Jarosław Jakubowski / „CIRCUS MUNDI (W STANIE KWARANTANNY)” – odcinek XIV „Wielkie rzeczy”

rys. Miriam H. Spalinski


OSOBY:
COCO
RICO
(para klaunów na wycugu)

Część czternasta
Wielkie rzeczy
Coco i Rico przed opustoszałym, tu i ówdzie nadszarpniętym przez czas i wiatr namiotem Cyrku „Mundi”. Oboje ubrani w pstrokate, podniszczone i w wielu miejscach zacerowane stroje klaunów. Gdzieś obok cyrkowa buda na sflaczałych kołach. Poza tym – pustka.
COCO: No, dość tego.
RICO: Tak, dość tego. Ale – czego?
COCO: Wracamy do regularnych zajęć!
RICO: Świetnie. Tylko pogoda jakaś taka nijaka.
COCO: Wstawaj, będziemy ćwiczyć numer z biczem i zapałką.
RICO: Nie lubię go.
COCO: Przecież to jeden z naszych najlepszych numerów. Pamiętasz?
RICO: Przestań w kółko pytać czy pamiętam. Pamiętam wszystko i co z tego? Zmęczony jestem.
COCO: Jesteś zmęczony, bo nic nie robisz. No, ruszaj się!
Coco idzie do budy, skąd przynosi bicz i zapałki.
COCO: Bierz bicz.
RICO: Nie.
COCO: Bicz, please.
RICO: Samotność – cóż po ludziach, czym śpiewak dla ludzi?/ Gdzie człowiek, co z mej pieśni całą myśl wysłucha./ Obejmie okiem wszystkie promienie jej ducha?
COCO: Znowu ci się włączyła?
RICO: Słyszałem ją o kilku dni i już nie mogę jej wstrzymywać.
COCO: Trudno, będziemy ćwiczyć z nią. Pamiętasz jak to szło? Ja trzymam zapałkę przytkniętą do pudełka, a ty…
RICO: Ty Boże, ty naturo! dajcie posłuchanie. -/ Godna to was muzyka i godne śpiewanie. -/ Ja mistrz!/ Ja mistrz wyciągam dłonie!
COCO: Poćwicz sobie na sucho, ja też sprawdzę, czy te zapałki… (trzask zapalanej zapałki) No wprost rewelacyjnie. Działają.
Rico strzela „na sucho” z bicza.
RICO: Kocham was, me dzieci wieszcze!/ Myśli moje! gwiazdy moje!/ Czucia moje! wichry moje!/ W pośrodku was jak ojciec wśród rodziny stoję,/ Wy wszystkie moje!
Wspaniałe, soczyste trzaśnięcie bicza.
COCO: Jesteś gotów, Rico?
RICO: O tak, jestem gotów, Coco.
Wysoko na niebie przelatuje klucz dzikich gęsi.
RICO: Kiedy na chmur spójrzę szlaki/ I wędrowne słyszę ptaki,/ Żeglujące na ledwie dostrzeżonym skrzydle;/ Zechcę i wnet je okiem zatrzymam jak w sidle.
COCO: Skup się. Uwaga. Czym jest me czucie?
Trzask bicza, zapałka zapala się.
RICO: Ach, iskrą tylko!
COCO: Czym jest me życie?
RICO: Ach…
Bicz, zapałka.
RICO: …jedną chwilką!
COCO: Lecz te, co jutro rykną, czym są dzisiaj gromy?
RICO: Iskrą…
Bicz, zapałka nie zapala się.
RICO: … tylko.
COCO: Poczekaj, jeszcze raz. No, spróbuj. Śmiało, śmiało! tę chwilę rozdłużmy, rozdalmy!
RICO: Śmiało, śmiało! tę iskrę rozniećmy…
Trzask, zapałka znowu nie zapala się.
RICO: Rozpalmy… do jasnej Anielki!!! Nie da się pracować z niesprawnymi rekwizytami!
COCO: Gwiazdo spadająca!/ Jaki szał/ W otchłań cię strąca… Nabrały wilgoci. Gdybyś regularnie palił w piecyku, to by wilgoci nie było. I grzyba. I tego wszystkiego. Ognia! Pal!
RICO: Litość! Żal! Spróbujmy jeszcze raz, zapałka musi płonąć za każdym razem, inaczej publika pomyśli, że numer niedopracowany.
COCO: Ile to razy nam nie wychodziło.
RICO: I próbowaliśmy dalej.
COCO: I znowu nic.
RICO: I jeszcze raz.
COCO: I nic.
RICO: I znowu próba.
COCO: Aż za którymś razem przecież wyszło.
RICO: Zaczekaj.
COCO: Co?
RICO: Zgasło.
COCO: Na pewno?
RICO: Nic nie słyszę.
COCO: I tak dobrze się paliło. Wyszło nam, i to nie raz.
RICO: Bez publiki się nie liczy.
COCO: Utrzymujemy się na powierzchni. Powtórz.
RICO: Utrzymujemy się na powierzchni. Nie czuję tego, Coco.
COCO: Jeszcze raz. Zapałka, bicz, trzask, ogień. No, zaczynamy.
RICO: Podrzuć mi coś.
COCO: Taka pieśń jest siła, dzielność!
RICO: Taka pieśń jest nieśmiertelność!
COCO: Dziś mój zenit, moc moja dzisiaj się przesili…
RICO: Dziś poznam, czym najwyższy, czylim tylko dumny;/ Dziś jest chwila przeznaczona,/ Dziś najsilniej wytężę duszy mej ramiona… Ale!
Trzaśnięcie bicza, trzask zapałki, syk ognia.
COCO: Ale!
RICO: Piękny strzał!
COCO: Jesteśmy gotowi.
RICO: Ciągle gotowi.
COCO: Można nas podziwiać.
RICO: Nawet wypada nas podziwiać.
COCO: Nie podziwiać nas to obraza dla naszej sztuki.
RICO: Teraz powinien wejść dyrektor i zapowiedzieć kolejny numer.
COCO: O, najniebezpieczniejszy numer jaki kiedykolwiek wykonano.
RICO: Światła przygasają, odzywa się niepokojący werbel…
COCO: I w końcu ba dam tss – walnięcie w talerz!
RICO: Na scenę wbiegają akrobaci, którzy za chwilę utworzą najwyższą piramidę z ludzkich ciał, jaka kiedykolwiek powstała.
COCO: Będzie sięgać aż po sam zwornik… sam zwornik namiotu.
RICO: Ale zanim tam sięgnie, na szczyt piramidy musi wskoczyć najmniejsza, najlżejsza akrobatka.
COCO: Romana. Miała na imię Romana.
RICO: Wystarczy, że weźmie rozbieg, odbije się mocno od trampoliny i…
COCO: Krew na jej ustach wyglądała jak płatek róży.
RICO: Dość, Coco. Po co to wszystko wspominać?
COCO: A po co przebierać w puzderku z biżuterią, której się już nie nosi?
RICO: No właśnie, po co, po co, po co?
COCO: Bo człowiek chce mieć kontakt z człowiekiem, którym był kiedyś. I z ludźmi, z którymi kiedyś żył.
RICO: Mrzonki, ja bym chciał poczuć kontakt z żywymi ludźmi teraz. Poczuć ich spojrzenia, ich zapachy, słyszeć ich kaszel, sapanie, szmerek rozmów.
COCO: Wielkie rzeczy. Chcesz nakarmić swoją próżność i tyle. Przejrzeć się w ich zachwyconych twarzach.
RICO: A ty nie? Jaki to wszystko ma sens bez tego?
COCO: Nie wiem, Rico. Ale monolog nigdy nie jest mówiony do nikogo.
RICO: Nawet kiedy nie ma odpowiedzi?
COCO: Może jej nie słyszymy. A może za dużo monologujemy, a za mało słuchamy.
RICO: Mogłabyś prowadzić kącik porad w magazynie dla pań.
COCO: Nikt by nie uwierzył w porady klauna.
RICO: Masz rację. Och, jednak to bardzo dobrze, że jesteśmy kim jesteśmy.
COCO: Tu, gdzie jesteśmy.
RICO: I będziemy do końca.
COCO: Jakiego końca, Rico?
RICO: Końca słońca! Stawaj! Musimy poćwiczyć!
COCO: Podrzucić coś?
RICO: Nie, już mam. Potrzeba mi lotu,/ Wylecę z planet i gwiazd kołowrotu! Ale!
Strzał bicza, trzask zapałki.
COCO: Ale!
Kolejne strzały, wszystkie idealnie wykonane.
KONIEC CZĘŚCI CZTERNASTEJ