
OSOBY:
COCO
RICO
(para klaunów na wycugu)
Część trzynasta
Ołowiana armatka
Coco i Rico przed opustoszałym, tu i ówdzie nadszarpniętym przez czas i wiatr namiotem Cyrku „Mundi”. Oboje ubrani w pstrokate, podniszczone i w wielu miejscach zacerowane stroje klaunów. Gdzieś obok cyrkowa buda na sflaczałych kołach. Poza tym – pustka.
RICO: Wiesz co, Coco?
COCO: Co, Rico?
RICO: Chyba przekopię ten kawałek ziemi.
COCO: Który?
RICO: Ten.
COCO: Chcesz powiększyć ogródek?
RICO: Po prostu chcę przekopać kawałek ziemi.
COCO: Ale po co?
RICO: Och, to przeklęte pytanie, które było przyczyną zguby tylu dzielnych ludzi!
COCO: Dobrze, nie będę o nic pytać. Rób co chcesz.
RICO: Więc jest ci to obojętne?
COCO: Nie jest mi obojętne, co zrobisz z ziemią przy naszym ogródku.
RICO: Przekopię ją, a potem się zobaczy.
COCO: Jest twarda, udeptana, namęczysz się, napocisz. Lepiej wiedzieć zawczasu, po co.
RICO: Zrobisz z tą ziemią, co będziesz chciała, a ja po prostu tam zajrzę.
COCO: Chcesz zajrzeć do ziemi. Ale…
RICO: Po co? A po co zagląda się do ziemi, Coco?
COCO: Żeby coś znaleźć?
RICO: Brawo!
COCO: Ale co chcesz znaleźć w ziemi, Rico?
RICO: Gdybym to wiedział, nie chciałoby mi się kopać.
COCO: Może to będzie ołowiana armatka?
RICO: Ołowiana armatka? Dlaczego ołowiana armatka?
COCO: Teraz to ty zadajesz zbędne pytania.
RICO: Dlaczego nie łuska po naboju? Albo moneta z 1962 roku?
COCO: Dlaczego z 1962?
RICO: Mam cię!
COCO: Chyba jednak ołowiana armatka.
RICO: Rozumiem. Zakopałaś tam ołowianą armatkę.
COCO: Niczego tam nie zakopałam. Nie ja.
RICO: A kto?
COCO: Nie wiem. Może nikt niczego nie zakopywał.
RICO: To skąd miałaby tam się wziąć ołowiana armatka?!
COCO: A wiesz skąd w ziemi biorą się różne znaleziska? Nie wiesz. I tego się trzymajmy.
RICO: To jest genialne, Coco. Ale jeśli tam naprawdę będzie ołowiana armatka, to będzie znaczyło, że masz dar.
COCO: Radar. A może po prostu zgadnę?
RICO: Nie przekonamy się, zanim nie przekopię.
COCO: Przekop. Teraz to i ja jestem ciekawa.
RICO: Ale jeśli bawisz się ze mną, to ja nie kopię.
COCO: Naprawdę, nie mam pojęcia co jest w ziemi. Ołowianą armatkę wymyśliłam na poczekaniu. Przecież zawsze wymyślamy coś na poczekaniu.
RICO: No tak, ale dlaczego akurat…
COCO: Dość pytania, do kopania.
Rico idzie po szpadel.
RICO: Dość pytania, do kopania, dość kopania, do pytania, kość do pana, tfu!
COCO: Tylko nie uszkodź korzeni róż!
RICO: Wiem, Coco!
Rico kopie, idzie mu ciężko, ziemia twarda, udeptana, spieczona.
RICO: Jaka twarda skorupa.
COCO: Plwaj na tę skorupę i zstąp do głębi!
Coco się śmieje.
RICO: Jak ci tak wesoło, to sama kop!
COCO: O nie, to był twój pomysł! Ja sobie z chęcią popatrzę na twoje kopanie! Kop na długość szpadla! O tak, ładnie. Jeszcze tylko kawałek.
Rico przerywa kopanie.
COCO: Znalazłeś coś?
RICO: Nie, muszę odsapnąć, Coco.
COCO: Co z twoją kondycją, Rico?
RICO: Nie wiem, Coco. Chyba ją straciłem.
COCO: Biedny Rico. Ale praca fizyczna dobrze ci zrobi!
RICO (pod nosem): Zaraz też stracę cierpliwość.
COCO: Co mówisz, Rico?
RICO: Nic nie mówię, Coco, mamroczę sobie pod nosem.
COCO: Kop, nie trać energii na mamrotanie!
Rico kopie, kopie, już niemal całkiem bez siły. Nagle szpadel zgrzyta o coś metalowego.
RICO: Coś tu jest!
COCO: Co takiego?
RICO: Podejdź i sama zobacz.
COCO: Nie chce mi się. Kopanie to był twój pomysł, a poza tym właśnie znalazłam idealną pozycję do leżenia.
RICO: To lepiej usiądź.
COCO: A co?
Rico podchodzi z czymś wykopanym i pokazuje Coco.
RICO: A to.
COCO: Czy to jest to, o czym myślę?
RICO: Tak, Coco. To jest bez wątpienia ołowiana armatka.
COCO: O Boże! Więc miałam rację!
RICO: O Boże, ona znowu miała rację! Powiedz mi natychmiast co to za sztuczka z tą armatką.
COCO: To nie sztuczka. Po prostu kiedyś w tym miejscu jakiś chłopczyk bawił się ołowianymi żołnierzykami i oczywiście ołowianą armatką. Musiał ją zgubić i tak sobie tu leżała, przykrywana kolejnymi warstwami ziemi.
RICO: Takim czymś to ty mnie nie przekonasz.
COCO: Ale to najbardziej prawdopodobna wersja.
RICO: Wiesz, że ci nie wierzę?
COCO: Wiem, ale musisz z tym żyć.
RICO: Więc nic cię nie łączy z tym kawałkiem ołowiu?
COCO: Nic a nic. Nigdy nie bawiłam się w wojnę.
RICO: Naprawdę? Przecież wszyscy bawią się w wojnę.
COCO: Ja się bawiłam w teatr. Miałam lalki, kurtynę z koca i latarkę z kolorowymi szkiełkami.
RICO: I na pewno nie było tam ołowianej armatki? Przypomnij sobie dobrze, Coco.
COCO: Na pewno, Rico. Wiesz co? Zakop ją z powrotem.
RICO: Czekaj, czekaj. A jeśli to znak?
COCO: Jaki znowu znak, żaden znak, czysty przypadek. Schowaj to w ziemi.
RICO: Jaki znak? A taki, żebyśmy kopali dalej. Zgodnie z twoim radarem! Możemy dokopać się do skarbów!
COCO: Żałuję, że powiedziałam ci o tej armatce.
RICO: A jednak powiedziałaś, bo coś ci kazało powiedzieć! Powiedz, gdzie mam kopać. Poczułem przypływ niesamowitej energii!
COCO: A jeśli powiem, że to ja zakopałam armatkę, dasz mi spokój?
RICO: Ale przecież nie zakopałaś.
COCO: Dostałam ją na pamiątkę od… przyjaciela, a ponieważ wiedziałam, że możesz być zazdrosny, wykopałam dziurkę, zakopałam dziurkę i już.
RICO: Canetti?
COCO: Może Canetti, może nie Canetti.
RICO: Może zakopałaś, może zgadłaś, może usłyszałaś głos, którego nie słyszałaś.
COCO: Widzisz, ile możliwości! Wybierz sobie którąś.
RICO: Ale ja nie chcę wybierać, ja chcę wiedzieć.
COCO: A ja chcę tu posiać jakieś warzywka. Gdzie moje grabki…
Coco grabi przekopaną ziemię, a Rico bawi się armatką. Strzela z niej i strąca wyimaginowane samoloty.
RICO: Coco.
COCO: Tak, Rico?
RICO: Jesteś niesamowita, wiesz?
COCO: Wiem, ponieważ jesteśmy niesamowitym duetem składającym się z dwóch niesamowitych połówek. Dobrze mówię?
RICO: Dobrze wiedzieć, Coco.
COCO: Tak, dobrze coś wiedzieć, Rico.
Rico wraca do zabawy ołowianą armatką.
KONIEC CZĘŚCI TRZYNASTEJ