wybór, ale ty myjesz naczynia.
RICO: A jeśli to nie meteoryt?
COCO: I nie pod kranikiem, tylko w misce!
Syczenie.
KONIEC CZĘŚCI DZIESIĄTEJ