Szanowna Redakcjo!
W felietonie Casus Perzanowskiej Rafał Węgrzyniak skrytykował program przedstawienia Jak być kochaną. W kolejnym O Perzanowskiej i sztuce konwersacji odniósł się do mojej reakcji – zdumiewającej, jak to napisał – na swój poprzedni tekst.
Reakcja moja jest prosta: Rafał Węgrzyniak przekroczył granicę, której przekraczać nie należy. Odróżnijmy „konwersację” czy polemikę od połajanki. W tej pierwszej rozmawia się na temat, w tej drugiej – znieważa się ludzi. Felietonista ma prawo nie zgadzać się z naszą redakcją. Nie ma prawa – ani podstaw – aby nam wmawiać nieuctwo.
Wspomniane felietony są dobrym przykładem, jak bardzo różnić się mogą dwa teksty zależnie od przyjętej konwencji sporu. I od razu dodam: w drugim tekście autor trafnie zwrócił uwagę na niepoprawione zdania.
Merytorycznie rzecz jest również prosta. Jak być kochaną nie jest opowieścią o znanej nam „sprawie Perzanowskiej”. To uniwersalny, ledwie osnuty na rzeczywistych motywach portret kobiecej miłości w nieludzkich warunkach. Jego bohaterka Felicja nie jest Stanisławą Perzanowską, lecz postacią syntetyczną. Programy Teatru Narodowego mają pomóc publiczności w odbiorze dzieła sztuki, które ogląda. W tym wypadku klucz biograficzny nie jest istotny, a nawet mógłby prowadzić na manowce.
Zrezygnowaliśmy więc z interesującej dygresji historycznej – gdyż świadomość historyczną naszej widowni krzewimy intensywnie przy właściwych po temu okazjach.
Paweł Płoski
Ilość odsłon archiwalnych: 79