Jarosław Jakubowski / „CIRCUS MUNDI (W STANIE KWARANTANNY)” – odcinek XI: „Wołanie w nocy”

rys. Miriam H. Spalinski

OSOBY:

COCO

RICO

(para klaunów na wycugu)

Część jedenasta

Wołanie w nocy

Coco i Rico przed opustoszałym, tu i ówdzie nadszarpniętym przez czas i wiatr namiotem Cyrku „Mundi”. Oboje ubrani w pstrokate, podniszczone i w wielu miejscach zacerowane stroje klaunów. Gdzieś obok cyrkowa buda na sflaczałych kołach. Poza tym – pustka.

COCO: Jak cicho.

RICO: Nic nie słychać.

COCO: Idealna cisza.

RICO: Jak makiem zasiał.

COCO: Ale to jednak dziwne.

RICO: Dziwne.

COCO: I trochę straszne.

RICO: Taka cisza.

COCO: Taka dziwna cisza.

RICO: Nawet jak na ciszę nocną.

COCO: Wolałabym, żeby coś było słychać.

RICO: Cokolwiek.

COCO: Nawet cicho.

RICO: Nawet ledwie słyszalnie.

COCO: A nie tak.

RICO: Jak teraz.

COCO: Mam ochotę krzyknąć.

RICO: Ja też mam ochotę krzyknąć.

COCO: Tak raz a dobrze.

RICO: Żeby tak tę ciszę… rach-ciach.

COCO: Ale lepiej nie.

RICO: Oczywiście, że lepiej nie.

COCO: Co to za pomysł w ogóle.

RICO: Krzyczeć po nocy.

COCO: Krzyczeć po nocy to może wiesz, kto.

RICO: Kto?

COCO: No wiesz.

RICO: No tak. Ale nie my.

COCO: Jednak strasznie dziwna ta cisza.

RICO: Dziwnie straszna.

Coco krzyczy. Nagle i bez ceregieli. Krzyk jest krótki.

RICO: Nie wytrzymałaś.

COCO: Nie wytrzymałam.

Coś krzykiem odpowiada z oddali.

RICO: Słyszałaś?

COCO: Co to?

RICO: Lepiej było nie krzyczeć.

COCO: A jednak dobrze wiedzieć.

RICO: Co?

COCO: Że jest odzew.

RICO: Chyba że to nie odzew.

COCO: Raczej odzew. Na pewno odzew.

RICO: Niepotrzebnie krzyknęłaś. Może być z tego bieda.

COCO: Głupio mi, ale mam ochotę krzyknąć znowu.

RICO: Ani mi się waż.

COCO: Króciutki okrzyczek…

RICO: Nie! Musimy czekać.

COCO: Na co?

RICO: Co będzie dalej.

COCO: Znowu cicho.

RICO: I to jak.

COCO: Jeszcze bardziej.

RICO: Niż przed krzykiem.

COCO: Straszniej.

RICO: Co ci strzeliło do głowy z tym krzykiem?

COCO: Ciszej, Rico.

RICO: Ty mi mówisz „ciszej”? A kto…

COCO: Słyszysz?

RICO: Nic nie słyszę.

COCO: No właśnie. Nie słychać jeszcze bardziej.

RICO: Głębiej jakby.

COCO: Z głębokości.

RICO: Głębszej głębokości.

COCO: Jakby z dna samego.

Rico krzyczy, tak samo jak Coco wbrew sobie i znienacka.

COCO: Dlaczego, Rico?

RICO: Samo jakoś… coś we mnie krzyknęło.

COCO: A widzisz? Teraz tamto pomyśli sobie, że to coś wołamy.

RICO: Nie chciałem, Coco.

COCO: Czekajmy.

RICO: Tak, czekajmy.

COCO: Trzeba było iść spać.

RICO: Kiedy nie chciałaś. Posiedzimy, popatrzymy na gwiazdy, mówiłaś.

COCO: A ty się zgodziłeś.

RICO: Po co krzyknęłaś?

COCO: A ty po co?

RICO: Cicho!

COCO: Sam bądź cicho!

Coś jakby odzywa się w oddali.

RICO: Czekaj!

Teraz już wyraźnie słychać krzyk z oddali.

RICO: Słyszałaś?

COCO: Krzyk.

RICO: Odzew.

COCO: Co teraz zrobimy?

RICO: Zaczęłaś, to wymyśl coś.

(Po chwili)

COCO: Wiem.

RICO: No?

COCO: Zaczekamy na rozwój sytuacji.

RICO: A jeśli przywołaliśmy coś… I to coś tu przyjdzie? I nie będzie chciało odejść?

COCO: Nie histeryzuj, Rico.

RICO: Poza tym chce mi się spać, a jak tu spać, kiedy w każdej chwili coś może przyjść?

COCO: Może to nie będzie nic złego.

RICO: Ale ja nie chcę! Nie chcę, żeby tu cokolwiek przychodziło.

COCO: Może nic nie przyjdzie.

RICO: Może? Ja nie chcę, słyszysz?

COCO: Biedny Rico, zdziczałeś na tym odludziu.

RICO: Obiecaj mi, że tu nic nie przyjdzie.

COCO: Obiecuję. Idź spać, a ja tu jeszcze trochę posiedzę.

RICO: O nie, nie zostawię cię tu samej. Posiedzę z tobą.

COCO: Dobrze, Rico.

RICO: Oprzyj się, o tak.

COCO: Ty też się oprzyj, o tak.

RICO: Jak cicho…

COCO: Ciii…

Rico ziewa. Po chwili ziewa Coco. Po chwili Rico zaczyna chrapać. Po chwili dołącza do niego Coco. Chrapią na zmianę.

Rico krzyczy coś przez sen.

RICO: Co… kto…

COCO: Krzyczałeś przez sen.

RICO: To dobrze… dobrze…

COCO (szeptem): Jutro trochę się rozejrzysz, sprawdzisz, powęszysz… no wiesz… strzeżonego… Po co mają nam tu zaglądać, skoro mogą nie zaglądać… zresztą co tu do oglądania… kiedyś… o tak, kiedyś… a dziś… ech…

Zasypiają znowu. Chrapanie.

Krzyk z oddali.

COCO (półprzytomnie): Przestań już, Rico.

RICO (półprzytomnie): Dobrze, Coco

Oboje zapadają w sen.

Krzyk z oddali.

RICO (półprzytomnie): Daj spokój, Coco.

COCO (nagle przytomniejąc): Wiesz co? Chodźmy do naszej budy.

RICO (nagle przytomniejąc): Masz rację, chodźmy do budy.

Idąc do budy przekrzykują się, raz krzyczy Coco, a raz Rico. Trzaśnięcie drzwiami, ryglowanie zamka.

Cisza.

Szyderczy śmiech z oddali.

KONIEC CZĘŚCI JEDENASTEJ